Branża

Czy polska branża meblarska straci na konkurencyjności?

Tomasz Wiktorski, właściciel firmy B+R Studio.

Czy polska branża meblarska straci na konkurencyjności?

Tomasz Wiktorski, właściciel firmy B+R Studio o polskiej branży meblarskiej w okresie pandemii i o perspektywach współpracy krajowych producentów z rynkiem amerykańskim.

Za nami blisko 2 lata z koronawirusem. Czy polska branża meblarska – porównując do innych gałęzi krajowej gospodarki – wychodzi jak na razie z trwającej ciągle jeszcze pandemii obronną ręką? Jak polskie meblarstwo wygląda na tle innych krajów, przede wszystkim europejskich?

Reklama
Lectra banner śródtekstowy 7500x100 16.02.-15.03.2024

Polska branża meblarska to jeden z tych sektorów przemysłowych, który relatywnie dobrze poradził sobie z pandemią osiągając w 2020 roku porównywalny wynik wartości produkcji do 2019 roku.

Polska branża meblarska okazała się relatywnie odporna na konsekwencje zachwiania gospodarczego wywołanego pandemią. Po głębokiej acz krótkotrwałej recesji (marzec, kwiecień, maj 2020 roku) nastąpiło szybkie odbicie. Meble znalazły się w grupie ośmiu branż, które oparły się recesji w 2020 roku i odnotowała symboliczny wzrost wartości produkcji w tymże roku, jak również w grupie ośmiu branż z najwyższymi, przekraczającymi 15%, wzrostami produkcji w 2021 roku. Niestety jest zbyt wcześnie aby ogłosić, że polska branża meblarska wychodzi zwycięsko z pandemii. Początkowy charakter problemów bazujący na niedostatecznym popycie i zachwianiu przepływów finansowych obecnie zmienił oblicze i bazuje na problemach z dostępnością materiałów i surowców skutkujących gwałtownym wzrostem cen i pogorszeniem rentowności produkcji.

Do względnie szybkiego wyjścia z kryzysu przyczynił się również fakt niewprowadzania w Polsce lockdownu w sferze produkcji. Dlatego w sytuacji zachwiania dostaw z innych kierunków klienci poszukiwali dostawców w Polsce, a przedsiębiorcy robili co mogli, aby sprostać popytowi, a produkcja się nie zatrzymywała.

Reklama
Banne 300x250 px Furniture Romania ZHali Imre

Mimo powrotu na właściwy tor, problemy polskiej branży meblarskiej nie zakończyły się. Mowa tu o problemach w łańcuchach dostaw, zaopatrzeniu, dynamicznych wzrostach cen materiałów do produkcji, takich jak płyty drewnopochodne czy pianka poliuretanowa. Piszesz zresztą o tym w niniejszym numerze BIZNES.meble.pl.

Pomimo wyraźnego zwiększenia wartości produkcji sprzedanej w kolejnych miesiącach i jej względnie stabilnego charakteru, w 2021 roku pogorszył się wskaźnik koniunktury dotyczący przewidywanej sytuacji finansowej przedsiębiorstw, co dodatkowo uwiarygadnia obniżenie wskaźnika rentowności.

Porównując sytuację Polską do innych krajów unijnych mogę wypowiedzieć się na temat wyników roku 2020 w porównaniu do 2019. Dane za rok 2021 będę miał dopiero za kilkanaście tygodni. Niemniej w 2020 roku spośród głównych producentów mebli w Europie, to Polska poradziła sobie najlepiej, notując wynik symbolicznie wyższy niż w 2019. Licząc metodą przedmiotową (wartością wyrobów) Niemcy odnotowały 15% spadku, Włochy i Francja – 13%, Hiszpania – 9%. Wzrost udało się osiągnąć tylko kilku krajom spoza listy liderów, a mianowicie były to Dania (+1%), Słowenia (+4%), Serbia (+6%), Litwa (+6%) i Łotwa (+7%). Najwyraźniej międzynarodowe lockdowny pobudziły tam krajową produkcję.

Niepewność, kolejne obostrzenia i lockdowny, ograniczenia w spotkaniach na żywo (w tym w spotkaniach na targach, których wiele odwołano) – minusów obecnej sytuacji jest wiele. A czy wśród tych negatywów są dla polskiej branży meblarskiej jakieś pozytywy? Czy pandemia wymusiła na firmach zmiany, które zaprocentowały lub zaprocentują w przyszłości?

Każdy kryzys zmusza do rozwoju. Nie inaczej jest z pandemią koronawirusa. Plusów może być kilka. Z pewnością firmy szukały nowych klientów, a nowi klienci poszukiwali nowych dostawców w Polsce. To już procentuje. O tym jeszcze porozmawiamy. Każdy nowy kontakt to szansa na poprawę jakości portfela klientów i możliwość zmiany własnej pozycji negocjacyjnej. Tego bardzo potrzeba polskiej branży meblarskiej, aby nie być ciągle uzależnionym od dominujących zachodnioeuropejskich sieci.

Wyśrubowaliśmy ponownie wydajność – zauważ, że zatrudnienie w polskiej branży meblarskiej wróciło do poziomu sprzed pandemii, a wartość produkcji wzrosła niemal o 20%. Coraz więcej robotów gości na halach produkcyjnych. A roboty się nie zakażają wirusem – przynajmniej tym SARS-Cov2. Ten proces przyspieszył, a potrzebujemy szczególnie w okresie inflacji zdecydowanych inwestycji!

Zwiększyliśmy przy okazji efektywność spotkań – zoom, teams, google, na stałe zagościły w naszych kalendarzach, a my zaoszczędziliśmy czas i pieniądze wydawane wcześniej na paliwo. Mobilność biznesowa została ograniczona niemal we wszystkich branżach i na całym świecie.

Pandemia to też skokowe zwiększenie zainteresowania dystrybucją mebli przez internet. Internet upowszechnił się, nowe grupy społeczne otworzyły się na zakupy w internecie i zyskał on stabilne podstawy do dalszego rozwoju. To również szansa na niezależną dystrybucję towarów z pominięciem dotychczasowych tradycyjnych kanałów sprzedaży, na które od lat narzeka wielu przedsiębiorców. I tak dalej pewnie można by wynajdywać kolejne plusy. Jak przyjęło się mówić nieodłącznym towarzyszem słowa „kryzys” jest słowo „szansa”.

Firmy – w tym także firmy meblarskie – otrzymały finansowe wsparcie z różnego rodzaju tarcz. Czy te środki poszły na bieżącą działalność i niwelowanie strat powodowanych m.in. przestojami, czy zostały odłożone na „czarną godzinę”, czy też może polska branża meblarska zainwestowała je w nowe linie produkcyjne bądź fabryki?

Ocena jakości rządowych tarcz osłonowych zmieniała się w czasie i w dużej mierze zależała od konkretnej firmy i jej wielkości. Zupełnie inne zasady dotyczyły firm mikro, inne firm małych i średnich a jeszcze inne firm dużych. Rząd najhojniejszy był dla mikroprzedsiębiorców, którzy ostatecznie otrzymywali subwencje tylko na podstawie spadku obrotów w pierwszych miesiącach pandemii, co było powszechne zważywszy na skalę lockdownu. Następnie wysokość wsparcia zależna była wyłącznie od utrzymania miejsc pracy i kontynuowania działalności, a udzielona subwencja nie była opodatkowana.

Myślę, że w wielu przypadkach mikrofirm umarzana cześć subwencji na koniec okresu rozliczeniowego raczej powiększyła zysk firm niż łatała dziurę budżetową. Jednak bez dwóch zdań był to bardzo silny bodziec do utrzymania zatrudnienia, a taki był przecież zamysł tarczy. Dla małych i średnich przedsiębiorstw większe umorzenie subwencji było połączone z ewentualnymi stratami. Kto strat nie miał, ten musiał oddać więcej.

No i w końcu firmy duże. Tu z racji na unijne przepisy nie było rozdawania subwencji finansowych, a jedynie środków z funduszu gwarantowanych świadczeń pracowniczych na wynagrodzenia. O ile MŚP mogły wydawać środki według własnego uznania, to firmy duże otrzymały środki konkretnie na wynagrodzenia. Ile z tych środków przeznaczono na inwestycje – trudno powiedzieć. Z pewnością pomogły one w szybkim odbiciu.

Rok 2021 był okresem, w którym polska branża meblarska biła rekordy jeśli chodzi o sprzedaż – z Twoich szacunków wynika, że może się on zamknąć kwotą rzędu 59-60 mld zł, co oznaczałoby 18% wzrost w stosunku do 2020 roku. Skąd ten wynik? Czy to efekt wzrostu cen mebli, będący konsekwencją podwyżek cen komponentów, czy też zwiększonej sprzedaży?

18% wzrostu to faktycznie zaskoczenie nawet dla mnie. Na początku 2021 roku prognozowałem, że będziemy mieli wzrost na poziomie 8% to wynikało z zasypania dziury powstałej w 2020 roku na początku pandemii, a więc miesięcy z niską bazą oraz 3-4% wzrostu w pozostałych miesiącach. Ostatecznie nałożyły się co najmniej jeszcze trzy inne czynniki: globalne problemy z łańcuchami dostaw, inflacja i osłabienie złotówki.

Receptą na walkę z pandemią dla wielu dużych dystrybutorów mebli jest rozbudowa centrów dystrybucyjnych i ich zatowarowanie. Tak aby zmniejszyć podatność na przerwanie łańcucha dostaw. To zresztą dzieje się na wszystkich etapach łańcucha dostaw. W efekcie popyt wzrósł nie tylko z uwagi na pozostawanie w domach – uważam zresztą, że ten efekt zanika – ale z uwagi na towarowanie magazynów i gorączkowe poszukiwanie nowych dostawców. Nie mam innego wytłumaczenia na tak gwałtowny wzrost popytu.

Popyt w połączeniu z hojnymi tarczami osłonowymi na całym świecie był większy niż produkcja mogła obsłużyć i stąd pojawiła się inflacja. Ponieważ pojawiła się na całym świecie, to handel nie miał wyboru jak tylko ją zaakceptować. Kolejny procencik u nas dołożyło osłabienie złotówki wobec euro i tak z 8% zrobiło się nagle 18%.

Czy w ślad za rekordową sprzedażą poszły w górę także marże i – co za tym idzie – rentowność meblarskiego biznesu? Czy obecna sytuacja dała polskiej branży meblarskiej jakieś dodatkowe atuty w negocjacjach z zagranicznymi odbiorcami?

Oj, przeciwnie. Rentowność spadła. Szybciej niż ceny mebli wzrastały bowiem ceny materiałów i surowców, energii, wynagrodzeń. Jedynym argumentem, jaki zyskali przedsiębiorcy w negocjacjach z odbiorcami była chyba tylko kosztowa ściana, pod którą stali. Bez podwyżek cen musieliby zamykać firmy. Inną sprawą jest to, że w czasie niepewności obcina się inwestycje i marketing – prowadzi się tak zwaną ostrą politykę finansową, a rentowność wtedy rośnie. Natomiast w czasach prosperity łatwiej inwestować i pozwolić sobie na niższą rentowność, bo i ryzyko jest niskie.

Ja jednak chciałbym przestrzec przed potencjalnym gwałtownym załamaniem sytuacji. Wykonałem ostatnio analizę, z której wynika, że Chiny zwiększyły dostawy mebli do Europy aż… uwaga… o 43% w samym tylko 2021 roku! Z ponad 8 do 12 mld euro. Wolumenowo wzrost był trochę niższy, bo o około 28%. Niemniej bardzo mocno rozbudowały swoje pozycje w Europie. Jeśli spadną koszty transportu, który obecnie wart jest krocie i na pewno stanieje (no może nie do poziomów sprzed pandemii), to Polska nagle straci bardzo dużą część swojej konkurencyjności. Do tego proces towarowania centrów dystrybucyjnych też się kiedyś zakończy, a wtedy mamy mocne hamowanie. Rok 2022 wydaje się, że to jeszcze będzie rok wzrostów, ale opisywanych problemów spodziewam się w 2023 lub 2024. Chciałbym się mylić.

Od dłuższego czasu mocno angażujesz się w – jeżeli to można tak określić – w promocję kierunku amerykańskiego jako potencjalnego rynku zbytu dla polskiej branży meblarskiej i polskich mebli? Dlaczego Stany Zjednoczone?

No tak. To prawda. Wybór USA jest prosty: to największy rynek na świecie, na którym w dodatku prawie nie ma polskich mebli! Cóż to jest 500 mln dolarów eksportu na rynku, który importuje towary za 60 miliardów. Uważam, że w końcu część polskich firm urosła na tyle, że może na tym rynku zacząć działać. Pamiętam misję WalMart z 2007 lub 2008 roku. Wtedy praktycznie żadna z polskich firm nie była w stanie udźwignąć ich zamówień. Bodajże w 2012 roku w jednym z dokumentów strategicznych dla Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli napisałem, że kierunkiem, który powinien być rozwinięty są Stany Zjednoczone.

Długo można dyskutować, czy nie powinniśmy walczyć o rynek chiński lub może budować pozycję w krajach afrykańskich. Ze względu na profil polskiej branży meblarskiej, niszę rynkową, w której działamy oraz stopień rozwoju naszych firm uważam Stany Zjednoczone za najbardziej realną szansę. Co jednocześnie nie oznacza, że niektóre firmy nie mogą odnieść sukcesu w Chinach, Indiach, Ghanie czy Nigerii.

Czy widać już praktyczne efekty tych działań? Jakie?

Zacznijmy od 100 mln euro wzrostu polskiego eksportu mebli do USA w minionym roku (śmiech). No, ale to nie tyko moja zasługa… Pandemia znacząco pomogła. Z drugiej strony gdyby nie stoisko, które w ramach projektu OIGPM (z dofinansowaniem Polskiej Fundacji Narodowej) zbudowaliśmy w High Point, gdyby nie kilka setek artykułów i kilkaset tysięcy osób, do których te artykuły dotarły, to w cale nie jest takie pewne, czy amerykańscy klienci przyjechaliby na zakupy do Polski. Oficjalnie projekt wystawy w High Point miał się zakończyć po trzech edycjach targów, czyli w październiku ubiegłego roku, ale efekty są na tyle dobre, że przedłużamy tę obecność na kolejne targi. Jednocześnie z Izbą pracujemy nad umożliwieniem kolejnej grupie wystawienia się w USA.

A czy ze strony amerykańskich firm handlowych jest zainteresowanie współpracą z polską branżą meblarską? Jakie kwoty – w perspektywie najbliższych lat – są „do ugrania” przez polskich producentów-eksporterów mebli na rynku amerykańskim?

Dziś mogę pochwalić się, że reprezentuję dwóch amerykańskich klientów w zakresie poszukiwania i zakupu mebli. B+R Studio do działalności analitycznej i badawczej dodało wsparcie logistyki i zakupów. To duża zmiana dla nas i też potężny impuls rozwojowy. Inaczej mówiąc: Tak! Jest zainteresowanie. Mamy obecnie prawdziwe okno szansy biznesowej na wejście na listę dostawców i zaprezentowanie jakości polskich mebli już nie tylko na targach, ale w sklepach. Jeden z klientów to firma z czołówki dystrybutorów mebli w USA, która realizuje plan podwojenia obrotów w 5 lat. To oznacza, że będą potrzebować dodatkowo mebli za około miliard dolarów. Jaka część z tej puli przypadnie Polsce, to już zależy od zdolności polskich producentów do utrzymania konkurencyjności. A to tylko jedna z wielu amerykańskich firm.

Dziękuję za rozmowę.

ROZMAWIAŁ: Marek Hryniewicki

Wywiad opublikowany został w miesięczniku BIZNES.meble.pl, nr 2/2021