Branża

Cesarzowi co cesarskie, Bogu co boskie…

Anna Gąsiorowska, właścicielka firmy Negocjator.

Cesarzowi co cesarskie, Bogu co boskie…

W swojej pracy bardzo często spotykam się argumentem, że ktoś nie zapłacił należności, bo dla niego dana kwota jest duża, a dla wierzyciela – to małe pieniądze i na pewno z powodu braku tej płatności „nie zubożeje” albo jest tak bogaty, że w swoim budżecie nawet tej kwoty nie zauważy.

Reklama
Banner All4Wood 2024 - 750x100

Pojęcie „duże i małe pieniądze” to rzecz umowna i jak to zwykle bywa, punkt widzenia zależy w tym przypadku od punktu posiadania. Jednak kwestia niespłacania zobowiązań, bo wierzyciel i tak ma dużo pieniędzy, jest co najmniej niemoralne. Bardzo często wielkie fortuny powstają dlatego, że ktoś umiejętnie zarządzał małymi kwotami i umiał je pomnożyć. Mało tego, wiele biznesów opiera się nie na zasadzie wielkich kontraktów, ale dużej liczbie sprzedaży za małą kwotę.

Małe pieniądze, czyli ile?

Zastanówmy się chwilę, co by się stało, gdyby w krótkim czasie bardzo dużo osób stwierdziło, że nie będzie płaciło, bo dla wierzyciela są to „małe pieniądze”? Nawet małe długi mogą zachwiać budżetem giganta, pod warunkiem, że będzie ich odpowiednia liczba. Czy darowalibyście Państwo komuś dług w wysokości 10 tys. zł? Zapewne nie. Jednak jeśli spytałabym, czy przebolelibyście stratę 100 zł? Większość z Państwa stwierdziłaby, że w pewnych okolicznościach byłoby to możliwe. A jeśli te same okoliczności pojawią się u 100 osób, które są Państwu winne 100 zł? Zrobi się z tego taki sam dług, jak ten, którego Państwo nie odpuszczą. Z tym że w pierwszym przypadku od razu mamy wysoki dług. W drugim – dług, który stopniowo, małymi kroczkami narasta i którego rzeczywiście czasem można nie zauważyć.

Dłużnik zawsze będzie chciał się usprawiedliwić z niepłacenia w terminie. Takie tłumaczenia, jakie tutaj przedstawiłam, to próba odwołania się do szeroko pojętej sprawiedliwości społecznej. Niczym Robin Hood, który zabierał bogatym, a oddawał biednym. Jednak nasza gospodarka to nie las Sherwood, a i ci, którzy zarabiają ponad średnią krajową, to nie złodzieje i bandyci. Podobnie ci, którzy, myślą, że mają prawo nie oddawać długu, bo ktoś jest zamożniejszy od nich, to nie uciśniony lud, który czeka na swojego bohatera.

Poza tym takie myślenie jest krótkowzroczne. W naszym społeczeństwie znajdziemy zawsze grupę osób, które są bogatsze od nas, ale i też dużą grupę osób mniej zamożnych. A zatem, idąc tym tokiem myślenia, ktoś mniej zamożny od osoby, która podnosi takie argumenty, ma moralne prawo nie oddawać jej pieniędzy? W końcu jest mniej zamożna od niej, a straty 50 czy 100 zł tak mocno nie odczuje…

Biblijni dłużnicy

Oddajcie cesarzowi, co cesarskie, a Bogu to, co Boskie – czytamy w Biblii. A skoro pojawił się w niej taki cytat, to znaczy że argument o niepłaceniu należności z powodu zamożności wierzyciela już w tamtych czasach był podnoszony. Wiele osób upraszcza ten cytat do obowiązku płacenia podatków. Jednak dotyczy on także spłaty swoich długów, bez względu na to, komu mamy je płacić. I podobnie, jak cesarz pobierał daniny na podstawie konkretnych dekretów czy ustaw, tak dłużnik oddaje dług, który wynika z konkretnych umów, czy faktur. Kwoty nie są wymyślone, a windykacja to nie złośliwość wierzyciela, ale upomnienie się o swoje, o to, co „cesarskie”.

Lubimy się usprawiedliwiać. Nie tylko wtedy, gdy w grę wchodzi odzyskiwanie należności. Taka nasza ludzka natura, że rzadko kiedy to my jesteśmy czemuś winni. Lepiej się czujemy, podbudowujemy swoje ego. Na wielu osiedlach wiszą kartki z informacją, że za szkody wyrządzone przez dzieci odpowiadają rodzicie. Podobna zasada musi obowiązywać w spłacie należności: Bez względu na powody opóźnienia spłaty długu, za dług odpowiada dłużnik. W przeciwnym razie windykacja nie miałaby żadnego sensu.

Zamiast negocjować z dłużnikiem, musielibyśmy rozmawiać z mechanikiem samochodowym, dlaczego tyle zażądał za naprawę auta, z pracodawcą dłużnika, dlaczego obciął mu pensję czy z NFZ, dlaczego tyle kosztują leki. Oczywiście, to nie oznacza, że nie należy brać pod uwagę tłumaczeń dłużnika. Trzeba je wysłuchać, ale też trzeba podejść twardo do problemu. Inaczej utkniemy w pętli tłumaczeń i usprawiedliwień, które ani o krok nie zbliżą nas do spłaty zobowiązania.

TEKST: Anna Gąsiorowska