fbpx
Branża

Z hali po nawozach w świat

Adam i Jerzy Krzanowscy, Nowy Styl.

Z hali po nawozach w świat

Rozmowa z Jerzym Krzanowskim, wiceprezesem Zarządu, dyrektorem inwestycji i zakupów, współwłaścicielem Grupy Nowy Styl.

Reklama
Meblarski-1000-banner-srodtekstowy-750x100-gif-miesiecznik-i-portal-informacyjny-branzy-meblarskiej-biznes-meble-pl

Rozmowa opublikowana została w książce „Wizjonerzy i biznesmeni” (t. 1), wydanej przez Wydawnictwo meble.pl w 2015 r. Poniżej czwarty rozdział tego wywiadu. Trzeci rozdział można przeczytać tutaj: Pomysł z formatu A4.

W 1992 roku Adam Krzanowski wrócił do Krosna. Przywiózł trochę zarobionych w Stanach Zjednoczonych dolarów. Mieliście Panowie pieniądze na założenie firmy.

Sternowie dorzucili swój udział.

Tak, właśnie, bo Panowie daliście trzydzieści tysięcy dolarów, a Sternowie – dwadzieścia tysięcy?

Wie Pan, ja już tego nie pamiętam, ale udziały były sześćdziesiąt do czterdziestu dla nas. Czyli wydaje mi się, że Sternowie włożyli około dwudziestu tysięcy, a my dwadzieścia kilka. Wkład musiał być adekwatny do udziałów, bo to była spółka z ograniczoną odpowiedzialnością. Potem, oni rzeczywiście wsparli nas finansowo, ale na początku myśmy zgromadzili czterdzieści kilka tysięcy dolarów. Chyba niecałe pięćdziesiąt tysięcy.

Na co poszły te pieniądze?

To były pieniądze, z których remontowaliśmy budynek, jakoś go wyposażyliśmy, musieliśmy kupić jakieś materiały tapicerskie w Polsce, jakąś gąbkę, tego typu rzeczy. Natomiast na ramy, które przychodziły z Włoch, mieliśmy kredyt kupiecki – sześćdziesiąt dni. Taki był początek.

A jeśli chodzi o procenty – sześćdziesiąt do czterdziestu na Panów korzyść – to czyj to był pomysł?

To był pomysł Henry`ego.

Czyli świadomie oddał Wam większość?

Tak, ale nie ma co się dziwić. Wiedział, że skoro my robimy biznes, to on chciał mieć kapitał mniejszościowy. Mógł zaproponować pięćdziesiąt na pięćdziesiąt, ale nie wszędzie te układy pięćdziesiąt na pięćdziesiąt się sprawdzają. Dlaczego zaproponował sobie czterdzieści procent – nie wiem, ale już na początku powiedział: „Adam, ja chcę mieć kapitał mniejszościowy – wy po trzydzieści procent, my po dwadzieścia procent”. I to była jego propozycja.

Sternowie dali nie tylko kapitał. Dali też firmie gwarancje.

Tak, bo w razie czego oni potencjalnie ryzykowali. Gdyby ta firma upadła, my byśmy nie mieli z czego zapłacić, oni więc odpowiedzialność za to mieli. Oczywiście, nikt tego nie zakładał, każdy zakładał, że będzie dobrze – pamiętajmy, że to był okres, że cokolwiek się do Polski sprowadziło, to wszystko się sprzedało.

Nowy Styl – budowa pierwszej fabryki, Jedlicze, 1992 r.
Nowy Styl – budowa pierwszej fabryki, Jedlicze, 1992 r.

Ale to był też okres, gdy importerzy musieli z góry płacić. Włosi nie dawali kredytu kupieckiego. Wam – dawali.

W Polsce – oczywiście. To było bardzo ważne. I przez rok czy dwa, no – może trochę przesadzam – przez pierwszy rok i dosłownie kilka chwil… Bo myśmy potem z taką dynamiką weszli, myśmy byli już tak poważnym klientem we Włoszech, że wtedy już żadnych gwarancji nie potrzebowaliśmy. Ale był taki moment przełomowy – jeśli chodzi o te krzesła ramowe, to byśmy sobie poradzili z tą gotówką w ramach kapitału plus kredyt kupiecki z Włoch i bylibyśmy w stanie to obsługiwać, płacąc i biorąc nowy towar. Myśmy wprowadzili wtedy na rynek krzesła typu Radomsko, Jasienica, które są gięte z drewna, ale u nas rama była metalowa. Wcześniej dostępne były na rynku polskim w drewnie, a my zaoferowaliśmy krzesła z metalu. One na rynku amerykańskim były trzy razy tańsze od krzeseł z drzewa, a my, wprowadzając je na rynek polski, sprzedawaliśmy pewnie ze dwa razy drożej niż krzesła z drewna.

Powiedział Pan, że spółka została zarejestrowana w maju 1992 roku. Czy Sternowie też byli przy rejestracji?

Nie, nie. Oni przysłali pełnomocników do zarejestrowania i ta rejestracja nastąpiła jeszcze przed przyjazdem Adama do Polski. Adam wrócił albo pod koniec maja, albo na początku czerwca, a firma została zarejestrowana 29 maja, bez obecności Adama. Ale papiery do sądu złożyłem wcześniej, czyli rejestrowałem tę firmę na zasadzie pełnomocnictw.

Wiosną 1992 roku z myślą o przyszłej produkcji wynajął Pan halę. Co to była za hala?

Zanim jeszcze została zarejestrowana spółka, szukałem miejsca, w którym moglibyśmy rozpocząć te montaże. Różne były pomysły, już nawet nie pamiętam wszystkich szczegółów, ale ostatecznie padło na Gminną Spółdzielnię Samopomoc Chłopska w Jedliczu i magazyn, który miał sześćset metrów kwadratowych. To był magazyn po nawozach sztucznych, które nie były tam przechowywane w workach, ale w wydzielonych na hali boksach – te nawozy leżały tam luzem. Smród w tej hali był niesamowity. Nie wiem, czy byliśmy nieświadomi tego, w każdym razie sami musieliśmy te nawozy stamtąd usunąć.

Nowy Styl – historyczny, pierwszy samochód służbowy – polonez, 1992 r.
Nowy Styl – historyczny, pierwszy samochód służbowy – polonez, 1992 r.

Spółdzielnia nie poczuwała się do jakiegoś – powiedzmy – posprzątania po sobie?

W życiu, nie było nawet szans, by spółdzielnia dała nam kogokolwiek do pomocy. Smród tam pozostał do końca, ale myśmy tam byli krótko: od lipca – pamiętam, że 6 lipca wyprodukowaliśmy pierwsze krzesło – i już na początku 1993 roku przenieśliśmy się na lotnisko do Zakładów Remontowych Sprzętu Lotniczego w Krośnie. Tam wynajęliśmy dwupiętrową halę – trzy tysiące metrów kwadratowych. Tam już były biura z prawdziwego, w miarę, zdarzenia, bo w Jedliczach nie było nie tylko prawdziwego biura, ale nawet prawdziwej toalety.

W jakim stanie była hala w Jedliczach, bo domyślam się, że pozostałości po nawozach to nie był jedyny Panów problem?

W Jedliczach nie było ogrzewania, jakiś facet powiedział, że może nam blachę wygiąć i w ten sposób będziemy mieć piec do palenia. Ogrzewanie z tego pieca rozprowadziliśmy jakimiś starymi, byle jakimi rurami w formie nadmuchu. A na lotnisku w Krośnie już była kotłownia, więc tam mieliśmy ogrzewanie, tam było wszystko. Może nie był to jakiś high-tech, ale warunki były naprawdę znośne.

Pierwsze krzesło wyprodukowane zostało 6 lipca 1992 roku. Zachowało się może do dzisiaj w firmie na pamiątkę?

A skąd! Kto by wtedy je zostawiał. Poszło do klienta. Ale powiem Panu, że dużo rzeczy nie zostało: pierwszy polonez – czerwony, bo drugi był biały. Potem żeśmy go intensywnie szukali, ale nie udało się go znaleźć.

A kto wtedy z Panami pracował? Rodzina, czy już może zatrudniliście pierwszych pracowników?

Początkowo ja się zajmowałem pieniędzmi i księgowością. Tę księgowość prowadziłem najpierw sam, potem oczywiście wzięliśmy kogoś do pomocy. Czy żony nam pomagały? Częściowo na pewno tak, ale to nie było na takiej zasadzie, jak czasami się o nas pisze, że one intensywnie pracowały w firmie. Moja żona na jakimś etapie coś szyła, ale też krótko, dlatego że jak zaszła w ciążę, to już nie dała rady pracować. To był tylko epizod. Agnieszka, żona Adama, początkowo jeździła z nim po Polsce, szukając klientów. Później już nigdy żony nie pracowały w firmie.

A mama Panów?

Mama zaczęła u nas pracę dopiero po jakimś czasie, gdy już przestała pracować w Krośnie. Wtedy poszła na kasę.

Nowy Styl – pierwsze budynki, Jedlicze, 1992 r.
Nowy Styl – pierwsze budynki, Jedlicze, 1992 r.

O pierwszych krzesłach sygnowanych marką Nowy Styl słyszałem wiele opowieści, jak choćby ta, że rozwożone były w bagażniku starego poloneza Adama Krzanowskiego. Rzeczywiście tak to wyglądało?

Ja myślę, że może pierwsze krzesła, by je pokazać klientom, Adam woził tym polonezem, na tylnym siedzeniu. Oni z Agnieszką siedzieli z przodu i mogli coś z tyłu upchnąć. Potem rozwozili krzesła w przyczepie poloneza, ale bardzo szybko pojawił się samochód z gminnej spółdzielni, która świadczyła nam wtedy usługi transportowe i wywoziliśmy to ich samochodem, już parotonowym.

Jakiej marki był to samochód?

Wie Pan, nie mogę sobie przypomnieć, ale to taka charakterystyczna marka.

Robur? Żuk? Star? Jelcz?

Nie, nie. Na pewno żaden z nich. To było coś lepszego. Może jakaś węgierska marka. Pamiętam ten samochód jak dziś, jak wyglądał, ale nie mogę sobie przypomnieć marki. Tam już nie była mała paka, to już była paka, która miała kilka metrów długości. Dwa z kawałkiem szerokości i dwa metry wysokości. To już był kawałek paki.

Ile wytrzymaliście na lotnisku w Krośnie?

W Krośnie wytrzymaliśmy tylko rok i trzeba było przenosić się dalej – do Korczyny. Zakłady montażowe: Jedlicze, Krosno, Korczyna, potem Stalowa Wola równolegle, potem likwidacja Stalowej Woli, likwidacja Korczyny i Warzyce, czyli nasze główne miejsce w Jaśle – jako główny zakład montażowy. Oczywiście w Polsce, bo dzisiaj tylko część wytwarzamy w Polsce. Nie jesteśmy już tylko polską firmą.

To ile dzisiaj Grupa Nowy Styl ma pod dachem? Dwieście pięćdziesiąt? Trzysta tysięcy metrów kwadratowych?

Znacznie więcej. Na Ukrainie razem z zakładem drzewnym mamy blisko sto tysięcy pod dachem, w samych Warzycach – jakieś sto trzydzieści tysięcy, a razem w Polsce – dwieście tysięcy. Do tego dochodzą Niemcy, dochodzi Turcja, magazyny we Francji, w Anglii. W sumie będzie tego sporo więcej niż trzysta tysięcy metrów.

ROZMAWIAŁ: Marek Hryniewicki

Ciąg dalszy wywiadu z Jerzym Krzanowskim w rozdziale: Intuicja i wyczucie.