Branża

Zawsze mam wiarę w to, co robię

Katarzyna Ptak, szefowa targów „Warsaw Home”.

Zawsze mam wiarę w to, co robię

W wystawienniczy biznes wciągnął ją ojciec. To on zaraził ją siłą do działania na co dzień i nauczył pozytywnego myślenia. By pracować z nim zrezygnowała ze studiów w londyńskiej Regent`s College. Kasia Ptak, szefowa targów „Warsaw Home”, których druga edycja odbędzie się w październiku br.

Od 19. roku życia, czyli od 5 lat, pracuję z tatą. Już gdy zaczynaliśmy wspólną pracę tata bardzo dużo mówił o wystawiennictwie, że tego w Polsce brakuje. Pierwsze kroki zrobiliśmy u nas, pod Łodzią, w Centrum Handlowym w Rzgowie, gdzie znajduje się dostosowany do potrzeb wystawiennictwa obiekt. Zorganizowaliśmy tam targi mody, przy których ja również pracowałam – wspomina początki zawodowej kariery.

Samo Centrum Handlowe Ptak to obiekt wystawienniczy, z tym że jest to stałe wystawiennictwo – 2,5 tys. sklepów i 250 tys. m2 pod dachem. Mamy tam firmy produkujące odzież i przez cały czas sprowadzaliśmy im klientów kontraktacyjnych, czyli takich, którzy kupują w dużych ilościach. Dzięki temu stworzyliśmy w Rzgowie miejsce zbytu polskiej odzieży. Przyjeżdżają tam klienci z całego świata – przede wszystkim z Europy Wschodniej, ale także z Zachodniej pojawia się coraz więcej odbiorców. Polska odzież jest znana na całym świecie, jest bardzo dobrej jakości – mówi Kasia Ptak.

Wczoraj było tu ściernisko

Kilka lat temu Antoni Ptak zainwestował w Nadarzynie. Przed 2 laty zakończono tam budowę Międzynarodowego Centrum Targowo-Kongresowego Ptak Warsaw Expo. Na 50 ha wzniesiono 6 nowoczesnych hal, oferujących ponad 143 tys. m2 powierzchni wystawienniczej.

Kasia Ptak pracuje w podwarszawskim Nadarzynie od powstania obiektu w 2015 r. Jeszcze 2 lata temu tutaj nic nie było, dzisiaj organizujemy ponad 30 imprez rocznie, tempo rozwoju jest błyskawiczne. Angażuję się w niektóre z nich osobiście, ale przede wszystkim jest to „Warsaw Home”. To moje dziecko i chciałabym, aby te targi były imprezą na skalę europejską, by były wymieniane jednym tchem obok Kolonii, Mediolanu i Paryża. To jest mój cel – wyjaśnia.

Myślę, że po tegorocznej edycji „Warsaw Home” spore grono osób z branży będzie o naszych targach wiedziało lub słyszało. Oczywiście, my ich informujemy, że takie targi się odbywają, bo to są dla nas najważniejsze osoby i chcemy, by do nas przyjechali, zobaczyli i za rok zdecydowali się u nas wystawić. Jeżeli po jednej edycji mamy 3 hale, to za rok może być ich 6. To jest realne i jeżeli nam się to uda, stworzymy olbrzymie targi o skali, której w Polsce jeszcze nie było. To będą targi pod względem wielkości porównywalne do największych branżowych targów zagranicznych. Tak wielka impreza, z tak dużą liczbą firm sama się wypromuje w branży. Chociaż my podejmujemy działania marketingowe, także zagranicą – od Europy po Azję Dalekowschodnią. Budujemy ogromne bazy danych, mamy call center – 60 osób, które codziennie wykonują mnóstwo telefonów i uzupełniają bazy danych – opowiada.

Dla kogo jest „Warsaw Home”?

„Warsaw Home” to impreza dedykowana trzem kategoriom klientów. Po pierwsze – dystrybutorom mebli lub dodatków. Po drugie – firmom zamawiającym hurtowo meble, np. do hotelu lub do biura oraz architekci, odpowiedzialnym za projekty biur czy hoteli. I wreszcie po trzecie – klientom docelowym na miejscu. Dwie pierwsze kategorie to dla nas najważniejsi klienci. Jeżeli będziemy w stanie zapewnić wystawcom takich klientów, to oni się wystawią za rok – podkreśla Kasia Ptak.

Czy model, który tak dobrze się sprawdził w przypadku odzieży da się przełożyć jeden do jednego na meble? Jeden do jednego – na pewno nie, choćby pod względem liczby klientów, bo odzież i meble to jednak inne zamówienia. Ale są takie centra handlowe na świecie, choćby w Chinach, gdzie są bardzo wysokiej jakości meble, kontraktowane w centrach stałych. Jeżeli skupilibyśmy u nas znaczących polskich producentów mebli i to miejsce byłoby rozpoznawalne, to myślę, że byłaby to ciekawa propozycja dla rynku – odpowiada.

Kasia Ptak: tata ma zawsze rację

W biznes wciągnął ją ojciec, Antoni Ptak, jeden z największych i najbardziej znanych polskich przedsiębiorców. Tata pracował zawsze bardzo dużo. Często wychodził z domu o 5 rano, a nawet wcześniej, żeby dopatrzyć wszystkiego w halach. Nawet w domu cały czas żył pracą i mówił prawie wyłącznie o niej. Dla mnie było to trudne dzieciństwo. Bardzo rzadko widywałam się z tatą, ale później, gdy już się wszystko poukładało, tata była starszy, a ja miałam 16-17 lat, to trochę więcej go było w domu, był bardziej obecny i poświęcał mi więcej czasu. Ja też byłam już starsza i on chciał mnie uczyć – wspomina.

Pracoholizm? Tak, myślę, że to jest choroba, którą mój tata ma. Wydaje mi się, że tą chorobą zaraził również i mnie. Może nie jadę o 5 rano do pracy, ale na pewno zaraził mnie siłą do działania na co dzień, którą on ma w sobie od zawsze. Nieważne, co się dzieje, trzeba wracać do pracy i pozytywnie myśleć. To tata zawsze tak miał i zawsze chciałam brać z niego przykład, bo wiedziałam, że pozytywne podejście świetnie się sprawdza w życiu – dodaje.

Często jest tak, że jak tata coś mówi, to wszyscy zastanawiamy się: „co ty tata wygadujesz, co to za pomysły?”. Ale zawsze okazywało się, że miał rację. To było niesamowite, że wszystkie te jego pomysły, które nam się wydawały wręcz absurdalne, były strzałem w dziesiątkę. To mi zostało w głowie, że tata ma zawsze rację – mówi Kasia Ptak.

Wziąć sprawy w swoje ręce

Już od czasów gimnazjalnych mieszkała zagranicą – najpierw we Francji, a później w Anglii. 5 lat temu, po roku spędzonym w londyńskiej Regent`s College, na kierunku media i komunikacja, zrezygnowała ze studiów, żeby pracować z ojcem, bo jak dziś mówi stwierdziłam, że ja się przy nim więcej nauczę i nie mogę nie skorzystać z tego, że mam przy sobie takiego mądrego człowieka, który tyle osiągnął.

ZOBACZ TAKŻE: Nasze doświadczenie przekonuje wystawców

Nie czułam się w szkole wyższej za dobrze, bo chciałam robić coś więcej, chciałam wziąć rzeczy w swoje ręce i iść do pracy, nie czułam się spełniona, to było dla mnie za mało. Chciałam się uczyć przy ludziach, którzy mają zawodowe doświadczenie i to doświadczenie łapać – dodaje.

Na pytanie, czego nauczyła się od ojca odpowiada bez chwili zastanowienia: Mój tata nauczył mnie przede wszystkim ciężkiej pracy, ale także wiary w to, co się robi, by zawsze mieć wiarę w to, co chce się zrobić i nie brać zbyt wiele do siebie negatywnych opinii z zewnątrz. Oczywiście słuchać ludzi, bo to jest bardzo ważne i brać z tego, co najlepsze. I uczyć się od ludzi, nie być nigdy zamkniętym na ludzi, ale tymi negatywnymi rzeczami się nie przejmować, a wręcz próbować zmieniać te negatywne opinie.

Kasi Ptak i pierwsze koty za płoty

Uważam, że jak na pierwszą edycję targi „Warsaw Home” były sukcesem, zresztą osobiście nie spodziewałam się takiego odzewu. Wiadomo, że nie były to jeszcze targi kontraktacyjne, na których składano ogromne zamówienia, ale zamówienia – z tego co wiem – były, a miarą oceny targów przez uczestników może być choćby fakt, że 90% ubiegłorocznych wystawców wystawia się także i w tym roku. Na pewno miarą sukcesu jest też to, że w tym roku nie będzie to jedna hala, ale 3 hale. Potroiliśmy zatem powierzchnię wystawienniczą – wyniesie 65 tys. m2 i tak naprawdę potroiliśmy też liczbę wystawców. Poszliśmy o poziom wyżej jeśli chodzi o wystawców, bo współpracujemy z firmami, które jeszcze się w Polsce na żadnych targach nie pokazywały. Mamy też firmy z zagranicy, które się wystawią – z Niemiec, Skandynawii, Francji. To już jest duży krok do przodu – krótko podsumowuje pierwszą edycję „Warsaw Home”.

Kasia Ptak nie ukrywa jednak, że jej głównym celem jest sprowadzenie polskich firm i – jak podkreśla – z wieloma polskim firmami już współpracuje albo zaczyna współpracę. W tym roku w Nadarzynie wystawią się m.in. takie firmy, jak Vox Meble, Meble Wójcik, Klose, Swarzędz Home, Noti, Balma, Profim, Meble Wajnert czy Paged.

Oczywiście chcemy pokazać jak najszerszą ofertę polskich producentów mebli i w tym kierunki zmierzamy, ale nie ukrywam, że jest to trudne. W Polsce istnieje już konkurencja jeżeli chodzi o polskie meble. Polscy meblarze mają gdzie się pokazać i chyba jeszcze nam do końca nie ufają, boją się, może nie do końca wiedzą, co chcemy zrobić, jaki jest mój cel. Ale krok po kroku idziemy do przodu i jeżeli w tym roku takie firmy nam zaufały, to myślę, że pojawi się ich dużo więcej i w październiku, podczas tegorocznej, drugiej edycji „Warsaw Home” będzie cała hala polskich mebli – mówi.

Nie tylko polscy wystawcy

Na liście wystawców jest sporo firm zagranicznych. Ich obecność to z pewnością gratka dla warszawskiego rynku architektoniczno-wnętrzarskiego, ale przede wszystkim – dla klientów ze Wschodu, których liczne grono ma się pojawić w październiku w Nadarzynie. Oczywiście chciałabym zrobić w Polsce imprezę, która będzie międzynarodowa, ale polskie firmy zawsze będą miały u mnie lepsze warunki i lepsze lokalizacje, bo to ich będziemy przede wszystkim promować. Oferta polskich producentów to już bardzo wysoki poziom. Współpracują ze znanymi projektantami, tworzą bardzo wysokiej jakości meble, które sprzedają się na całym świecie. To trzeba pokazać – i pokazać nie tylko wśród polskich mebli, ale wśród najlepszych światowych producentów – podkreśla Kasia Ptak.

Stały zespół „Warsaw Home” to niespełna 10 osób. Nie liczę pozostałych pracowników firmy, którzy angażują się przed samymi targami. No i przede wszystkim Zarządu, który za nami stoi, wspiera nas, czuwa nad nami, bo ja jestem jeszcze młoda. Ale oni mówią, że „Kasia to musi robić sama, ona najlepiej wie, jak to robić, nie możemy jej już podpowiadać” – śmieje się. Nie chcę być w Zarządzie firmy, mogłabym być, ale mam swój projekt. Żyję nim, to jest moje dziecko, chcę go rozwijać. Mam plan, aby odłączyć „Warsaw Home” z firmy, by była to moja osobna firma, bym ją rozwijała. To jest moje życia – dodaje.

Kasia Ptak nawet na wakacjach myśli o pracy

Potrafię odpocząć, nie jestem taka jak tata, który nie potrafi na wakacjach za bardzo odpoczywać. Ale nawet na wakacjach myślę o pracy, bo nie można przestać o niej myśleć. Ona mi towarzyszy nawet w trakcie robienia czegoś, co lubię. Nawet jak zachodzę do sklepu, to myślę: „O, ta firma może by się wystawiła na targach.” To jest ta pasja i to jest to moje hobby – mówi.

Kocha muzykę, sama trochę śpiewa, a że narzeczony gra na gitarze, czasami urządzają sobie wieczorne koncerty. Lubi podróżować, inspiruje ją Azja, przede wszystkim Daleki Wschód: Chiny, Japonia, także we wnętrzach. W lipcu poleciała do Japonii na – jak podkreśla – wyjątkowy wypoczynek: zwiedzanie tego kraju z plecakiem.

TEKST: Marek Hryniewicki

Artykuł opublikowany został w miesięczniku BIZNES.meble.pl, nr 8/2017