Branża

Niespodzianka w postaci czerwonej kropki

Ryszard Rychlik z projektantem kolekcji „Pelikan” Przemysławem Mac Stopą, nagroda Red Dot Award 2015.

Niespodzianka w postaci czerwonej kropki

Rozmowa z Ryszardem Rychlikiem, współzałożycielem i wieloletnim prezesem Zarządu firmy Profim.

Rozmowa opublikowana została w książce „Wizjonerzy i biznesmeni” (t. 2), wydanej przez Wydawnictwo meble.pl w 2018 r. Poniżej osiemnasty rozdział tego wywiadu. Siedemnasty rozdział można przeczytać tutaj: „Xenon” znaczy sukces

Pierwsze projekty krzeseł były w jakiejś mierze Pańskiego autorstwa, bo rozrysowywał Pan swoje pomysły na kartce. A kiedy w firmie pojawili się profesjonalni projektanci? Chodzi mi o polskich projektantów, bo o zagranicznych już Pan opowiadał.

Reklama
Banner Bank Santander - konto firmowe

Jednym z pierwszych projektantów był Grzegorz Olech, który wtedy nie był specjalnie znany, zresztą z wykształcenia był rzeźbiarzem. Pamiętam, że już po zakupie Zakładu Elementów Automatyki przyjechał do mnie, chciał koniecznie dla nas projektować. Powiedział, że nie chce pieniędzy za te swoje projekty, ale z racji, że ma dużą rodzinę, prosił by go utrzymać, to znaczy wziąć właściwie na etat.

Bez względu na efekty?

Już nie pamiętam szczegółów, ale chyba przez jakiś okres – bodaj przez około rok – płaciliśmy mu miesięczne wynagrodzenie. On sobie w tym zakładzie metalowym, na piętrze, gdzie znajdowały się niewykorzystane przez nas biura, urządził mieszkanie. I jak przyjeżdżał z Warszawy na dwa-trzy dni, to miał się gdzie zatrzymać. On był projektantem takim, który niekoniecznie dużo rysował, ale lubił tworzyć manualnie.

Reklama
Banner raportu "Polacy kupują meble" edycja 2023

Rzeźbił?

Rzeźbił to może za dużo powiedziane. Tworzył modele krzeseł, doklejał do nich jakieś mechanizmy i w ten sposób pracował. Pan Grzegorz zaprojektował dla nas parę rzeczy. Kolejnym projektantem, który się u nas pojawił i który okazał się bardzo pomocny był Tomek Augustyniak.

Pan – mówiąc kolokwialnie – go wyłowił, czy też może przyprowadziła go Beata Bochińska, z którą wówczas współpracował w ramach ABP Wzornik?

To był okres, kiedy zaczęliśmy współpracować z Beatą Bochińska. Ma Pan rację – Beata go poleciła i z Beatą przyszedł. Mieliśmy też współpracę z Piotrem Kuchcińskim, który pracował dla Balmy, ale zrobił dla nas krzesło „Fan”. Poprawiliśmy je dość brutalnie, ale dla nas to był udany mariaż i to krzesło do tej pory bardzo dobrze się sprzedaje. Był również Tomek Rygalik z projektem „Wall In” i jeszcze z dwoma innymi projektami. Niedawno zaczął z nami współpracować Przemek Mac Stopa.

Rozumiem, że takim ukoronowaniem Państwa zabiegów o rozwój produktu były otrzymane przez Profim w 2015 roku nagrody Red Dot. Tak Pan traktuje te wyróżnienia?

Tak, przyznam szczerze, że była to dla nas ogromna niespodzianka, bo pierwszy raz wystartowaliśmy w tym konkursie. Niewiele polskich firm meblarskich wtedy miało i także dzisiaj niewiele ma Red Dota, a my od razu dostaliśmy dwie nagrody i wyróżnienie.

Pamięta Pan za jakie projekty?

Nagrody były za „Pelikana” – projektu Przemka Mac Stopy oraz „Wyspę” ITO Design, natomiast wyróżnienie otrzymała kolekcja „Zoo” Paula Brooksa.

Kolekcja „Pelikan” nagrodzona Red Dot Award 2015, prod. Profim, proj. Przemysław Mac Stopa.
Kolekcja „Pelikan” nagrodzona Red Dot Award 2015, prod. Profim, proj. Przemysław Mac Stopa.

Czy są meble Profim, które są Panu szczególnie bliskie, takie kamienie milowe dla firmy, symbole filozofii firmy?

Na pewno „Muza” z początków naszej działalności. Postawiłbym też na „Xenon”, który podciągnął nas w sprzedaży profesjonalnych krzeseł w Europie bardzo wysoko. Do dziś są różnego rodzaju przetargi organizowane przez duże korporacje, w których „Xenon” wygrywa. To krzesło zaprojektowało nam ITO Design, ale jest tam też mój patent – innowacyjne podparcie lędźwiowe – zastrzeżone w Europie i na świecie. My specjalnie nie promujemy tej użyteczności, ale jest to rzecz, która dodała wartości temu krzesłu. Trzecim jest „mPosition” – krzesło, które wyprzedza epokę.

Czy to prawda, że jego wdrożenie trwało trzy lata i kosztowało dwa miliony złotych?

Tak jest.

Proszę powiedzieć, dlaczego tak długo i dlaczego tak drogo?

Zacznijmy od tego, że Beata Bochińska, gdy jeszcze pracowała w Instytucie Wzornictwa Przemysłowego, ogłosiła konkurs.

Kolekcja „Chic Air” nagrodzona Red Dot Award 2017, prod. Profim, proj. Christophe Pillet.
Kolekcja „Chic Air” nagrodzona Red Dot Award 2017, prod. Profim, proj. Christophe Pillet.

Dobry Wzór?

Nie, nie, to był konkurs na opracowanie koncepcji zdrowego siedzenia. Instytut zrobił badania, jak siedzieć zdrowo z laptopem. Summa summarum wyszło im, że najzdrowsza pozycja to pozycja półleżąca, konieczne podparcie lędźwiowe, bo dopiero w tej pozycji wszystkie mięśnie brzucha i pleców się wyluzowują, a kręgosłup zaczyna oddychać, konieczne jest też silne podparcie głowy. No i ogłoszono konkurs na zaprojektowanie takiego krzesła.

A jaka była Pańska rola w tym projekcie?

Zostałem zaproszony do jury konkursu. Wygrał projekt z Gdańska, autorstwa zespołu doktora Jarka Szymańskiego z Akademii Sztuk Pięknych, a moja rola polegała jedynie na ocenie projektu. Ktoś wtedy spytał, czy to można byłoby produkować. Byłem sceptyczny, bo nie widziałem za bardzo możliwości sprzedaży tego mebla. Owszem – to był ciekawy projekt, ale potrzeba było wielkich pieniędzy, by go wdrożyć i wyprodukować. I gdy kilka tygodni później ogłoszono nabór wniosków na dotacje ze środków unijnych w programie Innowacyjna Gospodarka, to firma, która nam doradzała powiedziała, że przydałby się jakiś innowacyjny pomysł. I ja sobie wtedy przypomniałem o tym krześle. Co prawda był to projekt bardzo drogi, ale miał szansę być koniem pociągowym całego projektu.

Kolekcja „Violle” nagrodzona German Design Award 2018, prod. Profim, proj. ITO Design.
Kolekcja „Violle” nagrodzona German Design Award 2018, prod. Profim, proj. ITO Design.

I udało się?

Zrobiliśmy projekt, na który dostaliśmy ponad dziesięć milionów złotych, choć oczywiście cały projekt inwestycyjny był dużo droższy – trzydzieści kilka milionów. Zaczęły się starania oraz doprojektowywanie „mPosition”. Wyprodukowaliśmy krzesło, ale kupiliśmy też sporo bardzo nowoczesnych maszyn. Dla nas to był duży zastrzyk finansowy.

Kiedy to było?

Bodaj dziewięć lat temu.

Czy „mPosition” weszło ostatecznie do oferty?

Tak, tak, weszło do oferty, sprzedawało się i nadal się sprzedaje – przeciętnie kilkanaście sztuk miesięcznie. Nie wiem, czy kiedykolwiek zwrócą nam się pieniądze wdrożenia. Wie Pan, młodzi ludzie to kupują. Mieliśmy mnóstwo takich przypadków, gdy pracownicy chcieli to kupić do firmy, ale szef im mówił: Wy chcecie leżeć w pracy? Wy mi tu pozasypiacie. Druga rzecz – to duży mebel, ja sam go mam w domu i wiem, ile zajmuje miejsca.

Kolekcja „Mickey” nagrodzona German Design Award 2018, prod. Profim, proj. ITO Design.
Kolekcja „Mickey” nagrodzona German Design Award 2018, prod. Profim, proj. ITO Design.

Od niedawna macie Państwo w ofercie model „RM58” profesora Romana Modzelewskiego…

Któregoś razu pojawili się u mnie młodzi ludzie z firmy Vzór, których nie było stać na kontynuowanie prac związanych z produkcją i szukali finansowania. Myśmy odkupili część udziałów we Vzorze i zaproponowałem im, że wdrożymy miękką wersję kultowego „RM58”.

Szczerze mówiąc – plastikowy pierwowzór to mebel bardzo piękny, ale niezbyt wygodny.

To prawda, jest niewygodny, jest za wąski. Najpierw powiększyliśmy go o pięć czy siedem procent, ale zapytany o radę Paul Brooks uznał, że to za dużo, potem spróbowaliśmy powiększyć o trzy procent, a ostatecznie fotel jest większy od oryginału o cztery procent. Zmienił się też nieco kształt mebla, by poprawić mu ergonomię, dodaliśmy miękkie siedzisko i jest rewelacyjnie. Ja jestem zakochany w tym fotelu. Wprowadziliśmy go do oferty i sprzedajemy również naszym klientom. Pan siedział na tym fotelu?

Owszem, zarówno na wersji plastikowej, jak i wersji z miękkim wykończeniem. Śmiem twierdzić, że gdyby po drugiej wojnie światowej Polska była normalnym, osadzonym w europejskich strukturach krajem, a nie państwem schowanym za żelazną kurtyną, izolującym się od Zachodu razem z grupą tak zwanych demoludów, to „RM58” byłoby w historii dwudziestowiecznego wzornictwa przemysłowego meblem na skalę projektów choćby Vernera Pantona.

Tak, niewątpliwie tak.

ROZMAWIAŁ: Marek Hryniewicki

Ciąg dalszy wywiadu z Ryszardem Rychlikiem w rozdziale: Ta firma nie była moja…