Branża

Wyboista droga, czyli polski design w koleinach

Zdzisław Sobierajski.

Wyboista droga, czyli polski design w koleinach

Polski sektor kreatywny jest dwudziestokrotnie mniejszy od niemieckiego i dwadzieścia dwa razy od brytyjskiego. Jeśli uwzględnimy całą paletę zawodów twórczych, to okaże się, że designerzy i managerowie designu, stanowią mikroskopijny ułamek środowiska kreatywnego.

Reklama
visby.pl banner z promocją na łóżko

Pomimo wypłacanych od czterech lat ogromnych dotacji „na polski sektor kreatywny”, na rynku jeszcze nie pojawiła się fala nowych produktów. Sądząc po milionach wyasygnowanych przez PARP i NCBiR na kreację polskiego designu, od dawna powinny nawiedzać nas wielkie tsunami.

Gdy popatrzymy na dane dotyczące nakładów inwestycyjnych (na pracownika), w przemyśle meblarskim, to widać, że poziom inwestycji w Belgii jest ponad dwa razy wyższy, a we Włoszech czy Niemczech półtora razy. To, że polskie firmy potrzebują doinwestowania jest oczywiste, tym bardziej że robotyzacja i automatyzacja produkcji, są efektywnymi motorami rozwoju. Niestety, wymagają też dużych, jednorazowych wydatków.

Bezkosztownym sposobem zwiększenia zysków, są racjonalizacje powodujące zwiększenie marży. Najprostszym jest zaprojektowanie nowych wzorów mebli, tak by nie produkować przy okazji obrzynów i resztek pochodzących z rozkroju płyt. Zyskamy do 10% wartości surowców i oszczędzimy na kosztach utylizacji odpadów poprodukcyjnych. Łatwo to napisać, ale jak to w zrobić? Recepta jest oczywista. Wystarczy narzucić obowiązek 100% komercyjnego wykorzystania rozkroju powierzchni płyty i wpisać to zadanie do briefu dla projektanta. Największe oszczędności powstają na etapie projektowym, ale nie zawsze ta zasada jest przestrzegana. Designerzy wolą nie przypominać, bo jest łatwiej kreować, a inwestorzy często nie wiedzą, że brief jest dla nich ważnym narzędziem budowania biznesowej relacji.

Kosztowny polski sektor kreatywny

Na polskim rynku nie funkcjonują żadne, powszechnie stosowane zasady współpracy oraz rozliczania za wykonaną, bądź  niepłacenia za źle wykonaną pracę projektanta. Dla wielu polskich inwestorów nawiązanie takiej relacji jest zwykle eksperymentem.  A jak kosztownym, to widzą dopiero po zakończeniu wdrożenia.  Niewielu producentów ma jakieś doświadczenie w tej kwestii.

O wiele trudniejszym sposobem na zwiększenie marży, jest zaprojektowanie innowacyjnego wzoru. Ale wymyślenie i wdrożenie innowacyjnego mebla oraz wygenerowanie mody na jego posiadanie, to skomplikowana operacja logistyczna, wymagająca współpracy zespołu specjalistów z różnych kreatywnych dziedzin. Małej firmy po prostu nie stać na kampanię marketingową  jeśli jej właściciel nie ma gwarancji powodzenia tego przedsięwzięcia.

Podjęcie trudnej decyzji ułatwiają oferowane od czterech lat „dotacje na design”. W ofercie PARP funkcjonuje kilka programów pozwalających na dofinansowanie do 80% kosztów projektowania produktów i do 60% kosztów nabycia środków trwałych niezbędnych do ich produkcji.

Oferta z pozoru piękna i atrakcyjna, tylko w imię czego urzędnicy narzucili konieczność wyboru podwykonawców w konkursach, a w konsekwencji obowiązek zatrudnienia nieznanych ludzi, którzy zaoferują najniższą cenę za swoje usługi? Producent mebli ma z tym większy problem i więcej pracy, niż sprawdzić referencje i samodzielnie wybrać najlepszych dla siebie projektantów. Oczekiwanie, że urzędnicza procedura jest najlepszą drogą do efektywnej biznesowo decyzji beneficjenta jest naiwnością. Ciekaw jestem, kiedy polska gospodarka wyzwoli się z głębokich kolein wykopanych przez urzędników zajmujących się „polską innowacją”? Kolein na drodze do znanych jedynie urzędnikom miejsc ,w których nasi konkurenci byli już przed nami.

Czy tylko taki mamy design?

TEKST: Zdzisław Sobierajski