Branża

Dobrze wychodzimy na kryzysach

Marek Liberacki, Libro, Człowiek Dekady

Dobrze wychodzimy na kryzysach

Reklama
Meblarski-1000-banner-srodtekstowy-750x100-gif-miesiecznik-i-portal-informacyjny-branzy-meblarskiej-biznes-meble-pl

Przede wszystkim chciałbym pogratulować Ci zajęcia 2. miejsca w plebiscycie Człowiek Dekady „BIZNES.meble.pl”. Wiem, że nie jest łatwo oceniać samego siebie, ale czy traktujesz to wyróżnienie w kategoriach osobistych, czy też może jako nagrodę dla całej firmy?

Odpowiem skromnie, że jestem zaskoczony tak wysoką pozycją wśród tylu znamienitych przedstawicieli naszej meblarskiej rodziny. Nie spodziewałem się tego. Na pewno druga lokata jest dużym sukcesem. Zdecydowanie uważam, że moja popularność jest odzwierciedleniem sukcesów mebli Libro na rynku krajowym. Mam na myśli nie tylko rosnącą z roku na rok sprzedaż, ale również rozwój wizerunkowy naszych marek, Libro i Tabou, wystąpienia targowe, naszą obecność w mediach oraz wyróżniające się wzornictwo mebli, docenione wieloma nagrodami, w tym m.in. kilkoma „Diamentami Meblarstwa” przyznawanymi przez Waszą redakcję. Wspomnę też, że polskie salony meblowe w ciągu ostatnich kilku lat dwukrotnie wybrały nas na zwycięzcę Rankingu Producentów Mebli Tapicerowanych. I nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie cała nasza załoga. Mam to szczęście, że pracuję z wieloma bardzo zdolnymi i wyjątkowymi ludźmi i jest to nasze wspólne wyróżnienie.

Jaka była miniona dekada dla Ciebie osobiście i dla Libro? Przed trzema laty firma otworzyła kolejny zakład produkcyjny, w Nielbarku. Co jeszcze z minionych 10 lat jest godne przypomnienia?

Zakład w Nielbarku, zbudowany od zera na kupionej przeze mnie działce, to największa jednorazowa inwestycja w historii Libro. Mówiąc precyzyjnie, należy on do mojego syna Pawła. W ten sposób już drugie pokolenie Liberackich zajmuje się produkcją mebli tapicerowanych. Spoglądając na ostatnie 10 lat widzę kilka wydarzeń wartych wspomnienia. Była to trzecia dekada istnienia mojej firmy – jak wiesz, w ubiegłym roku obchodziliśmy jubileusz 30-lecia. Dekada wielce udana, w zasadzie nie zdarzył się rok bez inwestycji i rozwoju.

Rozpoczęło się w 2011 roku od wybudowania tapicerni oraz uruchomienia tartaku w naszym drugim zakładzie produkcyjnym, w Rodzonem. Wówczas mieliśmy dwie lokalizacje – główny zakład w Lubawie, a także należący i zarządzany przez moja żonę Danutę zakład w Rodzonem. Inwestycje w tym zakładzie zmieniły całkowicie jego wygląd i znacząco zwiększyły nasze moce produkcyjne. W 2015 roku rozbudowaliśmy nasz showroom przy zakładzie w Lubawie. W tej chwili to 1.600 m2 powierzchni wystawowej o wysokim standardzie, na której mamy stale wyeksponowaną większość modeli aktualnie przez nas produkowanych. Na co dzień funkcjonuje tam sklep meblowy z największym wyborem mebli tapicerowanych w regionie. Salonem, czyli sprzedażą detaliczną, zajmuje się od niedawna moje młodsze dziecko – córka Izabela. Jak widzisz cała nasza czwórka, ja z małżonką oraz córka i syn, działamy w tej chwili aktywnie pod wspólnym szyldem Libro. I to dla mnie osobiście jest największą zmianą, jaką przyniosła miniona dekada.

Następnie w roku 2017 uruchomiliśmy tartak w Stawigudzie koło Olsztyna, który de facto stał się czwartym zakładem produkcyjnym w grupie Libro. Przez wszystkie te lata w dużym stopniu wymieniliśmy i unowocześniliśmy we wszystkich zakładach nasz park maszynowy. Z roku na rok rozwijamy naszą flotę transportową. Do tego stopnia, że nie jestem w stanie, bez sprawdzenia, odpowiedzieć Ci na pytanie, ile ciężarówek jeździ aktualnie z logo Libro.

Jeszcze kilkanaście lat temu prawie cała produkcja Libro trafiała na eksport. Dzisiaj udział rynku polskiego stanowi znaczącą pozycję w sprzedaży firmy. Na ile i dlaczego krajowy rynek jest dla Libro ważny?

Rynek krajowy stanowi ok. 45% naszej produkcji. Jest to zgodne z naszą wieloletnią strategią. Tak duży udział rynku krajowego w globalnej sprzedaży firmy przynosi nam wiele korzyści. Chociażby dywersyfikuje nam w pewnym stopniu ryzyko kursowe. Ale przede wszystkim wydłuża nam wysoki sezon sprzedaży mebli. Bo jest tak, że na każdym rynku meble sprzedają się sezonowo. Przez sześć miesięcy meble sprzedają się dobrze, przez kolejnych sześć zdecydowanie słabiej. Z tym, że sezony w Niemczech i w Polsce – a to dwa nasze podstawowe rynki sprzedaży – są względem siebie przesunięte. W Polsce meble sprzedają się najlepiej od lipca do końca roku, a w Niemczech od września do marca. To nam realnie skraca do 3 miesięcy okres w roku z niewielką liczbą zamówień. Rynek krajowy to też większe możliwości budowania marek własnych i kreowania własnego asortymentu. A mocno stawiamy na innowacyjne wzornictwo i funkcjonalność naszych wyrobów. Corocznie zastrzegamy minimum kilka naszych modeli mebli tapicerowanych jako wzory przemysłowe.

Dekadę 2011-2020 spinają dwa kryzysy: finansowy z lat 2007-2009, a którego skutki odczuwane były także w kolejnych latach oraz trwający jeszcze i związany z pandemią koronawirusa. Na ile ten drugi kryzys dotknął Libro?

No cóż, ogólnie mówiąc dobrze wychodzimy na kryzysach… Twierdzę, że zarówno podczas kryzysu finansowego z lat 2007-2009, jak i tego, wciąż trwającego pandemicznego, pozycja Libro na rynku umocniła się. Kryzysy są czasem próby dla firm i dla całych branż. To tak jak na wojnie: większość traci, ale duża grupa też zyskuje. Nasza branża w ubiegłym roku, po krótkim okresie zatrzymania i niepewności, odrobiła straty i wyszła na plus. Meble wszędzie sprzedawały się bardzo dobrze, a firmom produkcyjnym brakowało mocy oraz materiałów do produkcji. Chyba wszyscy byliśmy zaskoczeni takim obrotem sprawy. W przeciwieństwie zatem do kryzysu z lat 2007-2009 meblarze nie tylko nie ucierpieli, ale generalnie rok 2020 mogą zaliczyć do udanych.

Uważam, że trudniejszy czas mamy przed sobą. Już mocno dają się we znaki seryjne podwyżki cen w zasadzie wszystkich materiałów i komponentów do produkcji oraz ograniczona ich dostępność. Z taką sytuacją jeszcze nie mieliśmy do czynienia. A rynek zaopatrzenia wciąż daleki jest od stabilizacji i ceny ciągle rosną. Myślę, że negatywne skutki kryzysu pandemicznego dla naszej branży są jeszcze przed nami. Sprzedaż nie będzie rosła w nieskończoność i wcześniej lub później nastąpi, myślę, że gwałtowna korekta sprzedaży detalicznej i wtedy dopiero doświadczymy skutków kryzysu pandemicznego. Należy dobrze się do tego przygotować. Liczę, że wówczas zaprocentuje nasza właściwa długofalowa strategia i dobra organizacja, a także elastyczność i możliwości szybkiego przystosowywania się do nowych okoliczności. Po raz kolejny stawiam na naszą doświadczoną i mającą duże możliwości załogę.

ZOBACZ TAKŻE: Człowiek Dekady – podsumowanie plebiscytu

Wiosenny lockdown i spadki produkcji nawet o 50%, potem dwucyfrowe wzrosty rok do roku latem i wreszcie rekordowa jesień – tak w branży meblarskiej wyglądał rok ubiegły. Czy tak samo wyglądał w Libro?

Dużo nie odstawaliśmy od reszty producentów mebli. Mieliśmy bardzo dobry pierwszy kwartał 2020 roku, po czym w kwietniu nastąpił lockdown i większość tego miesiąca spędziliśmy w domach. Kwiecień był więc wynikowo fatalny. Ale od maja pracowaliśmy już pełną parą i tak jest do tej pory. Od pierwszych dni maja do teraz wykorzystujemy pełnię naszych mocy produkcyjnych, które oczywiście po lockdownie uległy ograniczeniu, choćby z powodu wyjazdu pracowników zagranicznych. A i tak, niestety, biliśmy wszelkie rekordy w wydłużaniu terminu realizacji zleceń. Na szczęście wszyscy tak mieli, więc nasi odbiorcy w większości wykazywali się dużym zrozumieniem. Do tej pory zresztą nie wróciliśmy jeszcze do standardowych bądź umownych terminów i ciągle borykamy się z problemem wydłużonego czasu realizacji zleceń.

Jesienią ubiegłego roku wiele polskich firm meblarskich sygnalizowało, że mają zamówienia do lutego-marca 2021 r. Okres hossy dobiega zatem końca. Czy to oznacza, w świetle trwających nadal obostrzeń w krajach m.in. zachodniej Europy, dotykających także handlu meblami, że przed branżą bessa?

Mamy okres dużej niepewności. My obłożenie produkcji, to realne, które mimo obostrzeń możemy realizować, mamy do połowy maja. To, uważam, jest bardzo dużo. Mamy też dużą pulę zamówień wstrzymanych z powodu lockdownu w Niemczech i one po odmrożeniu handlu u naszych zachodnich sąsiadów trafią do planów produkcji. Nie martwię się więc najbliższą przyszłością. Co będzie potem, nie wiem. Nałoży się na siebie kilka czynników. Na pewno po otwarciu sklepów w Niemczech handel odbije. Tak było też w ubiegłym roku. Z drugiej strony wiemy, że magazyny naszych klientów w Niemczech są pełne po dach. Kiedy i w jakim tempie będą zwalniane – nie wiadomo. Po trzecie, otwarcie sklepów nastąpi już po tradycyjnym sezonie sprzedaży mebli. W miesiącach, które co roku były w handlu najsłabsze. I po czwarte, jakie będą nastroje i plany konsumentów, czy pandemia odpuści, w jakim tempie będą przebiegały szczepienia, czy otworzą się turystyka i gastronomia? Dużo jest tych czynników i tak naprawdę nie wiadomo co będzie. Mogę zaryzykować stwierdzenie, że meble gwałtownie przestaną się sprzedawać w momencie, gdy masowo ruszy turystyka. I wtedy długotrwała bessa dla naszej branży jest bardzo prawdopodobna. Ale kiedy to będzie…?

Oby stało się to jak najpóźniej. Dziękuję za rozmowę.

ROZMAWIAŁ: Marek Hryniewicki

Wywiad został opublikowany w kwietniowym wydaniu miesięcznika „BIZNES.meble.pl”.

Chcesz otrzymywać każde wydanie? KUP PRENUMERATĘ