fbpx
Design

Lubimy wędrować w różne rejony designu

Bartłomiej Pawlak i Łukasz Stawarski.

Lubimy wędrować w różne rejony designu

Bartłomiej Pawlak i Łukasz Stawarski, którzy tworzą autorskie studio projektowe, zwracają uwagę na to, że dzisiaj design jest bardzo otwarty i nie skupia się już tylko na produkcie sensu stricto. Mówią też o przenikaniu się różnych sfer życia projektanta.

Łączycie pracę na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu z wykonywaniem zawodu projektanta. Czy dostrzegacie obustronne korzyści wynikające z tych zajęć? Na co obie te prace Was otwierają?

Reklama
Meblarski-1000-banner-srodtekstowy-750x100-gif-miesiecznik-i-portal-informacyjny-branzy-meblarskiej-biznes-meble-pl

Bartłomiej Pawlak: Każde doświadczenie, które zdobywamy wykonując zawód projektanta, przekłada się na to, co robimy na uczelni, gdzie musimy przekazywać praktyczną wiedzę, którą studenci chętnie chłoną. Natomiast w drugą stronę, praca na UAP jest czymś odświeżającym, jest spotkaniem z nowymi ideami i inspirującym oderwaniem od rzeczywistości. Oczywiście proces edukacyjny musi być osadzony w realiach: technicznych, funkcjonalnych, ergonomicznych, ale nie ciąży na studencie konieczność natychmiastowego odnalezienia się w realiach rynkowych. Uczelnia umożliwia projektowanie bardziej ideowe. Dzisiaj design zaczyna się bardziej otwierać, to nie jest już tylko produkt sensu stricto. Studenci chcą coraz więcej eksperymentować, spekulować. Dzięki temu możemy z nimi robić to, co lubimy najbardziej – wędrować w różne rejony designu.

Łukasz Stawarski: Na pewno dla mnie działanie w zawodzie projektanta przekłada się na komfort pracy na uczelni. Dzięki doświadczeniom zdobytym w toku pracy projektowej, staję się bardziej kompetentny i czuję, że mam do przekazania studentom praktyczną wiedzę oraz umiejętności.

Czy to, że jesteś praktykiem daje Ci większą pewność siebie?

Łukasz Stawarski: Dokładnie tak. To jest poczucie, że mam coś wartościowego do zaoferowania. Nikt nie żyje w bańce informacyjnej, działają media społecznościowe, studentów interesują różnego rodzaju publikacje, widzą więc, że pracujemy w zawodzie, że się da. Myślę, że może to być dla nich pozytywnym bodźcem do pracy, przykładem, że w Polsce da się pracować z przemysłem, że możliwe są wdrożenia.

A to, że jesteście młodymi ludźmi i w sumie całkiem niedawno skończyliście uczelnię, sprawia, że pamiętacie, czego Wam w programie studiów brakowało i możecie ująć to w Waszych propozycjach skierowanych do studentów?

Bartłomiej Pawlak: Zdecydowanie jest tak jak mówisz. Ja skończyłem uczelnię w 2014 r., pojechałem na urlop na dwa tygodnie, a gdy wróciłem, zaczęliśmy współpracę, która trwa do dzisiaj. Nieco później, bo od października zacząłem pracę na uczelni, więc nie miałem nawet dłuższej, niż standardowe wakacje, przerwy. Do dzisiaj pamiętam, co mi przeszkadzało, co mi nie leżało, jak się czułem w roli studenta, więc staram się podchodzić do studentów tak, by wyeliminować to wszystko, co pamiętam, że było złe. Nie wiem, czy Łukasz pamięta jeszcze swoje czasy studenckie (śmiech).

Łukasz Stawarski: Pamiętam jak przez mgłę, że był taki czas w moim życiu (śmiech). To faktycznie było dawno temu, ale pamiętam to bardzo dobrze z tego względu, że był to okres wytężonej pracy, czegoś takiego się nie zapomina.

Czy mam przez to rozumieć, że należałeś do grona tych bardziej pilnych studentów?

Łukasz Stawarski: Wszyscy tacy byliśmy. Myślę, że to wynikało z tego, czego teraz oczekujemy od naszych studentów, czyli po prostu jakiejś wewnętrznej potrzeby, żeby w ogóle się tym zajmować, jeśli już są na tej uczelni, a nie było łatwo się na nią dostać. Pewnie każdy z nas od dziecka był związany z ogólnie pojętą plastyką, bo rzadko się zdarza, że ktoś odkrywa nagle, pół roku przed rozpoczęciem studiów, swoje powołanie. Jest to pewnego rodzaju droga, w przemierzaniu której towarzyszą studentom chęć i pasja.

Fotel i krzesło „Pop”, proj. Pawlak & Stawarski, prod. Fameg.
Fotel i krzesło „Pop”, proj. Pawlak & Stawarski, prod. Fameg. Fot. Weronika Trojanowska.

Bartłomiej Pawlak: Na pewno trzeba włożyć w te studia mnóstwo pracy. Ciągle zdarzają się studenci, którzy przeczytają w gazecie o tym, że ktoś zaprojektował krzesło, które przyniosło mu taką popularność, że stał się gwiazdą designu. Wydaje im się, że wystarczy być barwną postacią, coś narysować, a reszta przyjdzie sama. Wiadomo, że później widzi się tylko ten wierzchołek góry lodowej, ale każda z tych osób, które są popularne w świecie wzornictwa, kiedyś wykonała ogromną pracę. Trzeba wszystko przepracować od podstaw i na tych studiach trzeba się bardzo postarać, by mieć dobry start kariery zawodowej. Pokora i praca to dwa hasła, które zawsze powtarzamy studentom i sami też się ich trzymamy.

Jak odkryliście w sobie powołanie do wykonywania tego zawodu? W którym momencie zyskaliście pewność, że to te studia i ten zawód?

Łukasz Stawarski: Ja będę bardzo szczery – długo nie wiedziałem, że to będzie wzornictwo. Zawsze wiedziałem, że to będzie coś związanego z szeroko pojętą sztuką, z jakimiś działaniami plastycznymi. Kiedyś marzyłem o rzeźbie, ukończyłem nawet liceum plastyczne, zresztą Bartek też. Najpierw zdałem na architekturę wnętrz, jednak obserwując pracę starszych studentów wzornictwa stwierdziłem, że skala pracy z przedmiotem jest mi bliższa, przeniosłem się po pierwszym roku. Szczerze mówiąc, ten bardzo intensywny okres studiów też jeszcze nie pozwolił mi uwierzyć, że to będzie moja przyszłość. Dopiero po dyplomie, gdy nie byłem już w tym trybie zaliczania kolejnych lat i ciągłej pracy, miałem możliwość okrzepnięcia. Wtedy zadałem sobie to pytanie: „No dobra, to będę to robił, czy nie?” Pierwsze kroki w zawodzie były bardziej eksperymentalne, szukałem sobie miejsca, pracowałem nad różnymi projektami, indywidualnie i w zespołach. Dzisiaj powiedziałbym, że ten wybór zawodu, to był bardziej świadomy proces, niż pojedyncza decyzja.

Ale możesz powiedzieć, że już od dzieciństwa wykazywałeś zdolności manualne.

Łukasz Stawarski: No tak, zdecydowanie, to zawsze była moja pasja, od małego coś rysowałem, rzeźbiłem, spędzałem przy tych zajęciach długie godziny, czas wtedy nie istniał.

Bartłomiej Pawlak: Ja natomiast już w gimnazjum wiedziałem, co będę w życiu robić, choć wtedy bardzo chciałem studiować architekturę. Dowiedziałem się, że jednym z wymogów, by dostać się na architekturę, jest egzamin z rysunku, dlatego zdałem do liceum plastycznego, do Nałęczowa. Tam z kolei projektowaliśmy i wykonywaliśmy meble. To zdecydowanie bardziej mi się spodobało. Nie jestem osobą cierpliwą i czekanie na realizację projektu architektonicznego, w porównaniu do czekania na realizację mebla, jest dużo krótsze (śmiech). To, że szybciej widać efekty jest niepodważalnym atutem tego zawodu. Moi nauczyciele podpowiedzieli mi, że Poznań meblem stoi i tak znalazłem się na wzornictwie przemysłowym ówczesnej ASP.

Rodzina stolików kawowych „Candy”, które Bartłomiej Pawlak i Łukasz Stawarski zaprojektowali dla firmy Fameg.
Rodzina stolików kawowych „Candy”, które Bartłomiej Pawlak i Łukasz Stawarski zaprojektowali dla firmy Fameg. Fot. Weronika Trojanowska.

Obaj nie jesteście z Wielkopolski? Czy poznańska uczelnia przyciągnęła Was kierunkiem Wzornictwo?

Bartłomiej Pawlak: Tak. Chociaż rozważałem też malarstwo.

Łukasz Stawarski: Co by to było, gdybyś Ty poszedł na malarstwo, a ja na rzeźbę.

Bartłomiej Pawlak: (śmiech) Dzisiaj gdzie indziej byśmy się spotykali.

Na przykład w galeriach na wernisażach.

Bartłomiej Pawlak: Tak, ale pomyślałem, że będę mógł przecież studiować malarstwo, będąc studentem wzornictwa.

Łukasz Stawarski: A ja rzeźbę.

Bartłomiej Pawlak: Mieliśmy takie możliwości dzięki otwartej strukturze uczelni, studenci mają dostęp do wszystkich pracowni, również spoza swojego wydziału.

Czy obecnie zdarza Wam się coś namalować albo wyrzeźbić?

Bartłomiej Pawlak: Nie, ale często mam taką ochotę.

Łukasz Stawarski: Tęsknota za takimi działaniami często się odzywa, jednak brakuje czasu, praca projektowa jest zaborczą pasją.

Mija właśnie 5 lat od momentu założenia przez Was studia. Czy patrząc retrospektywnie na ten czas, możecie wskazać taki moment, który okazał się przełomowy, od którego rozpoczęły się wdrożenia, a za nimi przyszła rozpoznawalność?

Łukasz Stawarski Z tą rozpoznawalnością jest zabawnie, jak wiesz, my nie pracujemy w przemyśle rozrywkowym, po prostu pracujemy w studio i nie mamy tak do końca świadomości, czy nas ktoś rozpoznaje, czy nie, to nasza praca i tyle. To jednak nieraz potrafi pozytywnie zaskoczyć, kiedy ktoś mówi: „fajne rzeczy robicie”, a ja nie zdawałem sobie sprawy z tego, że ta osoba wie o naszym istnieniu.

Stolik kawowy „Hey”, proj. Pawlak & Stawarski, prod. Fameg, wykonany w całości z drewna naturalnego to alternatywa dla stołów z metalową podstawą.
Stolik kawowy „Hey”, proj. Pawlak & Stawarski, prod. Fameg, wykonany w całości z drewna naturalnego to alternatywa dla stołów z metalową podstawą. Fot. Weronika Trojanowska.

Bartłomiej Pawlak: Natomiast jeśli chodzi o przełom, to on chyba właściwie nastąpił na samym początku, kiedy zaczęliśmy swoją karierę od współpracy z marką Vox. Od początku była to szkoła życia ze względu na produkcję mebli z płyty, co wiąże się z bardzo dużą liczbą ograniczeń. Myślę, że drugi przełom ma miejsce właśnie teraz, coś się zaczyna zmieniać, zaczynamy być rozpoznawalni, zapraszani do współpracy.

Łukasz Stawarski: Na pewno największym przełomem w naszej pracy było spotkanie z firmą Fameg. Wtedy poczuliśmy największą, jak dotąd, synergię i obdarzono nas sporym zaufaniem.

A obawy? Czy one też Wam wtedy towarzyszyły? Oto firma, za którą stoi wieloletnia tradycja, zaprasza Was do współpracy.

Bartłomiej Pawlak: Oczywiście, że były, zawsze są.

Łukasz Stawarskich: Na pewno towarzyszyło nam ogromne poczucie odpowiedzialności.

A co jest w takich początkach najtrudniejsze?

Łukasz Stawarski: Wiesz, to było dla nas wiele pierwszych razów z firmą Fameg. Na pewno dużym wyzwaniem było spotkanie z nowym materiałem, z drewnem, oraz to, że chodziło o zaprojektowanie mebla szkieletowego. Krzesło jest trudnym meblem, wymagającym ergonomicznie, konstrukcyjnie. Musi być inne od miliarda krzeseł, które już funkcjonują na rynku, pojawiło się przed nami wiele wyzwań. Andrzej Polanowski po premierze w Mediolanie powiedział, że często pierwsze krzesło nie jest udane, a to, które zaprojektowaliśmy jest naprawdę w porządku. To był taki moment, w którym poczuliśmy, że jesteśmy w dobrym miejscu.

Zdarzają się jednak też takie momenty, w których do projektów są wprowadzane zmiany, np. po targach. Jak sobie wtedy z tym radzicie?

Bartłomiej Pawlak: Oczywiście słuchamy opinii wygłaszanych na targach, ale to nie jest tak, że klienci zgłaszają konkretne postulaty dotyczące formy mebla, a my musimy bezkrytycznie je realizować. Producenci mają zaufanie do nas. Wielokrotnie byliśmy świadkami wydawania przez klientów rozbieżnych opinii. Przychodzi jedna osoba i mówi, że coś jest za duże, po chwili przychodzi druga i mówi, że to jest za małe. Słuchamy wszystkiego, bo czasami pojawia się w tych opiniach coś wartościowego. My nie działamy pod prąd, bo zdajemy sobie sprawę, że działalibyśmy wtedy na swoją niekorzyść. W trakcie projektowania, słuchamy fachowców, oni mają wieloletnie doświadczenie, bierzemy ich uwagi na warsztat, jeżeli wydaje nam się, że faktycznie wnoszą coś do projektu, podążamy za ich radami. Natomiast, jeśli nasza opinia jest inna, na czym innym nam zależy, co innego jest naszym celem, to się upieramy i walczymy do końca.

Umywalka nablatowa „Cadence”, którą duet Pawlak & Stawarski zaprojektował dla marki Marmite, zdobyła wiele nagród.
Umywalka nablatowa „Cadence”, którą duet Pawlak & Stawarski zaprojektował dla marki Marmite, zdobyła wiele nagród, takich jak: „Good Design”, iF Design Award 2018, German Design Award Special 2019, Top Design Award 2018 i must have.

Łukasz Stawarski: Jako projektanci musimy być elastyczni, reagować na różne zmienne. Nie możemy upierać się przy swojej wizji dla zasady.

Czy od samego początku pracy nad projektem towarzyszy Wam nadrzędna idea, myśl przewodnia?

Bartłomiej Pawlak: Zawsze zanim zaczynamy rysować, próbujemy sobie stworzyć mapę emocji, które ma wywoływać ten produkt. Analizujemy to, jak użytkownik będzie ten przedmiot odbierał, w jakich wnętrzach ma się on znaleźć. Budujemy sobie taki emocjonalny obraz tego produktu. Lubimy również eksperymentować z materiałami, z technologią…

Łukasz Stawarski: … z funkcjami.

Bartłomiej Pawlak: Dokładnie.

Łukasz Stawarski: Tak jak powiedział Bartek, słowo klucz w projektowaniu to emocje.

Bartłomiej Pawlak: Kupuje się emocjami. Tak naprawdę te techniczne niuanse nie interesują klienta, albo interesują w drugiej kolejności.

Łukasz Stawarski: Produkt ma być po prostu dobry, ma działać, dobrze wyglądać.

Bartłomiej Pawlak: Jaka technologia zostanie wykorzystana przy produkcji w fabryce, to z punktu widzenia klienta jest mniej istotne.

„Spring”, projekt duetu Pawlak & Stawarski, jest pierwszą lampą w rodzinie produktów Fameg.
„Spring”, projekt duetu Pawlak & Stawarski, jest pierwszą lampą w rodzinie produktów Fameg. Fot. Weronika Trojanowska.

Łukasz Stawarski: Wartością nadrzędną, która nam od początku towarzyszy, nie wiem, czy się Bartek ze mną zgodzisz, jest szczerość, uczciwość wobec samych siebie, klienta i użytkownika docelowego.

Autentyzm?

Łukasz Stawarski: Dokładnie. Nie robimy nic dla dekoracji, nie stylizujemy ponad miarę. Wszystko wynika z realnych potrzeb, funkcji przedmiotu, dbamy o jego ponadczasowość i staramy się by był tym, na co wygląda. Tego rodzaju szczerość mam na myśli.

Bartłomiej Pawlak: Mamy zasadę, że nie mówimy, że coś robimy, tylko informujemy, że coś zrobiliśmy. Nie pokazujemy renderów, czegoś, co jest efemeryczne, niedopowiedziane, prezentujemy tylko zrealizowane produkty, które przetrwały próbę materializacji.

Premiera na targach „Warsaw Home – „Lua” marki Noti – to jest pierwszy mebel tapicerowany, który zaprojektowaliście.

Łukasz Stawarski: Przede wszystkim zawsze chcieliśmy to zrobić.

Czyli jest to też spełnione marzenie.

Łukasz Stawarski: Tak, jest to takie spełnienie. Tym bardziej, że od dłuższego czasu pracujemy z meblami szkieletowymi, drewnianymi, twardymi. Zawsze gdzieś z tyłu głowy mieliśmy, że chcemy podejść do tego tematu.

Za kolekcję „Nod”, zaprojektowaną przez Bartłomieja Pawlaka i Łukasza Stawarskiego, Fameg otrzymał German Design Award 2019 – „Special Mention” w kategorii „Excellent Product Design”.
Za kolekcję „Nod”, zaprojektowaną przez Bartłomieja Pawlaka i Łukasza Stawarskiego, Fameg otrzymał German Design Award 2019 – „Special Mention” w kategorii „Excellent Product Design”. Fot. Maciej Nowaczyk.

Bartłomiej Pawlak: W ub.r. rozpoczęliśmy współpracę z Noti, projektując biurko „Lopp”. Wiadomo, że Noti jest marką wysoko pozycjonowaną, więc bardzo się cieszyliśmy. Nie mieliśmy w portfolio projektów mebli tapicerowanych, od początku jednak komunikowaliśmy gotowość do podjęcia wyzwania, i w tym roku się udało.

Czyli nie tylko Noti chciało Was wrzucić na tę głęboką wodę, Wy także chcieliście zaprojektować mebel tapicerowany.

Łukasz Stawarski: Tak, chcieliśmy. Na szczęście okazało się, że jest takie zapotrzebowanie, Noti przygotowało brief, a my z radością rozpoczęliśmy szkice, poszukiwania form i funkcji w ramach tego zakresu, który firma nam narzuciła.

Bartłomiej Pawlak: Narzuciła kierunek, ale też dała nam dużą dowolność kreacji. Powiedzieli, że chcą, by to było coś bardzo świeżego i naszego.

A co aktualnie traktujecie jako największe wyzwanie na rynku, coś, z czym się mierzycie wykonując zawód projektanta? Czy jednym z nich jest konkurencja?

Łukasz Stawarski: Na pewno nie czujemy oddechu konkurencji. Myślę, że na rynku jest miejsce dla wszystkich.

Bartłomiej Pawlak: Według mnie robi się go coraz więcej. Dookoła mamy przecież całe mnóstwo świadomych firm.

Kolekcja mebli „Nest”, projekt dla marki Vox, otrzymał nagrodę „Dobry Design 2017”.
Kolekcja mebli „Nest”, projekt dla marki Vox, otrzymał nagrodę „Dobry Design 2017”. Fot. Greg Nelec.

Łukasz Stawarski: Dokładnie. Spójrzmy na targi „Warsaw Home”, ile z tych firm już współpracuje z projektantami, a ile z nich już o tym myśli.

Bartłomiej Pawlak: Widzą, że dookoła nich firmy zaczynają pracować z projektantami, więc oni też muszą, w przeciwnym razie zostaną w miejscu.

Łukasz Stawarski: Nawet mieliśmy kilka takich rozmów, z których wynikało, że do tej pory firma radziła sobie sama, ale chce wejść na kolejny poziom i potrzebuje pomocy. Rynek się otwiera i będzie olbrzymi. Co do wyzwań – nie chcę zabrzmieć górnolotnie, ale byliśmy na wykładzie Stefana Dieza, który mówił, że barierą, którą muszą przekroczyć projektanci i producenci są kwestie związane ze zrównoważonym procesem wdrożeniowym. Oczywiście jest to problem znany, ale po raz kolejny wybrzmiał na scenie „Warsaw Home”. Nie będzie możliwości, aby ten temat nie wpłynął na całą branżę.

Chodzi o nadprodukcję…

Łukasz Stawarski: Nadprodukcja, recykling… jak sobie z tym radzić, jak projektować, żeby nasycać rynek, ale odpowiedzialnie. Tego problemu na pewno nie da się od razu rozwiązać, ale już teraz trzeba o tym myśleć, jeśli w przyszłości chce się być projektantem wzornictwa.

Do kolekcji „Lopp”, którą duet projektantów Pawlak & Stawarski stworzył w ub.r. dla marki Noti, należą biurko, sekretarzyk i toaletka. Meble otrzymały wyróżnienie w plebiscycie must have – to znak jakości przyznawany najlepszym polskim wdrożeniom.
Do kolekcji „Lopp”, którą duet projektantów Pawlak & Stawarski stworzył w ub.r. dla marki Noti, należą biurko, sekretarzyk i toaletka. Meble otrzymały wyróżnienie w plebiscycie must have – to znak jakości przyznawany najlepszym polskim wdrożeniom. Fot. Weronika Trojanowska.

Jakie kryteria bierzecie pod uwagę, czym się kierujecie rozpoczynając współpracę z nową marką?

Łukasz Stawarski: Może teraz Cię zdziwię, ale niezwykle ważne jest dla nas, kto prowadzi tę markę, czyli ważni są ludzie. Musi być między nami porozumienie, poczucie, że mamy ten sam cel i wzajemny szacunek. Jeśli tego nie ma, brakuje zaufania, dobrych relacji, to nie ma mowy o współpracy i dobrym produkcie.

Przed podjęciem decyzji oglądacie fabrykę?

Łukasz Stawarski: Zawsze. To jest w zasadzie nasz pierwszy krok, by zobaczyć każdy etap produkcji.

Która technologia spośród wszystkich, z którymi do tej pory się zetknęliście, była najbardziej wymagająca?

Bartłomiej Pawlak: We wszystkich naszych działaniach potrzebujemy wiedzy technicznej. Dzisiaj już wiemy, o co zapytać, gdy czegoś nie jesteśmy pewni, ale gdy się zaczyna, to popełnia się pewne gafy, bo często wydaje się, że coś się da, a jednak się nie da.

Krzesło i fotel „Arch” proj. Pawlak & Stawarski, prod. Fameg, zostały nominowane do German Design Award 2020.
Krzesło i fotel „Arch” proj. Pawlak & Stawarski, prod. Fameg, zostały nominowane do German Design Award 2020. Fot. Weronika Trojanowska.

Łukasz Stawarski: Czasami bywało to jednak zbawienne, bo jak się nie wie, że czegoś się nie da zrobić, to się po prostu to robi. W ten sposób powstają mikro innowacje, kiedy uda się przekonać dział wdrożeniowy do pozornie niemożliwego rozwiązania. Najlepsze w naszym zawodzie jest to, że my się bardzo dużo uczymy od innych ludzi. Projektant nie jest w stanie przyswoić od razu całej wiedzy technicznej, współpraca z każdą kolejną firmą powiększa nasze kompetencje.

Bartłomiej Pawlak: Gdy przychodzimy do firmy, mamy niewiele do powiedzenia, a wiele do wysłuchania, więc pierwszy etap polega na słuchaniu i obserwowaniu.

Łukasz Stawarski: Najpierw jesteśmy odbiorcami, dopiero później dajemy coś od siebie.

Co Wam dają nagrody, które są Wam przyznawane? Czy oprócz tego, że Was cieszą, odgrywają jakąś większą rolę?

Bartłomiej Pawlak: Myślę, że w naszym przypadku najważniejszą informacją jaką niosą nagrody jest zewnętrzne potwierdzenie dobrze wykonanej pracy. My zawsze mamy bardzo dużo wątpliwości, nie wpadamy w samozachwyt. Uznanie gremiów przyznających wyróżnienia zwiększa nasz wewnętrzny komfort, pozytywna bezstronna ocena upewnia nas, że warto to robić dalej, odrzucić kompleksy i bardziej uwierzyć w siebie.

Krzesła „Hips”, które Bartłomiej Pawlak i Łukasz Stawarski zaprojektowali dla firmy Fameg, występują w kilku wersjach: bez tapicerki, z tapicerowanym siedziskiem lub w całości tapicerowane.
Krzesła „Hips”, które Bartłomiej Pawlak i Łukasz Stawarski zaprojektowali dla firmy Fameg, występują w kilku wersjach: bez tapicerki, z tapicerowanym siedziskiem lub w całości tapicerowane. Fot. Weronika Trojanowska.

Łukasz Stawarski: Nagrody na pewno nie są najważniejsze, nie są celem samym w sobie, ale są rzeczywiście certyfikatami jakości. Tak się złożyło, że mamy też sporo nagród zagranicznych i jest to dla nas ważne o tyle, że nie do wszystkich konkursów trzeba się zgłosić. Zdarza się, że ktoś wyławia nasz produkt z ogromnego rynku i uznaje, że jest wart nagrodzenia. To połączenie satysfakcji i potwierdzenia dobrze wykonanej pracy.

Dużo podróżujecie, również po innych kontynentach, co przywozicie z tych podróży w sensie koncepcyjnym? Oglądając zdjęcia na Waszych kontach na Instagramie, często zauważam tak ciekawe zestawienia kolorów, materiałów, które zaobserwowaliście w przyrodzie czy w architekturze i uwieczniliście na fotografiach, że zdają się być gotowymi wzorami, których można użyć podczas projektowania, niektóre z nich może nawet przenieść do projektów 1:1.

Łukasz Stawarski: Wydaje mi się, że unikamy łatwych inspiracji. Rzadko nam się zdarza zaczerpnąć wprost, zacytować. Te inspiracje może nie są bardzo czytelne w naszych projektach, a jednak istnieją.

Przemycacie je.

Łukasz Stawarski: Tak, można tak powiedzieć, że przemycamy. Jak wiesz różne sfery życia projektanta przenikają się. Po prostu zawsze czymś się nasiąka, kulturą, niesamowitymi estetycznymi bodźcami i to gdzieś zostaje. My często o tym rozmawiamy, oglądamy zdjęcia z podróży, dzielimy się wrażeniami.

Za kolekcję „Nod”, zaprojektowaną przez Bartłomieja Pawlaka i Łukasza Stawarskiego, Fameg otrzymał znak jakości must have.
Za kolekcję „Nod”, zaprojektowaną przez Bartłomieja Pawlaka i Łukasza Stawarskiego, Fameg otrzymał znak jakości must have. Fot. Maciej Nowaczyk.

Bartłomiej Pawlak: Wizualna strona to jedno, ale tak jak mówiliśmy, zawsze zaczynamy od tego, jaki nasz produkt ma mieć feeling. Inna kultura, to jak ludzie w niej funkcjonują, jak przebywają z przedmiotami, to jest dla nas droga do tego, żeby sobie przeanalizować pewne rzeczy.

Czyli podpatrujecie ludzkie zachowania, przyglądacie się, jak w innych kulturach ludzie siadają, jak jedzą…

Bartłomiej Pawlak: Jak spędzają czas, jak się zachowują w przestrzeni publicznej, w mieście, jak się ubierają, jak mówią…

Łukasz Stawarski: Ważna jest atmosfera miejsca, co się na nią składa, to wszystko ma znaczenie.

A później w nieoczywisty sposób znajduje to odzwierciedlenie w Waszych projektach.

Łukasz Stawarski: Celowo unikamy odniesień wprost. Widziałem słynną bramę Torii, to zrobię mebel, który ją przypomina… Takie zapożyczenia są nam obce.

Za kolekcję „Nod”, zaprojektowaną przez Bartłomieja Pawlaka i Łukasza Stawarskiego, Fameg otrzymał znak jakości must have.
Za kolekcję „Nod”, zaprojektowaną przez Bartłomieja Pawlaka i Łukasza Stawarskiego, Fameg otrzymał znak jakości must have. Fot. Maciej Nowaczyk.

Tego rodzaju skojarzenia niosą ze sobą pewne niebezpieczeństwo – mogą okazać się zbyt banalne.

Łukasz Stawarski: Właśnie. Zostańmy więc przy tym, że podróże wzbogacają nas wewnętrznie. To jest ich największa wartość.

Czy Wy dokądś zmierzacie, czy jako projektanci wyznaczyliście sobie cel, który chcecie osiągnąć?

Bartłomiej Pawlak: Gdy zakładaliśmy 5 lat temu studio, to czuliśmy, że wszystko jest daleko, że jest nieosiągalne. Przez te 5 lat udało nam się przebić kilka szklanych sufitów i dzisiaj czujemy się spełnionymi projektantami. Jeśli chodzi o polski rynek, to dużo zrobiliśmy, ale jeszcze więcej przed nami. Przyszedł taki czas, w którym ważne było zachowanie płynności, więc wzięliśmy na siebie dużo projektów. Rozmawiamy w takim momencie, w którym chcemy się maksymalnie skupić na bieżącej pracy, przestać się rozdrabniać, by móc się rozwijać w nowych kierunkach.

Kolekcja „Nest”, projekt dla marki Vox, otrzymał nagrodę „Dobry Design 2017”.
Kolekcja mebli „Nest”, projekt dla marki Vox, otrzymał nagrodę „Dobry Design 2017”. Fot. Greg Nelec.

Łukasz Stawarski: Tak jak Bartek powiedział: marzy mi się kreatywny, ale jednak spokój. Chciałbym mieć trochę więcej czasu i działać w innym tempie. Lekkie zwolnienie i więcej czasu na świadome przemyślenie naszej dalszej drogi, na pewno by się nam przydało. Zależy nam na komforcie pracy. Teraz jesteśmy w biegu, a chcielibyśmy może nie spacerować, ale truchtać.

Bartłomiej Pawlak: Chcemy celebrować każdy projekt.

Pięknie powiedziane. Tego Wam życzę i dziękuję za rozmowę.

ROZMAWIAŁA: Anna Szypulska

Artykuł opublikowany został w miesięczniku BIZNES.meble.pl, nr 11/2019.