Branża

O jeden krok za daleko

Anna Gąsiorowska, właścicielka firmy Negocjator.

O jeden krok za daleko

Podobno nie ma nic silniejszego od miłości. Niestety, niejednokrotnie spotykałam się z sytuacjami, gdzie od miłości (tak, nawet tej prawdziwej), silniejsze okazywały się pieniądze, a dokładniej – ich brak.

Nie zdajemy sobie sprawy, ile tak na prawdę znaczą dla nas pieniądze. Gdyby przeprowadzić badanie opinii publicznej i spytać przypadkowych ludzi, co jest dla nich najważniejsze, większość odpowiedziałaby, że rodzina, zdrowie, szczęście itp. Pieniądze znalazłyby się na dalszych miejscach. Jednak tak naprawdę, pieniądze powinny znajdować się na drugim-trzecim miejscu. Dlaczego tak uważam? Nie, nie dlatego, że jak każdy przedsiębiorca dążę do maksymalizacji zysków i minimalizacji strat albo choćby dlatego, że jestem windykatorem (dla wielu to równoznaczne ze wszystkim, co najgorsze), ale dlatego, że wiem, że rodzina potrzebuje pieniędzy, by przeżyć, by móc za co kupić jedzenie, leki, opłacić czynsz czy media. Rodzina potrzebuje również pieniędzy po to, by ich brak nie zniszczył miłości.

Pieniądze zmieniają ludzi…

Już widzę te pełne oburzenia i pogardy spojrzenia – jak to, prawdziwej miłości nic nie zniszczy, miłość jest silniejsza od pieniędzy, itp. Jednak każdy przyzna mi rację, że tak samo, jak wielkie pieniądze zmieniają ludzi, tak samo robi ich brak. Doświadczam tego bardzo często. Kryzysy w związku, gdzie pojawił się brak pieniędzy, rozwody z tego powodu (te „prawdziwe”, a nie te „na papierze”, by ukryć majątek, choć i to się zdarza). Jedną taką historię warto poznać, by nie zrobić tak jak jej bohater o jeden krok za daleko…

Pewien przedsiębiorca popadł w tarapaty finansowe. W jaki sposób – to w tej sprawie ma drugorzędne znaczenie. Początkowo problemy nie były duże, a przynajmniej nie na tyle, by o swoich problemach poinformować żonę. Ot, sprawy codzienne polskiego właściciela firmy. Gdy problemy zaczęły rosnąć, nadal nie chciał o tym z żoną rozmawiać. Nie chciał jej martwić, zresztą żona miała swoje zmartwienia, po co dodawać jej kolejne. Gdy finanse wymknęły mu się spod kontroli, gdy do drzwi firmy zaczęli pukać (na razie) windykatorzy, uznał, że jego kłopoty są już zbyt wielkie, by powiedzieć o nich żonie. Cały czas wierzył, że uda mu się wyjść na finansową prostą, a wiedział, jak żona wszystkim się przejmuje.

…ich brak – także

Na pozór starał się zachowywać tak, jak zwykle. Z czasem jednak coraz bardziej wycofywał się z życia rodzinnego i… zaczął unikać żony. Nie, nie dlatego, że już jej nie kochał. Wszystko to przez kobiecy instynkt. Kobieta wystarczy, że spojrzy na bliskiego jej mężczyznę i wie, że coś jest nie tak. W tym przypadku mogła się jedynie domyślać, co to może być. Niestety, problemy w pracy to nie było to, co brała pod uwagę. Bardziej skłaniała się do stwierdzenia, że mąż ją zdradza. Nie dość, że nie chciał z nią rozmawiać, był jakiś „inny”, to na dodatek coraz więcej czasu spędzał w pracy.

Przedsiębiorca natomiast coraz bardziej denerwował się na podejrzliwość żony. On tu próbuje ją chronić przed zmartwieniami, a ona wymyśla nie wiadomo co. I tak krok po kroku oddalali się od siebie. Bez wielkich awantur, raczej w milczeniu, każdy ze swoimi myślami, chociaż z gęstniejącą atmosferą.

Gdy gdzieś, nawet podświadomie, panuje duże napięcie, wcześniej czy później musi dojść do wybuchu. W tym przypadku wybuchem było pismo od komornika, które przypadkiem znalazła żona. Podczas rozmowy na ten temat, nie było już słów, że jakoś sobie poradzimy, damy radę itp. Były wzajemne oskarżenia – żony – że mąż jej nie ufa, że ma przed nią tajemnice. A skoro zataił problemy finansowe, to może i kochankę też zataił. Mąż – że żona go nie rozumie, że on to wszystko dla jej dobra i spokoju. Że i tak by mu nie pomogła, bo przecież wie, że nie ma takich pieniędzy, jakich by potrzebowała jego firma.

Nie zawsze jest happy end

To małżeństwo o mały włos by się rozpadło. A wszystko dlatego, że mąż nie powiedział o swoich problemach żonie, gdy te jeszcze były małe. Im dłużej utrzymywał je w tajemnicy, tym trudniej było się do nich przyznać. W tym przypadku miłość okazała się mocniejsza od pieniędzy, ale nie zawsze można liczyć na happy end.

Co ciekawe – taka sytuacja zazwyczaj dotyczy mężczyzn. I nie chodzi tylko o męską dumę, że mówiąc o tym, że ma się problemy finansowe, to jak przyznanie się do porażki. Bardzo często jest to też element „ochrony” kobiety. Jak nie wie, to się nie będzie martwiła. Tylko że takie działanie prowadzi donikąd.

Zapewne wielu panów czytających ten felieton uzna, że przytoczony przykład jest odosobniony. Jeśli tak, to zapraszam do odpowiedzi na pytania: Czy kiedykolwiek nie powiedziałeś żonie, że jakiś kontrahent spóźnił się z płatnościami? Czy kiedykolwiek stwierdziłeś, że „jakoś to będzie” i żona/partnerka nie musi na razie o niczym wiedzieć? Czy uważasz, że sprawy firmowe zostają w firmie, a sprawy rodzinne, w domu? Jeśli tak, to jesteście Panowie jak ten przedsiębiorca. Jedynie mieliście trochę więcej szczęścia i wasze problemy nie posunęły się o krok dalej… O krok, który byłby krokiem za daleko…

TEKST: Anna Gąsiorowska