Branża

Na wnuczka i na legendę

Anna Gąsiorowska, właścicielka firmy Negocjator.

Na wnuczka i na legendę

Tak, wiem, że tytuł od razu przywołuje na myśl sposoby oszukiwania seniorów. Jednak, skoro namawiam, by nie kierować się stereotypami wobec kontrahentów, wierzycieli, windykatorów, dłużników, tak i tutaj porzućmy te pierwsze skojarzenia.

Reklama
visby.pl banner z promocją na łóżko

Z wielką radością czytam zawsze o sukcesach firm meblarskich – tych z długą tradycją, jak choćby tych działających w meblowym zagłębiu swarzędzkim. Mam wrażenie, że klienci dwojako podchodzą do marek z bardzo długą tradycją. Jedni uważają, że skoro coś jest na rynku przez dekady, to musi być dobre, inni – wytykają brak świeżości. Są odbiorcy, którzy kupują ze względu „na legendę” danej firmy. Bo meble tej firmy miała ich babcia, rodzice, wytrzymały próbę czasu. Oczywiście, przez ten czas zmieniała się moda i wielu producentów mebli – nie tylko za nią podążali, ale i też sami ją kreowali. Jedno pozostało niezmienne – legendarni producenci w pocie czoła pracowali na to, by ich legendarne meble takie pozostały. Nie wszystkie rzecz jasna – wielu legend już nie ma z nami, niektóre legendy straciły aurę swojej niezwykłości.

Śledzę z uwagą historie różnych przedsiębiorstw. W szczególności fascynują mnie historie firm, które odwołują się w swoim DNA do nieistniejących już przedsiębiorstw, które poprzez dziejowy wiatr, zmiany gospodarcze. Są już czasem przeszłym, a raczej – byłyby, gdyby nie historie „na wnuczka” – przejęcia, fuzje, reaktywacje czy nawet reanimacje. I o ile to nie są tylko slogany marketingowe (co niestety też ma miejsce), często to DNA w takich firmach jest ciągle żywe, widoczne w produktach, usługach, podejściu do sprzedaży czy klientów. Wielu gospodarczych „wnuczków” z dumą i z sukcesami kontynuuje dzieło swoich poprzedników, dostosowując je do obecnych, a nawet przyszłych realiów.

Czy zostaliśmy oszukani na wnuczka?

Jest też druga strona medalu. Objawia się ona w wypowiedzianych z żalem, nostalgią słowami: Ech, ta firma nie jest już tak dobra jak kiedyś. Czy oznacza to, że zostaliśmy oszukani metodą na wnuczka lub na legendę? Nie do końca. Legendy i spadkobiercy – muszą się często mierzyć z mitologizacją ich firm. Zauważcie, jak dziś wspominamy choćby słodycze z PRL-u i jak oceniamy próby ich przywrócenia na rynek. Czy skład teraz jest gorszy? Wątpię. A mimo to – w naszych wspomnieniach wszystko jest bardziej wyraziste, lepsze, smaczniejsze. Z tym samym muszą się mierzyć tytułowe legendy. To, że nasza prababcia miała przedwojenny kredens, który przetrwał wojnę i kilka przeprowadzek, nie oznacza, że inny mebel tej samej firmy przetrwa tyle samo lat. Decydują niuanse.

Nic nie stoi również na przeszkodzie, by zacząć budować swoją własną legendę. Nie da się tego zrobić jedynie przez kilka haseł na stronie internetowej, kilka górnolotnych wpisów w mediach społecznościowych. Legendy nie zbuduje się „od ręki”, z dnia na dzień. Upłynie wiele lat, zanim efekty naszej pracy będą widoczne. Wszystko jednak musi się zacząć od pierwszego kroku…

TEKST: Anna Gąsiorowska