Branża

Polska specjalność

Maciej Formanowicz, prezes Zarządu grupy Forte.

Polska specjalność

Maciej Formanowicz, prezes Zarządu grupy Forte, o aktualnej sytuacji grupy, konkurencyjności polskiego meblarstwa oraz zagrożeniach dla producentów mebli.

Jak ocenia Pan aktualną kondycję grupy Forte?

Reklama
Banner All4Wood 2024 - 750x100

Forte jest w bardzo dobrej kondycji, co widać przede wszystkim po wynikach finansowych. Z pewnością wpłynęło na to kilka czynników. Intensywnie pracowaliśmy nad wzrostem sprzedaży w Polsce, czego efekty są widoczne. Dobrze rozwijają się też inne rynki, w tym podstawowy dla nas rynek niemieckojęzyczny. Nie obserwujemy tam może wielkich wzrostów, ale nie ma też znaczących spadków. Kryzys powoli mija. Myślę, że sytuacja będzie się zmieniać. Perspektywy są więc bardzo dobre.

Istotnym posunięciem były również działania restrukturyzacyjne: zamknięcie oddziału w Przemyślu i wzmocnienie pozostałych krajowych zakładów produkcyjnych: w Ostrowi Mazowieckiej, Hajnówce, Suwałkach i w Białymstoku. Bardzo intensywnie rozwija się fabryka w Hajnówce. Prowadzimy prace modernizacyjne i dbamy o inwestycje, tak aby znacząco zwiększyć moce produkcyjne hajnowskiego oddziału. Cały czas realizujemy program rozwoju, który przynosi efekty i daje dobrą perspektywę na przyszłość. Patrzymy na nią z dużym optymizmem.

Podjęli się Państwo sporych inwestycji, mimo niepewności związanej z ubiegłorocznym kryzysem.

W ubiegłym roku byliśmy pod tym względem zdecydowanie bardziej ostrożni niż w roku bieżącym. Właściwie wszyscy wstrzymaliśmy oddech, bo nie wiedzieliśmy, co będzie. W tym roku inwestujemy dość intensywnie. Założyliśmy plan na poziomie 20 mln zł, ale już dziś wiemy, że jego realizację zamkniemy w nieco mniejszej  kwocie. Wpłynęła na to umacniająca się złotówka, która sprawiła, że w przeważającej mierze wydatki walutowe w złotych są tańsze oraz większa gotowość do negocjacji dostawców. Realizacja planu inwestycyjnego poprawi w przyszłości wydajność i efektywność pracy.

Jaka jest obecnie filozofia pozycjonowania produktów?

Koncepcja jest zależna od rynku, na którym funkcjonujemy. Generalnie, można powiedzieć, że jesteśmy specjalistą w zakresie produkcji mebli demontowanych, przygotowywanych w paczki, do samodzielnego montażu przez klienta. Drugą naszą specjalnością jest umiejętność obsługi dużych odbiorców. Odpowiedni poziom współpracy z sieciami handlowymi jest bardzo istotnym warunkiem funkcjonowania na mocno skoncentrowanym dziś rynku Europy Zachodniej. Nie ma co ukrywać, że na Zachodzie, tak jak znacząca większość producentów, funkcjonujemy jako dostawca no-name. Natomiast w Polsce, Europie Centralnej i w Europie Wschodniej Forte jest znaną marką. Pracujemy nad tym: wydajemy prospekty ukierunkowane na to, aby pokazać, że jesteśmy firmą oferującą wyposażenie kompleksowe. Również portal Forte Style wyraża nasze całościowe myślenie o wnętrzu.

Czy polskie meble za granicą mają szansę, aby wyjść ze strefy produktów no-name?

Moim zdaniem nie. A już na pewno nie producentom masowym. Przede wszystkim nie chcą tego nasi odbiorcy – markę ma miejsce sprzedaży a nie producent, poza tym to bardzo długi i kosztowny proces, na który w obecnej sytuacji trudno znaleźć finansowanie. Pewną próbą zbudowania marki jest promocja „Polskich Mebli” w świadomości odbiorcy końcowego. Ale to również długi proces wymagający silnego wsparcia ze strony państwa.

Której polskiej spółce udało się zbudować markę za granicą?

Meblowej? Żadnej. Przedstawiciele sklepów, którzy kupują meble mają świadomość, że mebel pochodzi z Polski. Klient finalny dowiaduje się o tym, jak przychodzi do domu i rozpakowuje paczkę z zakupem. Wszystko jest wynikiem modelu, według którego funkcjonuje sprzedaż mebli w Europie Zachodniej. W Niemczech większość producentów to dostawcy no-name. We Francji jest podobnie. Jeżeli bliżej przyjrzeć się rynkowi niemieckiemu, to tam markę ma np. Hülsta albo Rolf Benz. Mają ją też niektórzy producenci mebli kuchennych, ale tylko niektórzy. W Niemczech promuje się sprzedawcę, nie producenta, bo jemu jest to zupełnie niepotrzebne. Uważam, że jest to zdrowa sytuacja.

Jak ocenia Pan zmiany w warunkach prowadzenia działalności w porównaniu do tych sprzed roku, czy dwóch?

Warto spojrzeć na cały rynek meblowy. Następuje coraz większa koncentracja po stronie odbiorców obserwowana na rynkach, które są decydujące w handlu meblami. Są to, przede wszystkim, rynki: niemiecki, austriacki, francuski, hiszpański, brytyjski i kraje Beneluksu. Można powiedzieć, że sporą koncentrację widać również w Europie Centralnej. Rynek polski, ze względu na uwarunkowania historyczne, jest pod tym względem odrębny i pewnie takim pozostanie.

ZOBACZ TAKŻE: Humanista w przemyśle

Na rynkach eksportowych następuje znacząca koncentracja handlu. Jeśli wziąć pod uwagę np. Austrię, to karty rozdaje dwóch kluczowych odbiorców. Również w Niemczech czy we Francji dominujący jest głos firm, które skupiają ponad 100 punktów handlowych. W związku z tym, zmieniają się wyzwania dla partnerów handlowych. Umiejętność obsługi dużych klientów jest nieodzowna i eksporterzy muszą się do tego dostosować. Jednym się to udaje, innym nie. Kluczem jest jest przewodnictwo kosztowe i eliminacja wszystkich zbędnych wydatków. Warto pamiętać, że o klientów z Europy Zachodniej konkurujemy z całą Europą.

Czy mamy szansę obronić naszą konkurencyjność?

Uważam, że polskie meblarstwo ma ogromną szansę się obronić. Wydaje mi się, że jest to polska specjalność. Branża będzie konkurencyjna, pod warunkiem, że ukierunkuje się eksportowo, bo rynek krajowy długo jeszcze nie wyczerpie możliwości polskiej produkcji. Jeżeli będziemy nastawieni na obsługę rynków zagranicznych, jeżeli będziemy umieli tam funkcjonować, to mamy ogromne szanse.

Nawet w porównaniu do krajów, gdzie jest tańsza siła robocza?

W przypadku mebli, takich jak z asortymentu Forte, konkurencja z Dalekiego Wschodu jest mało prawdopodobna. Klient nie chce czekać a dostawy stamtąd wymagają czasu. Poza tym, są jeszcze inne utrudnienia. Być może, producentom z Dalekiego Wschodu łatwiej konkurować z dostawcą mebli tapicerowanych czy szafek pod telewizor. Trudniejsza jest konfiguracja elementów wyposażenia pokoju, bo wtedy takie meble należy sprzedawać z magazynu a to jest związane z dodatkowymi kosztami.  Mamy wszyscy doświadczenia, jak to jest ze sprzedażą magazynową. Trafienie z prognozą co do stylu czy ilości zamawianego towaru nie jest proste.

Jakie znaczenie dla konkurencyjności może mieć profil produkcji?

Myślę, że układ globalizacyjny będzie powodował, że będziemy konkurować przede wszystkim innowacyjnością i wydajnością pracy. Jeżeli będziemy w tym dobrzy, to sobie poradzimy.

Czy rozwojowi polskich firm sprzyja również aktualny popyt na meble?

Z perspektywy Forte, jest pod tym względem dobrze, ale z perspektywy ogólnej, raczej nie wysuwałbym śmiało takich wniosków. Rynek polski nie odczuwa jeszcze pozytywnej zmiany koniunktury. Nie wiem nawet czy byłbym uczciwy, gdybym powiedział, że nastąpiła trwała zmiana w Europie Zachodniej. Kryzys wywołał spore zachwianie mentalności i nic nie będzie już tak, jak wcześniej. Pewna wstrzemięźliwość zostanie. Na Zachodzie ludzie zaczynają się zastanawiać, czy to, co chcą kupić jest im rzeczywiście potrzebne. Warto zauważyć, że taką ostrożność widać w kulturze, gdzie wymiana mebli co kilka lat jest czymś zupełnie naturalnym. W Polsce takiej mody w ogóle nie ma.

Co jeszcze zmienił kryzys?

Charakterystyczne dla kryzysu i sytuacji po kryzysie jest przesunięcie środka ciężkości w kierunku mebli tańszych. Jest to obserwacja globalna, ale dotyczy też rynku polskiego. Kupuje się meble skromniejsze. Równocześnie, warto zwrócić uwagę na to, że meble z niższego pułapu cenowego stały się bardziej solidne i atrakcyjne. Wszystko dzięki rozwojowi technologii. Okazuje się, że ładne wyroby nie muszą kosztować dużo. Sądzę, że meble drogie nadal będą się sprzedawały, z tym, że w mniejszym niż dotąd zakresie.

Nie jest to zagrożeniem dla producentów mebli?

Podstawowym zagrożeniem dla polskiego przemysłu meblarskiego są przede wszystkim surowce. Sytuacja jest poważna, ponieważ po stronie dostawców podstawowych materiałów dla meblarstwa nastąpiła silna koncentracja: zaczynając od Lasów Państwowych, poprzez branżę płytową, po dostawców papieru czy szkła. Najtrudniej jest bez wątpienia na rynku płyt. Na rynkach ościennych płyty jest pod dostatkiem, tymczasem w Polsce jej brakuje. Ograniczenie podaży może stwarzać wrażenie, że jest ona w jakiś sposób sterowana.

Czy plany włączenia Lasów Państwowych do sektora finansów publicznych mogą pozytywnie wpłynąć na obecną sytuację?

Uważam, że trzeba odróżnić funkcję społeczną i środowiskową LP od działalności gospodarczej. Las jest majątkiem narodowym a instytucja, która nim gospodaruje powinna pobierać wyłącznie opłaty za jego zarządzanie. LP, jak każdy producent, powinny mieć nadzór gospodarczy. Rozumiem pretensje dużych odbiorców drewna, którzy nie mogą nic zaplanować, bo nie mają gwarancji czy do realizacji planów będą mieli wystarczającą ilość surowca. Z drugiej strony, dla niektórych podmiotów, jego niedobór i nieprzejrzystość zasad przetargów internetowych stanowi dobrą wymówkę i usprawiedliwienie w kontaktach z nami, producentami mebli.

Euro, jako waluta, byłoby pomocne dla polskich firm?

Zdecydowanie tak. Polska jest uzależniona od współpracy z zagranicą a polski przemysł meblowy od eksportu.

Nadal uważa się Pan za człowieka ukształtowanego w zachodniej kulturze prowadzenia biznesu?

Niewątpliwie tak. Model ten opiera się przede wszystkim na porządku. Zawsze starałem się być przedsiębiorcą a tradycja przedsiębiorczości na Zachodzie jest znacznie dłuższa niż w Polsce. Bardzo cieszy mnie również fakt, że Forte ma międzynarodowy zarząd. Jesteśmy spółką konkurującą na rynkach zagranicznych. Know-how wnoszone przez pochodzących z Niemiec członków zarządu jest więc dla nas bardzo cenne. Układ bazujący na mieszance kultur uważam za jak najbardziej celowy i efektywny.

Dziękuję za rozmowę.

ROZMAWIAŁA: Diana Nachiło

Wywiad został opublikowany w miesięczniku BIZNES.meble.pl, nr 1/2010