Design

Nowy model wzornictwa

Karol Starczewski, fundacja Nowy Model.

Nowy model wzornictwa

Karol Starczewski, twórca fundacji Nowy Model i jeden z jej projektantów, o pasji do dobrego wzornictwa, próbie budowania tożsamości polskiego designu, współczesnych realiach rynkowych i scenariuszu dla rzemiosła.

Kiedy się pojawiła się idea powołania fundacji?

Reklama
Banner All4Wood 2024 - 750x100

Jak wszystkie dobre idee, zrodziła się przy winie. 9 lat temu rozmawialiśmy z Kasią Laskowską, profesor Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu. Od wielu lat zajmuję się projektowaniem, prowadziłem prototypownię i warsztat. Kasia zwróciła się do mnie z pytaniem, czy nie pomógłbym jej studentom pracującym w ramach Programu Edukacyjno-Projektowego w przygotowywaniu prototypów. Dyplomanci mieli wówczas z tym problemy, bo pracownia w szkole miała ograniczone moce przerobowe. Niektórych rzeczy nie mogli zrobić, do niektórych brakowało technologii, czasem doradztwa.

Zgodziłem się udzielić im pomocy. Po kilku wizytach zorientowałem się, że jest wielu młodych ludzi, którzy ze względu na brak doświadczenia zawodowego mają niski poziom świadomości, co można zrobić, jakim nakładem, w jakiej technologii. Czasem coś pięknie wygląda od strony projektowej, natomiast jest trudne w realizacji od strony warsztatowej. Podczas kolejnego spotkania z Kasią zrodziła się idea powołania organizacji non-profit, na której działalność można byłoby pozyskać odpowiednie środki.

Byłam przekonana, że działalność organizacji zaczęła się od reedycji. Tymczasem, Nowy Model rozpoczynał od edukacji i wdrożeń…

Od tego się zaczęło. Później, przy różnych okazjach poznawaliśmy projektantów. Doszliśmy też do tego, że są starsze projekty, które leżą w szufladach i nigdy nie ujrzały światła dziennego. Nie miały swoich 5 minut, bo nie mogły ich mieć na przełomie lat 60. i 70. XX wieku. Uznaliśmy, że warto się tym zainteresować, bo jest to kawałek historii. Pomysł pojawił się po wystawie Wielkopolska Tradycja Polskiego Designu w warszawskim Soho, którą projektowałem i do której przygotowałem projekt i grafikę. Zapoznałem się z obiektami. Wiele z nich było po prostu fantastycznych, natomiast istniały wyłącznie w dokumentacji. Pomyślałem, że jeśli są takie rzeczy, jeśli jest jeszcze możliwość kontaktu z ich autorami albo spadkobiercami, to warto się tym zająć.  

Które z początkowych założeń organizacji udało się zrealizować?

Udało się przeprowadzić kilka reedycji, które rekomendujemy na stronie nowymodel.org. Są wśród nich projekty prof. Rajmunda Teofila Hałasa, czy Bogusławy i Czesława Kowalskich. W ten sposób powstał cykl ikony polskiego designu. Zainspirowaliśmy wiele osób, które w tamtym czasie myślało podobnie. Ożywiono ikony polskiego wzornictwa, których nikt wcześniej nie znał.

Dlaczego w tamtym czasie reedycje stały się tak ważnym tematem?

Z jednej strony, wynikało to z braku, który był bardzo widoczny.

Z braku – czego? Ciągłości historycznej? Dobrego polskiego designu? Tożsamości wzorniczej?

Rodziła się świadomość istnienia projektów historycznych funkcjonujących wyłącznie na papierze. A u młodych projektantów zaobserwowałem brak poczucia tożsamości, tradycji. Określam to jako kryzys tożsamości kulturowej, poważny kryzys zarówno w sensie materialnym jak i komunikacyjnym. Młode pokolenie nie bardzo wie, skąd jest, jaka jest tradycja tego co robią. Jesteśmy wrzuceni w globalną wioskę. To, co w tej chwili się dzieje, nie bardzo daje szansę indywidualnego rozwoju. Mają opcję, albo pracy w korporacji, albo bycia freelanserem w jakiejś branży. Szczególnie w branżach kreatywnych ludzie szukają tożsamości. Tego, skąd są i co kontynuują.

Skąd nazwa organizacji?

Nazwa Nowy Model powstała w związku planami prototypowania projektów, które zaplanowaliśmy wspierać. Jest sporo projektantów, którzy mają dobre pomysły, ale dużo ich dzieli od realizacji. Zdecydowaliśmy, że skoro można powołać obiekty do życia, to przy użyciu modelowania 3D i technologii CNC można będzie te produkty w jednostkowych ilościach powielać. To głównie przyświecało Nowemu Modelowi. Projekt wydawał się bardzo ciekawy, ale nie w pełni doszło do jego realizacji, bo niestety nikt nie jest w stanie zapłacić takiej ceny za mebel.

Z bardzo wielu projektów musieliśmy się wycofać ze względu na brak funduszy. Każdy z obiektów wymagał zupełnie innego oprzyrządowania, zespołu technicznego, zupełnie innej organizacji pracy. Dysponujemy projektami, które można w indywidualnym trybie zamówić i zostaną wykonane, ale nie są one w regularnej sprzedaży. Traktujemy je bardziej jako kawałek notatnika o polskim designie niż sprawy, którymi żyjemy na bieżąco.

Wracając na chwilę do ikon polskiego designu, jak w tej chwili reedycje są odbierane na rynku?

Wysoką pozycję na rynku ma Regał o zmiennych wysokościach profesora Rajmunda Teofila Hałasa, przede wszystkim ze względu na swoją prostotę i wyjątkową atrakcyjność. Jest też szereg innych produktów, które utrzymujemy z misji kolekcjonerskiej, jednak ich produkcja jest szalenie skomplikowana. Są to wyroby do produkcji rzemieślniczej, jak taborety i krzesła. Nie da się ich wytwarzać w jednostkowych ilościach, tak, żeby miały na tyle atrakcyjną cenę, którą klient jest w stanie zapłacić. To niestety nie są tanie produkty z sieciówek. Minęliśmy się z sensem rynkowym. Okazało się, że trudno sobie poradzić bez zewnętrznego dofinansowania, o które się staramy, a o które trudno w czasach covidowych. Bardzo trudno to utrzymać.

Czy rozwijają Państwo temat reedycji?

Tak, w tej chwili pracujemy nad dwiema reedycjami. Jednej nie mogę zdradzić, a druga dotyczy projektu Aleksandra Kuczmy, również profesora poznańskiego UAP. Jest fotel „Kal” o dość kosmicznym kształcie, z przełomu lat 60. i 70. XX w. Wykonany w żywicach poliestrowych, ale tapicerowany. To jest projekt na miarę naszych możliwości.

Model funkcjonowania organizacji jest wielopoziomowy. Obejmuje również realizację współcześnie zaprojektowanych produktów i usługi. Czy nie mieli Państwo problemu ze znalezieniem dobrych rzemieślników?

Dzięki temu, że robimy szereg różnych projektów, to mamy dobry zespół technologiczny. Utrzymujemy się nie z mebli i z reedycji, tylko z usług, głównie wnętrzarskich. Znacząca była dla nas obsługa branży targowej, która w tej chwili umarła. Mamy bardzo trudny czas. Podejmujemy decyzje, z czego musimy zrezygnować, żeby przeżyć. Dysponujemy dobrym zespołem, ale to nie znaczy, że łatwo było go pozyskać, a tym bardziej utrzymać. Ludzie, z którymi współpracowałem w roku 2012, to specjaliści, którzy dziś już nie pracują. To są wymarłe zawody. Rzemieślnikom nie opłacała się praca, którą wykonywali. Firmy pozamykano. Dodatkowo, jeżeli ktoś w tej chwili umie coś robić w branży stolarskiej, odlewniczej, czy tworzyw sztucznych, to zwykle od dawna pracuje za granicą. Takie są realia.

Co obejmują usługi? Czy są to głównie meble i wnętrza?

Tak, to jest to, co pozwala nam funkcjonować. Sama sprzedaż mebli, nie osiągnęła takiej skali, zwłaszcza, że są to obiekty rzemieślnicze. Nie są to produkty, które da się wyprodukować w Chinach taniej i sprzedać tutaj drożej. Po pierwsze, rynek nie jest gotowy na przyjęcie wysokonakładowej produkcji drogiego mebla, przynajmniej w Polsce, a po drugie, nie mamy takich nakładów. Niektóre projekty historyczne, jak np. siedziska nie spełniają wymagań stawianych współcześnie drogim meblom.

Rozumiem, że usługi dla projektantów i architektów to Makers Lab, o którym wspominają Państwo na stronie?

Tak, Makers Lab to jest to, co pozwala nam się utrzymywać. Są to usługi związane z projektowaniem indywidualnym, z designem, z nietypowymi projektami wnętrz. Oferujemy pomoc przy prototypowaniu. Aczkolwiek, prototypowanie jest bardzo drogie, oferujemy to w zakresie, na który jesteśmy w stanie sobie pozwolić.

Kto jest Państwa głównym odbiorcą?

Projektanci i architekci oraz ci ludzie którzy są zainteresowani indywidualnym projektem. Kontaktuję się wówczas ze współpracującymi z nami projektantami i pytam, kto mógłby zaproponować coś ciekawego. Wspieramy też wykonawstwo pod względem technicznym.

W jaki sposób tworzyli Państwo zespół projektantów?

Kluczem jest poznańska uczelnia. Wyszliśmy z tego środowiska, znamy się wzajemnie. Rozwinęliśmy Nowy Model do miejsca, do którego każdy może przyjść i coś zrobić. Skupiamy projektantów, którzy własną pracą zagwarantują, że obiekt powstanie. Nie sposób tego wytłumaczyć ani zlecić zespołowi technicznemu. Najwięcej projektów, które w tej chwili powstają to meble Cyryla Zakrzewskiego, młodego artysty rzeźbiarza, który doskonale poczuł materię, sklejkowo-drewnianą. Powoli staje się wizytówką światowego designu. Jest niezwykle pracowity i bardzo mocno związany z naszym zespołem.

Co było kluczem do podjęcia współpracy ze sklepami z Polski, Włoch i Słowacji?

Kierowaliśmy naszą ofertę do concept storów, do salonów oferujących meble i doradztwo w ich zakupie. Swego czasu wykonaliśmy gigantyczną pracę, żeby dotrzeć do jak największej ilości odbiorców. Zyskaliśmy partnerów we Włoszech, Niemczech i Francji i w Polsce. W ten sposób powstała grupa naszych współpracowników handlowych.

Część produktów ma zastrzeżone wzory towarowe na terenie Europy. Czy dbają Państwo o to w sposób szczególny?

Może nie w jakiś szczególny sposób, ale dbamy o to i inwestujemy w tę tematykę. Nasz zespół w dużym stopniu składa się z ludzi, którzy zajmują się promocją, pracują w sztuce, prowadzą social media. Utrzymanie takiego zespołu sporo kosztuje. Zastrzegając wzór użytkowy można zawsze korzystać z dobrodziejstw UE, dzięki której procedury dla Europy są w tej chwili stosunkowo tanie i proste.

W ofercie Państwa firmy są również produkty ekologiczne i nowoczesne, jak np. „Locosystem”.

To jest efekt współpracy firmy Digitouch z fundacją, która promuje system. „Locosystem” powstał po tym, jak zaprojektowałem prosty system łączenia mebli w taki sposób, że można je dowolnie składać i przekonfigurowywać. Później powołaliśmy znakomity zespół projektowy dla rozwoju tego systemu i udało nam się otrzymać dofinansowanie z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Powstał „Locosystem”, polimorficzny system tworzenia zabudowy meblowej. Dzięki funduszom, przez półtorej roku robiliśmy bardzo ciekawe badania dotyczące  potrzeb rynkowych dotyczących mebli, zabudów do małych mieszkań, dla developerów. Udało nam się pozyskać wiele ciekawych informacji stricte naukowych.

Prowadziliśmy też badania ergonomiczne mebli i pogłębione analizy potrzeb konsumentów. Wynikiem tego był rozwój systemu, który na początku składał się z kilku półeczek – do produktu, którym można zabudować zarówno małe, jak i duże mieszkanie. System można dowolnie rekonfigurować w momencie, kiedy potrzeby mieszkańców się zmieniają. To również znakomity produkt do wynajętych mieszkań. Sprawdza się, kiedy zmienia się najemca, a kolejny może przekonfigurować meble do swoich potrzeb. To jest bardzo ciekawa rodzina produktów, z których jedne mają większe powodzenie, drugie mniejsze, ale można powiedzieć, że projekt jest owocny i powoli zdobywa sukces rynkowy.

Wróćmy jeszcze do rdzennego założenia fundacji, którym próba ochrony rzemiosła. Mają już Państwo doświadczenie w tym temacie. Czy rzemiosło ma siłę, żeby ochronić rynek przed unifikacją?

Jeśli się weźmie mały, kreatywny zakład rzemieślniczy, doda do tego ludzi od promocji, komunikacji, informacji o projektach, to, przy pewnej skali, może się do tego nie dokłada. Natomiast, bardzo słabo widzę przyszłość polskiego rzemiosła. Na współczesnym rynku, żeby jakiś produkt był konkurencyjny, miał sens i prawo zaistnieć, musi być w odpowiedni sposób na ten rynek wprowadzony. Tymczasem małych firm na to nie stać. Czasami nawet nie mają świadomości, w jaki sposób ten proces mógłby przebiegać. My sobie jakoś radzimy.

Czyli, potrzebny byłby model wprowadzania takich firm na rynek?

Na pewno byłaby potrzebna współpraca, aktywnie działające organizacje zajmujące się wsparciem i promocją, a także fundusze. Dużo większe niż można byłoby pomyśleć, żeby utrzymać polskie rzemiosło.

Sama chęć, potencjał może być niewystarczający dla sukcesu?

Myślę, że może być niewystarczający. Przede wszystkim liczy się promocja. Żeby skutecznie docierać do odbiorców, promocja musiałaby być solidnie wspierana. Musiałaby być też zbiorowa. Małe firmy czy organizacje nie są w stanie zrobić zbyt wiele.

Jak Pan widzi przyszłość? Czy da się przewidzieć, co dalej?

W naszym przedsięwzięciu porzuciliśmy ambicje biznesowe na rzecz tego, co lubimy robić. Dopóki jest kilka osób w to zaangażowanych i sprawia im to przyjemność, to jesteśmy w stanie istnieć. Nie jesteśmy oparci na modelu biznesowym, tylko na konkretnych ludziach.

Na pasji i czynniku ludzkim…

Dokładnie tak.

Dziękuję za rozmowę.

ROZMAWIAŁA: Diana Nachiło

Artykuł opublikowany został w miesięczniku BIZNES.meble.pl, nr 1/2021