fbpx
Branża

Projekt: Noti

Cykl „Trefle w podróży”. Ryszard Balcerkiewicz na taborecie „Trefl” (prod. Noti, proj. Piotr Kuchciński), Norwegia, lato 2014 r.

Projekt: Noti

Rozmowa z Ryszardem Balcerkiewiczem, właścicielem i prezesem Zarządu firmy Noti, założycielem Fabryki Mebli Balma.

Reklama
Meblarski-1000-banner-srodtekstowy-750x100-gif-miesiecznik-i-portal-informacyjny-branzy-meblarskiej-biznes-meble-pl

Rozmowa opublikowana została w książce „Wizjonerzy i biznesmeni” (t. 1), wydanej przez Wydawnictwo meble.pl w 2015 r. Poniżej ósmy rozdział tego wywiadu. Siódmy rozdział można przeczytać tutaj: Design wkracza do Balmy

W 2005 roku przekazał Pan zarządzanie Balmą synowi, a sam zajął się tworzeniem nowej marki mebli – Noti. Proszę powiedzieć: Noti, czyli co?

Zanim jeszcze powstało Noti, był taki pomysł, aby do otoczenia mebli biurowych zaprojektować meble miękkie. Do przestrzeni recepcyjnej. I rzeczywiście, Piotr Kuchciński zaprojektował taki zestaw składający się z kanapy i foteli. Szukaliśmy kooperanta zewnętrznego, który by dla nas produkował te meble na wyłączność. Ale okazało się, że – po pierwsze – są to za małe ilości, a po drugie – znalezione przez nas firmy nie spełniały wymogów jakościowych. Potrzeby Balmy w zakresie mebli tapicerowanych zbiegły się w czasie z moją rezygnacją ze stanowiska prezesa Balmy i chęcią zrealizowania się w nowym projekcie.

A Panu wtedy chodził przecież po głowie pomysł stworzenia nowej marki mebli tapicerowanych…

Powiedziałem wtedy, że może ja zajmę się produkcją takich mebli w ramach jakiejś niewielkiej firmy, którą zorganizuję. Zaczęło się od tego, że wydzierżawiłem małe pomieszczenie w Balmie, zatrudniłem dwie krawcowe i tapicera, i zaczęliśmy robić pierwsze elementy. Później zaczęły powstawać kolejne projekty – okazało się, że są to nie tylko projekty związane z otoczeniem biznesowym, ale również projekty mieszkaniowe. Ten rozwój następował tak szybko, że – na szczęście był jeszcze teren do zagospodarowania – trzeba było budować pierwszą halę.

Trącił Pan kamień, który – w pozytywnym znaczeniu – wywołał lawinę?

Dziesięć lat temu, gdy zaczęło już to wszystko wychodzić – i organizacja, i ludzie, i maszyny – zacząłem stawiać halę produkcyjną Noti. Już po roku powstała pierwsza hala, przeprowadziliśmy się z Balmy, zatrudniłem szefa produkcji, powstał pion handlowy, zaczęliśmy organizować sieć sprzedaży. W tym okresie powstawało kilka projektów rocznie, dynamika była niesamowita. Poza Piotrem Kuchcińskim do współpracy przy pierwszych projektach zaprosiłem Jurka Langiera, bardzo dobrego, rozpoznawalnego projektanta…

Który wiele lat wcześniej stworzył markę Eljot i – w jej ramach – mnóstwo wspaniałych mebli, choćby „Cello”, „Classic”, „Piano”, „Status”, „Timpani”…

Tak, ale gdy nawiązałem z nim kontakt, bodaj w 2004 roku, miał chyba jakieś problemy, był na etapie poszukiwań, bo markę Eljot sprzedał Nowemu Stylowi. Jako projektant był wolnym strzelcem i zleciłem mu wykonanie pięciu projektów. I Jurek mi rzeczywiście w krótkim czasie wykonał pięć nowych projektów. Plus Piotr Kuchciński, plus Tomek Augustyniak, których zaprosiłem do współpracy. Ich projekty złożyły się na pierwszą ofertę Noti w zakresie mebli biurowych, kontraktowych i mieszkaniowych.

Miał Pan zatem produkt, ale teraz należało go sprzedać. A sprzedaż mebli tapicerowanych i mebli biurowych to dwa zupełnie odmienne tematy.

No tak, żeby to sprzedać, musiałem rozpocząć budowę struktur sprzedażowych. Jeżeli chodzi o meble biurowe, to do dyspozycji miałem sieć Balmy. Natomiast najgorzej było z meblami mieszkaniowymi.

Budowa pierwszej hali Noti w Tarnowie Podgórnym, 2005 r.
Budowa pierwszej hali Noti w Tarnowie Podgórnym, 2005 r.

Dlaczego?

Zwracałem się do różnych firm handlowych, które mogłyby sprzedawać moje produkty, ale okazało się, że cena jest za wysoka, że jako kooperant my się nie nadajemy. W związku z tym zacząłem myśleć o stworzeniu własnego podbrandu – Galerii Noti. I rzeczywiście w tym czasie powstały pilotażowe Galerie Noti, które miały za zadanie sprzedawać przede wszystkim produkty Noti, a także jako meble uzupełniające – stoliki Balmy.

I gdzie powstały te galerie?

Takie galerie powstały w Warszawie, na początku – w Jankach, we Wrocławiu – na Bielanach. Praktycznie od razu trzeba było podejmować decyzje o zmianie tych lokalizacji, ponieważ miejsca okazały się kompletnie nietrafione. W Warszawie przeniosłem się do Domoteki, która wtedy powstawała – byliśmy jednym z pierwszych klientów w Domotece. We Wrocławiu przenieśliśmy się do Domaru. Szukaliśmy też lokalizacji w Poznaniu i mamy dzisiaj niezależny salon niedaleko Starego Rynku, przy ulicy 23 lutego. Poznaniem zawiaduje moja starsza córka, zięć prowadzi poznański salon Balmy.

Po zmianie lokalizacji sprzedaż wzrosła?

Te salony, tak naprawdę, przez pierwszych kilka lat trzeba było finansować, zanim zaczęły na siebie zarabiać. Zakładając pierwsze galerie, sądziłem, że w ciągu dziesięciu lat będę miał w Polsce tych galerii dziesięć, może piętnaście. To da jakiś wolumen zamówień na wyższym poziomie.

Pierwsza wdrożona kolekcji Noti „Tritos”, proj. Piotr Kuchciński, 2005 r.
Pierwsza wdrożona kolekcji Noti „Tritos”, proj. Piotr Kuchciński, 2005 r.

Życie zweryfikowało jednak Pańskie plany, co do rozwoju sieci sprzedaży?

Ten rynek mebli mieszkaniowych w Polsce jest bardzo płytki, szczególnie w zakresie bardziej ambitnego, nie najtańszego wzornictwa. Nie jest to rynek, który by się dynamicznie rozwijał, bo za słabo rozwija się w Polsce klasa średnia, także w sensie ekonomicznym – zarobków.

Co zatem Pan zrobił?

Zrezygnowałem z rozwijania sieci sprzedaży, pozostałem przy tych trzech galeriach. Na razie nie mamy szans, by dalej inwestować, natomiast współpracujemy z partnerami, którzy mają swoje brandy i sprzedają nasze meble – w Krakowie, w Lublinie, w Trójmieście. Jeśli chodzi o rynek biurowy, to oczywiście jesteśmy w sieci Balmy i to się dobrze rozwija. Podobnie jest, jeśli chodzi o różne specjalne zamówienia – robiliśmy meble do sieci punktów medycznych Medicover, Cinema City, zrobiliśmy także do Muzeum Żydów Polskich, zaprojektowane przez Tomka Rygalika. Tam, gdzie pojawia się zapotrzebowanie na meble i rozwiązania indywidualnie zaprojektowane, dobrze wykonane, w nowoczesnej technologii i w cenach nie najniższych – my jesteśmy w stanie to wykonać, do takich zamówień firma Noti jest przygotowana.

A jeśli chodzi o rynek klienta indywidualnego?

Noti jest dobrym brandem dla młodych ludzi, którzy już wyszli z zakupów w IKEA i chcieliby coś indywidualnego, bardziej ambitnego. Takie meble mamy i takich klientów też mamy, ale niestety nie jest to rynek szybko rozwijający się. Trzeba sobie zdawać sprawę, że w Polsce jest kilka dużych aglomeracji, w których ludzie więcej zarabiają, ale większość to mniejsze ośrodki, gdzie ludzi nie stać na tego typu meble.

Po co w ogóle było Panu Noti? Oczywiście wspominał Pan, że pojawił się pomysł, by do otoczenia mebli biurowych zaprojektować meble miękkie, ale błyskawicznie okazało się, że Noti zaczęło żyć swoim życiem.

Noti miało być odpowiedzią na potrzeby ambitnych klientów, którzy potrzebują tego typu mebli. Stwierdziłem, że jest luka na rynku, bo w Polsce były tylko meble firmy Eljot, ale Jurek ją sprzedał. Uważałem, że tak, jak jest we Włoszech, gdzie działają firmy małe i średnie, ale markowe, tak i w Polsce jest miejsce dla ambitnej produkcji, ambitnych projektów, wykorzystania potencjału projektantów, szczególnie polskich. Ta wielkopolska praca i konsekwencja, o której mówiliśmy na początku, sprawiły, że dzisiaj, po dziesięciu latach, mogę stwierdzić, że Noti odniosła sukces. No i obecnie jesteśmy w tej branży jedyną marką, która współpracowała lub współpracuje z powodzeniem z tyloma świetnymi, polskimi projektantami. Efekty tej współpracy pokazywała w pełni wystawa prezentowana podczas Arena Design: „10 lat Noti – wystawa jubileuszowa”.

Ryszard Balcerkiewicz z fotografem Szymonem Brodziakiem, autorem zdjęć do kampanii reklamowej „Noti Girls”, 2007 r.
Ryszard Balcerkiewicz z fotografem Szymonem Brodziakiem, autorem zdjęć do kampanii reklamowej „Noti Girls”, 2007 r.

W czym, Pańskim zdaniem, przejawia się ten sukces?

Mamy już dzisiaj zorganizowaną całą infrastrukturę – z produkcją na wysokim poziomie, szwalnią, z maszynami sterowanymi komputerowo, z całym rynkiem kooperantów, co nie jest też takie proste. Firma jest stabilna, samodzielnie się utrzymuje i ma jednak ciekawe perspektywy na następne dziesięciolecie. Podobnie jak w przypadku Balmy, wniosłem aportem cały majątek Noti z osoby fizycznej do zorganizowanego podmiotu: Noti spółka z ograniczoną odpowiedzialnością.

Meble biurowe to w większości meble skrzyniowe, z kolei Noti to meble tapicerowane. Czy nie byłoby bardziej naturalne robienie mebli mieszkaniowych, też z wyższej półki, ale mebli twardych?

Muszę Panu powiedzieć, że jeszcze pracując w Balmie – było to kilkanaście lat temu – wykonałem taką próbę zaprojektowania mebli młodzieżowych pod marką Balmy. Ponieważ nasycenie meblami twardymi w melaminie było bardzo duże, a ceny, które się na nich uzyskuje – raczej niskie, chciałem właśnie produkować meble twarde wysokiej jakości, czyli nie z płyty pokrytej melaminą, a z drewna albo okleiny naturalnej z wartością dodaną w postaci wizji projektantów. Ostatecznie jednak, wzorując się na strukturze firm zachodnich, uzupełniłem ofertę moich firm o wysokojakościowe meble tapicerowane.

A w ramach marki Noti nie produkował Pan mebli skrzyniowych?

W Noti mamy zestaw, który nazywa się „Compli”, zaprojektowany przez Piotra Kuchcińskiego. Jest to kolekcja mebli twardych, wykonanych w okleinie drewnianej, produkowanych przez Balmę. One są bardzo drogie, sprzedają się tak, jak sprzedają się meble w takiej cenie i są pod brandem Noti. Jednak koniem pociągowym w Noti miały być meble miękkie, tym bardziej, że dają one zdecydowanie więcej możliwości twórczych projektantom, a cykl wdrożenia, cykl modelowania, cykl produkcyjny jest skrócony i nie ma tak zaawansowanych technologii, jak w przypadku choćby mebli biurowych.

Fabryka Noti, stan obecny.
Fabryka Noti, stan obecny.

Rozumiem, że po dziesięciu latach od debiutu marki Noti odczuwa Pan satysfakcję?

Na pewno lokując pieniądze w wielu innych pomysłach, miałbym większy zwrot. Ale powstało coś – czyli Noti – na miarę ambicji, aspiracji. Przy tym projekcie pojawiają się nazwiska dobrych, polskich projektantów i myślę, że to wszystko – w miarę rozwoju rynku – ma szansę obronienia się w dłuższej perspektywie czasowej. Nie ukrywam, że liczę też na eksport, bo tam są szanse zaistnienia, tylko że na Zachodzie musimy konkurować z firmami, które od dziesięcioleci istnieją i mają swoje sieci sprzedaży.

Jest też chyba problem mentalny – jak przekonać zachodniego klienta, by płacił za polskie meble więcej. Dla niego polskie meble to jednak meble tanie lub bardzo tanie.

Właśnie. Musimy razem zrobić następny krok, projektanci również. To się zresztą dzieje cały czas, może za wolno, jak na biznes, który powinien się teraz bardzo mocno rozwijać. My cały czas to robimy. Noti to jest coś, co pociąga za sobą dużo pracy, ale na pewno daje też dużo satysfakcji. Nie do końca dużo pieniędzy, bo cały czas trzeba inwestować w projekty i projektantów, którym cały czas, jako jedna z nielicznych firm w Polsce, płacimy regularnie co kwartał tantiemy.

Tantiemy, czyli prowizje od sprzedaży?

Właśnie tak, prowizje od sprzedaży.

Pewnie nie zechce mi Pan powiedzieć, jakiego rzędu są to kwoty?

To są umowy między nami a projektantami, więc tutaj nie mogę powiedzieć, ale jest umowa, że płacimy honoraria w dwóch częściach: jedna część jest za projekt, a drugą są tantiemy od sprzedaży.

ROZMAWIAŁ: Marek Hryniewicki

Ciąg dalszy wywiadu z Ryszardem Balcerkiewiczem w rozdziale: Po pierwsze design