Edukacja

Ciemna strona branży

Czy nieuczciwa konkurencja jest w branży meblarskiej w Polsce poważnym problemem?

Ciemna strona branży

Według jednych przepisy są po to, by ich przestrzegać, według innych po to, by je omijać. Spowolnienie gospodarcze sprawiło, że lawirowanie wśród zawiłych meandrów prawa podatkowego i wynajdywanie w nim dziur albo wręcz łamanie go, stało się największą zaletą prężnego przedsiębiorcy działającego w branży meblarskiej.

Reklama
Banner All4Wood 2024 - 750x100

Nielegalna działalność gospodarcza występuje w dwóch postaciach. Tej, która wiąże się z przestępstwami ściganymi w oparciu o kodeks karny (produkcja i dystrybucja nielegalnych towarów, nielegalne usługi), i tej, która narusza inne przepisy prawa (podatkowego, autorskiego). Tę drugą zwykło się nazywać „szara strefa” lub „gospodarka nierejestrowana”. Do szarej strefy Polacy mają ambiwalentny stosunek. A już na pewno mieszane uczucia budzą pojawiające się w mediach stwierdzenia, że bez niej w czasach słabszej koniunktury setki milionów ludzi na całym świecie przymierałyby głodem, niemiecki eksport przestałby się rozwijać, a w Grecji i Hiszpanii, z powodu drastycznego spadku poziomu życia, zapewne nie utrzymałyby się demokratyczne rządy i że Polska byłaby przynajmniej o 25% uboższa.

Szara rzeczywistość

Z opublikowanych w tym roku badań CBOS wynika, że 47% Polaków zna osoby zatrudnione na czarno. 25% zna takie, które bezpodstawnie pobierają zasiłki z pomocy społecznej, nieco mniej respondentów zna osoby wyłudzające zasiłki dla bezrobotnych. 20% Polaków zna osoby płacące zbyt niskie podatki lub nie płacące ich w ogóle, a 17% zna osobę wyłudzającą rentę.

Istnienie szarej strefy jest faktem, który towarzyszy praktycznie wszystkim gospodarkom – komentuje Tomasz Wiktorski, właściciel firmy B+R Studio i ekspert Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli. Im większe obciążenia na rzecz budżetu i państwa, tym większa szara strefa. Bazując na tych ogólnych założeniach można zaryzykować tezę, że razem z kryzysem wzrosło znaczenie szarej strefy w branży meblarskiej.

Szara strefa to złożony problem i z mojego punktu widzenia niejednoznaczny – przekonuje Tomasz Wiktorski. Jeżeli mówimy o zatrudnianiu pracowników w szarej strefie, to nie mamy na myśli tego, że ktoś komuś nie zapłacił za wykonaną pracę, tylko, że nie odprowadził wszystkich podatków i danin. Negatywnie taką sytuację można ocenić tylko wtedy, gdy uznamy że owe podatki są dobre – ja tak nie uważam. Wręcz przeciwnie, uważam, że obciążenia nakładane na pracodawców są zbyt wysokie, szkodliwe i nieefektywnie wykorzystywane na bezproduktywne etaty w administracji. Potwierdzeniem tej tezy są forsowane przez rząd „kontrakty” dla lekarzy i pielęgniarek. Mają one omijać prawo pracy, żeby było taniej dla szpitali i NFZ-u. Analogicznie zatrudnienie np. pracowników na umowę zlecenie w przemyśle przybrało pejoratywne określenie „umów śmieciowych”.

Szara strefa zaczyna się w salonie meblowym

Z jednej więc strony politycy, zwłaszcza ci, których domeną jest gospodarka, martwią się ubytkiem dochodów z podatków czy wypieraniem z rynku firm zarejestrowanych przez podmioty działające nielegalnie. Z drugiej – sami rozwój szarej strefy stymulują. Nieco inaczej jednak do tej kwestii podchodzą „szarzy obywatele”, świadomie wykorzystujący „szary” lub jak kto woli – „czarny rynek” jako źródło zaopatrzenia w tanie produkty.

Jeśli chodzi o meble i produkty wyposażenia wnętrz, to zdaniem chcącego zachować anonimowość współwłaściciela salonu meblowego, zjawisko sprzedaży czarnorynkowej pojawiło się ponownie po 2009 r.

W połowie lat 90. w salonach meblowych zaczęły pojawiać się meble o najwyższych standardach – mówi współwłaściciel salonu meblowego. Zarówno potencjalni klienci, jak i architekci czy projektanci mogli poczuć ten klimat, oglądać i dotykać ikon światowego designu. Nie każdego było stać na wyjazd do Kolonii czy Mediolanu, aby tam zapoznać się z najnowszymi kolekcjami na nadchodzący sezon. Taka dostępność na naszym rynku w nielicznych salonach meblowych, tak prestiżowych produktów, ma zarówno swoje zalety, jak i wady. Lawinowo rozpoczął się proces kopiowania wzorów przez klientów, przy aktywnym uczestnictwie architektów i projektantów. To o tyle przykre, że grupa zawodowa działająca w tej branży „podsuwa” taki pomysł klientowi wiedząc, że jest to nielegalne. Pomijam etykę zawodową i moralność, ale co z przepisami prawa, które w odniesieniu do tej materii są ułomne, ale obowiązują.

Prawo i bezprawie

Sygnalizowane problemy z nielegalnym kopiowaniem mebli oceniam jednoznacznie jako czynność kryminalną. W związku z tym nie zaliczałbym ich do szarej strefy – argumentuje Tomasz Wiktorski. Owszem, dochodzą do mnie głosy, mówiące o tym, że meble jednego producenta są kupowane niejako indywidualnie tylko w celu ich skopiowania i dalszej sprzedaży. Ale, tak jak mówię, w moim pojęciu to nie jest szara strefa, a kwestia własności intelektualnej i prawa autorskiego. Szarą strefę utożsamiam z kwestiami zatrudnienia lub ze sprzedażą bez faktury.

Umiarkowany optymizm wybrzmiewa z wypowiedzi Mateusza Macijewicza, product managera marki Lupus.eu. Może warto pokusić się o przypuszczenie, że społeczeństwo jest już na tyle wyedukowane, że moglibyśmy mówić o spadku zainteresowania pozorną oszczędnością, jaka ma miejsce w przypadku zakupu „bez paragonu”? – pyta Mateusz Macijewicz.

Rozmawiając z różnymi osobami dochodzę do wniosku, że brak możliwości zareklamowania towaru jest kluczowym czynnikiem zniechęcającym do takich działań. Pomijam fakt, że zadowolenie z oszczędności często nie rekompensuje rozczarowania niską jakością otrzymanego produktu, który miał być przynajmniej porównywalny z tym wykonanym przez renomowanego producenta. Z drugiej strony, każdy z nas wie, jak aktualnie wygląda sytuacja na rynku. My – producenci – wydając każdą złotówkę oglądamy ją z obu stron i możliwie najlepiej negocjujemy wszelkie oferty. Osoba dokonująca prywatnego zakupu również, w większości przypadków, stara się robić to w możliwie optymalny i ekonomiczny sposób. Część z tych ludzi znajdzie dla siebie usprawiedliwienie – dodaje.

Idąc dalej tym tokiem rozumowania, docieramy do firm wyposażających niezarejestrowanych stolarzy w półfabrykaty. Spadek zapotrzebowania na towary, odczuwany dziś przez niejedną firmę, „usprawiedliwia” również producentów oraz handlarzy. Mowa tu o „cichym przyzwoleniu” na sprzedaż towarów w jednakowej cenie hurtowej niezarejestrowanym stolarzom kupującym „na paragon” i firmom, którym wystawiana jest faktura VAT. Przedsiębiorstwa, które chcą walczyć z tym w pojedynkę, często skazane są na porażkę – konkluduje Mateusz Macijewicz.

Jak powstaje szara strefa?

Mateusz Macijewicz przytacza historię, która wprawdzie nie dotyczy branży meblarskiej, ale obrazuje niepowodzenie uczciwego przedsiębiorcy. Jeden z producentów odtwarzaczy DVD, chcąc walczyć z piractwem, uniemożliwił oglądanie kopiowanych filmów na swoich czytnikach. Niestety, pozostali producenci nie poszli w ślady tej firmy, co w efekcie spowodowało drastyczny spadek zainteresowania produktem tej marki.

Mateusz Macijewicz sam zresztą przyznaje, że w miarę usprawniania działalności firmy nastał moment, w którym należało uporządkować politykę cenową. Wiązało się to z usystematyzowaniem rabatowania dla klientów hurtowych, a co tym idzie ograniczeniem sprzedaży z upustem „na paragon” – mówi Mateusz Macijewicz. Dziś nie ma możliwości uzyskania innej ceny niż detaliczna, nie mając zarejestrowanej działalności. Część odbiorców zrezygnowała więc ze współpracy z nami.

Przykładów „cichego przyzwolenia” w branży meblarskiej nie trzeba długo szukać. Zapytany o to wspomniany już współwłaściciel salonu meblowego wyjawia: Trudno czasami oprzeć się wrażeniu, że klient jest w sklepie tylko po to, by ukradkiem zrobić zdjęcie danego produktu, uzyskać informację o technologii i metodzie jego wykonania, wyłącznie w celu przekazania tych informacji komuś, kto zrobi to bez podatku. Świadomość prawna czy chociażby moralna w tym zakresie jest albo znikoma, albo stosunek klientów do tego typu działań jest obojętny. Należy jednak zastanowić się przed podjęciem takiego działania, bo przecież nielegalne powielanie wzorów jest formą kradzieży. Warto o tym pamiętać, tym bardziej, że ten proceder rodzi określone konsekwencje prawne – przestrzega współwłaściciel salonu meblowego.

Po czym dodaje: Wykonanie kopii produktu zaczęto proponować, sugerując, iż w salonie ten mebel kosztuje np. 15 tys. zł, a u rzemieślnika połowę ceny, czyli 8 tys. zł. Warto w tym miejscu podkreślić, że żadnemu rzemieślnikowi nie uda się wykonać tego tak precyzyjnie i z tak wysokogatunkowych materiałów. Być może ogólne wrażenie jest zadowalające, ale samo wykonanie pozostawia wiele do życzenia – nie pozostawia złudzeń współwłaściciel salonu meblowego.

Skala problemu

W Polsce, w zależności od tego, kto i jaką metodą liczy, wielkość szarej strefy określana jest jako jedna siódma, nawet do jednej czwartej produkcji. GUS w swoich ostatnich badaniach uznał bowiem, że jest to 14,4% PKB. Z kolei najwybitniejszy światowy specjalista w zakresie „shadow economy”, austriak Friedrich Schneider, ocenia ją na 27,6%. To, że rozrzut w szacunkach jest tak duży, nie jest niczym nadzwyczajnym. Podobne różnice występują też w innych krajach. Ponadto oceny urzędowych instytucji statystycznych są z reguły niższe niż instytutów naukowych i niezależnych badaczy.

Bez względu na szacunki szara strefa rozwija się dynamicznie na całym świecie i obejmuje coraz większy obszar produkcji. Szacuje się, że w skali globalnej jest to jedna czwarta (w przybliżeniu 10-15 bln dolarów), w krajach wysokorozwiniętych blisko jedna piąta, w krajach postsocjalistycznych jedna trzecia, a w Trzecim Świecie nawet połowa PKB.

Szara strefa to raczej kwestia mniejszych firm niż dużych. Duże firmy podlegają większym restrykcjom księgowym – wyjaśnia Tomasz Wiktorski. I to te mniejsze, i średnie firmy najmocniej odczuwają negatywny wpływ szarej strefy.

Wysokie podatki = szara strefa

Z badań Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan wynika, że przedsiębiorcy obawiają się różnego rodzaju zagrożeń wynikających z regulacji dotyczących gospodarki, w tym rynku pracy, a także barier administracyjnych – informuje dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka PKPP Lewiatan. Ciągle najważniejsze z nich związane są z wysokością podatków i brakiem przejrzystości systemu podatkowego. Dla prawie 3/4 MSP poważnym utrudnieniem jest wysokość podatku VAT, co nie dziwi po jego podniesieniu o 1 pp – do 23%, a co ma dodatkowe negatywne znaczenie w okresie osłabienia gospodarczego. Dla 66% (2. miejsce na liście zagrożeń) najpoważniejszą barierą są pozapłacowe koszty pracy. To także nie dziwi po podniesieniu składki rentowej po stronie pracodawców. Na 3. miejscu na liście barier jest stawka podatku dochodowego od działalności gospodarczej. A na kolejnych dwóch – niejednoznaczność systemu podatku VAT i podatku dochodowego od działalności gospodarczej.

Ucieczka w szarą strefę jest w dużej mierze konsekwencją wysokich, w opinii przedsiębiorców, podatków i pozapłacowych kosztów pracy. Osłabienie gospodarcze tę tendencję potęguje. Przedsiębiorcy odczuwają ten proces we własnej działalności gospodarczej. 56,5% przedstawicieli MSP mówi, że konkurencja ze strony szarej strefy jest dla nich bardzo poważnym utrudnieniem – ujawnia dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek.

Szczyt obłudy

Z obserwacji współwłaściciela salonu meblowego wynika, że z szerokiej gamy produktów na pierwszy ogień podrabiania poszły kuchnie, komody i regały, natomiast tapicerka znacznie później. Sama świadomość kopiowania, a także zakup takich mebli u rzemieślnika, często bez podatku, jest dla wszystkich grup społecznych czymś normalnym – stwierdza współwłaściciel salonu meblowego. Czasami nawet podczas wizyty u klienta w domu, gospodarz chwali się, że inspiracją do wyposażenia jego domu był konkretny sklep. Następnie podaje, że dokonał zakupu u rzemieślnika, który był o połowę tańszy. Obecnie sprzedaż kuchni przeniosła się do rzemieślników. A projektant czy architekt, który pośredniczy w ich nabyciu, pobiera niemałą prowizję bez podatku. Skutkuje to również nabyciem towaru przez klienta, także bez podatku. Duże salony meblowe, których działalność jest przejrzysta podatkowo, pozbawione są nie tyle możliwości konkurowania, ale i przekonania klientów, iż postępują niewłaściwie – podkreśla współwłaściciel salonu meblowego.

Przekonuje, że praktyka taka jest niemal powszechna, a niniejsze zjawisko w marginalny sposób dotyczy dużych i markowych producentów. Zawsze znajdą się osoby, które będą chciały szybko zarobić – oznajmia współwłaściciel salonu meblowego. Dlatego należy zmieniać mentalność społeczeństwa, jak i podejście do tego procederu, jednoznacznie potępiając nielegalne powielanie wzorów. Może w myśl zasady: jeżeli nie stać mnie na produkt z najwyższej półki, to kupuję inny, ale nie kradnę cudzego. W ostatnim okresie proceder ten nasilił się u nas w kraju, a świadomość klienta pozostała bez zmian. Natomiast z informacji uzyskanych przeze mnie od przedsiębiorców z Europy, o tego typu działaniach możemy mówić właśnie w Polsce, Bułgarii, Rumunii i na Węgrzech. U naszych południowych sąsiadów zjawisko to nie występuje lub występuje w pojedynczych przypadkach. Oceniam, że około 25% produktów meblowych sprzedawanych jest w naszym kraju na czarnym rynku.

Wystarczy tylko…

Bezpośrednią przyczyną istnienia szarej strefy jest „złe prawo” i ograniczanie wolności gospodarczej, a nie luki czy przyzwolenia – wyrokuje Tomasz Wiktorski. Przecież działanie w szarej strefie to nie jest przyjemność, tylko stres i niepewność. Najczęściej to zła sytuacja materialna skłania przedsiębiorców i pracowników do takich rozwiązań. Wystarczy obniżyć podatki, uprościć przepisy, deregulować prawo, zmniejszyć administrację, a szara strefa zniknie, przyspieszy wzrost gospodarczy, wzrosną wpływy do budżetu. Niemniej jednak daje się zauważyć, że społeczne przyzwolenie na działanie w szarej strefie było dużo większe w okresie następującym bezpośrednio po PRL-u, a obecnie zdecydowanie maleje.

Sceptycyzm wobec możliwości odniesienia pełnego sukcesu w walce z „gospodarką nierejestrowaną” nie oznacza, że takiej walki prowadzić nie należy. Skoro „Polak potrafi”, to może spróbujmy zaliczać się do tej grupy społeczeństwa europejskiego, która jednoznacznie potępia takie działanie i której brakuje takowej „wyrozumiałości” wobec podrabiania – konkluduje współwłaściciel salonu meblowego. Dozę optymizmu niesie ze sobą wypowiedź Abrahama Lincolna, wprawdzie z 1858 r., ale nie straciła na aktualności. Można kogoś oszukiwać za każdym razem, wszystkich można oszukać tylko raz, ale nie można oszukiwać wszystkich i za każdym razem.

TEKST: Anna Andrejczuk

Artykuł został opublikowany w miesięczniku BIZNES.meble.pl, nr 3/2013