Branża

Strategia „na przetrwanie” czy rozwój?

Zdzisław Sobierajski.

Strategia „na przetrwanie” czy rozwój?

Rentowność produktów bardzo zależy od dobrej współpracy, kompetencji i doświadczenia zatrudnianych projektantów. Ale najwięcej zależy od świadomości właścicieli, którzy dizajn, branding i reklamę, z wielu powodów, dzisiaj muszą robić sami.

Reklama
Banner All4Wood 2024 - 750x100

Analizując polski rynek, już dawno przestałem się łudzić, że właściciele firm samotnie podołają wyzwaniom globalnego rynku. Uważnie słuchałem wielu branżowych debat, podczas których wypowiadali się dyrektorzy i prezesi dużych firm meblarskich. Często słyszałem opinie, że polskie marki nie mają szans na zagranicznych rynkach i powinny tworzyć wirtualne marki włoskie i niemieckie. Zastanawiam się jednak, czy firma, która nie stworzyła skutecznej marki w Polsce, potrafi zbudować wirtualną markę zagraniczną? Czy zrobi to bez udziału kompetentnych doradców, projektantów i dizajnerów? Nawet tanie meble, co nie znaczy „brzydkie”, muszą być dobrze zaprojektowane. Firmy, które realizując strategię „na przetrwanie” bazującą na najniższej cenie powinny pamiętać, że najtańszy jest tylko jeden. Reszta musi postawić na jakość, markę i marże.

Bez wejścia na ścieżkę szybkiego rozwoju (10-20% rocznie), polskie firmy „podwykonawczo-odtwórcze”, nie przyniosą wzrostu dochodów właścicielom, nawet gdy będą wirtualną marką włoską. Jednocześnie potencjał rozwojowy polskich firm jest ogromny. W małej firmie, zatrudnienie kilku pracowników spowoduje znaczny wzrost produkcji. Ważne, by nowi pracownicy produkowali meble, na które jest regularny popyt. Najtańszą drogą do wzrostu zysków jest odpowiedzialne projektowanie oraz systematyczne budowanie marki produktu i wytwórcy. Inwestorzy z MŚP nie muszą czekać na poprawę koniunktury, by budować marki i wdrażać atrakcyjne produkty. Jednak małe firmy potrzebują  skutecznych projektantów produktu i komunikacji (brandingu), którzy dostosowują ofertę do aktualnych możliwości i potrzeb zleceniodawcy.

Branża bez wsparcia

Branży meblarskiej trudno jest o instytucjonalne wsparcie. Obserwując praktyki unijnego finansowania, mam przekonanie, że ustawiliśmy „wóz przed koniem”. Liczne debaty, konferencje, festiwale czy konkursy na dizajn powodują, że promujemy dizajn i dizajnerów. To nie prowadzi do poprawy rynku. Projektując meble za unijne dotacje, musimy najpierw zrobić w firmie audyt dizajnu. Potem, konsorcjum naukowo-badawczo-projektowe, składające się z akademików, design managerów, audytorów, oraz dizajnera, zaprojektuje dla nas kolekcję mebli. Metoda sprawdza się tylko w dużych przedsiębiorstwach. Jednak  taka praca wielokrotnie wykracza poza potrzeby i możliwości małej firmy.

Producent korzystający z unijnego wsparcia otrzyma projekty ładnych wzorów, które często, ze względu na koszty, nie będą nadawały się do wdrożenia i produkcji. Nietrafione działania instytucji pomocowych utrwalają stereotyp polskiego dizajnu jako synonimu „ładności”. Organizatorzy unijnego wspierania MŚP, często nie pamiętają o tym, że małej firmie nie są potrzebne zachwycające koneserów designerskie produkty, tylko zwyczajne, masowo kupowane przez nabywców meble.  Unikając wymaganej przez instytucje pomocowe opresyjnej sprawozdawczości, polski meblarz może samodzielnie finansować projekty nowych wzorów. Ale z kim ma to zrobić? Na wystawach i festiwalach dizajnu raczej nie znajdzie doświadczonych projektantów rozumiejących jego standardy biznesowe.

Nie zbudowaliśmy relacji

Pomimo wieloletniego wsparcia funduszami unijnymi, nie potrafiliśmy zbudować powszechnych relacji 23 tysięcy meblarzy z przedstawicielami sektora kreatywnego. Największą barierą jest brak jasnych kryteriów i standardów takiej współpracy. Na to nakłada się język, którym posługują się dizajnerzy, inny niż język inwestora. Największym problemem jest częsta skłonność do autokreacji, która sprawia, że zatrudniony dizajner tworzy autorskie dzieło. Zamiast rynkowego, powstaje niepotrzebny produkt wizerunkowy. Inwestor łatwo znajdzie dizajnera, który zaprojektuje mu piękne meble. Ale będzie miał problem ze znalezieniem takiego, który zaprojektuje popyt i wysokie marże.

Rentowność produktów bardzo zależy od dobrej współpracy, kompetencji i doświadczenia zatrudnianych projektantów. Ale najwięcej zależy od świadomości właścicieli, którzy dizajn, branding i reklamę z wielu powodów dzisiaj muszą robić sami. To właśnie oni codziennie decydują o popycie na dizajn i inne usługi projektowe. Może dlatego, 40 milionowa Polska, ma według Eurostatu, przychody z sektora kreatywnego, dwudziestokrotnie mniejsze niż dwa razy liczniejsze Niemcy. Możliwości rozwoju są ogromne. Warto współpracować. Obie strony mogą na tym tylko skorzystać.

TEKST: Zdzisław Sobierajski