fbpx
Branża

Humanista w przemyśle

Maciej Formanowicz.

Humanista w przemyśle

Rok 2012 jest dla niego wyjątkowy: 40 lat temu Maciej Formanowicz rozpoczął pracę zawodową, 20 lat temu kupił niewielką fabrykę mebli w Ostrowi Mazowieckiej, znaną dziś jako Fabryki Mebli Forte.

Reklama
Meblarski-1000-banner-srodtekstowy-750x100-gif-miesiecznik-i-portal-informacyjny-branzy-meblarskiej-biznes-meble-pl

Niewiele brakowało, by zawodowa kariera prezesa Forte potoczyła się zupełnie inaczej. W młodzieńczych marzeniach widział siebie raczej w roli… oficera na statku oceanicznym lub poety, ale nie meblarza, o czym sam wspomina: Ten wybór drogi życiowej nie był dla mnie oczywisty. Faktem jest, że posiadałem rodzinne tradycje, bo meblarzem był mój ojciec, ale ja miałem raczej literackie zapędy – wspomina Maciej Formanowicz.

Udało się je po części później realizować w trakcie studiów na Wydziale Technologii Drewna Wyższej Szkoły Rolniczej w Poznaniu, przy organizacji teatrzyku studenckiego, a także po studiach, tworząc grupę teatralną w Wyszkowie. W końcu jednak trzeba było się na coś zdecydować. I tak oto meblarz wygrał z poetą, chociaż sam Maciej Formanowicz przyznaje, że humanistą pozostał do dziś, a literatura i dobra muzyka nadal go pasjonują.

4 grudnia 1972 roku rozpoczął pracę w Wyszkowskich Fabrykach Mebli i Urządzeń Wnętrz, firmie – którą z uznaniem ocenia – z dużym potencjałem i nowocześnie zarządzanej. Dekada lat 70. to były „złote czasy” dla meblarstwa z Wyszkowa i okolic; powstały wtedy m.in. wyszkowska Fabryka Mebli Kuchennych, a także fabryka mebli w Ostrowi Mazowieckiej. Po kilku latach pracy w państwowej firmie przeszedłem do firmy polonijnej, co było dla mnie dużym wyzwaniem – wyznaje prezes Formanowicz.

Polonijna szkoła biznesu

Jako namiastka biznesu nie-rzemieślniczego firmy polonijne były ewenementem w polskiej gospodarce, przede wszystkim ze względu na ogromne uprzywilejowanie, a ówczesne władze pozwoliły na ich funkcjonowanie chcąc ściągnąć do kraju dewizy. Mogli je powoływać obywatele innych państw pochodzenia polskiego. Samochody należące do firm polonijnych miały zielone tablice rejestracyjne.

W czasach, gdy w Polsce brakowało paliwa, jedynie „na zielone tablice rejestracyjne” można było tankować do oporu, co – z jednej strony – budziło zazdrość innych kierowców, a z drugiej – rodziło niepożądane działania, które dzisiaj nazwalibyśmy korupcyjnymi – mówi Maciej Formanowicz. – Jednak firmy polonijne były z pewnością szkołą nowoczesnego biznesu. W przeciwieństwie do wielu kolegów z branży, nigdy nie byłem rzemieślnikiem, choć tradycje tego rodzaju przedsiębiorczości były w mojej rodzinie obecne od dawna. Mój ojciec udokumentował rodowe drzewo genealogiczne od 1580 roku. Większość przodków to (na owe zamierzchłe czasy) przedstawiciele przedsiębiorczości: zduni, kołodzieje, szewcy. Moje pochodzenie wywodzi się z typowej inteligencji pracującej – według „klasyfikacji PRL-owskiej”. Skończyłem studia jako magister inżynier technologii drewna, a dzięki doświadczeniu ojcu i poprzez praktyki studenckie miałem kontakt z przemysłem, a nie z rzemiosłem. Firmy polonijne dawały także szerszy kontekst przemysłowy.

Pierwszą firmą polonijną, w której pracował, był Format, po niej należąca do nieżyjącego już Stefana Lewandowskiego, firma Haste. Gdy w 1981 roku rozpoczynałem pracę w Haste, firma zatrudniała raptem 30 osób. Gdy odchodziłem – jako dyrektor generalny – pracowało już kilkaset osób. Początkowo, z uwagi na wykształcenie, organizowałem fabrykę od strony technologicznej, ale z czasem pan Lewandowski zaczął zachęcać mnie do zajęcia się rozwojem sprzedaży. Zacząłem zdobywać wiedzę na temat tego, na czym polega sprzedaż za granicą, rozpoczęliśmy wyjazdy na targi, aby pokazywać firmę i jej produkty. To było zupełnie nowe doświadczenie. Pan Lewandowski był człowiekiem o dalekosiężnych wizjach i starał się je przekazać pracownikom.

Dwa lata temu stypendyści Fundacji AMF Nasza Droga byli z pielgrzymką do Ziemi Świętej.
Dwa lata temu stypendyści Fundacji AMF Nasza Droga byli z pielgrzymką do Ziemi Świętej.

Haste oferowało bardzo szeroki asortyment: od kosmetyków i toreb plastikowych, po meble tapicerowane i ogrodowe. Wytwarzanie odbywało się w Polsce, w Obornikach Śląskich. Większość trafiała na eksport, głównie na rynki skandynawskie i niemiecki.

Maciej Formanowicz: na swoim

W roku 1987 odszedłem z Haste i założyłem firmę Makro z siedzibą we Wrocławiu. Pamiętam, kiedy mieliśmy pierwszą firmową wigilię, przy stole siedziały cztery osoby; to była cała firma – uśmiecha się prezes. – Wynajęliśmy zakład w Sobótce – spółdzielnię stolarzy; w tym zakładzie produkowaliśmy kwietniki, meble ogrodowe, rozmaitą galanterię drzewną, które eksportowaliśmy. Powtórzyliśmy wypróbowany model firmy polonijnej: sprowadzaliśmy komponenty. Jako eksporter uzyskaliśmy odpis dewizowy; na początku było to 20%, ale później 100%, czyli za wszystkie dewizy mogliśmy zakupić surowce. Dawało to ogromne możliwości rozwoju, bo w tamtych latach dewizy przeliczało się nie po kursie oficjalnym, ale rynkowym. Dziś to wszystko wydaje się dziwne, ale wtedy tak to właśnie funkcjonowało.

Ostatecznie jednak Makro zbankrutowało. Przyczyną był lawinowy wzrost kursu dolara – firma miała zaciągnięte kredyty dewizowe i w momencie, gdy nastąpiło urealnienie kursu, nie była w stanie ich spłacać. Dla Macieja Formanowicza było to pierwsze tak bolesne zawodowe doświadczenie.

Założyłem wtedy drugą firmę, w której (we współpracy z belgijską firmą ROM) zacząłem produkować meble tapicerowane – najpierw w Brańszczyku koło Wyszkowa, potem w Oleśnicy i Strzegomiu – wspomina. – Zaczęliśmy też sprzedawać w kraju, tworzyliśmy pierwsze własne sklepy. To była pionierska praca: sprzedaż mebli na zamówienie. W całej Polsce mieliśmy kilkanaście sklepów, które oferowały nasze meble. Wtedy zgłosiła się do nas firma Alno z pytaniem, czy w tych salonach nie chcielibyśmy dystrybuować ich kuchni. Spróbowaliśmy, ale kuchnie sprzedawały się kiepsko, ponieważ były strasznie drogie. „Dogadaliśmy się” z Alno i zaczęliśmy je produkować w Polsce.

W 1992 roku, w ramach procesu prywatyzacyjnego, Maciej Formanowicz kupił Fabrykę Mebli w Ostrowi Mazowieckiej, gwarantując jednocześnie osobistym majątkiem, że spłaci wszystkie jej długi. Oczywiście, nie miałem takiego majątku, ale nie bałem się ryzyka. Byłem przekonany, że mi się uda – mówi. – Analizując realia polskiego rynku wiedziałem, że meble sprzedamy, partner zaś był pewien rynku zagranicznego, eksportu. Poza tym fabryka była niezła, znałem tych ludzi. Krok po kroku, okazało się, że wszystko poszło, tak jak zaplanowałem…

Jak przyznaje, nigdy nie chciał nazywać firmy Formanowicz. Wziąłem trzy pierwsze litery nazwiska i wymyśliłem Forte. Poprosiłem grafików, by stworzyli propozycję znaku graficznego. Jednym z pomysłów był słoń, który opuszcza dwie litery: „O” i „R”. To bardzo ładne i pomyślnie funkcjonujące od lat logo – dodaje.

Sukces niejedno ma imię

Składają się na niego różnorakie elementy – mówi Maciej Formanowicz. – Przede wszystkim udało mi się dobrać odpowiednie osoby, bowiem firmę tworzą ludzie. Byłem i jestem wstrzemięźliwy, nie chodziło mi o to, aby się wzbogacić w przeciągu kilku miesięcy. Długi czas jeździłem starą Toyotą Corollą i w ogóle mi to nie przeszkadzało. Zawsze natomiast zależało mi, aby coś stworzyć, zbudować. Przed wejściem na giełdę nie wypłaciliśmy ani grosza w postaci dywidendy, wszystko inwestowaliśmy w rozwój firmy. Na pewno też moje wykształcenie i doświadczenie zawodowe sprawiły, że byłem dobrze przygotowany do rozpoczęcia takiej działalności. Przydatne okazało się doświadczenie nabyte na Zachodzie, wiedziałem, jak tam zdobyć klientów, jak sprzedawać meble. Ignacy Paderewski powiedział kiedyś, że o sukcesie w 90% decyduje praca, a w 10% szczęście. I ja to szczęście też miałem, choć firma przeżyła rozmaite zakręty na drodze rozwoju.

Pierwszym problemem, z którym musiała się zmierzyć na starcie była nadmierna, przekraczająca dopuszczalne normy, emisja formaldehydu w produkowanych meblach. Dramatyczna sytuacja, część towaru musieliśmy wycofać od klientów. Mimo tego udało się. Drugim trudnym momentem był kryzys rosyjski.

Szkoła życia w pięćdziesięciostopniowym upale. Pielgrzymka do Ziemi Świętej.
Szkoła życia w pięćdziesięciostopniowym upale. Pielgrzymka do Ziemi Świętej.

Mieliśmy spory eksport, prawie jedną trzecią produkcji i nagle, ni z tego, ni z owego, wszystko się zawaliło. Wtedy zdecydowaliśmy o ukierunkowaniu sprzedaży na Zachód. Dzisiaj jesteśmy bardzo mocno osadzeni na rynkach Europy Zachodniej, przy stale rosnącym udziale rynku krajowego – obecnie około 20% sprzedaży – dodaje prezes.

W roku 1996 Forte zadebiutowało na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych. Chciałem, by firma dynamicznie się rozwijała, ale bez wsparcia finansowego byłoby to niemożliwe. Musieliśmy doprowadzić do firmy kapitał zewnętrzny, kapitał akcyjny, który pozwoliłby się nam rozwinąć. Okazało się to bardzo dobrym rozwiązaniem, także dlatego, że wymusiło zupełnie nowy sposób działania: otwartość.

Nasza Droga

15 lat temu Maciej Formanowicz, razem z żoną Anną, założyli Fundację AMF Nasza Droga. Do każdego przedsiębiorcy trafiają rozmaite prośby o pomoc – mówi Maciej Formanowicz. – Preferuję pomoc, która coś daje, a nie uspokaja sumienie. Często nie ma możliwości weryfikacji, czy to, na co dajemy pieniądze jest właściwe, czy niewłaściwe, czy jest potrzebne, czy niepotrzebne. Była to jedna z przesłanek, która zadecydowała o założeniu Fundacji. Naszym głównym celem jest edukacja. Chcieliśmy pomóc dzieciom oraz młodzieży pochodzącym z trudnych środowisk z Ostrowi Mazowieckiej i okolic. Warunkiem są dobre wyniki w nauce, które stypendyści osiągają. Model kształcenia oparliśmy o podstawy kultury europejskiej i jej trzy filary: Rzym, Santiago de Compostela i Ziemię Świętą. Staramy się przekazywać młodzieży wartości chrześcijańskie i tego nie kryję, ale pragniemy również uczyć wielu umiejętności praktycznych, przydatnych do bycia odpowiedzialnym człowiekiem. Ostatnie dwa lata poświęcamy Europie; w tym roku pojedziemy śladami Roberta Schumana, aby pokazać, jakie ideały i wartości tworzyły podstawy idei wspólnej Europy.

W ramach działań Fundacji młodzież odbywa cykle zajęć, realizuje interesujące wakacyjne programy. Ważne są spotkania z różnymi ciekawymi ludźmi, wizyty w muzeach, wyjazdy do teatru, na koncerty oraz nauka języków obcych. Każdy fundacyjny rok ma swojego patrona. Pierwszym był Leonardo da Vinci, a mottem roku: podążanie śladami wiary i rozumu.

Byliśmy wtedy w Rzymie na niezapomnianej audiencji u papieża Jana Pawła II. Patronem następnego roku był Cyprian Kamil Norwid. Niedaleko stąd jest Rzeczpospolita Norwidowska – miejsce, w którym Norwid żył i działał. Gdy kolejny rok poświęciliśmy Zbigniewowi Herbertowi pokazywaliśmy młodzieży, podczas wyjazdu do rodzinnego miasta poety, Lwowa, jak to wszystko wyglądało, przybliżaliśmy historię i teraźniejszość Ukrainy. Patroni fundacyjnych lat – Stanisław Wyspiański, Roman Brandstaetter, św. Jan od Krzyża, Jan Paweł II, Robert Schuman przede wszystkim mają ukazać wielkość człowieka polegającą na pracy nad samym sobą.

Maciej Formanowicz osobiście angażuje się w działalność fundacyjną, stara się wraz z młodzieżą uczestniczyć we wszystkie wyjazdach. Pamiętam, jak dwa lata temu byliśmy w Ziemi Świętej: pięćdziesięcioro dzieciaków, lato, gorąco wściekle, program absolutnie autorski, ułożony przez nas i przez dr Ewę Krawiecką z UAM w Poznaniu, która nam pomaga. Zrobiliśmy „próbę pustyni”. Wędrówka zaczęła się już o świcie, by pokazać dzieciom, jak tam jest ciężko. To było niesamowite przeżycie – szkoła życia w pięćdziesięciostopniowym upale.

Maciej Formanowicz z uczestnikami pielgrzymki do Santiago de Compostela.
Maciej Formanowicz z uczestnikami pielgrzymki do Santiago de Compostela.

Oczywiście młodzież już wcześniej, przez cały rok, przygotowywała się do tego wyjazdu, nie tylko, by poznać historię i kulturę biblijnych ziem, ale także zrozumieć głębszy cel wyprawy.

Pięć lat temu byliśmy w Santiago de Compostela, szliśmy z żoną i fundacyjną grupą 172 kilometry. Oczywiście, myśmy raczej byli w końcówce tej pielgrzymki, ale doszliśmy – dodaje żartobliwie. – To jest zupełnie inne pielgrzymowanie niż w Polsce. Drogę przemierza się samotnie, pojedynczo. Nas było czterdzieści kilka osób, musieliśmy rozbić tę grupę na małe podgrupki, które codziennie ruszały w trasę. Dużo rozmawialiśmy… Chwile rozmowy z młodzieżą były najbardziej niesamowite, gdyż autentyczne i pełne zaufania, otwartości. Mogę szczerze wyznać, że tyle samo, co dajemy, otrzymujemy od nich w zamian. Uczymy się ich widzenia siebie, drugiego człowieka, problemów i sukcesów.

Fundacja AMF Nasza Droga miała już ponad 150 stypendystów. Ponad 2 tys. dzieci uczestniczyło w wakacyjnych wyjazdach. Młodzież co miesiąc otrzymuje stypendium, ma obowiązkowe zajęcia, ale też sama proponuje, czego by chciała się nauczyć, co zobaczyć. Trzeba przede wszystkim ofiarować siebie; czas, rozmowy, bycie razem często ważniejsze jest od pomocy finansowej… – wyjaśnia Maciej Formanowicz.

Dzisiaj młodzi ludzie, którymi Fundacja zajęła się 15 lat temu są już dorośli i mają własne rodziny. Jesteśmy zapraszani na śluby, na fundacyjną uroczystą wigilię lub inaugurację przyjeżdżają ze swoimi dziećmi – to bardzo piękne i wzruszające chwile, kiedy do nas mówią, że jesteśmy ich rodzicami. To autentyczna więź. Wydaje mi się, że tak istotny jest kontakt osobisty, bowiem rzeczywiście jesteśmy jedną wielką rodziną.

Świadomie zdecydowaliśmy o pomocy dzieciom i młodzieży z okolic Ostrowi Mazowieckiej, bo tylko wtedy możemy mieć jakiś wpływ na to, co robią. Gdybyśmy zorganizowali szeroką akcję stypendialną, to byłyby to tylko rozdawanie pieniędzy, a zabrakłoby działalności formacyjnej, która jest bardzo ważna. Chodzi przecież o to, by z nich uczynić nie tylko ludzi mądrych, ale przede wszystkim porządnych – wyjaśnia.

Maciej Formanowicz: Forte, ale nie tylko…

Połowę czasu spędzam w firmie, połowę – na wyjazdach. Dla mnie istotny jest bezpośredni kontakt z rynkiem, z klientami, choć jako inżynier lubię także pooglądać fabryki. Forte nie jest firmą o zasięgu krajowym, ale firmą o zasięgu przynajmniej europejskim, w związku z czym wiedza o tym, co się dzieje w Europie, jakie są trendy jest nieodzowna – mówi.

I dlatego największą moją pasją jest Forte. Moją żona uważa, że jest to moje pierwsze i najważniejsze dziecko – śmieje się Maciej Formanowicz. – Trzeba także umieć odpoczywać. Staram się codziennie rano pół godziny popływać, by utrzymać kondycję. Kilka lat temu nauczyłem się grać w golfa i sprawia mi to ogromną przyjemność – to jest taki sport dla starszego pana. Dużo się chodzi, gra się tak naprawdę sam ze sobą, bo ja nie uczestniczę w żadnych turniejach, nie lubię tego, jest mi to zupełnie niepotrzebne do szczęścia. Kilka godzin na powietrzu – to wspaniała rzecz.

Maciej Formanowicz osobiście angażuje się w działalność fundacyjną, stara się wraz z młodzieżą uczestniczyć we wszystkich wyjazdach. Na zdjęciu: „próba pustyni”.
Maciej Formanowicz osobiście angażuje się w działalność fundacyjną, stara się wraz z młodzieżą uczestniczyć we wszystkich wyjazdach. Na zdjęciu: „próba pustyni”.

Wielką pasją prezesa Forte jest też myślistwo. Poluję, ale myślistwo jest dla mnie przede wszystkim kontaktem z przyrodą i tradycją. Jak organizuję polowania, to z „programem kulturalnym”; koncertem, wykładem. To nie jest tylko tak, że jedziemy, postrzelamy i do widzenia. Wszystko odbywa się z bardzo piękną oprawą, a samo polowanie jest zaledwie częścią wielowiekowej tradycji, w duchu umiłowania przyrody.

Maciej Formanowicz swoimi doświadczeniami chętnie dzieli się z innymi. Zapraszany jestem na różnego rodzaju konferencje na uczelniach, w klubach przedsiębiorców i mam tam rozmaite wykłady, prelekcje, chociaż nie jestem wykładowcą. Zawsze jako praktyk staram się mówić o polskim biznesie, o tym, co się dzieje w Polsce i jak się pozytywnie zmieniamy.

TEKST: Marek Hryniewicki

Artykuł został opublikowany w miesięczniku BIZNES.meble.pl, nr 4/2012