Branża

Mamy wszystko pod kontrolą

Waldemar Czarnocki, prezes Zarządu Pagedu Sklejki.

Mamy wszystko pod kontrolą

Waldemar Czarnocki, prezes Zarządu Paged Sklejka, o konsolidacji na rynku sklejki, cenach surowca i planach firmy.

Konsolidacja Sklejki Pisz i Pagedu Sklejki to nie pierwsza konsolidacja polskiego przemysłu sklejkowego z udziałem firmy Paged Sklejka…

Reklama
Banner All4Wood 2024 - 750x100

To już nasza trzecia konsolidacja, a to dlatego, że konsolidujemy się stopniowo. Najpierw kupiliśmy zakład w Bartoszycach, później w 2002 r. zakład w Ełku, natomiast nasz ostatni zakup to właśnie zakup Sklejki Pisz.

Co zatem ulegnie zmianie i czy polscy producenci mebli w jakiś sposób to odczują?

Nie powinni odczuć – w negatywnym tego słowa znaczeniu. Te zmiany mogą być tylko na lepsze. Działamy pod dwiema markami, także jestem przekonany, że serwis znacznie się poprawił. Mamy także większy wybór asortymentu. Otrzymujemy sygnały od naszych klientów, że dotychczas zdarzało się iż dwie fabryki obsługiwały jednego klienta, a szczególnie ci więksi kontrahenci życzą sobie, by za kontakty z ich firmą była odpowiedzialna jedna osoba. Teraz jesteśmy więc bardziej elastyczni i mamy szerszą gamę produktów. Możemy kompleksowo zaopatrzyć odbiorców w towar, dostarczyć go szybciej i w mniejszych seriach, a to na pewno jest dla klientów wygodniejsze.

Na jakim etapie jest obecnie konsolidacja Sklejki Pisz i Pagedu Sklejki?

W związku z zakupem Sklejki Pisz mamy pewne zobowiązania wobec Skarbu Państwa. Umowa, która nas wiąże ma zasadniczy wpływ na tempo łączenia spółek a ściślej ujmując – spowalnia je. Myślę, że proces ten potrwa do końca przyszłego roku.

Czy ta umowa, o której Pan wspomniał, dotyczy również tego, że nie mogą Państwo zwalniać pracowników przez pewien czas?

Inaczej – my gwarantujemy zatrudnienie. W umowie znajduje się zapis o 30-miesięcznej gwarancji zatrudnienia, liczonej od daty zakupu, minie ona dopiero w połowie przyszłego roku. Jednak nie to jest najważniejsze przy fuzji – najbardziej istotne są zobowiązania kapitałowe i to stanowi hamulec. Kluczowe są zmiany w organizacji, polegające np. na łączeniu niektórych działów – do tego trzeba czasu, a chciałbym podkreślić, że część tych działów już w tej chwili doskonale ze sobą współpracuje.

W takim razie jakie obszary objęła konsolidacja?

Przede wszystkim zakupy i sprzedaż. Te dwa działy kooperują ze sobą, skutecznie porozumiewają się dla dobra firmy, a co najważniejsze – dla dobra klientów. Bezpośrednio dotyczy to również działu prawnego, kontroli wewnętrznej i księgowości. Mamy wspólną serwerownię i niejednokrotnie identyczne programy, także jest to tylko kwestia przełożenia łączy. Organizacyjnie jesteśmy przygotowani.

Czy połączenie spółek wywołało zmiany w ich formach prawnych?

Zarząd mamy wspólny dla obu spółek – trzyosobowy. W jego skład wchodzi dyrektor ds. handlowych, dyrektor ds. produkcji i ja – prezes Zarządu. Na razie są dwie spółki, także tu nic nie łączymy. Są to oddzielne podmioty gospodarcze i gdy dochodzi do wymiany handlowej, to rozliczamy się między firmami co do złotówki. Natomiast w przyszłości marki raczej zostaną dwie. Obie mają swoją wartość, przynoszą kapitał firmie i stanowią o jej pozycji na rynku.

Z jakiego względu ta konsolidacja była/jest dla Państwa tak ważna?

Przede wszystkim umocniliśmy swoją pozycję – w Europie nawet bardziej niż w kraju. Jeśli chodzi o naszą sprzedaż na rynku krajowym, to waha się ona na poziomie kilkunastu procent z obu spółek. Bardziej interesowała nas pozycja na rynku europejskim, gdzie obserwujemy silne tendencje konsolidacyjne w produkcji sklejek. Tak naprawdę dopiero teraz pozycja rynkowa Pagedu w Europie jest znacząca.

W jakie rynki zagraniczne Państwo celują?

Do tej pory najważniejsze były dla nas rynki niemiecki i francuski, ale sprzedajemy nasze produkty właściwie do wszystkich krajów w Europie. Bardzo ważny jest dla nas Półwysep Skandynawski, a także basen Morza Śródziemnego, łącznie z Europą Środkową – Czechami, Słowacją, Węgrami i Austrią – to kraje, do których eksportujemy. Nowe rynki, które udało nam się zdobyć to m.in. Chorwacja i Słowenia.

A Stany Zjednoczone?

Stany Zjednoczone ciągle odgrywają istotną rolę. Pomimo kryzysu cały czas dostarczaliśmy i teraz także dostarczamy do nich nasze produkty – to bardzo rentowny dla nas rynek.

Z perspektywami na zwiększenie sprzedaży sklejki?

Tak, ale to kwestia zmian zachodzących na tym rynku. Niestety, rynek amerykański jest bardzo niestabilny. Największym problemem jest sezonowość – w okresie pomiędzy końcem lata a początkiem jesieni panuje stagnacja. Wszyscy magazynują produkty aż do Bożego Narodzenia, nic więcej nie kupują. Rynek amerykański, jeśli chodzi o nasze wyroby, otwiera się dopiero przed nowym rokiem.

Jakie jest Państwa główne źródło pozyskiwania surowców?

Zdecydowaną większość surowców kupujemy na rynku polskim, w Lasach Państwowych. Ani z prywatnymi plantatorami, ani z pośrednikami w Polsce nie handlujemy. Pozostałą część importujemy ze wschodu, ale przede wszystkim z krajów nadbałtyckich: Litwy, Łotwy i Estonii.

Nie wymienił Pan Rosji.

Z Rosji w tej chwili w ogóle nie importujemy. Natomiast pewną część surowca kupujemy także na Ukrainie, trochę na Słowacji.

A to, że Rosja weszła do Światowej Organizacji Handlu (WTO) coś zmieni w tej kwestii?

Powinno zmienić. Z wejściem do WTO spadły cła wywozowe, ale niestety w Rosji znacznie wzrosły koszty transportu, w ostatnim roku prawie siedmiokrotnie. Rosjanie muszą to wszystko przemyśleć, bo nawet wewnętrzny transport w Rosji jest znacznie droższy niż w Polsce czy w Europie Zachodniej i muszę przyznać, że jest to niezdrowa sytuacja. To przede wszystkim koszty transportu blokują w tej chwili import z Rosji, cła wywozowe znacznie spadły i są już znośne.

Jaki procent Państwa sklejki trafia do producentów mebli?

Wiadomo, że sklejki nie są tanim towarem, głównie z powodu walorów wytrzymałościowych. Stąd ich popularność w produkcji mebli użyteczności publicznej, typu łóżka, stelaże do materacy. Zainteresowaniem cieszą się również sklejki dekoracyjne. Jesteśmy wiodącym graczem, jeśli chodzi o płytę stolarską i sklejki. Szacuję, że jest to jednak udział w granicach 10-15% – nie więcej. Ostatnio bardzo odważnie wchodzimy w przemysł podłóg i drzwi w okleinach naturalnych. Myślę że za rok, może dwa, będziemy odnosić sukcesy na tym polu i wypierać wszystkie sztuczne wyroby z rynku.

Branża meblarska zmaga się ze wzrostem cen surowców, a jak jest z ceną sklejki?

Cena jest stabilna. W zasadzie ceny sklejek się nie zmieniają, staramy się nie drażnić klientów. Wzrost cen surowców, a ostatnio szczególnie chemii, nadrabiamy na marżowości, poprzez sprzedaż bardziej przetworzonych produktów. Nie sposób zauważyć, że począwszy od pierwszego półrocza, aż do tej chwili, sytuacja stabilizuje się na takim nieco podwyższonym poziomie, ale się stabilizuje. Stąd też my nie odczuwamy wzrostu cen drewna, nadrabiamy to wzrostem produkcji, w większości produktów przetworzonych. Nie konkurujemy z tanim importem i nieprzetworzonymi płytami.

Czy może Pan powiedzieć, że kondycja biznesu sklejkowego i producentów sklejki jest stabilna?

Tak, mamy wszystko pod kontrolą.

Czy w najbliższej przyszłości planują Państwo inwestycje związane z konsolidacją?

Oczywiście, jeśli mamy się utrzymać na rynku, nie zmieniając cen, musimy inwestować w nowe technologie, które pozwalają nam oszczędzać koszty energii, materiałów i robocizny. Program inwestycyjny na najbliższe lata jest ambitny, co roku wydajemy na ten cel powyżej 5 mln euro – przynajmniej tak było dotychczas.

A czy częściowym źródłem finansowania tych inwestycji są fundusze unijne?

Nie. Jesteśmy dużą firmą, więc trudniej uzyskać dofinansowanie. Z drugiej zaś strony najważniejszym kapitałem jest dla nas czas. Zdaniem Zarządu biurokratyczne procedury pochłaniają więcej środków niż warto o to zabiegać. W tej chwili do udziału w programach unijnych kwalifikują się tylko rozwiązania innowacyjne, a czas na dopełnianie formalności często przekreśla nasz plan inwestycyjny. W tym czasie maszyny już pracują i zarabiają na siebie. Jednak największym utrudnieniem jest to, że jesteśmy dużą firmą.

Czy może Pan przedstawić konkrety? W co inwestuje firma?

Przede wszystkim przechodzimy na automaty, czyli automatyczne dozowanie klejów na liniach. Maszyna, przy której w tej chwili pracuje ponad 60 osób, będzie obsługiwana przez dwie osoby. Redukcja osób z obsługi nastąpi również przy naprawie fornirów za pomocą automatów. W tym kierunku obecnie podążamy.

Czy planują Państwo inne przejęcia na polskim rynku?

Nie, nam już nie wolno. Będziemy za duzi. Przekroczenie progu 20% udziałów w rynku oznaczałoby, że zgodnie z ustawą antymonopolową jesteśmy podmiotem dominującym na rynku. Stąd też nie możemy myśleć o innych fuzjach, mimo że niektóre firmy zwracają się do nas z prośbą, by przynajmniej zrealizować wspólne przedsięwzięcie. Na razie jednak nie mamy nawet takich planów.

Ale przy przejęciu Sklejki Pisz nie było problemów z decyzją UOKiKu, prawda?

Nie było, ale mieściliśmy się w tym progu poniżej 20% udziałów w rynku i sądzę, że to wpłynęło na pozytywną decyzję UOKIK-u. Rynek polski jeśli chodzi o produkcję sklejek jest nietypowy, bo ponad 60% produkcji jest eksportowana, a reszta to import. Pomimo że jesteśmy dużym producentem, to na rynku polskim nie jesteśmy podmiotem dominującym, gdyż stosunkowo mało sprzedajemy na krajowym rynku.

A czy wobec tego w ostatnim czasie firma odnotowała obniżenie poziomu produkcji sprzedanej?

Nie odczuwamy spadków, głównie z powodu dużego rozdrobnienia klientów, zarówno na rynku polskim, jak i za granicą. Sprzedajemy nasze produkty do ponad 50 krajów – w tym tkwi tajemnica sukcesu. Nawet egzotyczne kraje typu Australia, Nowa Zelandia, Egipt i Izrael są w naszym portfolio. Kontrakt z Maroko też się zdarzył. A jak ogólnie wiadomo w Afryce, cła wwozowe są bardzo wysokie. To nie przeszkodziło jednak naszym klientom.

Pomimo tak dużych odległości produkcja sklejki to dochodowy biznes?

Koszty transportu są znaczące, ale widać importerom się to opłaca, albo nie ma takich produktów na ich rynku. W Afryce cła przekraczają nawet 40% wartości wwożonych produktów.

Na ile doświadczenia w koordynowaniu prac kilku podmiotów, zdobyte podczas pełnienia funkcji prezesa Zarządu Pagedu SA przydają się Panu w chwili obecnej?

Zanim zostałem na jedną kadencję prezesem Pagedu, to już zdobyłem tego typu doświadczenia. To m.in. było powodem, dla którego akcjonariusze powołali mnie na prezesa Zarządu. Z perspektywy traktuję to jako swego rodzaju przygodę, która niestety wiązała się z dużym obciążeniem czasowym. Spotkania z inwestorami, akcjonariuszami, przedstawicielami funduszów finansowych były niezwykle absorbujące. Musiałem mieć pod kontrolą także rozwój spółki pod względem finansowo-kapitałowym, czyli wartości papierów na rynku. Z racji tego, że jestem inżynierem, to przez cały czas bliższe mi było zarządzanie produkcją. To właśnie był powód mojej rezygnacji i powrotu do produkcji.

Dziękuję za rozmowę.

ROZMAWIAŁA: Anna Andrejczuk

Wywiad został opublikowany w miesięczniku BIZNES.meble.pl, nr 12/2012