fbpx
Branża

Konkurencja i współpraca

Jan Szynaka – wizyta w fabryce mebli Swedwood w Chinach, 2013 r.

Konkurencja i współpraca

Rozmowa z Janem Szynaka, właścicielem Grupy Meblowej Szynaka, której początki sięgają 1957 r., kiedy to powstał mały zakład rzemieślniczy prowadzony przez ojca – także Jana.

Reklama
Meblarski-1000-banner-srodtekstowy-750x100-gif-miesiecznik-i-portal-informacyjny-branzy-meblarskiej-biznes-meble-pl

Rozmowa opublikowana została w książce „Wizjonerzy i biznesmeni” (t. 1), wydanej przez Wydawnictwo meble.pl w 2015 r. Poniżej dziewiąty rozdział tego wywiadu. Ósmy rozdział można przeczytać tutaj: Uczciwy jak Rosjanin

Podsumujmy: w 1998 roku, na skutek załamania się rynku rosyjskiego stracił Pan sześćdziesiąt-siedemdziesiąt procent odbiorców. Firma miała już w tym czasie duże moce produkcyjne i sytuacja była dla niej – delikatnie mówiąc – trudna.

Zaczęliśmy się zastanawiać, co robić dalej. Jak Pan słusznie zauważył, mieliśmy wielkie moce produkcyjne, które były zdecydowanie za duże w stosunku do tego, co można byłoby sprzedać na rynku polskim. Próbowaliśmy sprzedawać na Zachodzie, ale wciąż było to zbyt mało. Pomyślałem wtedy o zamówieniach publicznych, bo – jak mi się wtedy wydawało – mógł to być bardzo dobry rynek zbytu.

I wypalił Panu ten pomysł?

Wiele razy stawaliśmy do różnych przetargów, ale za każdym razem była jedna odpowiedź: „odrzucone”. I wtedy ta cała sytuacja dała mi wiele do myślenia. Uznałem, że trzeba inaczej spojrzeć na rynek, ponownie sobie zadać pytania: „W czym jesteśmy silni, jakie są nasze mocne strony, gdzie tkwią nasze atuty?”.

No właśnie, zadał Pan sobie te pytania i jakie były odpowiedzi?

Zobaczyłem, że w naszym województwie działa bardzo wielu producentów mebli, takich jak na przykład Schieder czy Swedwood, którzy bardzo dobrze sobie radzą. I stwierdziłem: „Skoro tak dużo jest wokół silnych producentów, to nie konkurujmy, tylko połączmy działania, współpracujmy”. W związku z tym zaproponowałem współpracę takim firmom jak IKEA czy Schieder, które miały swoje rynki zbytu.

I Pańska propozycja została przyjęta?

Zainteresowanie było spore i w ciągu pół roku, może w rok przyjęto moją ofertę. Moja firma była już duża, dysponowała dobrymi maszynami i wykwalifikowaną kadrą. Ponadto fabryki były bardzo blisko siebie, więc nie było większych problemów z logistyką.

Powiedział Pan: „Przyjęto moją ofertę”. Kto przyjął?

Swedwood, Schieder i firma Schumacher.

Tak po prostu? Zaszedł Pan i powiedział: „Dzień dobry, nazywam się Jan Szynaka i chcę z wami współpracować”? Ze strony kooperantów nie było jakichś kontroli jakości w Pańskim zakładzie?

Moja firma miała renomę, była bardzo dobrze znana, poza tym wcześniej współpracowałem już z tymi firmami. Może nie na taką dużą skalę, ale wystarczająco, aby poznać się jako partnerów biznesowych. Nie musieli nas sprawdzać, bo mieli do nas zaufanie.

Rozbudowa i modernizacja budynku administracyjnego Szynaka Meble, Lubawa, 1997 r.
Rozbudowa i modernizacja budynku administracyjnego Szynaka Meble, Lubawa, 1997 r.

Ale Pan do tej pory robił przede wszystkim meble użyteczności publicznej: kinowe, sklepowe, restauracyjne, a także biurowe. Mieszkaniowych – bardzo mało. A z nowymi kooperantami – jak rozumiem – chodziło o współpracę w produkcji mebli mieszkaniowych?

Jeżeli chodzi o firmę Swedwood, to wykonywaliśmy dla nich pewne elementy. Rozwijali wówczas płytę komórkową, a my sprzedawaliśmy im laminaty. Nasza współpraca szła tak dobrze, że jak dyrektorów z Lubawy przeniesiono do Zbąszynia oraz Chlastawy, to utrzymali z nami kontakt i zaczęliśmy produkować również do tych zakładów. W sumie nadaliśmy tempo rozwoju firmie Swedwood w Polsce.

A współpraca z Schiederem? To były jeszcze lata, gdy sytuacja tej firmy wydawała się dobra i stabilna.

Współpracowaliśmy z Schiederem, bo miał własne rynki zbytu. Jak zaproponowałem ofertę współpracy Prezesowi Stefanowi Tkaczykowi, z którym wcześniej poznałem się podczas targów, to bardzo chętnie na nią przystał. Zaczęliśmy eksportować produkty na rynki zachodnie. Dzięki temu nawiązaliśmy pierwsze kontakty biznesowe i zaczęliśmy już bezpośrednio zaopatrywać niemieckie sieci handlowe.

Wymienił Pan jeszcze jedną firmę: Schumacher…

Tak, z nimi też współpracowaliśmy, ale firma ta jakiś czas później upadła. Kiedy Schumacher zamknął działalność, to powstał problem, co zrobić z pracownikami. Nie mogliśmy ich zostawić na bezrobociu, dlatego razem ze Swedwood przejęliśmy całą załogę, dzieląc się po połowie.

Rozwój technologii w zakładach firmy Szynaka Meble: formatyzerka, 1999 r.
Rozwój technologii w zakładach firmy Szynaka Meble: formatyzerka, 1999 r.

A co to była za firma Schumacher? Pan mówił, że produkowali meble drewniane.

Produkowali ładne meble, ale jak właściciel odszedł na emeryturę, to syn nie poradził sobie z zarządzaniem i firma upadła.

Kupił Pan firmę w Niemczech?

W 2012 roku upadła duża firma Jahnke w Tritton pod Hamburgiem, specjalizująca się w produkcji mebli biurowych i komputerowych. Do naszych fabryk przejęliśmy trzynaście nowoczesnych linii produkcyjnych i centrów obróbczych, linie pakowania, a wszystkie te zaawansowane maszyny i urządzenia (cały zakład Jahnke) zostały przewiezione przez dziewięćdziesiąt ciężarówek do naszych zakładów Grupy Szynaka. Spotkało się to z ogromnym zaskoczeniem i uznaniem wśród niemieckich dystrybutorów i producentów mebli. Jednym słowem: Polak potrafi.

Chciałbym jeszcze na chwilę wrócić do Pańskiej współpracy z IKEA i Swedwoodem. Jeżeli chodzi o meble skrzyniowe, to Pana firma jest dla nich jednym z największych dostawców. Czy nie ma Pan jednak obaw przez zbytnim uzależnieniem od tych odbiorców?

Nie. Współpracowaliśmy tylko ze Swedwoodem przez dwadzieścia lat, ale w pewnym momencie uzyskaliśmy – jako ich podwykonawca – możliwość bezpośrednich dostaw do IKEA. Dzięki temu zaczęliśmy budować własną tożsamość, którą mamy od piętnastu lat. Natomiast, jeżeli chodzi o meble skrzyniowe, zarówno płytowe jak i drewniane, to jesteśmy dla nich chyba drugim, co do wielkości, dostawcą, zaraz po IKEA Industry. Nie liczę tutaj mebli tapicerowanych i Com40. Chwalę sobie współpracę z IKEA, bo daje mi to stabilność, poczucie wartości, możliwość negocjacji cen u dostawców oraz pozycję na rynkach europejskich jak i światowych. Kiedyś produkcja dla nich stanowiła siedemdziesiąt-osiemdziesiąt procent naszej sprzedaży, dzisiaj już połowę.

A więc jednak ograniczył Pan dostawy dla IKEA.

Wcale nie. Nie zmniejszyły mi się dostawy do IKEA, tylko nastąpił rozwój na innych rynkach. Bardzo mocno weszliśmy w zachodnie sieci sprzedaży.

ROZMAWIAŁ: Marek Hryniewicki

Ciąg dalszy wywiadu z Janem Szynaka w rozdziale: Zakład przejęty w biegu