fbpx
Branża

A co by było gdyby…

Anna Gąsiorowska, właścicielka firmy Negocjator.

A co by było gdyby…

Jest coś w naszej mentalności, że niezbyt cenimy sobie czyjeś „gdybanie”, za to gdy my sami to robimy, to jest to tylko analizowanie ewentualnych wariantów rozwoju wypadków.

Reklama
Meblarski-1000-banner-srodtekstowy-750x100-gif-miesiecznik-i-portal-informacyjny-branzy-meblarskiej-biznes-meble-pl

W obecnej sytuacji społeczno-gospodarczej zachęcam nie tyle do „gdybania”, co do rozważenia różnych możliwości, jak może się potoczyć nasza przyszłość.

Stress-testy – zazwyczaj kojarzą się nam z sektorem bankowym. Tymczasem warto je przeprowadzić dla własnego przedsiębiorstwa, finansów domowych czy nawet – rozwoju osobistego. Postawmy przed sobą kilka pytań: Jak wysokie raty kredytu będziemy mogli spłacać bez żadnego problemu? Z czego będziemy mogli zrezygnować w pierwszej kolejności, gdy będzie trzeba ciąć wydatki? Jak długo będziemy w stanie utrzymać się bez stabilnego źródła dochodu?

To dość konkretne pytania, a odpowiedź na nie opiera się na twardych liczbach. Tylko że to dopiero początek. Skoro już wiemy, na czym stoimy – trzeba się zastanowić, co dalej? Jak przesunąć nasze możliwości?

Jeśli z obliczeń wyszło nam, że np. bez wyrzeczeń będziemy mogli spłacać ratę o 20% wyższą, zastanówmy się, co zrobić, by przygotować się na sytuację, gdy rata wzrośnie nam o 30%? Jeśli nasze oszczędności pozwolą nam na przeżycie miesiąca bez pracy, pomyślmy o tym, co zrobić, by były to dwa lub trzy miesiące.

Nie chodzi mi o czarnowidztwo. Aby cokolwiek zmienić, musimy wiedzieć, jaki jest nasz punkt wyjściowy. W przypadku windykacji – często spotykam się z sytuacją, w której dłużnik tak naprawdę nie wie, ile ma długów. Działa to też w drugą stronę – wierzyciele w wielu przypadkach nie mają świadomości, ile ich pieniędzy jest u dłużników. Nie można wyjść z długów, jeśli nie wiadomo, jak duże są te długi. Paradoksalnie – dotyczy to zarówno zaniżania swojego zadłużenia jak i jego… zawyżania. Powodów takiego stanu jest kilka. Dłużnicy, zasypywani wezwaniami do zapłaty po pewnym czasie gubią się i liczą podwójnie dług pierwotny, który został sprzedany firmie windykacyjnej lub jest egzekwowany przez komornika. Inną kwestią jest to, że w wielu z nich wydaje się, że jeśli w rozmowie z negocjatorem windykacyjnym zaniżą swoje dochody i zawyżą zobowiązania, to wtedy będą w stanie wynegocjować sobie lepsze warunki spłaty. Czy takie działanie ma sens? Jeśli tylko windykator nie wierzy na słowo, ale dąży do tego, by dłużnik przedstawił twarde dowody, to jest wręcz przeciwnie i takie kłamstwo na początku procesu spłaty długu niezbyt pomaga.

Gdy w trakcie audytu należności pytam się wierzycieli o to, ile mają niezapłaconych faktur, często pomijają faktury, których termin płatności minął na przykład tydzień temu. Mamy taką tendencję, by „nie panikować”, że to „minęło dopiero parę dni od terminu zapłaty”, że „był przecież długi weekend”. Jak widać – wymówki stosują nie tylko dłużnicy, ale i wierzyciele. A tu trzeba reagować natychmiast. Do tego wszystkiego dochodzą też niezapłacone faktury, na które wierzyciel „machnął już ręką”, odpuścił.

Chcesz pokoju, szykuj się na wojnę – w naszym przypadku ten cytat powinien brzmieć: Chcesz spokoju, przygotuj się na kryzys. I aby się na niego przygotować koniecznie musimy wiedzieć, jak wiele spokoju mamy na dzisiaj.

TEKST: Anna Gąsiorowska