Branża

Są oznaki pobudzenia rynku wewnętrznego

Andrzej Rybacki, prezes Grupy Polskich Kupców Meblowych (GPKM).

Są oznaki pobudzenia rynku wewnętrznego

Andrzej Rybacki, prezes Grupy Polskich Kupców Meblowych GPKM, o sytuacja na krajowym rynku handlu meblami.

Gdyby miał Pan jako prezes GPKM krótko scharakteryzować sytuację na polskim rynku handlu meblami, to jak by Pan ją opisał?

Reklama
visby.pl banner z promocją na łóżko

Hmmm… Jak powiem, że jest źle, to powiem prawdę, ale to będzie zaprzeczeniem mojej teorii o lansowaniu popytu. A tak mówiąc poważnie: jako GPKM widzimy oznaki pobudzenia rynku wewnętrznego.

Jak rozumieć słowo „oznaki”? Czyżby Polacy zaczynali wydawać więcej pieniędzy na meble?

Jeszcze nie zaczynają wydawać, ale zaczynają się rozglądać. Widzimy, że do salonów meblowych przychodzi więcej ludzi, rośnie zainteresowanie meblami i to w konsekwencji spowoduje zwiększenie liczby transakcji sprzedaży mebli.

Ale wzrost zainteresowania, o którym Pan wspomniał, widoczny w salonach GPKM, póki co – na realne pieniądze specjalnie jeszcze się nie przekłada?

Na razie jeszcze nie. Sytuacja znacząco się nie zmienia – salony meblowe ciągle borykają się z kłopotami finansowymi.

Rozmawiamy na targach w Ostródzie. Miałem okazję spotkać przedstawicieli wielu salonów meblowych i – proszę mi wierzyć – sporo z nich dość optymistycznie oceniło ten rok. Odnotowali – w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego – wzrosty sprzedaży sięgające kilkunastu procent. I są to salony z różnych regionów Polski, a zatem można powiedzieć, że rzeczywiście coś jednak drgnęło…

Tak, o tym właśnie mówię, ale trzeba wziąć pod uwagę, że spadek obrotów w poprzednich latach był bardzo duży. Zgodzę się, że wiele placówek handlowych może takie wzrosty notować, ale nie oznacza to osiągnięcia możliwości sprzedażowych salonów i ich potencjału.

Może po prostu salonów meblowych jest w Polsce za dużo? Handel meblami – tak przynajmniej wynika z PKD – deklaruje blisko 9,5 tys. podmiotów. Tymczasem większość obrotów generują salony wielkopowierzchniowe i sieci handlowe, czyli ułamek procenta wszystkich firm zajmujących się handlem meblami. IKEA, Jysk, Meble Black Red White, Agata, Abra i Bodzio to ponad połowa obrotów w handlu meblami w Polsce…

Ma Pan rację, ale do tego trzeba jeszcze dołożyć regionalnych producentów mebli. Nie ma ich w tych statystykach, a którzy działają na lokalnych rynkach…

…ale to są – jak sądzę – stosunkowe niewielkie wolumeny jeśli chodzi o sprzedaż…

Niekoniecznie. Oni praktycznie zdominowali sektor zamówień specjalnych: do hoteli, szkół, biur, szpitali, przedszkoli, sądów, kościołów itp. W skali kraju są to w ciągu roku niemałe kwoty, a tym nie trudnią się podmioty wyżej wymienione. Oczywiście, nie twierdzę, że takie tematy ich nie interesują, ale na pewno nie jest to ich główny rynek, o który zabiegają. A to są przecież wszystko meble…

Wracając jednak do pytania o liczbę salonów meblowych…

Ze względu na stan, w jakim obecnie znajduje się popyt i znikomą chłonność rynku, to salonów jest za dużo. Natomiast, gdyby to funkcjonowało w miarę normalnie, po europejsku, to ta liczba byłaby akurat. Mały popyt na inwestycje konsumpcyjne – wyposażanie domów i mieszkań – to jeden temat. Ale drugi to wymiana mebli, a tutaj jest po prostu zastój. Ludzie przychodzą, oglądają meble i mówią: „ale my mamy jeszcze wypoczynek, myśmy go u was kupili dziesięć czy piętnaście lat temu i on jeszcze się trzyma, jest jeszcze dobry”. Ta część popytowa „leży”.

Samochód – w tej średniej półce – to cztery-sześć lat, po czym następuje wymiana. A w meblach ile to jest: razy trzy? razy cztery? Fakt, że samochód szybciej się starzeje jeśli chodzi o technologię i eksploatację. A mebel? Cóż, jak się o niego dba, to funkcjonuje całe lata. Wymiana wiąże się z możliwościami finansowymi. Pewnie niejednemu już się jego meble znudziły albo trochę zniszczyły, ale są tolerowane, przymyka się na to oko. Wymieni się przetartą tapicerkę, zniszczony uchwyt czy zawias i mebel dalej może służyć…

Bieżący rok – tak przynajmniej wynika z dotychczasowych danych GUS – zapowiada się w naszym kraju rekordowo pod względem wielkości produkcji mebli. Oczywiście na tę sytuację wpływa przede wszystkim eksport, bo rynek krajowy to zaledwie kilka procent możliwości produkcyjnych krajowych firm. Czy ta sytuacja, bardzo przecież korzystna dla producentów – czyli dynamiczny wzrost sprzedaży eksportowej – nie odbija się negatywnie na standardach obsługi klientów krajowych? Mam tu na myśli choćby dłuższe terminy realizacji zamówień z rynku krajowego, gorsze warunki płatności czy pogorszenie się obsługi gwarancyjnej i posprzedażowej.

ZOBACZ TAKŻE: Klientów jest bardzo mało

Terminy dostaw – przynajmniej w świetle mojej wiedzy – w większości przypadków się nie zmieniły. Niektóre zakłady znacząco zredukowały jakiś czas temu zatrudnienie. I teraz rynek krajowy może się spodziewać kłopotów jeśli chodzi o terminy realizacji czy jakość. Bo producenci będą chcieli zwiększyć produkcję i zatrudnienie, ale nowi pracownicy wymagają szkoleń, wdrożenia się itp. Ale taką sytuację będzie można przewidywać w przypadku znaczącego zwiększenia się popytu.

Na jakim etapie jest obecnie współpraca GPKM z Garantem?

Jest to obecnie poznawanie produktów, jakie Garant może nam zaoferować. We wrześniu wyjeżdżamy do Niemiec i mamy zapoznać się z salonami, funkcjonowaniem sklepu internetowego, płatnościami. Z drugiej strony mamy umówione spotkanie, podczas którego skonkretyzujemy pewne rzeczy – przystąpimy już do współpracy roboczej. W międzyczasie zainicjowaliśmy – bo to jest nasz pomysł – wspólne działanie z Międzynarodowymi Targami Poznańskimi na rzecz zwiększenia eksportu. Chodzi o zakłady średniej i dużej wielkości, by im pomóc w zawieraniu kontraktów. Targi chcą podjąć działania na rzecz zwiększenia liczby wystawców, a my – wykorzystując swoje kontakty – chcemy się włączyć do akcji i ściągnąć kupców ze świata, bo takie możliwości GPKM ma.

To kiedy w polskich salonach pojawią się meble sygnowane logo Garant?

Po spotkaniu we wrześniu – o którym mówiłem – podejmiemy kroki do stworzenia kolekcji na Polskę. Ich ofertę mamy już do dyspozycji, ale wzory, które sprzedają się w Niemczech niekoniecznie muszą sprzedawać się w Polsce. Tak zresztą od początku ustaliliśmy, że my stworzymy swoją kolekcję, a oni zdają się w tej kwestii na nas.

Czy dobrze rozumiem: ta nowa kolekcja przygotowana przez GPKM to będzie polska produkcja?

Tak, to będzie polska produkcja.

A wiadomo, kto będzie producentem?

Nie. Do tej pory, jak nam się coś u któregoś producenta podobało, to chcieliśmy na te meble specjalnych warunków, upustów itp. Filozofia Garanta jest inna: cena nie jest wyznacznikiem sukcesu w handlu, tylko wzór, którego nikt nie ma, który jest do wyłącznej dyspozycji Garanta. Tworzenie kolekcji to wybranie wzoru i nadanie mu jakiejś nazwy, pod którą jest wszystko: jadalnia, wypoczynek, sypialnia itp. Nikt poza siecią salonów Garant tego nie ma, te meble są do wyłącznej ich dyspozycji.

Pamiętam, że na ostatnich targach mebli w Poznaniu, na których gościł Franz Hampel, prezes Zarządu Garant-Möbel Holding International, ze strony salonów meblowych było zainteresowanie współpracą z GPKM i Garantem…

Ono jest nadal, ale… Kupcy obecnie skupiają się na własnych, bieżących problemach. Owszem, dzwonią do nas, pytają, proszą o nowości, o informacje, natomiast przypadków deklaracji, że są z nami, że przystępują do nas, że podpisują umowę o współpracy – tego jeszcze nie ma. Zainteresowanie jest duże, ale mam wrażenie, że obecnie bardziej zainteresowani są producenci niż kupcy.

Czy GPKM ma określony górny pułap salonów meblowych, które docelowo będą uczestniczyły w projekcie?

Na początek usatysfakcjonuje nas liczba rzędu 20-30 salonów. Dzisiaj jest taka sytuacja, że każdy czeka na konkret. Te konkrety niebawem będą i jestem przekonany, że taką liczbę salonów współpracujących osiągniemy. Najważniejsze jest w tym momencie stworzenie kolekcji mebli GPKM Garant.

To będą meble skrzyniowe czy także tapicerowane?

Tak będą to meble i skrzyniowe, i tapicerowane, ale zaczniemy od kuchni, gdyż Garant ma naprawdę bardzo atrakcyjną ofertę na kuchnie.

Na początku powiedział Pan, że klienci zaczynają się rozglądać. A kiedy przestaną się rozglądać, a zaczną wydawać pieniądze?

Odbudowa ryku wewnętrznego wymaga czasu. Na tę odbudowę powinni pracować wszyscy. Kupcy robią co mogą, ale w tę odbudowę powinny włączyć się także struktury państwa. Tak się dzieje w innych krajach europejskich, gdzie o rynki wewnętrzne dbają wszyscy.

Jak państwo miałoby się w to włączyć?

Choćby przez lansowanie pewnych postaw i zachowań. Dużo można dowiedzieć się w trakcie rozmów, będąc za granicami kraju. Rozmówcy komentują rynek wewnętrzny w Polsce w następujący sposób: U was w Polsce za zegarek za 15 tysięcy złotych idzie się do sądu. Ja wtedy pytam: A jak jest u was?. A oni mówią: U nas w małym miasteczku na wystawie sklepowej leży zegarek za 15 tysięcy. Ale euro! I u nas się mówi tak: jeżeli pracujesz 30-40 lat i nie masz takiego zegarka za 15 tys. euro, nie jeździsz mercedesem, nie masz porządnego garnituru, to jesteś d…

W Polsce media wytykają, kto ile zarabia, gdzie mieszka, jakim samochodem jeździ i jak się ubiera. Jakby starały się zniechęcić ludzi do posiadania czegokolwiek. Jakby wysokie zarobki, będące konsekwencją wiedzy, doświadczenia, kompetencji były czymś wstydliwym, niewłaściwym, a to zdecydowanie nie przyczynia się do pobudzenia rynku.

Dziękuję za rozmowę.

ROZMAWIAŁ: Marek Hryniewicki

Wywiad został opublikowany w miesięczniku BIZNES.meble.pl, nr 10/2014