Branża

Spieszmy się windykować, póki jeszcze jest to możliwe…

Anna Gąsiorowska, negocjator windykacyjny

Spieszmy się windykować, póki jeszcze jest to możliwe…

Już za parę miesięcy, od stycznia 2024 r. w Polsce znacznie zmienią się przepisy dotyczące windykacji. W praktyce, chcąc zabezpieczyć prawa dłużników, windykacja polubowna może przestać istnieć…

Reklama
Banner All4Wood 2024 - 750x100

Przede wszystkim – wiele firm windykacyjnych zniknie z rynku. Wymóg kapitału zakładowego w wysokości 1 mln zł sprawi, że windykację będą mogły prowadzić tylko te największe firmy, a i tak na znacznie zmienionych zasadach. Niemożliwa stanie się windykacja polubowna osób powyżej 75 roku życia, niepełnosprawnych, nieposiadających pełnej zdolności do czynności prawnych.

Na dodatek – każdy dłużnik będzie mógł zgłosić swój sprzeciw od działań windykacyjnych, co będzie skutkowało natychmiastowym zakończeniem kontaktów z nim i jedyną opcją stanie się droga sądowa. Już teraz sprawy o zapłatę trwają od 6 do 18 miesięcy, a przecież to dopiero początek drogi do odzyskania swoich pieniędzy, bo jeszcze musi je wyegzekwować komornik…

ZOBACZ TAKŻE: Sztuczna Inteligencja już wie

Na omówienie kolejnych zmian w przepisach przyjdzie jeszcze czas, skupiając się jedynie na przepisach przedstawionych powyżej: nadchodzą trudne czasy dla wierzycieli. Wyłączenie kilku grup z działań windykacyjnych sprawi, że osoby te będą miały trudności z pozyskaniem jakiejkolwiek dodatkowych pieniędzy w postaci pożyczki czy kredytu, a nawet – wzięcia czegoś na abonament.

Jeśli z rynku zniknie wiele małych firm windykacyjnych, to obstawiajcie Państwo, jak będą się kształtowały ceny tych, które zostaną? Wzrosną czy spadną? No właśnie… A na dodatek – nikt nie będzie mógł dać nam gwarancji, że nagle, podczas zaawansowanych negocjacji windykacyjnych, dłużnik nagle nie zgłosi swojego sprzeciw i będziemy musieli je przerwać, bez możliwości obciążenia go kosztami pracy naszych pracowników, z poczuciem zmarnowanego czasu i pieniędzy.

Sami dłużnicy też sami po czasie się przekonają, że te zmiany niekoniecznie zadziałają na ich korzyść. Zamiast rozłożenia długu na raty, anulowanie np. części odsetek – będą mieli dodatkowe koszty sądowe. Zapewne kilkanaście miesięcy później, niż gdyby się dogadali z windykatorem, ale za to powiększone o koszty sądowe i koszty egzekucji komorniczej.

ZOBACZ TAKŻE: Specjalizacja czy szeroki zakres oferty? Oto jest pytanie

Warto też zauważyć jedno – nie spodziewam się żadnych kampanii społecznych dotyczących świadomego pożyczania, regulowania swoich długów. Zapewne rządzący położą nacisk, jak to dbają o najbiedniejszych i najbardziej pokrzywdzonych. Zamiast rzetelnie przedstawić wszystkie plusy i minusy nowych rozwiązań, jestem pewna, że komunikat będzie tylko jeden: „Nęka cię windykator? Zgłoś swój przepis i śpij spokojnie”.

Nikt nie powie, że spać spokojnie będzie tylko do czasu egzekucji komorniczej, która już nie będzie się odbywała na wynegocjowanych pomiędzy dłużnikiem a wierzycielem zasadach, ale na zasadach odgórnie ustalonych przez prawo, z kwotą wolną od zajęcia i środkami niepodlegającymi zajęciu, gdzie cała reszta, z doliczonymi odsetkami i opłatami – będzie zajmowana. Czy wtedy dłużnicy też będą spać spokojnie?

Spieszmy się zatem windykować, póki jeszcze jest to możliwe…

TEKST: Anna Gąsiorowska

Felieton został opublikowany w miesięczniku BIZNES.meble.pl, nr 9/2023