fbpx
Branża

Co weekend nowa firma

Piotr Voelkel z synem – Piotrem Witem Voelkelem.

Co weekend nowa firma

Rozmowa z Piotrem Voelkelem, przedsiębiorcą, promotorem polskiego designu, mecenasem wielu projektów kulturalnych i edukacyjnych, współwłaścicielem Grupy Kapitałowej Vox.

Reklama
Meblarski-1000-banner-srodtekstowy-750x100-gif-miesiecznik-i-portal-informacyjny-branzy-meblarskiej-biznes-meble-pl

Rozmowa opublikowana została w książce „Wizjonerzy i biznesmeni” (t. 1), wydanej przez Wydawnictwo meble.pl w 2015 r. Poniżej dziewiąty rozdział tego wywiadu. Ósmy rozdział można przeczytać tutaj: Od mebli do zabawek dla dzieci.

Przywołał Pan kilka razy firmę polonijną. Jak rozumiem chodziło o Dampex, który założył Pan z Arkadym Leibovichem?

To właściwie nie ja założyłem, a Michał Kropidłowski, kolega z Łodzi. Ja byłem odpowiedzialny tylko za część drzewną i eksport. Oni z kolei sprowadzali z Zachodu odpady bardzo dobrej skóry, z najlepszych fabryk z Włoch i z Niemiec, i z tych odpadów wycinali kwadraty, prostokąty i zszywali je. Powstawały duże błamy, z których szyto kurtki. To była masowa produkcja. Połowa Polski nosiła te skórzane kurtki.

Arkady Leibovich to ciekawa postać…

Bardzo. Emigrant z Odessy, wyjechał w 1968 roku. Wcześniej był wiceszefem w kołchozie, odpowiedzialnym za produkcję przemysłową. Szył tam plisowane spódniczki, pościele. Chodziło o to, by w czasie, kiedy nie było pracy na polu, kobiety miały inną pracę. Arkady skończył szkołę szycia i kroju w Moskwie. Wiele umiał. Część produkcji była sprzedawana na czarno i dzięki temu Arkady zebrał pieniądze na załatwienie dla siebie i bliskich emigracji. Wyjechał do Wiednia. Przyjechał tam wieczorem i całą noc chodził, oglądał miasto i sklepy. Był zgodnie z propagandą rosyjską przekonany, że wystawy sklepowe to tylko dekoracje. Nie mógł rano uwierzyć, że wszystko jest na sprzedaż.

Wie Pan, jest taki dowcip, jak to Stalin, Chruszow i Breżniew podróżują pociągiem. Nagle pociąg się zepsuł i zatrzymał w szczerym polu. Stalin rozkazał: „rozstrzelać maszynistę”. Rozstrzelali, ale nic się nie dzieje, pociąg nie ruszył. Chruszow rozkazał: „zrehabilitować maszynistę”. Zrehabilitowali, ale także nic, pociąg jak stał, tak stoi. Breżniew nie namyślając się ani chwili, rozkazał: „zasłonić okna i udawać, że wszystko jest w porządku, że pociąg jedzie dalej”. Tak wyglądała socjalistyczna gospodarka, w wydaniu nie tylko zresztą sowieckim.

Tak, ale też kłamali na temat Zachodu.

To prawda i – jak widać po Pańskim przyjacielu – ta propaganda była nawet dość skuteczna, skoro prawdziwe witryny wiedeńskich sklepów wziął za teatralne dekoracje. Wspomniał Pan, że w Dampexie odpowiadał Pan za produkcję drzewną i eksport.

Tak. Jako rzemieślnik z zarobionych na eksporcie marek wymienianych po oficjalnym kursie dostawałem marne grosze. Dampex miał inny problem, bo umieli za marki kupić odpady skóry, ale nie było pomysłu na eksport. Nasza współpraca miała ogromny potencjał, ale też ograniczenia.

A limit zatrudnienia? Tego chyba nawet polonijna firma Dampex nie była w stanie przeskoczyć?

Na początku mogłem mieć pięćdziesięciu pracowników, potem stu. Trudno było uzyskać większy limit. Pomagało, gdy Arkady pojawiał się w urzędach. Urzędnicy mieli respekt przed obcokrajowcami.

Dampex miał siedzibę w Poznaniu?

Centrala i szwalnia Dampex były w Łodzi, a produkcja zabawek i mebli dla dzieci pod Poznaniem w Janikowie. Miałem też swój zakład, w którym produkowałem wyroby z drewna.

Czyli Pan – z jednej strony – ciągle jeszcze robił zabawki, a z drugiej strony – współpracował z Dampexem. A skąd wzięła się nazwa firmy?

Nie wiem. Nie mam pojęcia.

To nie był jakiś Dumping Eksportowy?

Nie, nie, nie znam historii nazwy. Jak poznałem Arkadego, to Dampex już istniał. Nie pamiętam etapu tworzenia nazwy. Jak przyszedł Balcerowicz, to Arkady zajmował się dalej tym, na czym się znał, czyli szyciem, a zakład drzewny przekazał synowi Eugeniuszowi. Połączyliśmy zakłady i powstała spółka Vox, w której miałem połowę udziałów. Eugeniusz trochę zmniejszył zaangażowanie w Polsce, ale ciągle jest moim wspólnikiem. To uczciwy, przyzwoity facet.

Strona z katalogu Mebli Vox, lata 90.
Strona z katalogu Mebli Vox, lata 90.

Przywołując Leszka Balcerowicza uciekł mi Pan do roku 1990. Dzięki częstym wyjazdom do Niemiec miał Pan już wcześniej, w latach osiemdziesiątych, kontakt z rynkiem niemieckim i znał Pan zachodnią gospodarkę. Oczywiście, była to rzecz nie do przecenienia później, ale w latach osiemdziesiątych chyba nie przypuszczał Pan, że któregoś październikowego dnia 1989 roku Joanna Szczepkowska powie w Dzienniku Telewizyjnym: „Proszę Państwa, 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm”?

Dla mnie to była niesamowita sprawa. Mogłem rozwinąć skrzydła. Część moich kolegów nie umiała się w tym połapać. Czasami z dnia na dzień stracili rynek zbytu. Wielu zbankrutowało.

W polskim biznesie końca lat osiemdziesiątych obowiązywały dwie postawy: przedsiębiorca to był albo importer, albo handlarz walutą, czyli cinkciarz. Producentów, prawdziwych producentów, było niewielu. Ale był wśród nich między innymi Piotr Voelkel, który już wtedy zarządzał przedsiębiorstwem pewnie zbytnio nieodbiegającym od kapitalistycznych schematów. To prawidłowa charakterystyka?

Tak i nie. W Polsce było wielu rzemieślników, trochę prywatnego handlu. Na wsi wielu rolników było właścicielami gospodarstw, ale większość ludzi nie znała kapitalizmu i jego mechanizmów. Miałem dobrą pozycję do startu i rozwoju własnych firm. Otwierałem kolejne firmy, które stosunkowo łatwo odnosiły sukces, bo nie było konkurencji.

A czym się one zajmowały? Produkcją? Handlem?

Wszystkim. Miałem biuro ogłoszeń, gazety, w tym „Głos Wielkopolski”, radia, agencję reklamową, hurtownię artykułów przemysłowych, która zaopatrywała setki kiosków Ruchu – pierwsze polskie cash and carry, fabrykę opakowań do jogurtów i serków, tartaki, fabryki mebli, zakłady produkujące profile z PCV, hurtownię drzwi, podłóg i materiałów budowlanych, inwestowałem w nieruchomości, miałem Centrum Sportu i Rekreacji Dynamix. Budowałem, sprzedawałem…

I wszystko tak dobrze szło?

Dynamix się nie udał, bo nie miałem czasu go przypilnować. W końcu go zamknąłem.

A kredyty miał Pan?

Budowałem firmy częściowo w oparciu o kredyty. Umiałem rozmawiać z bankami, rozwijaliśmy współpracę. Nauczyłem ich niejednego, między innymi przyjmowania gotówki przez wrzutnię w nocy, kiedy konwoje zwoziły pieniądze z cash and carry.

Z Eugeniuszem Leibovichem założył Pan firmę pięćdziesiąt na pięćdziesiąt. Pół na pół to chyba nie najszczęśliwszy układ?

Eugeniusz to porządny, przyjazny facet. Mieliśmy do siebie szacunek, każdy wnosił do wspólnego biznesu inne wartości. Eugeniusz mieszkał w Berlinie i w USA. Znał wielu ludzi. Zaopatrywaliśmy na przykład CPN w paliwo i całe pociągi benzyny przyjeżdżały wtedy do Polski – ja bym tego sam w życiu nie zrobił.

A skąd to paliwo? Z Niemiec?

Z portu w Hamburgu. Cała zachodnia Polska jeździła na benzynie i dieslu od nas.

Ale nie miał Pan swoich stacji?

Nie, dostarczałem tylko do CPN-u.

CPN, czyli – bo może już nie wszyscy pamiętają, co oznaczał ten skrót – Centrala Produktów Naftowych, nie potrafił sobie sam kupić paliwa? Przecież to czysty absurd.

To był krótki czas. Państwowa struktura, bali się wysłać pieniądze z góry, nim przyszły dostawy, a zachodnie koncerny nie chciały sprzedać na termin. Dzisiaj to brzmi niewiarygodnie, że taka instytucja jak CPN nie potrafiła sobie kupić paliwa. Rosjanie przestali dostarczać, więc go brakowało. My umieliśmy im dostarczyć paliwo, a oni płacili po tygodniu, jak rozładowali pociąg.

No dobrze, ale Pan musiał za to paliwo przedpłacić. A w grę wchodziły ogromne kwoty.

To był wielki biznes, wiele dokumentów, certyfikatów, logistyka, wynajmowanie wagonów i oczywiście finansowanie. To wszystko umiał załatwić Eugeniusz.

Ale ten handel paliwem nie odbywał się pod szyldem Vox?

Nie – to była osobna działalność na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych.

A przechodząc teraz do Vox, proszę powiedzieć, czy Vox od początku był ukierunkowany na meble?

Tak, na meble. Potem otworzyliśmy sieć Składów Budowlanych Vox, które zmieniły się na Drzwi i Podłogi Vox. Powstało też Drewno Vox, czyli tartaki i największa nasza firma Profile Vox.

ROZMAWIAŁ: Marek Hryniewicki

Ciąg dalszy wywiadu z Piotrem Voelkelem w rozdziale: Filozofia mebla.