Branża

Jest dużo do zrobienia

Alina Szynaka.

Jest dużo do zrobienia

Alina Szynaka, współwłaścicielka Szynaka-Meble, o największym sukcesie firmy świętującej jubileusz 65-lecia, kobiecych wartościach w biznesie i codziennej motywacji.

Okazją do wywiadu jest jubileusz 65-lecia istnienia firmy Szynaka-Meble i Pani urodziny. Przy tej okazji chciałabym zapytać, czy czuje się Pani kobietą spełnioną?

Reklama
Meblarski-1000-banner-srodtekstowy-750x100-gif-miesiecznik-i-portal-informacyjny-branzy-meblarskiej-biznes-meble-pl

To zależy, jak na to spojrzeć. Każdy ma swoją definicję, co znaczy być osobą spełnioną. Czy czuję się kobietą spełnioną? Chyba jeszcze nie. Rodzinnie jak najbardziej, bo dzieci są już dorosłe. Pracują razem z nami. Natomiast biznesowo myślę, że jest jeszcze dużo do zrobienia.

Czemu zamierza Pani poświęcić aktywność zawodową? Jakie ma Pani plany?

Firma się rozwija i cały czas przychodzą nowe sprawy. Pod moją opieką jest dział sprzedaży krajowej i dział marketingu Szynaka-Meble. Cały czas je rozwijamy. Jako właściciel muszę patrzeć na całokształt, więc biorę udział w spotkaniach zarządu i jestem osobą decyzyjną. Muszę mieć swoje zdanie.

Cały czas pracuję jako osoba zarządzająca i współzarządzająca w firmie produkującej meble, ale jestem również odpowiedzialna za Pałac w Mortęgach. Poświęcam mu dużo czasu. Zwłaszcza, w dzisiejszej dobie gospodarczej dużą uwagę poświęcamy usługom i pozyskiwaniu gości hotelowych. Sporo pracy wkładamy w to aby Pałac Mortęgi był miejscem przyjaznym gościom, do którego chętnie będą wracali.

Kiedy rozmawiałyśmy kilka lat temu, była Pani na etapie wybierania dodatków do Hotelu Mortęgi. Jak to wygląda dzisiaj? Czy obiekt funkcjonuje w pełni swoich możliwości?

Cały czas jesteśmy w fazie udoskonalania i unowocześniania naszych obiektów. Dotyczy to zarówno fabryk produkujących mebli, jak i hotelu. Z pewnością, nie będzie takiego momentu, że powiemy sobie: wszystko już jest zrobione, nic już nie musimy robić. Tak się nie da. W żadnym biznesie tak nie ma. Etap wystroju, upiększania hotelu jest zakończony. Ciągle trwają jednak nowe, kolejne  inwestycje. Jest stała potrzeba w doinwestowywania infrastruktury obiektu. To jest XV-wieczny pałac z piękną historią, którą musimy pielęgnować. Wokół niego mogą powstawać nowe budynki, oczywiście z zachowaniem określonego stylu. Staramy się robić wiele rzeczy, które pomogą nam w sprzedaży miejsc hotelowych i umilaniu pobytu gości. Chyba nigdy nie powiemy – koniec na tym, nic już więcej nie robimy. Cały czas widzimy potrzebę dalszego rozwoju. Nie jesteśmy takimi ludźmi, którzy by usiedli i powiedzieli – wszystko mamy już zrobione. Czekamy na gości albo klientów, którzy będą kupowali meble. Sytuacja gospodarcza cały czas zmusza nas do aktywności i pracy, samodoskonalenia i szukania coraz to nowszych rozwiązań.

Co, oprócz sytuacji gospodarczej, jest dla Pani największą motywacją do podejmowania codziennych wyzwań?

Chyba mój mąż, który cały czas stawia sobie i nam jakieś wyzwania, cele, podnosi poziom. Cały czas jesteśmy na etapie dochodzenia do celów.

A czy pracowitość nie wynika również z Pani charakteru?

Tak, cały czas stawiam sobie wyzwania. Mogę też brać przykład z innych osób z zewnątrz. Czasem widzimy, że ktoś coś robi i to dla naszego otoczenia jest dobre. To też są wyzwania i możliwości, do których się dąży. Są do zrealizowania w mniejszym lub większym stopniu, w zależności od sytuacji.

Czy spotkała Pani na swojej drodze osobę, którą w kwestii zawodowej uznałaby Pani za autorytet?

Wydaje mi się, że osobą godną naśladowania jest pani prezydentowa Jolanta Kwaśniewska. Nie wiem czy jest spełnioną osobą, ale dla mnie jest ikoną biznesu, przykładem pięknej, eleganckiej, statecznej kobiety. Inspiruje mnie, żeby iść dalej do przodu nie patrząc na przeciwności.

Jakie zauważyła Pani zmiany roli kobiet w biznesie?

Myślę, że to się zmienia na plus. Zaczynam to zauważać nie tylko na przykładzie własnej osoby, ale też innych kobiet, które znam. Jest większy szacunek dla kobiet. W końcu zaczęto zauważać, że kobiety też potrafią zarządzać, mają mądre spostrzeżenia i prowadzą działalność tak, żeby przynosiła efekty związane z całokształtem rozwoju. Są to osoby zauważalne nie tylko przez pryzmat płci. Uczyłam się kiedyś, że w biznesie nie ma różnicy kobieta/mężczyzna. Przynajmniej nie powinno tak być. W biznesie powinniśmy się traktować jako partnerzy. Niezależnie od tego, jaką płeć reprezentujemy, mamy swoje wizje, spostrzeżenia, swoją drogę działania. Kiedyś kobiety były lekceważone, co mogę powiedzieć nawet na własnym przykładzie. Myślę, że teraz jest to trochę inaczej postrzegane. Coraz większa wartość kobiet w biznesie jest zauważalna.

Czy ma Pani wokół siebie biznesową kobiecą grupę wsparcia?

Jako takiej grupy oficjalnej nie mamy. Nie uczestniczę w lokalnych spotkaniach kobiet. Wyjątkiem jest sytuacja, kiedy jestem osobą zaproszoną. Nie mam priorytetu, żeby brać udział w stowarzyszeniach kobiecych. Za to mamy swoją wewnętrzną grupę wsparcia w naszym zakładzie. Jak mamy jakiś problem to się spotykamy, rozmawiamy, decydujemy. Rozmawiamy na tematy biznesowe, ale nie tylko, bo cały świat nie kręci się wokół biznesu. Jesteśmy ludźmi i od czasu do czasu mamy tak po prostu czas do porozmawiania.

To jest duża wartość, także prywatna. Chciałabym też zapytać Panią o sukcesy firmy. Co jest Pani zdaniem największym sukcesem Szynaka-Meble?

Największym sukcesem jest to, że jesteśmy znani nie tylko w kraju, ale też za granicą. Jesteśmy rozpoznawalni jako marka. Bardzo dobrze z tym sobie radzimy. Mamy bardzo fajnych ludzi. Każdy jest odpowiedzialny za swoją działkę i prowadzi ją odpowiedzialnie. Firma wiąże się z nazwiskiem, więc przez nazwisko jesteśmy postrzegani jako producent dobrych mebli.

Czy czasem wyobrażała Pani sobie firmowego klienta, kim taka osoba jest?

Jak widzę klienta to widzę osobę zadowoloną. Odpowiadają mu nasze meble, ich wygląd, ich jakość. Pasują do jego wizji wyposażenia mieszkania.

Czy może Pani coś powiedzieć o swoim osobistym sukcesie w Szynaka-Meble i Hotelu Mortęgi? Z czego Pani jest najbardziej zadowolona w pracy zawodowej?

Ponieważ mój małżonek prowadzi ten biznes i wszystko się zaczęło się od jego ojca, to moim sukcesem jest to, że ja w którymś momencie też zostałam zauważona. Nie jako żona prezesa, czy osoba, która tworzy firmę, ale jako Alina Szynaka. W jakiś sposób jestem postrzegana jako osoba, nie firma. Zauważono mnie w różnych konkursach, rankingach kobiecego biznesu, Nigdy o to nie zabiegałam. Staram się robić to, co do mnie należy i myślę, że w tym gronie jestem postrzegana jako pozytywna osoba. Ja, jako Alina Szynaka.

Jakimi Pani się kieruje wartościami?

Staram się przede wszystkim być sobą. Patrzeć na ludzi jedną miarą. Nie oceniać, że ten jest bogaty, ten jest biedny. Trzeba wszystkich ludzi traktować obiektywnie. Mam swoje priorytety. Dla mnie ważny jest człowiek i jego wnętrze. Nieważne czym się zajmuje, czym jeździ, jak się ubiera. Ważne jest, że trzeba mu czasami pomóc, podać pomocną dłoń, wyciągnąć z problemów życiowych. Nawet podzielić się prostym datkiem. Wierzę, że kiedyś będziemy z tego rozliczani.

Jest Pani osobą zaangażowaną w działalność charytatywną. Czy była taka akcja, którą Pani szczególnie zapamiętała?

Parę kilometrów od naszego miejsca zamieszkania jest zaprzyjaźniony Dom Dziecka. Radość tych dzieciaczków, jak przyjeżdżamy do nich raz na jakiś czas z paczkami, jest niezapomniana. W ośrodku są dzieci z rodzin dysfunkcyjnych. Przychodzą, przytulają się, rozmawiają, trzymają za rękę. Potrzebują zwykłej czułości, pogłaskania po głowie, przytulenia. Dzieci są dziećmi. Czasami naprawdę niewiele im potrzeba: przytulenia, złapania za rękę, popatrzenia w oczy, porozmawiania oko w oko. Jest dla mnie radością, że dzieci lgną wtedy do mnie.

Jak udało się Pani pogodzić życie prywatne i zawodowe?

Kobieta jest zawsze różnokierunkowa. Zawsze idziemy w jednym kierunku i musimy łączyć wiele rzeczy, o których mężczyzna często zapomina. Jest dom, jest gdzie wrócić, jest osoba, która coś poda, przyniesie, cokolwiek zrobi w domu. Taka jest rola kobiety. Przynajmniej ja jestem wychowana w takim modelu: kobieta powinna być podporą mężczyzny, cokolwiek to znaczy. Nigdy mnie nie uczono, że trzeba patrzeć również na siebie. To sobie wypracowujemy w trakcie naszego życia; żeby człowiek swoją wartość poznał i zobaczył, że też jest osobną jednostką i ma swoje potrzeby. Ma również swoje poglądy, które są prywatne, a nie tylko zgadza się z ogólnym trendem. Przez to, że kobieta ma w sobie instynkt kobiecy, macierzyński, to pozwala jej patrzeć szerzej na kwestie zawodowo-prywatne. Stara się to łączyć.

Jak to wygląda w praktyce?

Idąc do pracy, zamykam drzwi do domu, ale cały czas myślę, że coś trzeba w nim zrobić. Takie typowe babskie zajęcia. Są kobiety, które w ogóle się tym nie zajmują i nie przejmują. Są takie mieszkania, gdzie kuchnia jest zimna i nic się w niej nie dzieje. W naszej kuchni dzieją się różne rzeczy. Potrafię ugotować obiad, upiec ciasto, iść do ogrodu skopać ogródek. Robię takie rzeczy, które zawsze robiłam i wydają mi się naturalne. Oprócz tego zajmuję się biznesem. To jest sztuka łączenia życia prywatnego z życiem biznesowym i łączenia ciepła rodzinnego z rodzinnym miejscem w biznesie. Myślę, że to potrafi tylko kobieta. Mężczyźni są zerojedynkowi.

Czy ogród to nadal Pani oaza?

Tak, nadal lubię w nim przebywać. Lubię pielęgnować kwiaty. Bardzo lubię dosadzać, przesadzać. To też daje mi wytchnienie. Czasami takie fizyczne zmęczenie, zamknięcie się w ogrodzie, to jest też ucieczka od codziennego, biznesowego życia. Każdy człowiek coś takiego ma, co go odrywa od szarej rzeczywistości, bieżącej, biznesowej. Każdy powinien mieć coś takiego. Widzę, że ludziom, którzy nie mają swojej enklawy, jest ciężko w życiu, bo nie potrafią się wyłączyć. Stajemy się wtedy pracoholikami, nie mamy odpoczynku. Musi być miejsce, gdzie zamykamy się i nie myślimy o pracy. Każdy powinien mieć możliwość wytchnienia.

Czy Pani jest zadowolona, że spółka pozostanie biznesem rodzinnym?

Bardzo bym tego chciała i bardzo bym sobie tego życzyła. Pracujemy razem. Czasem trudno wypracować wspólny model biznesu. Dzieci też mają swoje spostrzeżenia, uwagi i tok własnego rozwoju, a przy okazji rozwoju firmy. Mam nadzieję, że wyjdzie nam to tylko na dobre. Nie po to budowaliśmy tyle lat tę firmę, żeby to zaprzepaścić. Po prostu, nie możemy tego zrobić. Nie chodzi tylko o nas, ale o kilka tysięcy osób zatrudnionych i ich rodziny. Nie możemy tak po prostu zniknąć w jakimś momencie. To musi funkcjonować i do tego dążymy, żeby firma działała, rozwijała się i kiedyś, jak nas zabraknie, żeby to, co stworzyliśmy istniało.

Dziękuję za rozmowę.

ROZMAWIAŁA: Diana Nachiło

Więcej w „BIZNES.meble.pl 10/2022”.