Branża

Jesteśmy obserwatorami

Michał Piernikowski, dyrektor Łódź Design Festival.

Jesteśmy obserwatorami

Michał Piernikowski, dyrektor Łódź Design Festival, o historii festiwalu i tworzeniu wokół niego społeczności oraz o współpracy z mecenasami.

Skąd pomysł, żeby w 2007 roku po raz pierwszy dać głos designowi, nie tylko w Łodzi, ale i w Polsce?

W ostatnich dniach bardzo często opowiadam tę historię. Zespół który pracuję obecnie przy Łódź Design Festival, już od 15 lat organizuje w Łodzi różne wydarzenia z pogranicza sztuki, biznesu i działań miejskich. Dzięki otwartości władz Łodzi otrzymaliśmy wiele lat temu możliwość realizacji naszych działań w fabrykach, w których obecnie odbywa się ŁDF. Obiekty były jeszcze przed remontem: surowe mury, brak ogrzewania, przeciekające dachy. Przez kilka lat organizowaliśmy w nich m.in.: festiwal fotografii, wystawy sztuki niezależnej i street-artu. Fotofestiwal odbywał się zwykle na przełomie maja i czerwca.

Po kilku edycjach, kiedy upewniliśmy się już że można z sukcesem cyklicznie organizować takie wydarzenia (o ile tylko podchodzi się do tego z pasją i zaangażowaniem) zaczęliśmy myśleć o kolejnych projektach – wynikało to przede wszystkim z potrzeby zagospodarowania przestrzeni w drugiej połowie roku. Rozważaliśmy wiele pomysłów, ale to temat wzornictwa wyzwolił entuzjazm nas wszystkich. Okazało się, że cały zespół zaangażował się w przygotowanie tego projektu, każdy znalazł coś dla siebie – projektowanie przedmiotów i zmian społecznych, design który rozwiązuje realne problemy i design krytyczny, rzemiosło, rzeczy luksusowe, proces produkcji – ta wielość możliwych tematów zafascynowała nas wszystkich.

To był dobry czas na rozpoczęcia takich działań – kiedy my przygotowywaliśmy nasze wydarzenie tak rozumianą tematyką designu zajmowało się w Polsce jedynie kilka instytucji, najważniejszą z nich był dla nas Zamek Cieszyn. Pamiętam jak byliśmy na spotkaniu w Cieszynie i wspólnie zastanawialiśmy się, jak przygotować pierwszy festiwal. Już po pierwszej edycji stało się jasne że nasze wydarzenie bardzo dobrze wpisało się w atmosferę miasta. Łódź jest miastem przemysłowym, a ze względu na tradycje włókiennicze projektowanie zawsze było tutaj obecne. Jednocześnie, jest to miasto awangardy artystycznej i społecznej, miasto buntu i oddolnej inicjatywy. Łódź Design Festival doskonale wkomponował się w łódzki genius loci.

Czy w pierwszym składzie zespołu były osoby związane z projektowaniem?

Uważam, że siłą tego wydarzenia jest to, że przygotowywane jest przez osoby nie związane z projektowaniem. Jesteśmy bardziej obserwatorami, promotorami i animatorami. Taki skład zespołu spowodował że od samego początku musieliśmy współpracować z ekspertami – kuratorami, projektantami, architektami. Dzięki temu udało się nam stworzyć całą sieć osób związanych z festiwalem w Polsce, ale też na całym świecie.

Jak w ciągu dziesięciu edycji festiwalu zmieniała się definicja i odbiór designu?

Kiedy zaczynaliśmy, to poza gronem specjalistów i projektantów, nie było szerszej społecznej świadomości czym jest design.  To słowo kojarzyło się albo z czymś gadżeciarskim i przekombinowanym, lub ewentualnie z rzeczami drogimi, luksusowymi. W mojej ocenie miało w Polsce raczej pejoratywny odbiór, jako coś przesadnie drogiego czy niepraktycznego. Ta sytuacja zmieniała się bardzo szybko. Wydaje mi się, że obecnie w obiegu społecznym funkcjonuje przynajmniej kilka sposobów postrzegania tego, czym jest design. Ja osobiście najbardziej cieszę się ze zmian jakie zaszły w środowisku producentów, którzy doskonale zdają sobie sprawę z jego znaczenia.

A jak Państwo rozumieją to pojęcie?

Lubię słowo design, bo zawiera ono wszystko, o czym chcemy mówić. Wzornictwo przemysłowe, czy sztuka użytkowa są dla mnie zawężeniem tematu. To podejście mieliśmy szczęście wykształcić już podczas pierwszych edycji festiwalu, na których oprócz dobrze zaprojektowanych przedmiotów produkowanych przez polskie marki prezentowaliśmy również sztukę plakatu, projekty architektoniczne i eksperymenty z pogranicza sztuki i designu krytycznego. Od początku staraliśmy się prezentować również projektowanie odpowiedzialne społecznie.

Dla mnie osobiście ważne jest to że dziś, mówiąc nawet o projektowaniu przemysłowym nadal prezentujemy nie tylko to co jest po prostu ładne, ale przede wszystkim funkcjonalne, zaprojektowane rozsądnie, z poszanowaniem tradycji i używanych materiałów.

Łódź Design Festival postrzegany jest nie tylko w kontekście treści, ale także jako wydarzenie o charakterze towarzyskim. Jak odbywało się tworzenie społeczności wokół festiwalu?

Kiedy zaczynaliśmy, środowisko było nieliczne. Wszyscy się znali i bardzo szybko złapaliśmy kontakt z takimi osobami, jak Agnieszka Jacobson-Cielecka czy Tomek Rygalik. To się wydarzyło naturalnie, nie było konkurencji między imprezami wzorniczymi w Polsce, a firmy które chciały inwestować w design można było policzyć na palcach jednej ręki. Wszystkim nam bardzo zależało, żeby powstała impreza dedykowana projektowaniu. Można powiedzieć, że pojawiliśmy się w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie odpowiedzieliśmy na istniejącą potrzebę. Staraliśmy się być otwarci na wszystkie pomysły które napływały od wielu osób i jednocześnie wychodzić z inicjatywą nowych działań. Wydaje mi się że dzięki tej otwartości i temu, że nasze działania postrzegamy jednak jako misję, udało się nam zbudować społeczność, która chętnie angażuje się w nasze wydarzenie i postrzega je trochę jako własny projekt.

Jak wyglądała współpraca z mecenasami?

Nie organizowaliśmy targów wnętrzarskich, tylko festiwal designu, a ta formuła nie była wówczas znana. Nic więc dziwnego, że początki nie były łatwe. Niewiele firm było zainteresowanych rozmowami z nami, a zdarzało się, że nawet jeśli było zainteresowanie, to nie było produktów, które można byłoby pokazać na festiwalu. Początkowo dużo rozmawialiśmy aż zaczęli się pojawiać tak otwarci partnerzy, jak Ceramika Paradyż, IKEA, Interprint. Potem pojawiały się kolejne marki: Porta, Ton, Terma czy Barlinek, żeby tylko wymienić kilku. Od początku staraliśmy się służyliśmy jako pomost między projektantami a producentami i takie podejście okazało się słuszne – to dzięki niemu pozyskiwaliśmy kolejnych partnerów.

W jaki sposób zmieniała się Pana zdaniem komunikacja między projektantami a przemysłem?

Myślę, że to się bardzo pozytywnie zmienia. Kiedy zaczynaliśmy poziom komunikacji był zerowy. Zmiany zaczęły się od powrotu z zagranicy takich projektantów, jak Janusz Kaniewski czy Tomek Rygalik. Oni dawali nam wszystkim dobre przykłady. Można było zobaczyć, jak nazwisko projektanta przyciąga uwagę do produktu. Był też ogromny problem z młodymi projektantami, którzy opuszczając uczelnię, zwykle ASP, gdzie prowadzona jest edukacja projektowa, mieli głowy pełne marzeń, że będą realizować autorskie wizje i tworzyć własne marki. Przedsiębiorcy byli rozczarowani poziomem ich przygotowania, albo wydawało im się, że projektant utrudnia prace, chce dekorować a nie konstruować. Zmiany następowały i następują. Widzimy to na przykładzie konkursów towarzyszących Łódź Design Festival, czyli: „make me!” adresowany do młodych projektantów i „must have”, gdzie nagradzane są dobrze zaprojektowane produkty obecne już na rynku. Zmiany, o których rozmawiamy widać po transferze młodych projektantów do roli autorów produktów obecnych na „must have”.

Czy są zmiany wśród odwiedzających?

Łódź Design Festival zawsze był imprezą otwartą. Na początku ludzie przyjeżdżali zobaczyć nowości ze świata. Teraz dostęp do dobrych projektów jest dużo łatwiejszy. Wiele osób podróżuje, odwiedza np. Mediolan. Do Łodzi zawsze przyjeżdżali ludzie zainteresowani tematem wzornictwa, rozwiązaniami prospołecznymi, sztuką, od kilku lat przewagę stanowią jednak osoby które zainteresowane są przede wszystkim dobrze zaprojektowanymi przedmiotami. Dziś również zdarza się, że ktoś przyjeżdża zobaczyć jedną, konkretną wystawę, a festiwal odwiedza jak gdyby przy okazji. Staramy się, aby każdy znalazł tutaj coś ciekawego: żeby były atrakcyjne rzeczy dla wielbicieli nowinek, osób poszukujących projektów artystycznych, prospołecznych, konceptualnych, ale też dla projektantów i kupców.

Jakie docierają do Państwa opinie o festiwalu? Za co jest lubiany?

Zbieramy takie informacje. Mogę powiedzieć o tym, z jakimi spotykam się opiniami. Ludzie lubią Łódź Design Festival, bo można się czegoś na nim dowiedzieć i jest różnorodnie. Staramy się dobrze przygotować wydarzenie i wydaje mi się, że miasto jest również do tego dobrze przygotowane. Łódź jest specyficzna, z fabrykami w centrum, dużą ilością wydarzeń alternatywnych. Można pójść na Księży Młyn, albo przejść się Piotrkowską. Cieszymy się, że udało nam się zaktywizować środowisko do udziału w Nocy Otwartych Pracowni. Nie robimy wydarzenia dla jednej grupy. Staramy się być otwarci i wychodzić w przestrzeń publiczną.

Czy jest na świecie wydarzenie, które jest dla was inspirujące i którego poziom chcielibyście osiągnąć zachowując przy tym swój specyficzny charakter?

Inspirujemy się nie tylko tym, co się dzieje na świecie, ale też w Polsce. Wydaje mi się, że dzisiaj znaczącymi wydarzeniami jest zarówno nasza impreza, jak i festiwal w Gdyni. Cieszę się, że nie jesteśmy wydarzeniami kiermaszowymi, nie konkurujemy ze sobą, a jesteśmy komplementarni. Staramy się wypracowywać swoją specyfikę, zmieniać program, miejsca wydarzeń. Jeśli chodzi o świat, to są trzy inspirujące miejsca: Mediolan, Eindhoven i Saint Etienne. Chcielibyśmy być jak Mediolan, który żyje designem. Chcielibyśmy wypuszczać taką energię w projektantów, jak podczas Dutch Design Week w Eindhoven. Wreszcie chcielibyśmy stawiać tak mocne znaki zapytania, jak biennale designu w Saint Etienne. Czego nam potrzeba? Współpracy. Rozwijamy się cały czas. Chcielibyśmy jeszcze bardziej zaangażować instytucje nie tylko z Łodzi, ale też z całej Polski.

W tym roku ideą przewodnią festiwalu jest tożsamość. Które hasła festiwalowe najbardziej trafiły w swój czas?

Mam nadzieję, że wszystkie. Mieliśmy w tym roku świetną okazję do refleksji przy okazji tworzenia wystawy jubileuszowej. Poruszaliśmy w ubiegłych latach różne tematy: „Amazing Life”, „Konsekwencje”, „Brave New World”, „Zmiana”.  Staramy się obserwować to, co w danym roku jest istotne nie tylko w światku projektowania. Obserwujemy zmiany jakie zachodzą w gospodarce, nowych technologiach czy generalnie jak zmieniają się społeczeństwa. To wszystko staramy się zobrazować w hasła przewodnich festiwalu i prezentowanych wystawach.

Czy Łódź Design Festival jest miejscem, które przekazuje głos środowiska projektowego przemysłowi?

Na pewno próbujemy. Być może kiedyś taki wspólny środowiskowy głos był bardziej potrzebny. Teraz sytuacja i rynek się normalizują. Projektanci mają własne marki, albo projektują dla firm. Jest tak, jak być powinno.

Gratulujemy jubileuszowej 10. edycji festiwalu. A tak na marginesie, jest Pan wymagającym szefem, trzyma Pan zespół żelazną ręką?

Nie, (śmiech)… Nasz zespół to zderzenie różnych charakterów i jest to bardzo kreatywne. Zdarzają się tematy, które mi się osobiście nie podobają, ale ktoś inny uważa je za wartościowe, świeże. Dajemy im wtedy szansę. Festiwal powinien być otwarty, a sztywne ramy nie sprzyjają kreatywności. To wydarzenie, które ma być i mam nadzieję, że jest świętem designu.

Życzymy wszystkiego najlepszego. Dziękuję za rozmowę.

ROZMAWIAŁA: Diana Nachiło

Artykuł opublikowany został w miesięczniku BIZNES.meble.pl, nr 11/2016