Branża

Wakacyjna nauka języków obcych

Tomasz Wiktorski, właściciel firmy B+R Studio.

Wakacyjna nauka języków obcych

Wolę jeździć w miejsca, w których jestem się w stanie „dogadać” z mieszkańcami bez pomocy tłumaczy.

Reklama
Banner All4Wood 2024 - 750x100

Lato to zwykle czas lżejszych tematów w moich felietonach. Pisane czasem na plaży, pod parasolem, z drinkiem. Czasem temat do puszczenia wodzy fantazji i drobnego nazmyślania oraz puszczenia oka do czytelników. Ciekawe, czy zgadniecie jaki kurort na świecie (poza Polską oczywiście) uważam za najbardziej „polski”?… Uwaga!… Saranda w Albanii! O ile na wyjazdach bardzo często jestem brany za Rosjanina (tfu!), to w Sarandzie czułem się prawie jak na polskim wybrzeżu. Nie dość, że nikt się nie mylił, to swobodnie można było porozmawiać po polsku, czy dostać polskie menu.

Albania dopiero chyba w tym roku postawiła na szerszą promocję w polskich massmediach, ale to biura podróży organizują wycieczki do wspomnianej Sarandy i okolic od około dwudziestu lat. Jak usłyszałem od spotkanych tam ludzi, Polacy i Norwegowie to byli pierwsi turyści, którzy pojawili się w tym kraju po wojnie na Bałkanach. I przez lata to właśnie ich obsługiwała lokalna społeczność barmanów, restauratorów, taksówkarzy, hotelarzy czy sklepikarzy. Idziesz na przykład kupić kartę sim do lokalnego punktu sprzedaży telefonów, a tam – proszę – obsługa w języku polskim. Wsiadasz do taksówki – „Dokąd chcą państwo pojechać?” – pyta swojsko kierowca. Obsługa przy kolacji – menu po polsku, obsługa po polsku… Jak tu nie pokochać tego kraju. Do tego piękna pogoda, krystaliczna woda, góry. Wszystko w przystępnych cenach.

Uwielbiam Chorwację (w szczególności Dalmację) za jej słowiański charakter w adriatyckim wydaniu. Tu część słów brzmi swojsko więc przy dobrej woli dwóch stron prawie można się dogadać po słowiańsku!

W dalszej kolejności ustawia się szereg krajów, w których można się dogadać w języku angielskim.

Ani po słowiańsku, ani po angielsku, ani po niemiecku

Problem zaczyna się wtedy, kiedy ani po słowiańsku, ani po angielsku, ani nawet po niemiecku, czy też po rosyjsku nie mogę nawiązać porozumienia.

Jakież było moje zdziwienie, kiedy się okazało, że w Indiach niewiele osób mówi po angielsku! Przecież przez lata była to brytyjska kolonia, a więc założyłem, że większość ludzi zna ten język. O nie! Bez tłumacza ani rusz! Do tego język angielski w wymowie Hindusów brzmi dziwnie i trzeba się trochę do niego przyzwyczaić.

Trafiłem kiedyś do restauracji w środkowej Rumunii. Restauracja to słowo w tym przypadku akurat na wyrost. Raczej bar przy stacji benzynowej. Ja nie znam rumuńskiego. Oni nie znają żadnego innego niż rumuński. Menu bez obrazków. Internetu brak. Wyobraźcie sobie, jak bolały nas ręce, żeby się dogadać i zamówić obiad dla 5-osobowej rodziny z alergiami. Takich opowieści znalazłbym pewnie jeszcze kilka.

Wniosek jeden – trzeba się uczyć języków!

Siedzę więc i od kilku dni uczę się języka unijnej biurokracji. O matko! Wydawało mi się, że jestem – kolokwialnie mówiąc – „oblatany” w tematyce funduszy unijnych. Tymczasem weszła nowa „perspektywa finansowa” Unii Europejskiej! To słowo kojarzymy z dotacjami. Tyle tylko, że co 7 lat fundusze te są inaczej zorganizowane – spriorytetyzowane. Trudne słowo. Nowe programy operacyjne z nowymi nazwami, nową numeracją działań i zakresami projektów i to w ilości kilku setek działań potrafią przysporzyć (jeszcze trudniejsze słowo) niemałego bólu głowy.

W tym miesiącu razem z redaktorem naczelnym pochylaliśmy się nad uporządkowaniem dla Państwa gąszczu unijnych konkursów. Jest w czym wybierać zarówno z poziomu krajowego, jak i regionalnego – a nawet międzynarodowego. Jeśli będą mieli Państwo ochotę podyskutować, co w waszym przypadku jest be-plus-erem, „inteligentną innowacją”, a więc SMART (zakładam, że nieinteligentnych Państwo nie robią) lub jak przygotować wniosek o dofinasowanie przedsięwzięcia (po unijnemu „projektu”)  targowego na rynkach zagranicznych – czyli na „internacjonalizację” – pomożemy! Przeanalizujemy wspólnie, co jest dostępne dla was i na co warto zwrócić uwagę. Zapraszam do kontaktu małych, średnich i dużych.

Kończąc. Czy pamiętają Państwo jedną z pierwszych reklam zrobionych przez kabaret Mumio dla Plusa – wtedy Simplusa? Taką, gdzie malarz stuka chaotycznie w klawiaturę konsultanta? Pamiętacie? „Co mi Pan tu napisał?” pyta konsultant. „Kopytko”.

Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: tomek@brstudio.eu

TEKST: Tomasz Wiktorski

Felieton został opublikowany w miesięczniku BIZNES.meble.pl, nr 8/2023