Edukacja

Kraina z czarną perłą

Białoruś: największa w tym kraju inwestycja z udziałem polskiego kapitału: Kronospan – nowoczesny zakład produkcji płyt dla przemysłu meblarskiego.

Kraina z czarną perłą

Na wędrówkę po Białorusi, w poszukiwaniu gospodarczych skarbów, warto zabrać dobrego przewodnika. Inaczej można się zgubić w gęstym lesie przepisów albo stracić stabilność na grząskim gruncie biurokracji. Dzięki ominięciu ekstremalnych doznań ekonomicznych można się będzie cieszyć owocnymi kontaktami handlowymi.

Reklama
visby.pl banner z promocją na łóżko

Białoruś nie ma dostępu do morza. Nie ma terenów górzystych. Przeważającą część kraju stanowią niziny. Nuda? Niekoniecznie. Położenie geograficzne Białorusi zdecydowało o tym, że 30% powierzchni kraju zajmują lasy, natomiast 20% to rozległe tereny bagienne i torfowiska. Nie ma tam czego szukać? Niekoniecznie. Na Białorusi są bogate zasoby czarnego dębu. Poddawane wpływowi wody lub ziemi przez kilkaset, a nawet kilka tysięcy lat, drewno dębu zmieniało swoje właściwości. Czarny dąb jest materiałem pożądanym przez stolarzy, rzeźbiarzy, a także jubilerów. To drogi surowiec i bardzo trudny w obróbce: twardy, wymagający odpowiednich warunków składowania i bardzo powolnego procesu suszenia. Za trudny? Niekoniecznie. Co prawda, żeby dotknąć sedna trzeba się solidnie napracować nad eliminacją zbędnego materiału. Ale efekt może być oszałamiający.

Nie było Galileja i Boba Marleya* (Nie było Galileusza i Boba Marleya)

Na drodze do sukcesu na Białorusi nie da się ominąć pierwszego, trudnego etapu. Trzeba ten kraj poznać i zrozumieć, ale to nie jest proste. Niejednokrotnie można się będzie przekonać, w jak wielu tematach pierwsze wrażenie okaże się mylące.

Przedstawiciele Wydziału Promocji Handlu i Inwestycji Ambasady RP w Mińsku zaznaczają, że pierwszym wizytom polskich przedsiębiorców na Białorusi zwykle towarzyszy zdziwienie i zaskoczenie. Drogi są dobre, panuje porządek i czystość, sklepy są pełne towarów, a ceny żywności często wyższe niż w Polsce. W dodatku, dużo się buduje i remontuje. Potencjał gospodarczy nie jest tak mały, jak się powszechnie sądzi. Białoruś to europejski kraj, natomiast społeczeństwo o podobnej kulturze i mentalności jest przyjazne Polakom – informują przedstawiciele WPHI.

Dodają też, że zwykle po miłym zaskoczeniu następuje zderzenie z rzeczywistością:

  • zły stan finansowy białoruskich przedsiębiorstw,
  • nakazowo-administracyjny, scentralizowany system zarządzania gospodarką,
  • pogmatwane i często zmienne prawo gospodarcze regulujące prawie wszystko, co można uregulować
  • niski stopień prywatyzacji.

Kolejna zadziwiająca sprawa to temat języka. Trudne do zrozumienia może być to, że na Białorusi, w oficjalnych sytuacjach częściej mówi się po rosyjsku niż po białorusku. Podobno na przestrzeni dekady, o 20% zmniejszyła się liczba Białorusinów, którzy w spisie powszechnym jako język ojczysty zadeklarowali język białoruski. Może być niezrozumiałym fakt, dlaczego tylko 53% mieszkańców Białorusi przyznaje się obecnie do tego, że białoruski jest ich językiem ojczystym. UNESCO uznało go nawet za zagrożony wyginięciem.

ZOBACZ TAKŻE: Nie ma na co czekać

Być może z tego powodu pod koniec maja br. świat zadziwiła informacja opublikowana przez dziennik „Zwiazda”. Firma Sławia zaczęła oferować 10% zniżki tym klientom, którzy zamówią u niej meble po białorusku. Może jednak zadziwić znacznie więcej. Na przykład to, że niejedna z polskich firm, na prośbę wschodnich partnerów lub po krótkim namyśle, wycofała się z udzielenia nam informacji na temat współpracy gospodarczej z Białorusią. Wchodzą tu w grę sprawy natury politycznej. Nie chcielibyśmy urazić naszych białoruskich partnerów. Z góry dziękuję za zrozumienie – słyszeliśmy w odpowiedziach.

Zadziwiającym może wydawać się także fakt, że białostocka hurtownia mebli Armandia, mimo niewielkiej odległości od białoruskiej granicy, nie utrzymuje żadnych kontaktów handlowych z Białorusią. Sprzedajemy meble do krajów nadbałtyckich, a także do Kazachstanu. Mimo, że bardzo się staraliśmy, nie byliśmy w stanie przeskoczyć białoruskiej bariery z zaporowych stawek celnych – mówi Kaziemierz Ejsmont, współwłaściciel hurtowni Armandia z siedzibą w Białymstoku. Z drugiej strony, największa inwestycja na Białorusi z udziałem polskiego kapitału związana jest właśnie z branżą meblarską. Jak poinformowała nas białoruska National Agency of Investment and Privatization, jest to zakład Kronospan Szczecinek w Smorgoni k. Grodna produkujący płyty drewnopochodne.

… I z ludźmi ustalujesz kantakt” * (… I z ludźmi nawiążesz kontakt)

W poruszaniu się po białoruskich realiach pomóc mogą wskazówki WPHI w Mińsku. Postępować trzeba ostrożnie, mieć ograniczone zaufanie, ale okazywać szacunek partnerowi – zaznaczają eksperci. Bardzo dobrym przewodnikiem mogą okazać się doświadczenia przedsiębiorców. O tym, jak ogromne znaczenie ma kontakt z właściwą osobą na Białorusi opowiada Krzysztof Burdalski, prezes Zarządu polskiej firmy Mebelux produkującej meble biurowe m.in. w Wolnej Strefie Ekonomicznej Brześć.

W Polsce działamy już od 20 lat. Naszym dużym rynkiem eksportowym była kiedyś Rosja. W 1997 roku wprowadzono tak wysokie stawki celne, że właściwie całkowicie zablokowano ogromny wówczas eksport polskich mebli do Rosji. Zależało nam na utrzymaniu relacji z rosyjskimi odbiorcami a pojawiła się możliwość inwestycji w wolnej strefie ekonomicznej na Białorusi. Bardzo dobry znajomy skontaktował mnie wtedy z właścicielem niewielkiego zakładu, do którego kupiliśmy maszyny, wprowadziliśmy technologie i zaczęliśmy produkcję mebli skrzyniowych. Od razu mieliśmy zapewniony zbyt do Rosji. Nasi rosyjscy klienci ucieszyli się, że będą mogli kupować nasze meble bez cła – mówi Krzysztof Burdalski.

Z perspektywy czasu entuzjazm nie jest jednak już tak duży, jak początkowo. Muszę powiedzieć, że trochę straciłem serce do tej spółki. Jej problemem był szef starej daty. Poziom zarządzania, jak i samej produkcji, ustalił na bardzo niskim poziomie. Byłem tam rok temu i zobaczyłem kompletny bałagan. Firma konkuruje już wyłącznie ceną, straciła klientów – dodaje. Na pytanie, czy mimo wszystko warto interesować się Białorusią, odpowiada: Myśmy chyba mieli pecha co do kadry. Jest tam po prostu potężny kłopot ze znalezieniem odpowiedzialnych osób.

Ty nie czakaj, siurpryzau nia budzie* (Nie czekaj, niespodzianek nie będzie)

Jak informuje WPHI w Mińsku, napływowi inwestycji zagranicznych na Białoruś przeszkadza brak przejrzystych przepisów dotyczących wejścia na ten rynek. Obecnie inwestor zagraniczny patrzy na Białoruś z obawą i odpowiedź na pytanie dlaczego tak jest w największym stopniu jest na płaszczyźnie politycznej. Jasne jest, że na dynamikę napływu europejskich inwestycji w ostatnim czasie miała wpływ nieokreślona sytuacja w stosunkach z Unią Europejską – mówią eksperci z WPHI w Mińsku.

Poza tym jest inny ważny moment – inwestora interesują odpowiedzi na pytania: czy może on otrzymać realne gwarancje od konfiskaty lub nacjonalizacji, albo adekwatną rynkową rekompensatę wartości skonfiskowanego majątku. Na poziomie ustawodawstwa gwarancje te są nieźle opisane. Białoruś jest uczestnikiem międzynarodowych porozumień w zakresie ochrony inwestycji podpisanych przez większość państw, skąd pochodzą inwestorzy do RB. Te porozumienia przewidują ww. gwarancje. Ale deklarowanie ochrony inwestycji to jedna sprawa, zaś ich ochrona – zupełnie inna – zaznaczają.

ZOBACZ TAKŻE: Otworzyć granicę

Bardzo ważną informacją jest to, że obecnie Białoruś dysponuje dość jasnym mechanizmem – umową z inwestorem. Inwestor może zawrzeć umowę zgodnie z ogólną procedurą i uzyskać standardowy wykaz preferencji, lub spróbować uzyskać warunki preferencyjne, zgodę na które musi dać prezydent. Ale z powodu braku szczegółowej „mapy drogowej”, która by opisywała krok po kroku działania inwestora, inwestor zmuszony jest do ciągłych konsultacji z białoruskimi urzędnikami, którzy reprezentują klasyczną biurokratyczną strukturę i od kontaktów z którymi u niektórych inwestorów znika chęć do inwestowania czegokolwiek.

Inwestor zadaje pytanie: jeżeli na studium podjęcia decyzji te uzgodnienia, spotkania i dyskusje wyglądają w taki sposób, to co będzie na stadium realizacji projektu i czy ten egzotyczny rynek jest naprawdę interesujący – podsumowują eksperci z WPHI w Mińsku. Na przykładzie polskiej branży meblarskiej widać, że jest jak najbardziej interesujący i że można sobie poradzić z barierami. Można nawet mówić o prawdziwych sukcesach. Pierwszym producentem pianki poliuretanowej na Białorusi jest firma Organika. Na tym rynku aktywnie działa od 2009 roku. Jak przedsiębiorstwo informuje na swojej stronie internetowej: Nasza białoruska spółka BelOrganika dynamicznie się rozwija i umacnia swoją pozycję zarówno na rynku lokalnym, jak i ogólnokrajowym.

Kontakty handlowe z Białorusią utrzymują firmy Bogatti i Enkev. Ich przedstawiciele zwracają uwagę na duże znaczenie bezpośrednich kontaktów z ludźmi, a także wzrostową dynamikę rynku białoruskiego. Podkreślają, że relacje z Białorusinami są bardzo dobre. Że są to ludzie sympatyczni i otwarci na współpracę z Polakami. Niektórzy polscy przedsiębiorcy uważają również, że białoruski rynek powrócił już do formy po problemach w 2011 r.

ZOBACZ TAKŻE: Bezpieczeństwo w cenie

W przypadku niektórych sektorów, korzystne warunki do wymiany handlowej jeszcze przed 2011 rokiem, stworzyła wspólna taryfa celna unii celnej Białoruś-Rosja-Kazachstan. Została ona wprowadzona na początku 2010 r. W jej wyniku zmniejszyły się obciążenia celne m.in. na części i akcesoria dla meblarstwa. Od dłuższego czasu na swoją pozycję na Białorusi pracuje firma GTV. Nie ma tam osobnego biura handlowego, natomiast kompleksową obsługą klientów zajmuje się specjalnie oddelegowany dział sprzedaży w biurze w Polsce.

Dzięki profesjonalnej obsłudze logistycznej oraz odpowiednio zaopatrzonym magazynom, jesteśmy w stanie w ciągu 7 dni dostarczyć zamówiony towar do magazynu klienta. Grono stałych klientów nieustannie poszerza się o nowych kontrahentów, którzy z asortymentem GTV zapoznają się na imprezach targowych, na których GTV regularnie pojawia się jako wystawca – mówi Denis Urbanowicz, manager ds. eksportu na rynki wschodnie firmy GTV.

Mimo rozczarowań, Krzysztof Burdalski zaznacza, że na Białorusi jest dobry klimat dla rozwoju biznesu. Spotkałem się z opinią, że firmy zagraniczne tylko czekają w blokach startowych aż wydarzy się tam coś pozytywnego. Myślę, że jeśli ktoś tam ma zaufanego partnera to nie powinien się dłużej zastanawiać. Myślę, że to dobry moment dla ludzi odważnych i z wizją handlową – podkreśla prezes firmy Mebelux.

TEKST: Diana Nachiło

Artykuł został opublikowany w miesięczniku BIZNES.meble.pl, nr 7-8/2013

* Cytaty pochodzą z piosenki „Try czarapachi” białoruskiej grupy N.R.M., którą często można usłyszeć na warszawskich koncertach „Solidarni z Białorusią”.