Branża

Rynek stał się nieprzewidywalny

Aleksander Czarny, prezes Studia Meblowego Arka.

Rynek stał się nieprzewidywalny

Aleksander Czarny, prezes Studia Meblowego Arka, o historii firmy, krajowym rynku handlu meblami oraz markach w meblarstwie.

Historia firmy Arka sięga końca 1990 r. Jakie były początki? Jak chłonny był wtedy rynek?

Reklama
Banner All4Wood 2024 - 750x100

W przyszłym roku studio meblowe Arka będzie obchodzić jubileusz 25-lecia. Początek lat 90. – z obecnej perspektywy – to czas odległy i inny w każdym wymiarze, naprawdę poprzedni wiek. Zdecydowałem się na rozpoczęcie działalności gospodarczej – otwierając wielobranżowy dom handlowy – między innymi z wyposażeniem wnętrz. Rynek w tym czasie wchłaniał wszystko cokolwiek się na nim pojawiało… W dniu otwarcia salon całkowicie opustoszał – klienci wykupili meble, dywany, sprzęt AGD i RTV. Dzisiaj trudno to sobie nawet wyobrazić, jak Polacy spragnieni byli dostępności podstawowych produktów wyposażenia wnętrz.

Studio meblowe Arka nie jest zwykłym salonem meblowym – czym więc jest Arka?

Po kilku latach działalności na rynku i wybudowaniu własnego obiektu nadszedł czas na określenie długofalowej strategii rozwoju firmy. Zawsze interesowało mnie odkrywanie nowości w naszej branży, a przede wszystkim produktów ciekawych wzorniczo i technologicznie. Podróże, wyjazdy na targi międzynarodowe – pokazały zupełnie inną perspektywę dla branży wnętrzarskiej niż ta, która w przeważającej większości funkcjonowała wówczas w Polsce. Produkty, które podobały mi się najbardziej były oczywiście najwyższej jakości w zakresie wykończenia, o pięknym designie, markowych firm europejskich. Zdecydowałem więc, że jeżeli mam dalej działać w tej branży, musi to być też moją pasją. Tak narodziło się Studio Meblowe Arka – markowe meble, oświetlenie i dodatki. Rozpoczęliśmy współpracę ze znanymi europejskimi firmami, a podstawowym kryterium wyboru firm – była jakość, design i nastawienie na partnerstwo.

To moja firma jako jedyna na rynku, 20 lat temu, sprowadziła sofy Moroso – „Big Mama” i „Saula Marina” – tak różne od tego, co powszechnie można było zobaczyć w salonach w Polsce, że wzbudzały sensację wśród klientów, a szkoły artystyczne polecały studentom ich oglądanie. Oczywiście w tym czasie na oglądaniu się kończyło – nie było mowy o kupowaniu. Dlatego światowe marki były wprowadzane do naszej oferty stopniowo. Nadszedł w końcu czas, że na 5 tys. m2 powierzchni ekspozycyjnej naszej firmy mamy świetne jakościowo i wzorniczo produkty wyposażenia wnętrz, znakomitych europejskich marek.

Działalność firmy ma wymiar kompleksowy. Co to oznacza w praktyce?

To oznacza, że Klient może przyjść do nas na każdym etapie tj. od momentu planowania budowy domu, urządzania mieszkania, trwającej inwestycji czy jego odbioru. A my profesjonalnie zajmiemy się kompleksowo jego wyposażeniem – od projektu wnętrz po oddanie domu, czy mieszkania pod klucz. Mamy własną pracownię projektowania wnętrz, doświadczony serwis montażowy, współpracujemy z zaufanymi firmami wykończeniowymi. Odpowiedzialność za całość prac i wyposażenia bierzemy na siebie – dla klientów istotne znaczenie ma to, że wszystko koordynuje jedna firma.

Jaki czas był dla firmy Arka najlepszy? Jaki okres mógłby Pan określić jako czas prosperity? Jakie czynniki, wydarzenia polityczne i gospodarcze, miały na to największy wpływ? A kiedy z kolei było najtrudniej?

Najlepszy czas dla firmy to oczywiście lata 90., do 1998 r., później po 2000 r. do 2008 r. Następnie wydarzyło się to, o czym wszyscy wiemy, czyli kryzys finansowy. Siłą rozpędu naszej gospodarki ten kryzys nie był u nas tak mocno odczuwalny jak w innych krajach europejskich, ale bardzo wiele zmienił na rynku. Od tamtej pory planowanie biznesowe stało się bardzo trudne. Rynek stał się nieprzewidywalny i nie jest to zasługą danych z gospodarki, czy sytuacji politycznej. Również w takich warunkach musimy nauczyć się skutecznie działać. Żyjemy w czasach największych i najszybszych zmian gospodarczych, jakie do tej pory można było zaobserwować w historii. Jest to dla nas duże wyzwanie, gdyż nikt nie ma sprawdzonych metod działania.

Jak ocenia Pan aktualną sytuację handlu meblami na rynku krajowym z poziomu segmentu premium?

Rynek jest żywym organizmem – firmy powstają i znikają. Inne firmy rozwijają się przez ekspansję na nowe rynki (np. oddziały w kolejnych miastach). Z perspektywy segmentu premium widać wyraźnie, że jest coraz mniej pojedynczych klientów na korzyść dużych projektów, dużych realizacji. Czyli postępuje akumulacja kapitału w wąskiej grupie społecznej. Klienci są przy tym bardzo wymagający.

Brał Pan już udział na naszych łamach w dyskusji na temat firm oferujących tzw. „meble inspirowane”. Czy Pana zdaniem to zjawisko zdążyło przybrać jeszcze bardziej niepokojące rozmiary?

To temat bardzo szeroki i niestety przykry dla uczciwych producentów i sprzedawców. Zjawisko to jest dość powszechne, niestety jako milczące przyzwolenie – kwitnie… nie tylko w naszym regionie. Być może przyczyniło się do tego finansowanie ze środków unijnych, co oczywiście jest efektem niezamierzonym. Bardzo dużo firm otrzymało środki na nowoczesne maszyny do produkcji, a są to firmy, które nie potrzebowały i nie potrzebują takich mocy produkcyjnych, ani nie mają strategii, jak te maszyny wykorzystać – wybierają więc najprostsze rozwiązania, czyli wykonywanie „inspirowanych mebli”, które w większości są kopią oryginałów.

Jak duże zagrożenie dla sprzedaży mebli luksusowych stanowią z kolei projektanci, architekci wnętrz, którzy aktywnie przyczyniają się do wykonywania podróbek mebli – na zlecenie ich klientów?

Meble luksusowe bronią się jakością wykonania, wprowadzaniem nowych wzorów (cykl życia produktów jest przez to coraz krótszy) i zaufaniem, jakie klienci mają do marki producenta czy marki salonu meblowego, zwłaszcza, jeżeli salon ma już swoją historię na rynku wyposażenia wnętrz. Na szczęście są również projektanci i architekci wnętrz, którzy etykę zawodową stawiają na równi z estetyką, jaką mają projektowane przez nich wnętrza i tych właśnie zapraszamy do współpracy.

Studio Meblowe Arka umożliwia kupno mebli za pośrednictwem firmowego sklepu internetowego. Czy w Pańskiej ocenie większą szansę na sprzedaż przez Internet mają meble luksusowe czy może meble najtańsze, z najniższej półki cenowej? Z czego to wynika Pana zdaniem?

Nasza decyzja o uruchomieniu sklepu internetowego była decyzją czysto marketingową. Jak powszechnie wiadomo, przed podjęciem decyzji o zakupie wyposażenia wnętrz, klienci szukają jak największej ilości informacji – zwłaszcza w Internecie. Nasza strona internetowa ma charakter wizerunkowy, sklep internetowy jest odpowiedzią na tę zwiększoną potrzebę dostępu do informacji. Dotyczy to zwłaszcza młodszego pokolenia potencjalnych klientów, którzy nawet, jeżeli teraz są w grupie „aspirujących” mogą przejść do poziomu „aktywnych” klientów. Z badań, jakie prowadzimy wynika, że klienci kupują przez Internet prawie wszystko – w tym „prawie wszystko” jeszcze w znikomym stopniu znajdują się meble. Jeżeli już, są to proste produkty np. lampy. Trudno przewidzieć, jak rozwinie się sprzedaż mebli przez Internet – młode pokolenie o tym zadecyduje.

Jak z Pana punktu widzenia, na przestrzeni tych 24 lat, zmieniał się stosunek Polaków do marek, w szczególności marek meblowych? Czy kraj pochodzenia danej marki miał albo obecnie ma większe znaczenie?

Znajomość luksusowych marek meblowych wśród Polaków jest znikoma. W tym przypadku ogromną rolę w edukacji odgrywali i nadal odgrywają architekci wnętrz. Swoją pasją wnętrzarską zarażają klientów i zwiększają ich świadomość w zakresie konkretnych marek meblowych. My edukację prowadzimy przez wszystkie lata naszej działalności – jest to element misji naszej firmy. Oczywiście na przestrzeni tych lat Polacy zdecydowanie przywiązują coraz większą wagę do tego jak mieszkają i jakimi produktami otaczają się w przestrzeni domowej. Podróże, powszechność programów telewizyjnych związanych z wnętrzami spowodowała, że coraz lepiej i ładniej mieszkamy.

Kraj pochodzenia marki oczywiście jest również istotny. Kilka lat temu podczas ekspansji na rynki europejskie produktów z Chin (najczęściej również „inspirowanych”) było to kluczowe. Jeżeli jednak spojrzymy na pochodzenie marek luksusowych – to okazuje się, że 72% tego rynku znajduje się w rękach trzech krajów: Francji, Włoch i USA.

Klienci, którzy Państwa odwiedzają, to klienci specyficzni, bo świadomi wartości marek i swoich możliwości finansowych. Czy takich klientów obecnie przybywa czy może ubywa?

Tak jak wspomniałem liczba klientów zmniejsza się na rzecz większych projektów, większych wartości pojedynczych realizacji. Jednak warte zaznaczenia jest również to, że zwiększa się liczba klientów „aspirujących”, świadomych, że „dzisiaj” nie mogą sobie pozwolić na marki luksusowe, ale w przyszłości… I tutaj musimy odwołać się do makroekonomii i optymistycznych prognoz dotyczących rozwoju gospodarczego naszego kraju, a także potencjału w segmencie dóbr luksusowych. Z danych podawanych przez KPMG wynika, że liczba HNWI (osoby o aktywach netto powyżej 1 mln dolarów) w Polsce to 45 tys. co daje nam 18. miejsce w Europie, a HNWI Francji to 2.211 tys., Niemiec 1.735 tys., Wielkiej Brytanii 1.529 tys. – to miejmy nadzieję pokazuje potencjał dla Polski.

Dziękuję za rozmowę.

ROZMAWIAŁA: Anna Szypulska.

Wywiad został opublikowany w miesięczniku BIZNES.meble.pl, nr 6-7/2014