Branża

Zawód dla optymistów

Prof. Bogumiła Jung, prezes Stowarzyszenia Projektantów Form Przemysłowych SPFP.

Zawód dla optymistów

Rozmowa z prof. Bogumiłą Jung, prezesem Stowarzyszenia Projektantów Form Przemysłowych SPFP.

Czy zawód projektanta form przemysłowych jest prestiżowy?

Reklama
visby.pl banner z promocją na łóżko

Na pewno jest to zawód wciąż jeszcze elitarny. Projektowanie form przemysłowych, dziś częściej określane „wzornictwem”, wymaga szczególnego rodzaju predyspozycji, talentu oraz łączenia wiedzy z wielu różnych obszarów. Edukacja w tym kierunku w dużym stopniu korzysta z nauk humanistycznych, musi pobudzać kreatywność a jednocześnie rzetelnie przygotowuje od strony technicznej. Połączenie tych trzech wymienionych elementów jest trudne, ale decyduje o tym, że projektant potrafi porozumieć się z reprezentantami różnych środowisk. Umie przekonać do swojej wizji właściciela firmy, jak i pracować z działem technologicznym. Musi mieć też rodzaj szczególnej wrażliwości na to, co dzieje się w społeczeństwie. Projektant form przemysłowych raczej pełni rolę usługodawcy, a nie gwiazdy. Choć trzeba przyznać, że wśród polskich projektantów są też i gwiazdy. Kiedyś pokutowało postrzeganie projektantów jako takich niby-artystów, którzy przychodzą do firmy i właściwie nie wiadomo, czego chcą. Nic bardziej mylnego. Dziś coraz bardziej powszechna staje się wiedza, że projektant ma za zadanie przede wszystkim zaproponować taki projekt, który pozwoli na maksymalne wykorzystanie możliwości firmy. Członkami SPFP są osoby, które właśnie w taki sposób, czyli profesjonalnie, uprawiają ten zawód.

Stowarzyszenie Projektantów Form Przemysłowych powstało 50 lat temu. Jak w ciągu tych lat zmieniło się polskie wzornictwo?

Przede wszystkim ogromnie zmieniła się cała rzeczywistość wokół, nasza gospodarka po transformacji jest diametralnie różna, a więc i uprawianie wzornictwa dzisiaj jest inne. Mogę powiedzieć, że kiedy studiowałam wzornictwo w latach 80., był to wówczas kierunek o bardzo niepewnych perspektywach pracy.

Osoby z Pani pokolenia były bardziej zdane na kreację artystyczną niż współpracę z przemysłem?

Bardzo niewiele było wówczas przedsiębiorstw przygotowanych na to, aby nas przyjąć. Powiedziałabym, że nikt nie dawał nam gwarancji, że nasze projekty zostaną wykorzystane. Na szczęście czasy się zmieniły, dzisiaj mamy też do dyspozycji zupełnie nowe narzędzia, które pozwalają rozwinąć umiejętności zaistnienia i funkcjonowania na rynku. Poza tym, zawsze warto uczciwie i rzetelnie wykonywać zawód. Tylko takich ludzi zapraszamy do naszego Stowarzyszenia.

Co jest przepustką do znalezienia się w tym gronie?

W latach 60., kiedy zawód projektanta form przemysłowych dopiero się krystalizował, Stowarzyszenie działało jako organizacja pozarządowa, tworzona przez ludzi o wysokich walorach intelektualnych. Podobnie jest teraz. Warunkiem przynależności do SPFP jest profesjonalne uprawianie zawodu dizajnera oraz rekomendacja osoby już należącej do Stowarzyszenia. W tej chwili skupiamy około 100 osób.

Czy można wskazać tematykę dominującą w pracach członków SPFP?

Nie można mówić o wyraźnej dominacji, ponieważ w Polsce jest bardzo dużo do zaprojektowania.

W stosunkowo krótkim czasie, po raz kolejny słyszę tak duży optymizm w związku z możliwościami projektowymi. Niedawno, w podobnym tonie wypowiadał się Tomek Rygalik na spotkaniu w białostockiej galerii Arsenał. Mówiąc szczerze, jestem zaskoczona, bo przyzwyczailiśmy się raczej do narzekania…

Dzisiaj mamy wokół wielu malkontentów, którzy mówią: nie da się. Tymczasem projektanci należą do takiej grupy zawodowej, która przede wszystkim stara się szukać nowych rozwiązań starych problemów, a potem mówi: tak, da się. Projektowania nie można uprawiać bez wiary i przekonania, że da się coś zrobić. To jest zawód optymistów, którzy muszą wierzyć, że dana koncepcja jest możliwa do zrealizowania i że na końcu możliwe jest wygenerowanie zysku dla wszystkich uczestników procesu powstawania produktu. Nie wyobrażam sobie projektanta bez pozytywnego nastawienia. Oczywiście, nie mówimy tutaj o nieuzasadnionym hurra-optymizmie czy ryzykanctwie.

To znaczy?

Często powtarzam, że należy zastanawiać się, czy rzeczywiście jest potrzeba projektowania kolejnego modelu krzesła? Owszem, jeżeli jest to projekt pozwalający odpowiedzieć w nowy sposób na zauważone potrzeby współczesnego człowieka. Dlatego, tak ważne jest wyczulenie projektantów na to, co dzieje się w społeczeństwie, a nie w tzw. „trendach”. To jeden z elementów poważnego podejścia do zawodu: reagowanie na rzeczywiste potrzeby potencjalnego odbiorcy. Wdrożenie nowego produktu wymaga przecież czasu i nakładów finansowych, nie może wiązać się z niepotrzebnym ryzykiem. Powinno dobrze odpowiadać na potrzeby określonego użytkownika.

Jakie są w tej chwili oczekiwania przemysłu wobec projektantów?

Naszymi zleceniodawcami bywają zarówno firmy kilkuosobowe, jak i duże przedsiębiorstwa, zarządzane w bardzo różny sposób. O wdrożeniach decyduje zazwyczaj firmowy menagement. Na decyzję o podjęciu współpracy z projektantem najczęściej pozytywnie wpływa to, czy osoba decyzyjna wie, że wzornictwo tworzy wartością dodaną i że są firmy, które dzięki niemu osiągają określone korzyści.

Jakie są w tej chwili cele SPFP?

Przez ostatnią dekadę Stowarzyszenie z sukcesem walczyło o stworzenie zapisów prawnych, dzięki którym wzornictwo trafiło na listę priorytetowych dziedzin polskiej gospodarki i kultury. Obecnie mamy naszego przedstawiciela także w europejskiej organizacji: do zarządu BEDA (Bureau of European Design Associations) wybrany został prof. Michał Stefanowski, wiceprezes SPFP. Tym samym, mamy wpływ na warunki funkcjonowania środowiska projektantów, tworzone na poziomie europejskim. Istotną kwestią jest wspieranie praktyki zawodowej w Polsce. Na naszej stronie internetowej można znaleźć dokumenty wspomagające ten proces. Witryna służy również prezentacji dokonań projektantów należących do Stowarzyszenia. Jesteśmy obecni na ważnych wydarzeniach branżowych. Dbamy w ten sposób o wizerunek społeczny Stowarzyszenia.

Czy wizerunek projektanta form przemysłowych w Polsce jest podobny do powszechnego obrazu, jaki funkcjonuje w Europie Zachodniej?

Można powiedzieć, że mamy obecnie sytuację w jakimś stopniu porównywalną do tego, co dzieje się na Zachodzie. Cały czas jest jeszcze duża różnica między sytuacją projektanta w Polsce i za granicą. Przede wszystkim, na Zachodzie jest większe zrozumienie roli projektanta w firmie, nie musi on tak często udowadniać, że jest osobą kompetentną, świadomą i potrzebną. Ale i to się u nas szybko zmienia.

Jak brzmi, opracowana przez SPFP, definicja etyki zawodowej?

Tą są sprawy podstawowe i powinny być powszechnie znane. W tym samym czasie nie współpracujemy z firmami o podobnym profilu działalności. Szanujemy dorobek poprzednika. Mamy misję, którą realizujemy przy zastosowaniu dostępnych środków. Chcemy przekazywać wartości, które są i będą ważne, mimo zmieniającego się, coraz bardziej drapieżnego świata.

Jaki przekaz kryje się za informacją, że projektant należy do SPFP?

Znaczy to, że dana osoba ma przygotowanie do profesjonalnej działalności projektowej i może pochwalić się doświadczeniem, wynikającym z wdrożonych już projektów. Taki projektant wie, że do realizacji projektu prowadzi konkretna, często wyboista droga. Projekt to idea, która w konfrontacji z parkiem technologicznym, z możliwościami firmy, bardzo często musi ulegać modyfikacjom. Projektant wie jakim i może zmodyfikować projekt, reagując na zmieniające się warunki, np. rynkowe. Z członkiem Stowarzyszenia warto współpracować także po to, aby zminimalizować koszty. Praca z dobrym projektantem pozwoli w pełni wykorzystać możliwości producenta lub otworzyć się na współpracę z wybranymi kooperantami. Projektant może też niekiedy wskazać pożądane kierunki rozwoju parku maszynowego. To często najwłaściwsza osoba do ukierunkowania rozwoju przedsiębiorstwa.

Czy w Państwa środowisku istnieje praktyka dzielenia się doświadczeniem przez starszych członków SPFP z młodymi projektantami?

Do Stowarzyszenia zapraszamy też młode osoby, które mają potencjał i już zdobyły doświadczenie. Zwykle są rekomendowane przez koleżanki i kolegów starszych stażem. Jeśli chodzi o dzielenie się doświadczeniem zawodowym to mam wrażenie, że wśród projektantów jest z tym lepiej niż w innych grupach zawodowych. Organizujemy konferencje, różnego rodzaju prezentacje. Traktujemy nasz zawód, w pewnym sensie, jak misję. Można powiedzieć, że jest to echo idei z czasów założycielskich Stowarzyszenia.

W tym, co Pani mówi jest trochę idealizmu, ale i poznańskiego pragmatyzmu.

Naturalnie. Widzę sens takiego działania. Chcemy służyć zarówno wykonawcom, jak i przysłowiowemu Kowalskiemu. Najpierw, naszym klientem jest Kowalski z firmy, potem przysłowiowy Kowalski, czyli klient finalny. Na marginesie, jeden z niegdyś bardziej rozpoznawalnych produktów: „meblościanka Kowalskich” wzięła swą nazwę nie od tego, że była wyposażeniem niemal każdego polskiego mieszkania, ale że zaprojektowało je małżeństwo poznańskich projektantów: Bogusławy i Czesława Kowalskich.

Jak ocenia Pani aktualne zainteresowanie studiami na kierunkach projektowych?

Mogę to oceniać głównie z perspektywy Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu, gdzie pracuję. Obserwujemy stały wzrost kandydatów. W znacznym stopniu wynika to z renomy uczelni, ale też z dużego zainteresowania tematyką wzornictwa.

Dziękuję za rozmowę.

ROZMAWIAŁA: Diana Nachiło

Wywiad został opublikowany w miesięczniku BIZNES.meble.pl, nr 12/2013