Branża

Mniej znaczy więcej

Tomasz Wiktorski, właściciel B+R Studio Tomasz Wiktorski.

Mniej znaczy więcej

Wiele razy słyszałem, że kiedyś produkowaliśmy dużo, ale nic z tego nie zostawało. Teraz za to produkujemy mniej, ale drożej i w końcu wynik zostaje.

Reklama
Banner All4Wood 2024 - 750x100

Do tych przemyśleń natchnęły mnie wyniki analiz przygotowanych przy okazji 15. edycji raportu Polskie Meble Outlook, który niedawno się ukazał. W zasadzie cofnąłbym się do wystąpienia przedstawiciela Alior Banku na Kongresie Meblarskim 2022. U progu kryzysu wywołanego rosyjską agresją na Ukrainę stwierdził on mianowicie, że z perspektywy banku przyszłość branży jest optymistyczna. Wziął pod uwagę popyt i podaż – wyrobów gotowych i surowców do produkcji – oraz czynniki wpływające na produkcję, jak koszt pracy i energii. Ot i cała produkcja mebli. Skoro popyt spada, to spadną też ceny. Zarówno wyrobów gotowych, jak i surowców.

Surowce do produkcji taniały nawet szybciej niż wyrób gotowy, bowiem sprzedaż w ostatnim czasie szła częściowo z zapasów magazynowych. Z kolei produkcja była ograniczana bardziej niż wynikało to ze spadków sprzedaży. A więc koszty w tym przypadku powinny spadać szybciej niż popyt. Jeśli chodzi o wzrost cen energii, to na ten czynnik branża powinna się była szybko przygotować inwestując w OZE. Wiemy, że większość produkcji odbywa się w ciągu dnia. Jeśli dodamy do tego termomodernizację obiektów, wymianę silników na bardziej oszczędne, instalację inteligentnego oświetlenia itp., to i wzrost kosztów prądu nie powinien być aż tak dokuczliwy. Kolejna sprawa to wzrost kosztów wynagrodzeń. Wiadomo było z wyprzedzeniem, że nastąpi, zatem był czas na przygotowanie. Idźmy dalej: optymalizacje, inwestycje w roboty itp. Sumując, spodziewano się, że popyt spadnie, ale koszty spadną bardziej, co w efekcie daje stabilną perspektywę.

Co zobaczyliśmy w naszych analizach? Wolumen eksportu zmalał aż o 11%, wartość produkcji spadła o 7%, ale wartość eksportu spadła tylko o 3%. W efekcie wskaźnik rentowności prawdopodobnie (na razie mówimy o wartościach szacunkowych) wzrośnie z 5,7 do 6%.

Narracje do tej sytuacji są dwie. Jedna dla pesymistów, natomiast druga dla optymistów. Dla pesymistów oczywiście dzieje się bardzo źle. Musimy podnosić ceny, nawet gdy ilość sprzedawanych produktów maleje. Toż to równia pochyła i droga w jedną stronę. Jednak optymiści mogą zauważyć, że cena za kilogram mebla wzrosła, zatem branża przesunęła się odrobinę w kierunku wyższych segmentów rynku.

Jak zauważył przedstawiciel Alior Banku szereg procesów jest przewidywalnych. Jeśli ktoś się do nich nie dostosuje, to prędzej czy później wypadnie z rynku. Niestety, nie da się przeoczyć faktu, że liczba firm nierentownych wzrosła (i to pomimo wzrostu średniej rentowności branży). Spada też ogólna liczba firm meblarskich.

ZOBACZ TAKŻE: Czego potrzebuje branża meblarska Anno Domini 2024?

Zwrócę jeszcze uwagę na istotną sprawę. Główni konkurenci europejscy, czyli Niemcy i Włosi mogą wygenerować wyższą wartość sprzedaży, przy istotnie wyższych kosztach (np. wynagrodzeń) i istotnie mniejszych wolumenach produkcji. Jak oni to robią??? Oczywistym jest, że większość firm korzysta z podwykonawców zagranicznych, na przykład z Polski, ale również innych krajów europejskich czy azjatyckich. My natomiast, jak te „Zosie samosie”, chcielibyśmy wszystko zrobić u siebie. Niestety, tracimy konkurencyjność, bowiem w wielu aspektach nie jesteśmy najtańsi.

My umiemy produkować meble, ale nie jesteśmy specjalistami w handlu – powiedział mi dawno temu prezes dużej firmy. Może i tak, ale to dziś nie wystarczy, aby notować przyzwoite wyniki pozwalające się rozwijać. Potrzebujemy kompetencji handlowców – hurtowników (to wniosek z kilku lat wystaw w USA). Potrzebujemy wycisnąć więcej z produkcji (to wniosek z wizyt w polskich firmach, a są takie, które mistrzowsko zorganizowały produkcję). Wreszcie: potrzebujemy otworzyć się na kooperację międzynarodową z podwykonawcami (to wniosek z ostatnich analiz). Design, innowacyjność, a także funkcjonalność mebla to w tym przypadku warunek bezdyskusyjny.

ZOBACZ TAKŻE: Czego potrzebuje branża meblarska? cz.2

Ostatnie lata dobitnie pokazały potrzebę zwinności i szybkiego reagowania na sytuację. To ważna umiejętność również na przyszłość. Rozumiem, że zapasy gotówki z czasów pandemii albo się kończą, albo się skończyły – przynajmniej tym, którzy nie zdążyli się zmienić. Ci którzy w porę wyczuli konieczność i kierunek zmian, już dziś mają wyższe marże.

TEKST: Tomasz Wiktorski

Felieton został opublikowany w miesięczniku BIZNES.meble.pl, nr 3/2024.