Branża

Decyzje o inwestycjach już teraz mogłyby być ryzykowne

Łukasz Bąkowski, dyrektor operacyjny w Fabryce Mebli Gala Collezione.

Decyzje o inwestycjach już teraz mogłyby być ryzykowne

Łukasz Bąkowski, dyrektor operacyjny w Fabryce Mebli Gala Collezione, o sytuacji w branży  meblarskiej, rynkowej hossie i zagrożeniach dla branży.

Przede wszystkim chciałbym uzyskać potwierdzanie, że w Państwa firmie taka sytuacja, jaką pokazują dane GUS, również ma miejsce – chodzi o wzrosty (nawet ponad 20% rok do roku) w miesiącach wakacyjnych, poczynając od czerwca.

Reklama
Banner All4Wood 2024 - 750x100

W momencie, w którym zarówno w Polsce, jak i na całym świecie zaczęto wprowadzać ograniczenia związane z pandemią, spodziewaliśmy się raczej spadku obrotów, niż takiego wzrostu popytu, jaki przyniosły miesiące letnie. W przeciwieństwie do wielu producentów z branży meblarskiej, zdecydowaliśmy się na prowadzenie w okresie lockdownu działalności bez przestojów, skupiając się na aktywnym poszukiwaniu sposobów przystosowania się do nowych warunków.

Efektem tego było m.in. podpisanie dodatkowych kontraktów, pozwalających wykorzystać nasze moce produkcyjne i specjalizację, które dotyczyły zarówno projektów związanych z podwykonawstwem, jak i dostarczaniem środków zabezpieczenia medycznego. Czerwiec i kolejne tygodnie zaskoczyły w równym stopniu chyba wszystkich w branży. Dwucyfrowy wzrost zamówień, jaki odnotowaliśmy, nałożył się na podjęte przez nas niestandardowe działania. A to spowodowało dodatkowe spiętrzenie skali zamówień.

Na ile Pana zdaniem ta sytuacja, czyli skokowy wzrost produkcji, jest bezpieczna dla branży i dla poszczególnych firm? Potencjalne zagrożenia to oczywiście m.in. brak terminowości dostaw, problem z obsługą posprzedażową i gwarancyjną, dłuższe terminy oczekiwania przez klientów na meble, rezygnacja z części zamówień wobec braku możliwości ich realizacji. Ale czy tylko to?

Sytuacja ta wywołała porównywalne skutki dla większości firm działających w branży, które przejawiają się m.in. w zakłóceniach wydajności i w opóźnieniach w realizacji zamówień składanych przez klientów. Lipiec i sierpień to okres, w którym ze względu na niski sezon skupiamy się – obok normalnych działań produkcyjnych – m.in. na realizacji działań związanych z konserwacją i przeglądami technicznymi parku maszynowego, przeprowadzaniu remontów hal, wdrażaniu nowych kolekcji oraz związanym z tym opracowywaniem instrukcji tworzenia nowych modeli i szkolenia pracowników w zakresie ich wykonywania.

W tym roku zbiegło się to jednak z kilkoma istotnymi wydarzeniami, które spowodowały zakłócenia wydajności także w naszych zakładach. Po pierwsze – miesiące letnie okazały się wysokim sezonem ze znacząco zwiększonym popytem. Po drugie – pojawiły się duże problemy z dostępnością podstawowych komponentów wykorzystywanych do produkcji i montażu korpusów, takich jak pianka poliuretanowa oraz płyta wiórowa surowa. Po trzecie – wielu producentów z branży stanęło w obliczu problemów kadrowych, wynikających z ograniczonej dostępności wykwalifikowanych pracowników. Paradoksalnie, zamiast spodziewanego napływu osób chętnych do pracy po zakończeniu lockdownu, obserwujemy zjawisko odwrotne – ich odpływ. Dodatkowo zjawisko to jest nasilane pojawieniem wypalenia zawodowego i stresu, wynikających z niepewności związanej z epidemią, trudności w odnalezieniu się w nowej sytuacji oraz troski o życie swoje i najbliższych.

Czy na podstawie zamówień, informacji z różnych rynków i rozmów handlowych można w przybliżeniu określić, jak długo jeszcze potrwa ta hossa w branży meblarskiej?

Zjawiska, które obecnie obserwujemy, nie mają precedensu ani w Polsce, ani na całym świecie. Trudno więc prognozować, jak długo może potrwać wzmożony popyt na produkty branży wyposażenia wnętrz i kiedy on się skończy. Nie mamy punktu odniesienia. Tak jak wzrost zamówień w czerwcu był dla wszystkich dużym zaskoczeniem, tak samo jego wyhamowanie może zaskoczyć producentów za miesiąc lub za pół roku.

Warto się tutaj zastanowić, jakie były przyczyny tak znaczącego zwiększenia popytu. Być może wynikał on z przekierowania przez konsumentów swoich budżetów na cele związane z wyposażeniem mieszkania, ponieważ w czasie lockdownu przekonali się, jak ważne jest to, by dom był przyjazny, ergonomiczny i funkcjonalny. Tym bardziej, że wiele osób ograniczyło w tym roku wakacyjne wyjazdy i odroczyło w czasie znaczące inwestycje np. takie jak zakup nowego samochodu. Pojawiły się więc wolne środki, które można było wykorzystać, a jednocześnie długookresowa potrzeba aranżacji przestrzeni domowej w sposób sprzyjający przebywaniu w niej całej rodziny w sposób komfortowy.

Z drugiej strony – wzrost popytu może wynikać z przyspieszenia realizacji zakupów planowanych na jesień, ze względu na remonty przeprowadzone w okresie lockdownu. Wówczas mielibyśmy raczej tendencję krótkookresową, związaną nie tyle z pojawieniem się nowych potrzeb zakupowych, co z przełożeniem ich realizacji w czasie.

A co będzie, gdy ta hossa się skończy?

Trudno powiedzieć, kiedy popyt wróci do swojego „standardowego” poziomu. Jeśli wzrost zamówień okaże się względnie trwałą tendencją i obserwować ją będziemy jeszcze np. przez kilkanaście miesięcy, to producenci komponentów i wyrobów gotowych będą musieli przystosować swoje moce produkcyjne, zaplecze techniczne, park maszynowy i zaplecze kadrowe do zwiększonej skali zamówień. Wymagać to będzie strategicznych decyzji choćby w zakresie wzmożonych inwestycji. Jeśli natomiast wzrost popytu okaże się zjawiskiem chwilowym, to podejmowanie decyzji o inwestycjach i rozwoju już teraz mogłoby być mocno ryzykowne. W takiej sytuacji konieczne będzie bowiem raczej szukanie sposobów na ograniczenie kosztów funkcjonowania przedsiębiorstwa oraz takie jego przygotowanie, by pod względem produkcyjnym i organizacyjnym możliwe było utrzymanie standardowej wielkości produkcji. Można przypuszczać, że przedsiębiorcy z branży przyjmą na razie pozycję oczekującą, by móc ocenić, w jakim kierunku wszystko będzie się dalej rozwijać.

Musimy jednak pamiętać o tym, że sytuacja wcale nie wróciła do normalności. Obserwujemy skokowy wzrost liczby zakażeń, wprowadzane są nowe obostrzenia związane z wyznaczaniem stref czerwonych i żółtych, ponownie zamykane są granice. Część targów branżowych została odwołana lub zmieniła swoją formułę. To wszystko sprawia, że wszyscy działamy w warunkach dużej niepewności i musimy szukać nowych sposobów na zabezpieczeniu takiego poziomu popytu na swoje produkty, który pozwoli na wyjście z kryzysu z obronną ręką.

Dane z Polski, ale także ze świata dość jednoznacznie pokazują, że problem z koronawirusem nie tylko istnieje, ale wręcz narasta. Czy z tej strony branżę może czekać jakaś przykra niespodzianka (lockdown – niekoniecznie zresztą w Polsce, wielodniowe kwarantanny – problemy z przemieszczaniem się i dostawami mebli itp.) i jakie mogłyby być jej konsekwencje dla polskich meblarzy

Ostatnie miesiące wyraźnie pokazały, że epidemia może w istotny sposób zakłócić funkcjonowanie części przedsiębiorstwa, a nawet spowodować jej całkowity, czasowy paraliż. Z tego punktu widzenia znajdujemy w o tyle komfortowej sytuacji, że prowadzimy działalność w czterech zakładach produkcyjnych w czterech różnych lokalizacjach. Dzięki temu w sytuacji zdiagnozowania przypadku zakażenia w którymś z nich, łatwe będzie przeniesienie części działań z jednej fabryki do drugiej. Podejmujemy też inne działania, których celem jest minimalizowanie konsekwencji obecnej sytuacji. Rozmawiamy z dostawcami o standardach reżimu sanitarnego wdrażanych w Grupie Gala Collezione, skupiamy się na tworzeniu kolekcji opartych na indywidualnych ustaleniach dla dedykowanych klientów, zamiast na kreowaniu określonego wydarzenia targowego czy też weryfikujemy standardy oferowanej przez nas obsługi sprzedażowej i posprzedażowej.

Okres od marca do maja pokazał, jak dalece podejmowane decyzje administracyjne mogą wpłynąć na popyt i możliwość realizacji sprzedaży standardowej. Wyzwanie przed wszystkimi w branży jest takie samo. Obronną ręką z sytuacji może wyjść ten, kto ostatni kwartał poświęcił na dalsze przystosowanie się do nowych warunków funkcjonowania, bowiem temu znacząco zwiększa szansę na minimalizację konsekwencji kolejnych ograniczeń, jakie mogą być na gospodarkę nakładane w przyszłości.

Dziękuję za rozmowę.

ROZMAWIAŁ: Marek Hryniewicki

Wywiad opublikowany został w miesięczniku BIZNES.meble.pl, nr 11/2020