fbpx
Branża

Żywioł w ruchu

Piotr Voelkel.

Żywioł w ruchu

Powiedzieć o Piotrze Voelkelu, że jest współwłaścicielem Grupy Kapitałowej Vox i jednym z najzamożniejszych polskich biznesmenów to zdecydowanie za mało. Jego żywiołowy charakter nie pasuje do żadnego schematu. Zresztą, nie dałby się w nim zamknąć. To zbyt wyrazista osobowość. Człowiek, dla którego najważniejsze są rodzina i wolność.

Reklama
Meblarski-1000-banner-srodtekstowy-750x100-gif-miesiecznik-i-portal-informacyjny-branzy-meblarskiej-biznes-meble-pl

Po wejściu do Concordia Design na spotkanie z Piotrem Voelkelem staram się zorientować jak trafić do jego gabinetu. Dopiero po zakończeniu rozmowy z inwestorem, który tchnął nowego ducha w budynek położonej w centrum Poznania starej drukarni, zrozumiałam skąd wzięło się zdziwienie na twarzy młodego mężczyzny pytanego przeze mnie o drogę do sekretariatu i pokoju, w którym urzęduje Piotr Voelkel.

W czasie spotkania widać, jak dobrze i swobodnie czuje się w wyjątkowym miejscu, jakim jest Concordia. W jego relacjach z obecnymi w niej, młodymi ludźmi nie ma dystansu. Otwarty i bezpośredni jest również podczas rozmowy. Ma odwagę do wyrażania wyrazistych poglądów dotyczących polityki, gospodarki, sztuki, systemu edukacyjnego. Nie pozostawia wątpliwości, że jest człowiekiem o szerokich horyzontach i umyśle otwartym na to, co niekonwencjonalne.

Z drugiej strony, nie wstydzi się okazywać ciepłych uczuć najbliższym. Nie ukrywa ogromnej miłości do 8-letniego wnuczka Jędrzeja, z którym mają swój „męski świat” i wspólnie jeżdżą na tandemie. W trakcie spotkania Piotr Voelkel serdecznie wita się z synem i zięciem. Odbiera też telefon od córki Ewy, prezes spółki Pro Design zarządzającej Concordia Design. Chce z nią skonsultować zmiany w restauracji. Pierwsze w Polsce centrum designu i kreatywności, tak jak Piotr Voelkel, łączy wiele obszarów działalności. Jest różnorodne. Dzięki temu wytwarza pozytywną i niepowtarzalną energię.

Duch wolności

Nadawanie sprawom nowego biegu, przestawianie ich na inne tory, poszerzanie perspektyw – wszystko po to, aby możliwy był rozwój w dynamicznie zmieniającym się otoczeniu. To zagadnienia, które wydają się najbardziej interesować Piotra Voelkela. Najsilniej zaś irytuje go to wszystko, co stoi temu na przeszkodzie: błędnie opracowany system edukacyjny, brak kultury politycznej czy też zwyczajne ludzkie lenistwo. Nie szczędzi słów krytyki wszelkiego rodzaju przejawom życia politycznego, które mają na celu wywoływanie napięć społecznych. Jest przeciwnikiem konfliktów, z których korzyści czerpią jedynie obie zaangażowane w nie strony. Piotr Voelkel uważa, że straty przynosi również brak porozumienia w biznesie.

Nie widzimy tego, że wojna przeniosła się dziś z okopów na pole gospodarcze. Walczymy na tym polu o przyszłość naszych dzieci. Wszystkie siły powinny być skierowane na to, żeby polskiemu biznesowi dać szansę ekspansji. Trzeba połączyć naukę, humanistykę z biznesem, żeby stworzyć sprawny wehikuł do podboju świata, tworzenia globalnych marek i produktów. Tymczasem brak porozumienia biznesu i nauki, prowincjonalna, brutalna konkurencja firm niweczy te szanse. To jest dramat. Musimy zrobić wszystko, żeby na front poszli najlepiej przygotowani żołnierze – nowoczesne, konkurencyjne produkty – mówi Piotr Voelkel. – Byłoby dużo lepiej gdybyśmy budowali klastry, tworzyli związki między przedsiębiorstwami i zrozumieli, że w gruncie rzeczy nie jest ważne czy klient kupi meble marki Vox, Noti czy BRW. Ważne jest to czy kupowane będą meble z Polski, czy meble z Chin. To jest nasz najsilniejszy konkurent. Zamiast się kłócić o mały rynek krajowy powinniśmy stworzyć markę polskich mebli i pod tym szyldem sprzedawać je do Stanów Zjednoczonych czy Afryki. Bylibyśmy w końcu kimś liczącym się, a nie producentem najtańszego na kilogramy mebla na świecie.

Podobnie, jak poglądy Piotra Voelkela, nowoczesny i innowacyjny jest też model funkcjonowania Concordia Design. Miejscu, w którym pracują młode firmy z branż kreatywnych, gdzie odbywają się szkolenia, warsztaty i konferencje patronuje idea otwarcia na zmiany i dostosowania do dynamicznie zmieniającej się rzeczywistości. Umiejętność myślenia perspektywicznego wydaje się być dziedziczona z pokolenia na pokolenie rodziny Voelkelów.

Punkt jej zakorzenienia to Kobylin, niewielkie miasteczko w Wielkopolsce. Stamtąd pochodzili rodzice ojca i rodzice mamy Piotra Voelkela. Wielu z nich brało udział w powstaniu wielkopolskim. Bronisław Voelkel, dziadek ze strony ojca, został wybrany pierwszym w niepodległej Polsce burmistrzem Kobylina. Później był też dyrektorem banku. Pan Piotr wspomina go, jako człowieka o nienagannych manierach, wyglądzie przedwojennego dżentelmena, a przede wszystkim osobie niezwykle uczciwej i darzonej powszechnym szacunkiem.

Rodzinny tandem, czyli dwa pokolenia Voelkelów. Na zdjęciu: z synem Piotrem.
Rodzinny tandem, czyli dwa pokolenia Voelkelów. Na zdjęciu: z synem Piotrem.

Wygrana w pierwszych po wojnie wolnych wyborach to nie jedyne rodzinne wydarzenie napisane przez historię. Według przekazywanej z pokolenia na pokolenie opowieści, do Polski przyprowadził Voelkelów jeden z żołnierzy armii napoleońskiej idącej na Moskwę. Nie jest to historia w żaden sposób udokumentowana, ale w rodzinie mówi się o tym, że któryś z naszych przodków pochodził z Holandii. Brał udział w bitwach napoleońskich i na tych terenach został ranny. Na potrzeby rodzinnej legendy przyjmuję, że jesteśmy z Holandii. Jest to prawdopodobne, o czym świadczyłaby pisownia nazwiska – mówi Piotr Voelkel.

Wątek niderlandzki obecny jest w jego życiu również dziś. Poznańska School of Form, wyższa szkoła kształcąca w zakresie wzornictwa, jest uczelnią założoną wspólnie z Lidewij Edelkoort, Holenderką, legendą światowego designu z ogromnym doświadczeniem edukacyjnym. Placówka powstała przy kreatywnym wsparciu Zuzanny Skalskiej, trenwatcherki od lat współpracującej z holenderskim studiem VanBerlo Design Strategy W ogóle czuję do Holendrów ogromną sympatię i dobrze się z nimi dogaduję, nie tylko w biznesie – komentuje z uśmiechem Piotr Voelkel.

Jest ciekawy, jak ułożyłoby się życie jego taty, doktora weterynarii, gdyby miał więcej szczęścia i nie przyszłoby mu żyć w komunizmie. Ojciec zawsze bardzo poważnie traktował swoją pracę. Był sumienny, dokładny – opowiada Piotr Voelkel. Na pytanie czy uważa się za osobę pracowitą, nieśmiało odpowiada, że tak i od razu zaznacza: Pracę traktuję jako rodzaj pasji i rzadko mi się zdarza, żebym robił rzeczy, których nie lubię.

Dodaje też, że nie robi czegokolwiek z pazerności czy z obowiązku. Najbardziej przyjemne jest to, że praca dostarcza mi wolności, mimo że jest sumą ograniczeń. Ale są to ograniczenia, które akceptuję. Dla pracy nie straciłem wolności. Jestem zamożny po to, żeby czuć się bardziej wolny – deklaruje.

Mądra, sprawna i skuteczna

Tak o Julii Bujakiewicz, babci ze strony mamy mówi Pan Piotr. Kierowała się zasadami, które wielokrotnie sprawdziły się również w moim życiu. Babcia dała mi duże możliwości i szanse – opowiada. Pani Julia była osobą niesamowicie zaradną. W okresie międzywojennym założyła najpierw sklep i warsztat z rowerami, a potem montownię rowerów. Dostarczała rowery dla Polskiej Poczty i dla wojska. W dość krótkim czasie stała się jedną z najzamożniejszych kobiet w okolicy.

Piotr Voelkel jest zdania, że przyroda jest jednym z obszarów, który przywraca równowagę. Na zdjęciu: z podróży do Peru.
Piotr Voelkel jest zdania, że przyroda jest jednym z obszarów, który przywraca równowagę. Na zdjęciu: z podróży do Peru.

Po drugiej wojnie „biznes” znacznie zmalał, bo czasy nie sprzyjały aktywnym, ale w każde wakacje Piotr Voelkel jeździł tam z Krotoszyna i prowadził sklep i warsztat babci. Zobaczyłem wtedy, jaką satysfakcję może dać zrobienie czegoś konkretnego. To była pierwsza sytuacja, w której poczułem radość z tego, że powstają rzeczy materialne. Zarobiłem też wówczas swoje pierwsze pieniądze. Dla faceta, który miał 15 lat było to niezwykłe doświadczenie – wspomina Piotr Voelkel.

Od kilku lat jego nazwisko znajduje się na liście 100 najbogatszych Polaków. Współwłaściciel i członek zarządu spółek Grupy Kapitałowej Vox ma jednak duży dystans do tego typu rankingów. Angażuje się w rozwój produktu i proces projektowania mebli marki Meble Vox. Oprócz spółki meblowej, grupę kapitałową tworzą również Drzwi i Podłogi Vox – ogólnopolska sieć handlowa, Profile Vox – producent profili z tworzyw sztucznych dla budownictwa oraz Drewno Vox – własne tartaki wytwarzające produkty dla budownictwa.

Od drewna, a właściwie drewnianych karniszy, zaczynają się pierwsze poważne kroki biznesowe Piotra Voelkela. Później są drewniane, wytwarzane ręcznie podzespoły do produkcji zabawek, a po nich meble dziecięce wykonywane na zlecenie klientów zagranicznych. W końcu rusza produkcja mebli dla młodzieży i dorosłych. Z czasem powstają spółki, które dziś funkcjonują w obrębie grupy kapitałowej.

Chociaż ofertę firmy Meble Vox charakteryzuje różnorodność, temat mebli dziecięcych i młodzieżowych jest wyjątkowy. Uważni obserwatorzy rynku meblarskiego pamiętają zapewne markę Mamama, której produkty powstały z wykorzystaniem wiedzy o rozwoju najmłodszych. Projekty sięgały do wiedzy psychologicznej i antropologii. Stały się wyrazem nowego spojrzenia na projektowanie. Piotr Voelkel przyznaje jednak z pokorą, że z kilku powodów nie przyniosły sukcesu komercyjnego. Wyciągnięte wnioski wpłynęły na proces powstania prezentowanego już dwukrotnie w Mediolanie projektu Young Users by Vox i jego ogromny sukces, już po miesiącu od debiutu rynkowego.

Całe moje zawodowe doświadczenie doprowadziło mnie do odkrycia, że w przemyśle nie ma dobrych produktów bez wykorzystania wiedzy humanistycznej. Nie da się zrobić niczego sensownego, choćby samochodu czy mebla, bez udziału humanistów. Ideałem jest jeśli produkt powstaje w zespole, w którym spotyka się spojrzenie technologiczne, ekonomiczne i humanistyczne. Bez udziału socjologów, psychologów, antropologów nie może powstać nic sensownego – wyjaśnia z zaangażowaniem.

Pamiątka z podróży do Wietnamu.
Pamiątka z podróży do Wietnamu.

Na integracji humanizmu z przemysłem opiera się koncepcja funkcjonowania School of Form. Nie można projektować dla człowieka, jak się go nie zna – zaznacza Piotr Voelkel. Z drugiej strony, w działalności poznańskiej uczelni widać dbałość o możliwość zdobycia przez studentów umiejętności praktycznych. Stąd ukierunkowanie szkoły na współpracę z biznesem. School of Form jest próbą stworzenia środowiska odpowiedniego dla rozwoju przyszłych projektantów. Zdaniem Piotra Voelkela, nie tworzą go dziś ani uczelnie artystyczne ani politechniki.

Męskie granie

Angażuje się w tworzenie placówek oświatowych nie tylko o charakterze uczelni wyższych. Oprócz School of Form, Piotr Voelkel jest współzałożycielem Wyższej Szkoły Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa, inwestorem Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, ale także współzałożycielem Szkoły Podstawowej i Gimnazjum Akademickiego Da Vinci, a od niedawna również liceum o tej nazwie. O szkołach mówi, że są tym obszarem działalności, która nie przynosi mu korzyści finansowych.

Nigdy nie zarobiłem na tym złotówki, bo jest to rodzaj aktywności pro publico bono. Szkoła nie jest organizacją biznesową. To rodzaj fundacji – podkreśla. Na pytanie o sens takiej działalności, odpowiada: Myślę, że przyczyn jest kilka. Całe życie robiłem coś więcej niż próba heblowania deski. Szukałem wyzwań, które by mnie nakręcały, rozwijały. Założenie i prowadzenie szkoły wydały mi się zajęciem fascynującym i nie pomyliłem się. Intuicja podpowiadała mi, że należy to zrobić, ponieważ wniesie to dużą, pozytywną zmianę w moje życie. I tak się stało.

Efektem są m.in. przyjaźnie z ciekawymi ludźmi. Piotr Voelkel ciepło mówi o Krystynie Jandzie, Danieli Popławskiej, Sławomirze Pietrasie. Prowadzenie uczelni pozwala na zapraszanie osób, które go interesują i fascynują. Osobą, której nie udało mi się namówić na spotkanie jest Gorbaczow – mówi z uśmiechem. Na wykłady przyjeżdżał za to kilkakrotnie Szewach Weiss. Od wspólnych wieczorów i kolacji zaczęła się ich prawdziwa męska przyjaźń. To relacja szczególna dla Pana Piotra również dlatego, że właściwie dopiero uczy się przyjaźnić z mężczyznami, m.in. z Janem A.P. Kaczmarkiem i Markiem Kamińskim.

Serdeczne relacje łączą go z osobami, które mu imponują. Bardzo ceni lojalność m.in. Sławomira Pietrasa. Stara się ukryć wzruszenie, kiedy opowiada o Szewachu Weissie a zwłaszcza o jego wspólnej modlitwie z dominikaninem Tomaszem Dostatnim. Ich spotkanie, które było wynikiem zaproszenia przez Piotra Voelkela do nadwarciańskiego domu w puszczy, zaowocowało książką „W dwóch światach”. Szewach Weiss o przyjaźni z Panem Piotrem i rodziną Voelkelów napisał w alfabecie opublikowanym na łamach „Rzeczpospolitej”.

Jest to lista osób szczególnie ważnych w życiu byłego ambasadora Izraela w Polsce. W domu nad Wartą przeżyliśmy z Szewachem wiele wzruszających chwil i mamy do siebie niebywałą sympatię i serdeczność. Ale w tym tekście przesadził lokując mnie między papieżem a Bronisławem Geremkiem, choć nie ukrywam, że było mi miło. Kompletnie mnie tym jednak zaskoczył – śmieje się Piotr Voelkel.

Namibia.
Namibia.

Długoletnia i owocna jest też przyjaźń z dominikaninem Tomaszem Dostatnim. Z inicjatywy firmy Vox i we współpracy z Duszpasterstwem Akademickim oo. Dominikanów powstał fundusz stypendialny Lednickie Talenty. Niesie pomoc wybitnie uzdolnionym młodym ludziom. Wspiera stypendiami, opieką i dobrą radą ich edukację od szkoły średniej do zakończenia studiów.

Na liście działań pro publico bono Piotra Voelkela jest też zaangażowanie w Fundację Vox-Artis – Promocja Polskiej Sztuki Współczesnej, fundację Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego Malta, realizacji rzeźb Magdaleny Abakanowicz na poznańskiej Cytadeli i w Chicago czy też kierowanie Wielkopolskim Towarzystwem Zachęty Sztuk Pięknych. Piotr Voelkel, który – jak mówią niektórzy – bardziej jest znany jako mecenas sztuki niż biznesmen, zapytany o to jaki projekt bądź artystyczna inwestycja przyniosły mu najwięcej satysfakcji odpowiada: Moja najlepsza inwestycja to zakup dobrego sprzętu grającego. W sumie za rozsądne pieniądze. Odtwarzacz razem z DVD i projektorem stoją w zwykłym pokoju o dobrej akustyce. Wieczorem mogę uczestniczyć w koncercie, jaki sobie tylko wymarzę. Mam też spory wybór filmów, w tym baletowych. Widziała Pani „Pinę? Namawiam. To film zjawiskowy a przy tym, po prostu ludzki – opowiada.

Pod dobrymi skrzydłami

Skąd się wzięło zainteresowanie sztuką? W czasie studiów na Politechnice prowadziłem kluby studenckie, organizowałem festiwale, robiłem rzeczy, które chciałem robić. Później przez 6 lat pracowałem w Polskim Teatrze Tańca. Było to fascynujące zajęcie – opowiada. Źródło tkwi jednak znacznie głębiej niż kontakt z artystami, których poznał w pierwszych latach pracy w tym środowisku.

Jestem zupełnie pozbawiony talentów artystycznych. Nie umiem śpiewać, tańczyć ani grać na jakimkolwiek instrumencie. Spowodowało to fascynację ludźmi, którzy to potrafią. Podziwiam ich, bo widzę w nich talenty, których ja nie mam – mówi Piotr Voelkel. I dodaje: Nawet jak nie rozumiem jakiegoś współczesnego dzieła sztuki, to staram się tak długo aż dojdę, o co w tym chodzi. Nie mam w sobie takiej arogancji, jak wielu, którzy powiedzieliby z ironią: „Coś takiego, to by moje dziecko namalowało”.

Za bardzo cenne doświadczenie życiowe uważa wychowanie na prowincji. Miałem dużo szczęścia, bo prowincja, albo ogłupia albo wytwarza potrzebę poznania świata, szukania nowych wrażeń, odkrywania. Taka prowincjonalna fascynacja światem jest czymś ważnym – podsumowuje. Dużo w tym zasługi jego mamy, która mieszkając w Krotoszynie starała się aktywnie uczestniczyć w życiu kulturalnym Poznania i Wrocławia.

Zabierała nas ze sobą do teatru, na wystawy. Bardzo dbała o to, żebyśmy czytali wartościowe książki – opowiada. Wspomina też rodzinne rytuały: W niedzielę śniadanie było trochę później, około 9.00. Do obiadu nie wychodziliśmy z łóżek czytając gazety i podając sobie strony „Tygodnika Powszechnego”, „Polityki” i „Przekroju”. Czytaliśmy te same teksty a przy obiedzie wymienialiśmy się komentarzami. Pan Piotr o mamie mówi, że jest nowoczesną kobietą. Podkreśla, że miał dużo szczęścia wychowując się w rodzinie, gdzie z dziećmi się rozmawiało.

Japonia.
Japonia.

Po sposobie w jaki opowiada m.in. o Annie Wróblewskiej odpowiedzialnej za rozwój produktu w firmie Meble Vox, również widać, że ceni mądre kobiety o otwartych umysłach. Z wieloma się przyjaźni. Na potrzeby negocjacji z żoną mówię, że to taka moja tratwa zmontowana z kilku belek – żartuje.

Życiową „tratwą” jest dla niego rodzina. Rodzina jest ważna? – pytam Najważniejsza – odpowiada Piotr Voelkel bez najmniejszego cienia wątpliwości. Wszystkie pokolenia rodziny Voelkelów mieszkają dziś blisko siebie i widać, jak ten codzienny kontakt jest ważny dla wszystkich. Relacja z wnukami wydaje się wzruszać Piotra Voelkela znacznie bardziej niż największy artyzm.

Zresztą na pytanie, czy w sztuce poszukuje wzruszeń odpowiada: To nie o to chodzi. Są dwa obszary, dzięki którym łapię pion a moje życie wraca do właściwych proporcji. Pierwszy to przyroda. Wystarczy, że pójdę do lasu i widzę sprawy we właściwej skali i we właściwym świetle. Drugi obszar to sztuka. Kontakt z ludzkim geniuszem dodaje mi wiary i optymizmu. Bez dobrej książki, znakomitego filmu czy genialnego spektaklu baletowego życie w ogóle nie ma sensu. Kontakt ze sztuką daje mi poczucie, że człowiek ciągle „brzmi dumnie” a życie może być wspaniałe. Z pewnością, trudno byłoby to wszystko zobaczyć i zrozumieć nie wychylając głowy poza działalność biznesową.

ZOBACZ TAKŻE: Od Napoleona do Kobylina

W czasie rozmowy nabieram przekonania, że do żywiołowego Piotra Voelkela zupełnie nie pasowałby wizerunek prezesa za biurkiem. Pytam więc na zakończenie, czy w ogóle istnieje coś takiego jak jego gabinet. Piotr Voelkel rozgląda się po wnętrzu Concordii Design i ze śmiechem odpowiada: No właśnie, chyba muszę się gdzieś urządzić. Przez wiele lat miałem gabinet. Bywały czasy, że nawet cztery. W każdej firmie po jednym. Teraz nie mam biura. Ale może tutaj znalazłby się jakiś wolny pokój….

TEKST: Diana Nachiło

Artykuł został opublikowany w miesięczniku BIZNES.meble.pl, nr 6-7/2012