Branża

W kosmos nie poleci

Sobierajski Zdzisław

W kosmos nie poleci

Projektowanie czyli z angielska design, nie polega na tym żeby wymyślać ładne kształty, ale na tym żeby tworzyć piękne rzeczy.

Reklama
Meblarski-1000-banner-srodtekstowy-750x100-gif-miesiecznik-i-portal-informacyjny-branzy-meblarskiej-biznes-meble-pl

W czerwcu 1896 roku, Czesław Tański, zwany „ojcem polskiego lotnictwa”, po raz pierwszy poszybował na skonstruowanej przez siebie lotni. 10 lat później skonstruował prototyp dwuwirnikowego śmigłowca oraz jednopłatowy samolot „Łątka” napędzany trzycylindrowym silnikiem. Żadna z jego konstrukcji nie doczekała się rozwoju i wdrożenia do produkcji. Rozwój polskiej myśli technicznej skutecznie hamowali zaborcy.

Tymczasem po drugiej stronie Atlantyku, 17 grudnia 1903 Wilbur Wright wykonał pierwszy udany lot samolotem. Pięć lat później spółka braci Wright dostała kontrakt na dostawy samolotów dla armii amerykańskiej. 20 lutego 1962 roku John Glen jako pierwszy amerykański astronauta wykonał lot orbitalny statkiem Mercury 6. Po kolejnych siedmiu latach lądownik Apollo 11 wylądował z ludźmi na Księżycu.

Właśnie mija pięć lat od rozstrzygnięcia konkursu na polski samochód elektryczny. We wrześniu 2017 roku, z wielką pompą  spółka Electromobility Poland, ogłosiła wyniki. Wybrano czterech finalistów. Po pięciu latach działalności spółka zbudowała dwa prototypy, złożone z powszechnie dostępnych na rynku podzespołów i kompozytowej karoserii, a kluczowy kooperant  wycofał się ze współpracy. Firma EDAG miała odpowiadać za koordynację produkcji platformy jezdnej samochodu. Bez tego podzespołu nie będzie samochodu.

Pierwszy niebieski laser zabłysnął w laboratorium Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie, ale niebieskie lasery nie są w Polsce produkowane.

Nieco ponad dwadzieścia lat temu polscy naukowcy opracowali technologię wytwarzania monokryształów azotku galu, półprzewodnika który zastąpił krzem w elektronice, umożliwiając  miniaturyzację i wzrost prędkości obliczeniowych procesorów.

Śledząc los wielu polskich innowacji można odnieść wrażenie, że pojęcie „polski design” jest tylko związkiem semantycznym. By rzetelnie opisać sytuację rynkową powinniśmy używać pojęcia „design w Polsce”. Podobnie dzieje się z „polskimi innowacjami”.

Sztukę wytwarzania prototypów opanowaliśmy perfekcyjne, gorzej jest gdy mamy zaprojektować produkcję, dochód, zysk, czy fundusz na badania i rozwój. Zwłaszcza w tym ostatnim przypadku bardzo niewiele polskich firm wydziela adekwatne do swoich potrzeb budżety. W ostatnich latach powszechnie stosowano dotacje na innowacje przydzielane przez instytucje państwowe, a finansowane z pieniędzy unijnych podatników. Taka formuła rozwoju gospodarki bywa swoistą kroplówką, by nie powiedzieć bajpasem dla gospodarczego krwiobiegu.

Projektanci zasad polskiego systemu dotacji doskonale znali historię i specyfikę naszego rynku. Pewnie dlatego system nie wymaga wdrożeń i komercjalizacji dotowanych produktów. Prototyp  wystarczy. Wykonany z ogromnym nakładem sił i środków egzemplarz można pokazać w mediach, na imprezach targowych, firmowych eventach. Często jako wieszak do tabliczki „nie dotykać” lub „nie siadać”.

W niektórych branżach funkcjonuje powiedzenie „w kosmos nie poleci”. Jest to synonim usprawiedliwienia niskiej jakości, drobnych niedoróbek, czy braku nowoczesności produktu. Bo skoro lecieć w kosmos nie musi, to nie musi być doskonale zaprojektowane, wytworzone, sprawdzone, może być takie nasze, swojskie. Byle wyglądało.

Pamiętam jak kiedyś w większym gronie próbowaliśmy wyjaśnić gościowi ze Stanów znaczenie tego idiomu. Śmiechu było co niemiara. Dużo czasu nam zajęło tłumaczenie, a gość i tak nic nie rozumiał.

A skoro „w kosmos nie musi”, to projektowanie czy design w Polsce jakie są każdy widzi.

Ale może jednak warto zacząć się uczyć sztuki latania?

TEKST: Zdzisław Sobierajski