Design

To jest biznes marzeń

Jan Kochański, projektant.

To jest biznes marzeń

Jan Kochański, projektant i wykładowca akademicki, o strategii spełniania marzeń, znaczeniu praktyki projektowej i wizualnej stronie codzienności.

Na tegorocznej „Arena Design”, wraz z UAU Project i Tartaruga Studio, został Pan wyróżniony tytułem „Projektant Roku 2020”. Czy spodziewał się Pan takiego wyróżnienia?

Reklama
Banner targów IFFINA 2024 750x109 px

Szczerze mówiąc, nie.

Na poznańskiej wystawie mogliśmy obejrzeć projekty, które prezentowaliśmy na łamach wydawanej przez nas „Księgi Trendów”. Obejrzeliśmy też najnowsze rezultaty współpracy z hutą szkła Krosno. Jak doszło do tej współpracy?

Krosno to ciekawy temat, bo na kilka tygodni przed „Arena Design” robiliśmy premierowy pokaz na targach „Ambiente” we Frankfurcie nad Menem. Równolegle zaprezentowano premierową kolekcję Karima Rashida. Przypomniało mi się, że dokładnie 10 lat temu pojechałem na staż do pracowni Karima. Wcześniej zrobiłem listę pracowni, w których chciałbym odbyć praktyki.

To było w trakcie studiów, czy tuż po nich?

Tuż po.

Zrobił Pan listę marzeń? 

Tak, zrobiłem sobie taką listę marzeń. Po powrocie z praktyk zrobiłem z kolei listę wymarzonych firm, z którymi chciałbym pracować. Na tej liście było też Krosno, bo to znana w Polsce marka, dobrze ulokowana w polskiej świadomości. Pamiętam, że moja babcia zbierała szkło z Krosna. Miałem do tej marki sentyment. Wysłałem maila ze swoim portfolio z pytaniem, czy moglibyśmy współpracować. Nie odstałem jednak wówczas żadnej odpowiedzi. Dopiero niedawno udało się nawiązać współpracę z Krosnem.

Czyli, możemy mówić o realizacji dawno wymarzonego projektu.

Tak. Cieszę się, że mogliśmy się poznać i zbudować  relację. Dobrze jest się poznać, a później zrobić coś razem. To jest biznes oparty w dużej mierze na relacjach i zaufaniu.

Jest też w tym chyba sporo pokory w poznawaniu materiału.

Wcześniej miałem okazję poznawać zarówno ceramikę, jak i szkło. Kilka lat temu wygrałem konkurs Mazda Design na flakon perfum. Produkcja odbywała się w Krośnie. Materiał jest dla mnie bardzo ważny, podobnie jak jego racjonalne użycie. Ważne jest to, jakie materiał daje możliwości i działanie zgodne z jego właściwościami. 

Jak współpraca wyglądała od strony praktycznej?

Jeździłem do Krosna i były to niesamowite podróże. Huta szkła jest miejscem, które wygląda jak z filmu science fiction. Na produkcję jednego elementu pracuje cały zespół hutniczy. Jeden kieliszek robi nawet kilka osób na raz. I te kilka osób działa jak w dobrze naoliwionej maszynie, która pracuje w rytmiczny, synchroniczny sposób. Jedna osoba nabiera szkło, druga dmucha. Inna ustala formę. To jest wieloosobowy zespół, który robi wszystko, tak, jak się to robi w manufakturze. To było niesamowite widzieć, jak to się dzieje. Krosno działa nie tylko ręcznie, ma też produkcję maszynową. To jest jak cyber punk.

Wróćmy jeszcze na chwilę do marzenia o współpracy z Karimem Rashidem. Skąd się ono wzięło?

Studia dają podstawę. Rozwijają narzędzia plastyczne i projektowe, natomiast pracę projektową, to jak wygląda studio projektowe, prowadzenie projektu i współpraca z klientem należałoby obserwować w realu. Praktykę w pracowni Karima Rashida wspominam jako bardzo fajne, intensywne pół roku. Nauczyłem się wielu różnych aspektów profesjonalnej pracy.

W jaki sposób 10 lat temu zrobił Pan research rynku?

Z pomocą Intermetu (śmiech). Jestem pod wrażeniem, w jaki sposób studenci mają dziś możliwość poznawania przemysłu, biznesu projektowego, technologii. To jest zupełnie niesamowite. Codziennie spędzam co najmniej godzinę na researchowaniu tematów technologicznych i materiałowych. Brzmi to banalnie, ale Internet daje niesamowite możliwości.

Rozmawiamy o znaczeniu przestrzeni wirtualnej, ale w Pana pracach widać też głęboki ukłon w stronę analogu. Wśród Pana projektów znajdziemy narzędzia do pracy i wykonywania zwyczajnych domowych czynności, takich jak sprzątanie czy gotowanie.

Żyjemy w świecie zdominowanym przez aspekt wizualny. Często pierwszy kontakt z produktem mamy poprzez przeglądanie stron internetowych na smartfonie. Przeglądamy printeresta, instargrama, czy ofertę sklepu internetowego, w którym kupujemy rzeczy, wcześniej ich nie dotykając. Poznajemy je takimi, jakie są na zdjęciach. To bardzo mocno wpływa i na projektowanie i na sprzedaż. Jeżeli chodzi o sferę wirtualną i projektowanie, to są cyfrowe narzędzia, którymi projektanci chętnie się posługują.

Jakie?

Standardowe i niezastąpione dzisiaj w produkcji jest posługiwanie się programami 3D. Możliwość dotknięcia przedmiotu, który się projektuje, zobaczenia jego skali w rzeczywistości jest nie do przecenienia. Programy 3D nie mają żadnej skali. Możemy się przybliżać do danego przedmiotu, możemy się od niego oddalać. Chociażby przez to, że nie ma skali, tracimy kontakt z przedmiotem rzeczywistym. Często używam nie tylko analogowych modeli, ale też cyfrowych – takich pomostów między światem rzeczywistym, a wirtualnym: drukarek 3D, obrabiarek CNC. Pozwalają bardzo szybko dotknąć danego przedmiotu, zobaczyć jak leży w dłoni.

To dobrze, jeśli droga między pomysłem, a jego realizacją jest coraz krótsza.

Tak, to jest taka rynkowa sytuacja: im szybciej można coś zrobić, tym można to zrobić taniej. Wiadomo, że każdy prototyp kosztuje.

Nie boi się Pan nowych wyzwań technologicznych?

Nie, taka jest naturalna droga rozwoju. W ogóle, w projektowaniu najważniejsze jest robienie rzeczy nowych. Ja nie muszę polegać na tym, że wymyślamy kieliszek, czy przedmiot jakiego nikt nie widział. Ważne, że w procesie projektowym  można znajdować nowe rzeczy, można korzystać z nowych programów. Patrzeć na rzeczy od innej strony. To jest coś, co mnie napędza. Gdyby nie to, bardzo szybko bym się znudził. Dlatego też projektuję różnorodne rzeczy: od mebli do drobniejszych obiektów.

Czy z perspektyw projektanta, dostęp do nowych technologii jest prosty?

Właściwie, wszystkie technologie produkcyjne są powtarzalne. Różnią się w bardzo dużym stopniu wyrafinowaniem i detalami. Idea zwykle jest bardzo podobna np. dzbanka i wtryskiwanego dzbanka z plastiku. Zasada jest taka, że wkładamy coś do formy i, że musi coś wyjść z formy. Uwarunkowania są bardzo podobne. Materiał podawany jest w bardzo różnej formie. Zaawansowane rzeczy, które są podawane przy wtrysku, jak robione przez inżynierów analizy rozchodzenia się materiału w formie, to są rzeczy, z którymi kontaktuję się przygotowując projekty, później je poprawiając. To nie są rzeczy, których można się nauczyć na jednym spotkaniu.

Projektował Pan meble m.in. dla Comforty i Gdynia Design Days. Czy są nowe wyzwania w tym zakresie?

Teraz pracuję z firmą Bejot. Przy powstawaniu mebla mamy kontakt z różnymi dostawcami, z różnymi procesami produkcyjnymi. To wszystko trzeba zsynchronizować, dopasować. Bardzo lubię widzieć, co projektuję. Jak się projektuje na poziomie rysunku, albo modelu 3D i się tego nie widzi fizycznie, przynajmniej dla mnie, jest to takie niesprawdzone, jakbym nie wiedział co to tak naprawdę jest. Trudno mówić o wygodzie mebla, jeśli się na nim nie usiądzie. Posługuję się modelami w rzeczywistości, Buduję rzeczy najpierw u siebie w pracowni, żeby makietować, sprawdzać. Jest to usprawnieniem i ułatwieniem procesu projektowego.

Czy nadal fascynują Pana kształty organiczne?

Tak, zawsze były one dla mnie ciepłe, przyjemne, naturalne. Dobrze się wśród nich czuję. Nie są oczywiste i banalne. To jest mój język i w nim się poruszam. Człowiek nie jest kwadratowy, co już wielokrotnie zostało powiedziane. Staram się proponować rzeczy, które są proste, ale jednocześnie nie są banalne, które mają w sobie potencjał na bycie czymś ciekawym, długodystansowym. Które mogłyby się też sprawdzać w długim okresie czasu.

Nadal pracuje Pan na uczelni?

Pracuję teraz nad doktoratem, który będzie poświęcony wygodzie i ergonomii. Będzie pomostem pomiędzy projektowaniem wirtualnym i przełożeniem tego na świat rzeczywisty. Będzie powiązany ze światem ergonomii. Ergonomia, wygoda, to są rzeczy subiektywne. Można coś postrzegać zerojedynkowo, a to jest o wiele bardziej skomplikowane i złożone. My projektujemy całe doświadczenie osoby siedzącej. Inaczej się siedzi w lobby hotelowym, inaczej w biurze, inaczej w domu. Poczucie komfortu jest różne w różnych sytuacjach. W biurze mamy inny strój, który także zobowiązuje do pewnej pozycji. Ktoś, kto siedzi w garniturze, w pozycji półleżącej nie czułby się komfortowo. To jest kwestia całego doświadczenia.

Wiele mówi się dziś o zrównoważonym projektowaniu, o kwestiach środowiskowych, technologicznych. Natomiast ergonomia i funkcja mebla jest chyba czymś niezmiennym.

Nie, nie jest niezmienna. Przykładem są tabele Dreyfusa, z których projektanci chętnie korzystają. Dane antropometryczne się zmieniają i zmienia się nasz styl życia. Wystarczy spojrzeć, jak wyglądały biura w latach 70., a jak wyglądają dzisiaj. Ludzie inaczej pracują, inaczej siedzą. Często korzystają z urządzeń mobilnych, niekoniecznie z maszyn do pisania, czy komputerów. To jest coś, co zmienia się. Zmienia się świat, zmienia się technologia.

Czego uczy Pan swoich studentów?

Jestem asystentem w Pracowni Projektowania Mebla Wydziału Architektury Wnętrz Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Uczymy studentów projektowania. Staram się przekazać miłość do budowania modeli w rzeczywistości i szukania rozwiązań w czasie rzeczywistym. To dla mnie jest najlepsze źródło inspiracji do nowych projektów i nowych rozwiązań.

Czy projektant to zawód łatwy do wykonywania?

To jest trudna droga. W Polsce przemysł kreatywny nie jest tak rozwinięty, jak w Danii, Holandii, Wielkiej Brytanii czy we Włoszech. Na pewno mocno się rozwija. Trzeba mieć dużo samozaparcia i przekonania, że chce się to robić. I zamiłowania do tego.

Dlaczego w social media komunikuje się Pan wyłącznie w języku angielskim?

Wychodzę z założenia, że większość osób posługuje się dziś językiem angielskim. Moja praca adresowana jest nie tylko do klientów z Polski. Jestem obecny na międzynarodowych imprezach dlatego, że nie chcę się ograniczać. Anglojęzyczna strona internetowa jest jednym ze sposobów, żeby trafić do jak najszerszego grona odbiorców.

Czy ma Pan zrobioną aktualną listę marzeń?

Zawsze jest lista marzeń. Zawsze jakieś marzenia zaczynają się realizować. Taki to jest biznes. Trochę biznes marzeń.

Dziękuję za rozmowę.

ROZMAWIAŁA: Diana Nachiło

Artykuł opublikowany został w miesięczniku BIZNES.meble.pl, nr 5/2020