Branża

Bez dotacji nie ma innowacji?

Zdzisław Sobierajski.

Bez dotacji nie ma innowacji?

Nowe produkty powstają w zespołach. Współczesne procesy projektowe są wielowymiarowe. Im bardziej złożony jest produkt, tym zespół projektowo-wdrożeniowy większy.

Reklama
visby.pl banner z promocją na łóżko

Ta praca wymaga współpracy specjalistów z różnych branż. Czasem kłóci się to z ego dizajnera, który pragnie się podpisać pod produktem jako jedyny pomysłodawca i twórca. W branży filmowej obowiązuje zasada, że w napisach końcowych zawsze wymieniamy wszystkich twórców dzieła. Nawet ktoś, kto robił kanapki dla ekipy, odnajdzie tam swoje nazwisko. Przecież bez niego, głodna ekipa nie stworzyłaby tego filmu. W polskim designie produktowym reguł jeszcze nie wypracowaliśmy, dlatego bardzo rzadko dowiadujemy się, kto produkt dla nas opracował i wdrożył. Wyjątkiem bywają autorskie dzieła designerów, tworzone na potrzeby promocji ich marki. Nierzadko postrzegamy te obiekty jako „bibeloty”, ale często czytamy o nich w branżowej prasie i oglądamy na wystawach polskiego designu. Jest o czym czytać i co podziwiać, ale czy to jest design, na którym da się zarobić? Nie wiem.

Gdy nie ma jasnych reguł, pojawiają się układy. Naszą specyfiką jest praktykowany od wielu lat design ambiwalentny. Ponieważ inwestowanie w design produktowy wymaga pieniędzy, to ugruntowała się pragmatyczna zasada, że bez unijnych dotacji nie robimy polskich innowacji. Dzisiaj trudno jest znaleźć na rynku produkt, który został sfinansowany wyłącznie z prywatnych środków inwestora. Ale „dotacja na innowacje”, to jest przecież oksymoron. Po co dotować coś, na czym zdaniem promotorów, zarabia się lepiej niż na giełdzie? 

W cyklicznym programie opisywanym jako wsparcie dla przedsiębiorców ściany wschodniej, na dofinansowania przeznaczono w aktualnym rozdaniu 100 milionów złotych. Jedynie 100 milionów dla całej „ściany wschodniej”. Termin składania wniosków minie  pod koniec sierpnia. Pieniędzy wystarczy dla około 33 firm. Po 3 miliony na projekt. Zaprojektowano to tak, że gdy któraś pieniądze dostanie, to większość z  dotacji może przeznaczyć na zakup środków trwałych. Zaprojektowanie nowych produktów i usług jest jedynie pretekstem dla uzyskania dotacji na zakup maszyn, oprogramowania itd., itp. Czy w ten sposób dokonuje się zbrodnia na polskiej innowacyjności? Stanowczo nie. To tylko polski sektor kreatywny skarlał do postaci beneficjenta dotacji na swój rozwój.

Zaprojektowaliśmy bardzo prostą metodę

Zamiast finansować wdrożenia z pieniędzy zarobionych na wdrożeniach poprzednich produktów,  możemy składać wnioski o „dofinansowanie unijne”, by czekać potem miesiącami na informację, czy szacowni eksperci oceniający, zechcą ją przyznać lub nie.  Miesiące mijają, a nasze nowatorskie pomysły, okazują się już wdrożone przez konkurencję. Jednak to nie przeszkadza, by zarobiły firmy doradcze, audytorzy i designerzy. Powstał cały rynek firm obsługujących system dotacyjny. Jest też korzyść dla przyszłych beneficjentów. Pożytkiem nie są nowe produkty, które przez wiele lat zarabiają na rozwój firmy, ale środki trwałe zakupione w ramach przyznanej dotacji, które za kilka lat będą już przestarzałe.

W tak zaprojektowanym programie dotowania polskich innowatorów, na uwagę zasługuje fakt, że płatnik, nawet nie oczekuje wprowadzenia opisanego we wniosku „innowacyjnego produktu” na rynek. Wystarczy, że powstanie prototyp czegokolwiek, co było wcześniej opisane. Nasza, wrodzona „kreatywność i innowacyjność” zaowocowała zaprojektowaniem swoistego „rynku w rynku”. Podążając za tym trendem, pewnie już pojawiły się firmy „skrojone” pod pozyskiwanie kolejnych dotacji. Bo po co mamy projektować nowe produkty, skoro mamy stare dotacje? Czy ktoś powie, że Polacy nie są kreatywni?

TEKST: Zdzisław Sobierajski

Felieton został opublikowany w miesięczniku BIZNES.meble.pl, nr 8/2023