Branża

Dla Kazachów meble z Polski to nie produkt no name

Aleksander Proniakin, właściciel firmy IMC Baltic.

Dla Kazachów meble z Polski to nie produkt no name

Aleksander Proniakin, właściciel firmy IMC Baltic, o tym, czy Kazachstan jest atrakcyjnym rynkiem jeśli chodzi o meble z Polski.

Jest Pan Rosjaninem, ale od dawna mieszka Pan w Polsce. Od wielu lat reprezentuje Pan także polskie firmy meblarskie na rynkach wschodnich, w tym również w Kazachstanie. Polacy niewiele wiedzą o tym kraju, bardziej kojarzy im się on zapewne z egzotyką niż z cywilizacją. To chyba nie do końca słuszna opinia…

Reklama
visby.pl banner z promocją na łóżko

Na pewno. Ludzie o azjatyckim wyglądzie kojarzeni są z krajami leżącymi gdzieś na uboczach cywilizacji. Ale jeżeli mówimy o Kazachstanie, to nie możemy używać słowa „dziki”. Sami Kazachowie mówią o sobie: euroazjaci. Mało kto o tym wie, ale Kazachstan to kraj, który – owszem – generalnie położony jest w Azji, ale jego mała część – krańce północno-zachodnie – leży w Europie.

Żeby zrozumieć dzisiejszy Kazachstan trzeba zacząć od historii. Ten kraj został włączony do Imperium Rosyjskiego w XIX w. Kilka lat po rewolucji październikowej utworzono Kazachską Autonomiczną Socjalistyczną Republikę Radziecką. W 1936 r. przemianowano ją na Kazachską Socjalistyczną Republikę Radziecką i włączono w skład ZSRR. W 1991 r. Kazachstan ogłosił niepodległość.

Polskie wątki jeżeli chodzi o Kazachstan to nie tylko meble…

Z Kazachstanem wiążą się polskie wątki. W XIX w. trafiali tam polscy powstańcy, jeszcze więcej Polaków trafiło tam w latach 40. XX w. Trzeba tutaj dodać, że zsyłani byli nie tylko Polacy. Taki los spotkał także wielu przedstawicieli rosyjskiej inteligencji z dużych miast, zarówno przed rewolucją, jak i po rewolucji. Dlaczego o tym wspominam? Otóż przyjeżdżając do Kazachstanu słyszałem – nie tylko w Ałmaty czy większych miastach, ale także w bardzo małych miejscowościach – język rosyjski bez żadnych lokalnych akcentów i naleciałości. Oni mówią tak, jak mówi się w Moskwie czy St. Petersburgu.

Dziwne? Nie do końca, jeżeli okaże się, że ich, ich ojców czy dziadków uczyli najlepsi rosyjscy profesorowie z Moskwy czy St. Petersburga, którzy trafiali tam na zsyłkę. Ta sytuacja zrodziła zresztą różne problemy, np. gdy po rozpadzie ZSRR trzeba było przetłumaczyć różnego rodzaju dokumentację techniczną z rosyjskiego na kazachski, to okazało się, że jest to poważny problem. Dlatego do tej pory w obiegu są dokumenty w dwóch językach, a wielu Kazachów nie zna języka kazachskiego. Do rozpadu ZSRR w Kazachstanie mieszkało 51% Rosjan i tylko 17% Kazachów, dzisiaj jest mniej więcej odwrotnie. Język kazachski należy do języków tureckich, dlatego Kazachowie i Turcy rozumieją się.

Poza kilkoma dużymi miastami Kazachstan to jeden wielki step…

Tak. Kazachstan to olbrzymie, głównie stepowe terytorium, na którym zmieściłoby się 9 państw takich jak Polska. Zamieszkuje je zaledwie 17 milionów ludzi. Historyczną stolicą Kazachstanu jest Ałmaty, od 1997 r. stolicą kraju jest miasto Astana. W języku kazachskim oznacza dosłownie „stolicę”, wcześniej miejscowość nazywała się Akmolińsk, Celinogród i Akmoła.

Ałmaty jest pięknie położone, ale z trzech stron miasto zamykają góry. Fakt, że nie ma już możliwości dalszego rozwoju był jednym z powodów budowy nowej stolicy. Co więcej, Ałmaty przeciętnie raz do roku nawiedzane jest przez trzęsienie ziemi. Ta aktywność sejsmiczna, charakterystyczna dla tego rejonu świata, także brana była pod uwagę przy decyzji o zmianie stolicy. Ałmaty leży 90 km od granicy z Chinami, Astana położona jest bardziej centralnie.

Budowa nowej stolicy pochłonęła ogromne sumy i tutaj dochodzimy do tego, co jest bogactwem Kazachstanu – gazu i ropy. Ale nie tylko gaz i nie tylko ropa występują na terytorium Kazachstanu. Za 111 znanych pierwiastków Kazachstan ma złoża 99, w tym zbadanych 70. W Kazachstanie znajduje się 25% światowych złóż uranu i 30% światowych złóż chromu.

Kazachstan to bogactwa naturalne, ale chyba nie tylko…

Z kazachskich ciekawostek zwróciłbym uwagę przede wszystkim na kuchnię. Podobnie, jak w przypadku wielu innych stepowych narodów – opiera się na mięsie. Bardzo duży udział w kuchni kazachskiej stanowi konina. Zresztą suchą końską kiełbasę bez tłuszczu bardzo lubię. Bardzo popularne są: kumys – sfermentowane mleko kobyle i mleko wielbłąda. W sklepach można kupić wiele wyrobów z mleka wielbłąda, choćby jogurty. I o ile kumys to specyficzny produkt, a tyle mleko wielbłąda i wyroby z niego są naprawdę bardzo smaczne. Jeszcze za carskiej Rosji do Kazachstanu wiele osób przyjeżdżało w celach leczniczych. Kuracjuszom serwowano kumys, który miał pomagać na drogi oddechowe.

Sami Kazachowie śmieją się ze swoich kulinarnych upodobań. Kiedyś nawet znajomi z Kazachstanu zadali mi zagadkę: „kto na świecie je najwięcej mięsa?”. Ponieważ nie wiedziałem, wyjaśnili mi: „wilk, a zaraz po nim Kazach”. Stół kazachski, czyli dastargan, to miejsce, na którym mięsa i wyrobów mięsnych, zresztą – jak mówiłem – bardzo smacznych, jest w bród.

Fenomen Kazachstanu to także osoba prezydenta. Nursułtan Nazarbajew jest głową tego państwa od odzyskania niepodległości w 1991 r.

Nursułtan Nazarbajew rządził Kazachstanem jeszcze przez rozpadem ZSRR. To osoba stabilna i przewidywalna w swoich zachowaniach. Jeszcze w czasach, gdy na czele Rosji stał Borys Jelcyn i później, w początkach prezydentury Władimira Putina bardzo często występował jako rozjemca w rozmaitych sporach.

Jako polityk jest niewątpliwie osobą, która poradziła sobie nie tylko w samym Kazachstanie, ale także na arenie międzynarodowej. Bardzo spokojnie i bez większych wstrząsów przeprowadził kraj przez pierwsze lata po rozpadzie ZSRR. Było tam trochę nacjonalistycznych ruchów, ale nie przybrały one tak krwawej formy, jak choćby na Kaukazie. Były ruchy, nie było rozruchów, chociaż to, że po 1991 r. tylu Rosjan stamtąd wyjechało o czymś świadczy.

Przejdźmy jednak teraz do mebli…

Moje pierwsze spotkanie – jako meblarza – z Kazachstanem to 1998 r. Wtedy po raz pierwszy uczestniczyliśmy z firmą OWL International w targach mebli w Ałmaty, które zresztą – raz do roku – odbywają się do tej pory. W tamtych latach współpracowałem przede wszystkim z firmami funkcjonującymi w ramach Schieder Group, pokazywałem także meble francuskie i hiszpańskie.

Firmy z Grupy Schieder, obecnie funkcjonujące w ramach Grupy IMS – mam tutaj na myśli Bydgoskie Meble oraz Helvetia Meble – są ciągle obecne na rynku kazachstańskim i ciągle biorą udział w targach w Ałmaty…

Tak. Jeżeli chodzi np. o Bydgoskie Fabryki Mebli, to chyba wszyscy klienci tej firmy pochodzący z krajów byłego ZSRR przechodzili przez moje ręce, bo przez wiele lat byłem jej przedstawicielem na tych rynkach.

Wracając jednak do moich pierwszych targów w Ałmaty… To był eksperyment, przyjechaliśmy tam mając już partnera – firmę Araj, z którą zresztą do tej pory handluję. Może nie jest to współpraca na taką skalę, jak kiedyś, ale co roku 2-3 wagony mebli im wysyłam. Współpracowaliśmy jeszcze z innymi partnerami, ale firma Araj była naszym najważniejszym partnerem.

Kazachowie bardzo lojalnie odnoszą się w stosunku do partnera, z którym ktoś nawiązał kontakty i współpracuje. Gdy wystawialiśmy się z Arajem i na naszym stoisku było logo Araj, to gdy rozmawiałem z innymi firmami i gdy w grę wchodziły zupełnie inne meble, niż te, które sprzedawałem Arajowi, to mi zawsze mówiono: „Aleksandr, dobrze, ale ty przecież handlujesz z Arajem”. Najczęściej nie dochodziło do dalszych kontaktów ze względu na to, że traktowano mnie jako partnera Araja. Byłem i jestem zadowolony z tej współpracy, bardzo lubię właścicieli Araja i – jak wspomniałem – nadal z nimi handluję.

W tamtych latach, gdy zapotrzebowanie na meble z Polski na całym terytorium byłego ZSRR było bardzo duże i faktycznie polskie firmy sprzedawały tam duże ilości mebli, sytuacja w Kazachstanie była odmienna od sytuacji w Rosji: Rosją wstrząsnął kryzys, a w Kazachstanie było spokojnie.

Jakie meble sprzedają się na rynku kazachstańskim?

Kazachstan, nawet dzisiaj, jako producent mebli nie ma większego znaczenia. Kilkanaście lat temu zdecydowaną większość mebli importował, przede wszystkim z Polski. Z czasem, gdy społeczeństwo zaczęło robić się bogatsze, w Kazachstanie zaczęły pojawiać się meble z Europy Zachodniej, a z drugiej strony – tanie meble chińskie. Dzisiaj polskich mebli w Kazachstanie sprzedaje się bardzo mało, dominują meble chińskie – co jest zrozumiałe, z racji tego, że Chiny sąsiadują z Kazachstanem, więc koszty transportu są niewielkie, a także rosyjskie, bo to Rosja jest najważniejszym partnerem handlowym Kazachstanu. Myślę, że wartość sprzedaży mebli z Chin i z Rosji jest na zbliżonym poziomie.

Odległość Kazachstanu od Polski to blisko 4 tys. km i to stawia pod znakiem zapytania opłacalność sprzedaży mebli z Polski. Dlatego, gdy dzisiaj sprzedaję dla Araja meble, to staram się, by w każdej partii były zarówno meble tanie, jak i drogie.

ZOBACZ TAKŻE: Kazachstan godny uwagi

Druga rzecz to cła. Od kilku lat Rosja, Kazachstan i Białoruś stanowią unię celną. Chcąc zbudować własny rynek producentów mebli Rosja – jak pamiętamy – wprowadziła wcześniej bardzo rygorystyczne cła: od kilograma lub od wartości. W momencie przystąpienia Kazachstanu do unii celnej cło, które w tym kraju było niewielkie, zostało podciągnięte do stawek rosyjskich i w tym momencie ta opłacalność zrobiła się jeszcze mniejsza. Biorąc pod uwagę, że Rosja przystąpiła do WTO cła wcześniej czy później znikną.

Myślę, że w miarę ich znikania Kazachstan będzie otwierał się na meble z Polski, zwłaszcza, że są one bardziej konkurencyjne niż meble produkowane w Rosji, bo w Rosji wydajność pracy jest dużo niższa niż w Polsce. Spójrzmy na Obwód Kaliningradzki, gdzie nie ma cła i polskich mebli sprzedaje się tam naprawdę bardzo dużo. Wiem to, bo sam tam sprzedaję niemałe ilości. Reasumując: perspektywy do współpracy są, ale dopiero zniesienie ceł może znacząco wpłynąć na eksport mebli z Polski do Kazachstanu.

Cła można znieść, ale geografii nie da się oszukać – odległość 4 tys. km nie zniknie i koszty transportu pozostaną…

Zgadza się, ale biorąc pod uwagę, że największym odbiorcą mebli w Kazachstanie jest miasto Ałmaty, które w stosunku do Rosji znajduje się na drugim końcu Kazachstanu, to 2 tys. km od Ałmaty do granicy z Rosją i 2 tys. km od granicy z Rosją do Polski już nie jest takim problemem. A gdy dodamy do tego zdecydowanie wyższą efektywność produkcji w Polsce niż w Rosji, to meble z Polski zawsze wygrają w konkurencji z meblami z Rosji.

Zresztą dzisiaj sprzedaję w Kazachstanie np. meble Libro, stosunkowo tanie, które wieziemy 4 tys. km i nie mamy problemów z ich zbytem. Sprzedajemy – jeżeli chodzi natomiast o meble skrzyniowe – produkty firmy Taranko. To jest już wyższa półka cenowa i opłacalność handlu jest większa.

Jakie są gusta klientów kazachskich jeżeli chodzi o meble?

Wiele lat temu, gdy meble nowoczesne dopiero zaczynały się pojawiać na rynkach wschodnich, pierwszymi klientami na targach, którzy pytali o nie byli młodzi Kazachowie. Oni jeżdżą po świecie, są bogaci, mogą sobie pozwolić na naukę na Zachodzie. I naprawdę są światowymi ludźmi. Na pewno jednak meble klasyczne stanowią większy udział w rynku mebli w Kazachstanie, ale to wcale nie oznacza, że Kazachowie nie znają i nie potrzebują mebli nowoczesnych, szczególnie mieszkańcy dużych miast.

Wspomniał Pan wcześniej, że krajowa produkcja mebli w Kazachstanie nie ma większego znaczenia. Jak duży jest udział w rynku kazachskim mebli rodzimych, a jak duży – importu?

Nie chciałbym skłamać, bo nigdy nie zajmowałem się tego typu statystykami, ale – to wiem na pewno – zdecydowanie dominuje import. Kazachstański przemysł meblarski nie rozwijał się zbyt dynamicznie, nawet z czasów istnienia ZSRR nie kojarzę żadnych dużych firm meblarskich z siedzibą w Kazachstanie, a nawet jeżeli były, to upadły razem z ZSRR.

Powiem tak: jeżeli nie mam problemów – mimo kosztów transportu – ze sprzedażą tanich mebli tapicerowanych, których produkcja jest stosunkowo prosta i nie wymaga skomplikowanych technologii i nowoczesnych maszyn, a także angażowania dużych środków finansowych, to chyba najlepiej świadczy o znaczeniu branży meblarskiej w Kazachstanie. Owszem, istnieje trochę zakładów, ale są to raczej niewielkie firmy, wręcz warsztaty rzemieślnicze, niż duże przedsiębiorstwa.

W perspektywie zniesienia ceł rynek kazachski – mimo że pod względem liczby mieszkańców niezbyt duży – jest więc ciekawy dla polskich producentów?

Jak najbardziej. Na pewno trzeba patrzeć na mapę, ale i coś o tym kraju wiedzieć. Nie oszukujmy się: 17 milionów mieszkańców to też niemało. Wiadomo, że nie wszyscy będą kupowali polskie meble, ale dobry marketing, cena i dostępność produktu powinny zrobić swoje. Biorąc pod uwagę, że jeszcze 15 lat temu – strzelam – co drugi meble sprzedawany w Kazachstanie pochodził z Polski, a do dziś w wielu kazachskim domach stoją meble „made in Poland”, to meble z Polski dla Kazachów coś znaczą, to nie jest produkt no name.

Dziękuję za rozmowę.

ROZMAWIAŁ: Marek Hryniewicki

Wywiad został opublikowany w miesięczniku BIZNES.meble.pl, nr 10/2013