fbpx
Branża

Po co komu „On”?

Zdzisław Sobierajski.

Po co komu „On”?

By zasadzone drzewo stało się drewnem, mija zwykle kilkadziesiąt lat. Ale by drewno, stało się  meblem, potrzebna jest jeszcze praca przedsiębiorców, projektantów, technologów, rzemieślników.  Fachowców, którzy rozumieją rynek, jego uczestników, ich potrzeby i pragnienia. Ludzi którzy starają się dostosować wzory i technologie do potrzeb oczekiwań konsumenta.

Reklama
Meblarski-1000-banner-srodtekstowy-750x100-gif-miesiecznik-i-portal-informacyjny-branzy-meblarskiej-biznes-meble-pl

Tymczasem polski rynek innowacji został zawłaszczony przez urzędników. Oni wykreowali programy dotujące polski design, a liczni, „designerzy” i przedsiębiorcy dostosowali swoją aktywność do wymogów programów 1.2.1, czy 2.3.5 i  kilku innych, zdefiniowanych przez urzędników zatrudnionych w instytucjach dotujących polski design. Ludzi mających znikome pojęcie o projektowaniu i wdrażaniu  produktów czy usług. Ale, kto daje kasę ten w designie rządzi!

Od wielu lat jestem przekonany, że współczesny, polski design dotacją z NCBiR lub z PARP stoi. Mam wrażenie, że jak nie ma dotacji, to nie będzie designu. Taka wydaje się kreatywność tego sektora. Pewnie na palcach jednej ręki możemy policzyć projekty finansowane w zdrowej ekonomii, gdzie każda zainwestowana złotówka ma przynieść zysk inwestorowi, pożytek dla użytkownika i dochody oraz miejsca pracy pracowników.

Widać to na  stoiskach  podczas imprez targowych. Kroplówka dotująca polskich producentów, ich  produkty i niestety ich wystawiennictwo ciągle działa. Na jednych stoiskach możemy zobaczyć tanie podróbki foteli Eamesów stanowiące scenografię, a na  ich tle dotowane przez PARP i NCBiR „autorskie” prototypy. Dzięki wysiłkowi unijnych podatników jeszcze jakoś to u nas działa. Szkoda tylko, że w biznesowych relacjach firm z właścicielami  hal targowych objawia się to czasem, na przykład, „powtórnym zakupem ścianki” pozostawionej przez uczestnika poprzedniej imprezy targowej, ale za to, za „preferencyjną cenę”.  Rozbierać scenografii nie trzeba. Nowy uczestnik, uraczony przez organizatora starą „ścianką”, zaoszczędzi przecież na budowie swojego stoiska. Jednak dobrze byłoby, gdyby przy takiej ofercie, nowy nabywca dowiedział o tym kilka tygodni wcześniej.  Niestety, w naszej praktyce nie jest to normą. Na szczęście dla właścicieli hal targowych, wystawcy potrafią zaprojektować swoje stoisko w dwa dni przed imprezą.  Z pewnością nie stanowi to dla nich wizerunkowego problemu. Przecież mają ugruntowane na rynku marki więc muszą. Dopóki któryś z nich nie postanowi wysiąść, to wraz z organizatorami imprez targowych, jadą  na tym samym, medialnym wózku. Zasada polegająca na tym, że wiele miesięcy temu zapłaciliśmy za udział, wczoraj dowiedzieliśmy się gdzie mamy stoisko, a jutro jest uroczyste otwarcie targowej imprezy, jakoś u nas działa. Dzięki temu, polski design ma się dobrze. Jest gdzie go pokazać.

Komunikaty o zbawiennej roli designu codziennie możemy przeczytać studiując portale branżowe i kolorowe tygodniki, miesięczniki a w szczególności kwartalniki.

Odkąd pamiętam, polski design miał się świetnie. Zapewniam, że nie  znajdziemy krytycznych publikacji na ten temat.  W przepastnych czeluściach „designerskiego”  Internetu polemik też nie znajdziemy.

Niestety, studiując różne publikacje, mam wrażenie, że ten nasz współczesny,  robi  się jakiś taki „średni”. Wprawdzie, jest dzisiaj dużo gorzej niż było, ale za to wyraźnie widać, że jest dużo lepiej niż będzie. A jak będzie? No to zobaczymy.  Przecież wszystko zależy od tego, jakie będą przyznane dotacje na innowacje i na wystawiennictwo. Sorry, ale taki mamy design!  Jaki by nie był, to jest nasz. Polski. I nikt nam go nie odbierze.

Bo, niby po co komu „On”?