Branża

Polski rynek pracy jest bardzo chłonny

Tomas Bodgevic, dyrektor generalny międzynarodowej agencji zatrudnienia Gremi Personal.

Polski rynek pracy jest bardzo chłonny

Tomas Bodgevic, dyrektor generalny międzynarodowej agencji zatrudnienia Gremi Personal, jest zdania, że polski rynek pracy jest bardzo chłonny, a dużą część zapotrzebowania na siłę roboczą pokrywali cudzoziemcy.

Reklama
Banner All4Wood 2024 - 750x100

Polski rynek pracy jest bardzo chłonny. Według Barometru Zawodów Ministerstwa Pracy z 8 lutego br., czyli sprzed wybuchu wojny, prognozowano że zatrudnienie w 2022 będzie na rekordowym poziomie. Jak dotąd dużą część zapotrzebowania na siłę roboczą pokrywali cudzoziemcy. Wielu z nich znalazło zatrudnienie w branży stolarsko-meblarskiej, szczególnie u wielkich producentów mebli. Zapotrzebowanie jest nadal duże, tym bardziej, że do większych zakładów meblarskich nie potrzeba ludzi z dużym doświadczeniem. W większości przypadków wymagane są tylko umiejętności manualne.

Polski rynek pracy a uchodźcy z Ukrainy

Od początku inwazji zbrojnej Rosji na Ukrainę do Polski trafiło już ponad 2,5 milionów uchodźców z Ukrainy. To kobiety, dzieci i seniorzy. Jednocześnie część pracujących w Polsce ukraińskich mężczyzn – już kilkaset tysięcy – zdecydowała się na powrót do kraju w celu obrony ojczyzny. Wszystko wskazuje na to, że odpływ mężczyzn w wieku poborowym jest możliwy na większą skalę. Wszystko zależy od tego, jak potoczy się i jak długo potrwa wojna. Razem z tym proporcjonalnie rośnie liczba kobiet, które po przekroczeniu granicy, chwili oddechu i załatwieniu wszystkich formalności, potrzebują pracy zapewniającej im, a także ich dzieciom, niezbędne środki do życia. W naszej agencji telefony nie milkną, dziś na co dzień odbieramy nawet 500 telefonów od takich osób. Najwięcej ofert mamy na stanowiska produkcyjne i magazynowe w branżach farmaceutycznej, spożywczej, logistycznej. Ale wciąż poszukujemy partnerów, którzy posiadają miejsca pracy dla kobiet, na stanowiskach niewymagających dużej siły fizycznej.

Wprowadzone zmiany prawne są bardzo dobre, dużym wyzwaniem natomiast jest ich sprawna realizacja w praktyce. Już obserwujemy gigantyczne kolejki do urzędów dużych miast składające się z uchodźców potrzebujących numerów PESEL. W obliczu przeciążenia Warszawy oraz kilku innych dużych miast Polski, konieczna jest relokacja uchodźców do mniejszych miejscowości. Relokacji nie da się jednak zarządzić przymusowo ani poprzez rozwiązania administracyjne. Potrzebne jest właściwe podejście, argumentacja oraz zrozumienie czynników wpływających na podjęcie decyzji. Decyzji – dodajmy – podejmowanych najczęściej w emocjach i na podstawie bardzo ograniczonej wiedzy.

Brak chęci do relokacji wynika z całkiem uzasadnionych obaw o warunki życia poza wielkimi aglomeracjami. Obawy te są oparte przede wszystkim na dotychczasowych doświadczeniach Ukraińców, ponieważ w Ukrainie faktycznie istnieją duże problemy zarówno ze znalezieniem pracy poza dużymi miastami, jak i z jakością życia tamże. Ukraińcy boją się, że nie będzie infrastruktury: autobusów, przedszkoli czy nawet dobrych dróg. Bo tak wyglądają realia w wielu małych miejscowościach w Ukrainie.

W dużych miastach, czy w mniejszych miejscowościach?

Oczywiście, że w Polsce jest inaczej: duże przedsiębiorstwa produkcyjne, hale magazynowe, strefy ekonomiczne lokowane są poza wielkimi miastami. Poziom życia w mniejszych miejscowościach jest również przyzwoity, a zasoby do pomocy uchodźcom – większe. Tylko że Ukrainki i Ukraińcy tego nie wiedzą i chcą jechać do Warszawy, Krakowa czy Gdańska, gdzie ich zdaniem będzie łatwiej ze znalezieniem pracy i jest już duża społeczność ukraińska. Sama praca stanowi czynnik kluczowy, ponieważ daje pewność i poczucie bezpieczeństwa finansowego osobom nie chcącym zależeć od dobrej woli innych.

Ważnym w kontekście zabezpieczenia pracy dla nowo przybyłych mieszkańców Polski będzie kwestia organizacji opieki nad dziećmi, zwłaszcza w dni wolne i wakacje. Ustawa o pomocy obywatelom Ukrainy daje dostęp ukraińskim dzieciom do polskiego systemu oświaty, co powinno pozwolić ich matkom spokojnie pracować. Jednak największe zapotrzebowanie na pracowników w branżach najbardziej otwartych na obcokrajowców – produkcja spożywcza, logistyka, handel, HoReCa – następuje podczas świąt i wakacji, kiedy dzieci nie chodzą do szkoły.

Co czekam polski rynek pracy po zakończeniu wojny?

Wiele pytań od pracodawców dotyczy również tematu zarządzania zatrudnieniem obcokrajowców, rozliczenia ich pracy oraz odprowadzania należnych podatków i składek. Zwłaszcza że w branżach najbardziej otwartych na zatrudnienie obcokrajowców zapotrzebowanie na pracowników zagranicznych jest często zmienne i sezonowe. W związku z powyższym niezbędne jest planowanie oraz elastyczne zarządzanie zatrudnieniem. Brak tej elastyczności w najgorszym przypadku będzie skutkował tym, że pracodawcy, dziś gotowi na zatrudnienie uchodźczyń z Ukrainy z pobudek humanitarnych, mogą po jakimś czasie w ogóle z tego zrezygnować. Właśnie dlatego w rozwiązaniu obecnej sytuacji niezbędny jest udział agencji zatrudnienia.

Ułatwienia dostępu obcokrajowców do rynku pracy w Polsce powinny obowiązywać również po zakończeniu wojny. Powinny objąć również inne kraje, takie, które mogą stanowić cenny zasób pracowników, a jednocześnie nie stanowią wyzwania, jeśli chodzi o zachowanie bezpieczeństwa narodowego. W kontekście braku mężczyzn na rynku pracy bardzo atrakcyjną dla pracodawcy zaczyna być kadra z Azji oraz innych państw Europy Wschodniej. Gremi Personal od dawna zatrudnia pracowników z wielu państw. Obok Ukrainy i Białorusi, należą do tej grupy jeszcze Kazachstan, Armenia, Gruzja i Mołdawia. To właśnie o kandydatów z tych ostatnich kierunków zaczynają coraz częściej pytać pracodawcy. Aktywizujemy obecnie rekrutację również z takich krajów jak Indie czy Filipiny.

Więcej w miesięczniku BIZNES.meble.pl, nr 5/2022