fbpx
Branża

Joanny D’Arc polskiego designowania

Zdzisław Sobierajski.

Joanny D’Arc polskiego designowania

Półtora wieku temu, znana z niepospolitej ekstrawagancji Lucyna von Bohman, primo voto Staszewska, secundo Ćwierczakiewiczowa, napisała serię nietuzinkowych poradników dla kobiet.

Reklama
Meblarski-1000-banner-srodtekstowy-750x100-gif-miesiecznik-i-portal-informacyjny-branzy-meblarskiej-biznes-meble-pl

Wydane w 1858 roku, „Jedyne praktyczne przepisy wszelkich zapasów spiżarnianych oraz pieczenia ciast”, czy mające ponad 20 wydań „365 obiadów za pięć złotych” oraz „Poradnik porządku i różnych nowości gospodarskich” wydane w 1876, miały większe nakłady niż dzieła Mickiewicza i Słowackiego. W czasopismach dla których pracowała, publikowała porady kulinarne, a jako zdeklarowana emancypantka, propagowała pracę zawodową i samodzielność finansową kobiet. Głosząc nowatorskie jak na ówczesne czasy poglądy, wyprzedziła swoją epokę. Ponad sto lat temu promowała obowiązujący dzisiaj tryb życia.

Międzywojenne dwudziestolecie, było okresem przemian niezwykłych. I nie chodzi mi tu o przemiany, które widzimy i możemy analizować. Ważniejsze były przemiany mentalne: zmiana sposobu myślenia i odwaga, którą emanowały Polki.

W 1911 roku Zofia Stryjeńska rozpoczęła studia malarskie w prestiżowej Akademii Sztuk Pięknych w Monachium. Problem miała z tym, że do tej szacownej Akademii, nie przyjmowano kobiet. Dlatego pani Zofia przebrała się za faceta i podała się za Tadeusza Grzymałę Lubańskiego. Niestety po roku, rozpoznana przez kolegów, została zmuszona opuścić mury monachijskiej Akademii. Zofia nigdy nie była celebrytką. Nigdy nie zabiegała o uznanie. Nie związała się z żadną grupą twórczą, z powstających w dwudziestoleciu międzywojennym jak grzyby po deszczu. W 1938 dostała zamówienie na dekorację wnętrz statków pasażerskich MS Batory i bliźniaczego statku MS Piłsudski. Jej talent doceniła też marka E. Wedel, zlecając jej projekt wystroju swoich cukierni w Warszawie. Zapisała się w historii polskiego designu złotymi literami.

Kolejna Polka tworząca podwaliny polskiego desigu to Wanda Telakowska. Marzyła, by otaczające nas przedmioty były funkcjonalne i piękne. W 1945 roku kierowała Wydziałem Planowania w Ministerstwie Kultury i Sztuki, przekształconym później w Biuro Nadzoru Estetyki Produkcji. Za swój cel postawiła sobie przygotowanie  artystów do współpracy z rodzimą wytwórczością. Organizowała praktyki w fabrykach. Tworzyła bazy gotowych projektów stanowiących wzory dla przemysłu terenowego. Zakładała, że artyści tworzący wzory dla rękodzieła, podejmą później pracę w przemyśle. Starała się ich do tego przysposobić. Jednak przemysł funkcjonujący w gospodarce permanentnych niedoborów, nie był zainteresowany nowym wzornictwem, a środowisko artystyczne nie akceptowało jej fascynacji masową produkcją. Promowane przez nią „projektowanie sztuki użytkowej” nie było rozumiane. Odchodząc na emeryturę pisała: „Niemal przez 32 lata łudziłam się, że będą wykorzystane talenty, praca, kultura grupki osób doceniających wagę projektowania przemysłowego – jako instrumentu kształtowania naszej kultury”.

Do dzisiaj tak się nie stało, ale trud i wysiłek Wandy Telakowskiej doczekał się kilka lat temu nazwy ulicy w Warszawie. Niestety, jest to tylko kilkudziesięciometrowa uliczka, będąca dojazdem do parkingu dla mieszkańców budynków sąsiadujących z Instytutem Wzornictwa Przemysłowego.

Z dzisiejszej perspektywy, można powiedzieć, że przez 150 lat niewiele się w naszej świadomości zmieniło. To, że nie doceniamy wysiłku nietuzinkowych Polek, można by złożyć na ołtarzu naszych „wrodzonych wad narodowych”. Ale to, że nie potrafimy z ich entuzjazmu skorzystać, złóżmy raczej na ołtarzu naszej „narodowej durnoty”. Bardzo jestem ciekaw, który z tych ołtarzy zaprojektujemy z większym przepychem?

TEKST: Zdzisław Sobierajski