Edukacja

Od exodusu do apokalipsy

Niemiecki rynek pracy zostanie otwarty 1 stycznia 2020 r.

Od exodusu do apokalipsy

Uwolnienie niemieckiego rynku pracy, równoznaczne z otwarciem go na pracowników z Ukrainy, choć ostatecznie przesunięte w czasie, jest nieuniknione i wszystko wskazuje na to, że nastąpi 1 stycznia 2020 r. Nawet jeśli nie dojdzie do masowych migracji, dla polskiej gospodarki, w tym również przemysłu meblarskiego, będzie to poważny problem.

We wstępnych szacunkach zakładano, że gdy Niemcy otworzą rynek pracy dla Ukraińców, nawet co drugi wyjedzie z Polski. Tym samym rozpoczęła się dyskusja dotycząca tego, czy polskie firmy, ale też samorządy, mają wypracowane metody, które pozwolą im zatrzymać tę migrację lub wypełnić lukę, jeśli takowa powstanie. Problem ten dotyczy również przemysłu meblarskiego, który od dłuższego czasu boryka się z brakiem rąk do pracy.

Wydaje mi się, że szacunki mogą być trochę przesadzone – uspokaja Bożena Datczuk, prezes firmy Tobo. – Owszem na pewno część z nich wyjedzie z Polski, ale nie można też zapominać o takich aspektach, jak bariera językowa, odmienność kulturowa mieszkańców Europy Zachodniej, czy też zwyczajnie odległość. To może stanowić skuteczną przeszkodę do wyjazdu szczególnie dla osób, które zostawiły rodzinę za granicą i chciałyby ją systematycznie odwiedzać. Szansą, ale i ogromnym wyzwaniem jest automatyzacja i robotyzacja przemysłu nazwana rewolucją 4.0, która może pomóc firmom w sytuacji zmniejszającej się ilości pracowników na rynku. Maszyny powinny stać się sprzymierzeńcem przedsiębiorcy, by w sytuacji braku pracowników  i rosnących kosztów płac, produkcja była nadal opłacalna i wydajność  firmy nie spadła. Optymalizacja produkcji powinna być skupiona na wydajności i efektywności, na skróceniu czasu produkcji wyrobów i na szybszym dostosowywaniu się do wymagań rynku. Wymaga to jednak ogromnych nakładów na inwestycje.

Według Radosława Glińskiego, dyrektora zarządzającego/prokurenta w firmie Nestro, najważniejsza jest świadomość, że wielu pracowników z Ukrainy jest tutaj tymczasowo i nie rozwiązuje to problemu braku rąk do pracy.

Warto inwestować w osoby, które przyjeżdżają tu z całymi rodzinami, pomóc im w znalezieniu mieszania, przedszkola czy szkoły dla dzieci – podkreśla Radosław Gliński. – Takie kompleksowe podejście daje szansę na pozostanie tych osób w Polsce. My jednak przede wszystkim wspieramy zatrudnianie repatriantów z Kazachstanu, którzy mają obywatelstwo polskie i wyrażają chęć powrotu do Polski. Pierwszą taką osobę już zatrudniliśmy i czekamy na kolejne. Uważamy, że to jest krok we właściwym kierunku, pozwalający planować długofalowy rozwój przedsiębiorstwa.

Realne zagrożenie?

Z opracowania, które przygotowała firma Smart Work wynika, że polski rynek pracy od schyłku ubiegłego roku mierzy się już nie tylko z deficytem kadrowym dotyczącym rodzimych pracowników, ale także ze spadkiem migracji zarobkowej zza wschodniej granicy. Niewiadomą pozostaje, w jakim stopniu odpływ fali pracowników z Ukrainy może stać się realnym zagrożeniem dla polskiej gospodarki.

Na polskim rynku pracy brakuje obecnie wszystkich rodzajów pracowników, polska gospodarka w coraz większym stopniu zależna jest od imigrantów zarobkowych, których lwią część stanową Ukraińcy. Niestety, ich liczba w ostatnim czasie zaczęła maleć.

Wynagrodzenia w Polsce są zdecydowanie niższe niż w Europie. Powoduje to, że jak się otworzy zachodnia granica Polski, to jest zagrożenie, że pracownicy ze Wschodu, którzy zasilają nasz rynek pracy, wyjadą i zostaną wakaty. Bożena Datczuk, prezes firmy Tobo.

Jak mówi Mariusz Hoszowski, prezes firmy Smart Work, zmniejszająca się liczba pracowników ukraińskich w Polsce związana jest z postępującym rozwojem rynków państw ościennych – m.in. Czech i Słowacji: Działając na zagranicznych rynkach pracy, dostrzegamy tam wiele ułatwień dotyczących pracy oraz samej legalizacji pobytu pracowników ze wschodu. Widząc te udogodnienia, Ukraińcy w sposób naturalny wybierają legalną pracę za większe pieniądze – choć odnośnie kwestii przestrzegania miejscowego prawa można powiedzieć, że popularniejsza jest działalność w szarej strefie. Szczególnie często praktykowane jest to u pracowników z terenu zachodniej Ukrainy, gdzie panuje długa tradycja wyjazdów zarobkowych do Polski. Co więcej, samo zjawisko jest bardzo podobne do sytuacji polskich pracowników jeszcze przed wejściem do Unii Europejskiej, gdzie nasi rodacy masowo wyjeżdżali na Zachód pracować nielegalnie.

„Niemieckie eldorado”

Analiza firmy Smart Work wskazuje, że najwięcej emocji wzbudza otwarcie niemieckiego rynku pracy, które zostało zaplanowane na 1 stycznia 2020 r. W tym czasie mają wejść w życie zmiany dotyczące ograniczenia przeszkód formalnych w zatrudnianiu pracowników z krajów trzecich, w tym Ukrainy.

Pomimo braku otwartości rynku niemieckiego na każdą grupę pracowniczą, i tak pierwszą falą ewentualnych migrantów ukraińskich do Niemiec będą Ukraińcy pracujący do tej pory w Polsce.

Największym zagrożeniem na rynku pracy jest zbyt wolna automatyzacja i robotyzacja procesów, jak również ciągle zbyt małe wykorzystanie systemów ERP zwłaszcza w firmach małych i średnich. Radosław Gliński, dyrektor zarządzający/prokurent w firmie Nestro.

Aby otrzymać pozwolenie na pracę, obcokrajowiec będzie musiał wykazać się wykształceniem kierunkowym oraz potwierdzoną znajomością języka niemieckiego – mówi Mariusz Hoszowski. – Z warunku lingwistycznego wyłączone są jedynie dwie grupy zawodowe – spawacze i kierowcy tirów. Możemy więc oczekiwać, iż z początkiem przyszłego roku nagle zabraknie na polskim rynku spawaczy, ponieważ większość specjalistów ukraińskich posiada dokumenty wyrobione w Polsce i kwalifikujące do uzyskania niemieckich wiz pracowniczych. Co więcej Instytut Goethego, którego certyfikaty językowe będą honorowane przez niemieckie służby konsularne, już otwiera swoje oddziały na Ukrainie oraz rozwija sieć w Polsce, właśnie pod kątem przebywających tu Ukraińców. W ukraińskim sektorze edukacyjnym bardzo popularny stał się trend szkolenia się właśnie w zakresie języka niemieckiego. Widać więc jak ogromną szansę w otwarciu niemieckiego rynku pracy dostrzegają obywatele Ukrainy. Jednak co dla jednych jest okazją, to dla innych stanowi poważne zagrożenie”.

Nowe strategie

Zdaniem Mariusza Hoszowskiego, rozwiązaniem dla polskiej gospodarki z pewnością jest dywersyfikacja kierunków pozyskiwania pracowników i otwartość na inne narodowości. Oczywiście taki kierunek działania wiąże się z dodatkowymi czynnikami – z racji specyfiki każdej z nacji, pracodawcy będą musieli przygotować się na nowe strategie działania swoich przedsiębiorstw.

Jak zauważa Bożena Datczuk, niski poziom bezrobocia w statystykach urzędowych to ogromny plus, ale dla pracodawców to ogromny problem. Największe zagrożenia, które w tej chwili dotykają praktycznie wszystkie branże to właśnie niedobór pracowników, a osoby, które się zgłaszają na wolne stanowiska często nie mają odpowiednich kwalifikacji – komentuje Bożena Datczuk. – Jest to ogromny problem związany z zaniedbaniami w naszej edukacji, szczególnie w szkolnictwie zawodowym. Problemy te nie dotyczą jednak jedynie szkół branżowych, ale i ogólnokształcących. Absolwenci nie są gotowi do wyzwań jakie stawia współczesny rynek i świat biznesu. Uczeni są pewnych schematów, a nie uniwersalnych kompetencji, kreatywności, samodzielności, rozwiazywania problemów czy współpracy w  zespole. Wymusza to na pracodawcy prowadzenie kosztownych i pracochłonnych szkoleń nowych pracowników nim będą oni mogli rozpocząć pracę na danym stanowisku. Brak wszechstronnych umiejętności u młodych ludzi powoduje, że mimo początkowego zaangażowania, poddają się, a zakres obowiązków i zadań ich przerasta. Szybko odpuszczają i w konsekwencji zdarza się, że rezygnują.

Dzięki uzyskaniu wizy pracowniczej obywatele państw ze Wschodu przez pół roku będą mogli szukać pracy, a potem przez kolejne sześć miesięcy pracować u dowolnego pracodawcy. Mariusz Hoszowski, prezes firmy Smart Work.

Rosnący problem z zapełnianiem braków kadrowych w Polsce sprawił, iż pracodawcy zaczęli sięgać po rozwiązania na zewnątrz swoich firm. Dzięki temu ogromną popularność zyskały usługi firm zajmujących się outsourcingiem procesów oraz agencje pracy tymczasowej.

Jak mówi Mariusz Hoszowski, trudno jednoznacznie stwierdzić, która z metod „współpracy z zewnątrz” jest lepsza, jednak w ostatnim czasie na pewno popularniejszy staje się outsourcing procesów. Podstawą wyboru „współpracy z zewnątrz” jest analiza aktualnych potrzeb klienta, na które wpływa sytuacja w danej branży, struktura organizacji pracy w zakładzie oraz sama infrastruktura przedsiębiorstwa – informuje Mariusz Hoszowski. – Dopiero na podstawie tego badania, można zaproponować konkretne rozwiązania umożliwiające optymalizację działań i uzupełnienie braków kadrowych. Z własnej obserwacji mogę jednak powiedzieć, że na tę chwilę outsourcing procesów jest znacznie częstszym zjawiskiem występującym na rynku, niż usługi agencji pracy tymczasowej. Wynika to z konstrukcji tychże usług, ponieważ w przeliczeniu na jedną godzinę pracy, outsourcing procesów jest po prostu tańszy.

Temat jest złożony i z całą pewnością wymaga współdziałania osób z wielu obszarów: pracodawców, samorządowców, przedstawicieli świata nauki, jak również szeregu specjalistów. Zegar tyka, wieloletnich zaniedbań nie da się naprawić do 1 stycznia 2020 r., jednak przy odpowiednim poziomie determinacji, można nie dopuścić do katastrofy.

TEKST: Anna Szypulska

Artykuł opublikowany został w miesięczniku BIZNES.meble.pl, nr 4/2019