Branża

Czy będziemy kupowali energię z Niemiec?

Janusz Szewczak, główny ekonomista Kasy Krajowej SKOK.

Czy będziemy kupowali energię z Niemiec?

Janusz Szewczak, główny ekonomista Kasy Krajowej SKOK, o polityce energetycznej Polski i konkurencyjności polskiej gospodarki.

Reklama
Banner All4Wood 2024 - 750x100

Obecna próba likwidacji 4 kopalń węgla kamiennego to początek płacenia kosztów pakietu klimatycznego. Polityka energetyczna w Polsce jest jak nasza służba zdrowia albo system emerytalny. Na razie nie zdajemy sobie sprawy ze skali konsekwencji podpisania pakietu klimatycznego przez polski rząd. Pod żadnym względem nie jesteśmy przygotowani do spełnienia zobowiązań o 27% udziale energii odnawialnej w 2030 roku. Konsekwencje podpisania umowy przez premier Ewę Kopacz będą się ciągnęły latami. Zwyczajnie nas na to nie stać.

ZOBACZ TAKŻE: Zrobieni na… zielono?

O braku perspektywicznego myślenia rządzących świadczy fakt, że obecnie powstają dwa ośrodki energetyczne w Kozienicach i Opolu. Bazują one na węglu a nie na odnawialnych źródłach energii. Sektor energetyczny jest w 90% uzależniony od węgla. Ze wstępnych szacunków wynika, że w perspektywie najbliższych 15 lat na dostosowanie się do unijnych zobowiązań potrzebowalibyśmy około 150-200 mld złotych. To znacznie więcej niż możliwe dotacje unijne na zieloną energię. Spełnienie zobowiązań będzie się najprawdopodobniej wiązało z redukcją zatrudnienia w elektrociepłownictwie. Można być pewnym, że wiele osób w branżach górniczo-hutniczych straci pracę. Powstaje fundamentalne pytanie, czy branże te w ogóle przetrwają.

Co z polską gospodarką?

Podstawowe jest też pytanie o konkurencyjność polskiej gospodarki. Można się spodziewać podwyżki cen energii, co miało miejsce na początku roku. Choć nie wiązało się jeszcze z realizacją postanowień klimatycznych, stało się faktem wbrew wcześniejszym deklaracjom rządu. Wyższe ceny energii przełożą się na wzrost kosztów produkcji. Ich stosunkowo niski poziom pozwala wielu polskim firmom na rywalizację z zachodnią konkurencją.

Trzeba też mieć na uwadze, że wyższą cenę zapłacą nie tylko przedsiębiorcy, ale całe społeczeństwo. Może się więc pogorszyć jakość życia i poziom konsumpcji. Sceptycy powiedzą, że dziś energia jest tańsza niż w krajach Europy Zachodniej, ale nawet w Wielkiej Brytanii, gdzie energia jest niedroga, ma niższy udział w kosztach utrzymania niż w Polsce. To Polacy będą zmuszeni pokryć koszty unijnych dotacji na zieloną energię. Podpisane jesienią ub.r. zobowiązania to nic innego, jak gospodarcze samobójstwo, które rządzący zafundowali polskiemu przemysłowi i polskim konsumentom.

Gdzie kupić energię?

Bardzo prawdopodobny jest scenariusz, w którym będziemy kupowali energię z Niemiec. Produkcja w Polsce ze względu na wysokie koszty wytworzenia, w tym konieczność zakupu urynkowionych pozwoleń na emisję CO2, przestanie być opłacalna. Z kolei energia z niemieckich źródeł odnawialnych jest w tania, bo obficie dotowana przez państwo. Już dziś część podmiotów funkcjonujących na polskim rynku energetycznym to firmy z udziałem kapitału zagranicznego. Kiedy w Niemczech były nadwyżki zielonej energii, wpuszczano je do polskiego sytemu energetycznego.

Można powiedzieć, że to skąd pochodzi energia to sprawa drugorzędna, ale trzeba pamiętać, że tam gdzie nie ma polskiego sektora liczy się cena, którą musi ponieść konsument, nie wytwórca. Dla polskiego przemysłu, a właściwie dla resztek polskiego przemysłu, są to ogromne wyzwania. Dziś mało się mówi o skali problemu. Dla mediów temat jest niewygodny a przedsiębiorcy i konsumenci mają wystarczająco dużo bieżących problemów. Patrząc na długofalowe konsekwencje podpisanych przez rząd zobowiązań, lepiej byłoby się z nich wycofać. Dziś ceną byłby międzynarodowy skandal, ale za kilkanaście lat będą to dramatyczne wyrzeczenia finansowe Polaków.

Artykuł został opublikowany w miesięczniku BIZNES.meble.pl, nr 2/2015