fbpx
Branża

Za wcześnie na odcinanie kuponów

Jan Szynaka.

Za wcześnie na odcinanie kuponów

Rozmowa z Janem Szynaka, właścicielem Grupy Meblowej Szynaka, której początki sięgają 1957 r., kiedy to powstał mały zakład rzemieślniczy prowadzony przez ojca – także Jana.

Reklama
Meblarski-1000-banner-srodtekstowy-750x100-gif-miesiecznik-i-portal-informacyjny-branzy-meblarskiej-biznes-meble-pl

Rozmowa opublikowana została w książce „Wizjonerzy i biznesmeni” (t. 1), wydanym przez Wydawnictwo meble.pl w 2015 r. Poniżej trzynasty rozdział tego wywiadu. Dwunasty rozdział można przeczytać tutaj: Sześćdziesiąt TIR-ów każdego dnia

Mówił Pan wiele o kupnie fabryk, o budowie nowych, ale budynki to jedno, a trzeba w nich jeszcze postawić maszyny, zatrudnić ludzi…

Razem z kupnem i budową fabryk wiążą się potężne inwestycje sprzętowe. Kiedyś mocno wspierałem się kredytami, jednak każda moja decyzja była przemyślana i realizowana w krótkim czasie. Dzięki temu tyle lat wszystko dobrze prosperuje. Aktualnie prowadzimy duże inwestycje: zakupiliśmy dwie potężne linie produkcyjne firmy IMA – producenta najbardziej zaawansowanych technologicznie linii i urządzeń obróbczych do produkcji mebli. Koszt jednej linii to wartość kilku milionów euro. Przezbrojenie tych maszyn liczone jest wręcz w sekundach, więc wydajność produkcji wzrośnie trzykrotnie od obecnej. Na przełomie lat 2015/2016 pojawi się u nas pierwsza linia, a wiosną przyszłego roku druga. Dzisiaj, by być konkurencyjnym w Europie, należy inwestować w nowoczesne technologie. W związku z tym wprowadzając takie linie, nie ma potrzeby budowania nowych hal, podnosimy wydajność i jakość naszej produkcji

Szynaka Meble w Lubawie, stan obecny.
Szynaka Meble w Lubawie, stan obecny.

Ktoś mógłby powiedzieć, że teraz można już tylko odcinać kupony od tego wszystkiego.

Nic bardziej mylnego, teraz dopiero zaczęła się prawdziwa konkurencja. Ja w większości realizowałem swoje inwestycje w okresie dołków gospodarczych. Podczas, gdy firmy upadały, łatwiej było je przejąć i tym samym wykonać kilka kroków do przodu. Cały czas poprzeczka podnoszona jest do góry. Niegdyś konkurowałem w powiecie, następnie w województwie, a jeszcze później w kraju. To, co kiedyś wydawało się niemożliwym, ma teraz swój czas i spełnienie.

A dzisiaj wyszedł Pan daleko poza granice Polski…

Owszem, dzisiaj konkurujemy z największymi firmami europejskimi. Dzięki koncernowi IKEA, który wszystkich w Europie traktuje równo oraz firmom: Bega w Niemczech, Conforama, Castorama we Francji i wielu innym mamy większe możliwości negocjacji cen oraz podpisywania korzystnych kontraktów. Dumnie prezentujemy naszym klientom nowoczesny park maszynowy, zapewniamy wysokie standardy produktów, dbając również o atrakcyjne ceny.

Upadek Schiedera dla firm takich, jak Pańska był ogromną szansą na przejęcie rynku, na którym nagle zaczęło brakować mebli, bo zniknął główny ich dostawca.

Tak, wykorzystaliśmy tę szansę w pełni. Nawiązaliśmy współpracę z prezesami zakładów Schiedera w Niemczech: Interline i Logo. Niektóre z tych osób później pracowały u nas na etacie, z niektórymi założyliśmy spółki. W 2008 roku brałem udział w targach w Kolonii. Miałem jedno z większych stoisk, wśród najważniejszych firm. Za udział w takim wydarzeniu musiałem sporo zapłacić, ale dzięki temu mogłem pokazać swoją pozycję i wejść w środowisko europejskie. Niemcy nie wierzyli, że Polak może coś takiego zrealizować i przejąć niemieckie fabryki w tak krótkim czasie. Pytali: „Kto to jest? I kto za nim stoi?”. Podczas targów, oprócz ekspozycji, postawiliśmy jeszcze bar. Wcześniej mi to odradzano: „Nie, to nie wypada, w Niemczech się nie pije”. Powiem szczerze: przy tym barze zaprzyjaźniłem się z właścicielami, prezesami największych, europejskich firm meblarskich. Tam nie chodziło o to, by cokolwiek sprzedać. Chodziło o to, by Europa zaakceptowała firmę Szynaka.

Fabryka Mebli Szynaka, Nowe Miasto Lubawskie, stan obecny.
Fabryka Mebli Szynaka, Nowe Miasto Lubawskie, stan obecny.

I zaakceptowała?

Tak. Całkiem ciekawa sprawa wiąże się z naszym kluczowym partnerem na rynku niemieckim, Grupą Bega i jej właścicielem Dieterem Hilpertem. Po raz pierwszy widzieliśmy się osobiście w 2002 roku, ale musiało upłynąć dziesięć lat, zanim usiedliśmy do wspólnego stołu i zapadła decyzja o strategicznej współpracy. W 2012 roku podpisana została specjalna umowa i w przeciągu trzech lat doszliśmy do obrotów blisko pięćdziesiąt milionów euro rocznie. Jest to przykład błyskawicznego rozwoju oraz siły tkwiącej w obu rodzinnych firmach.

ROZMAWIAŁ: Marek Hryniewicki

Ciąg dalszy wywiadu z Janem Szynaka w rozdziale: Mortęska zakonnica