Branża

Dobra pasja

Dobra pasja

 

Reklama
Meblarski-1000-banner-srodtekstowy-750x100-gif-miesiecznik-i-portal-informacyjny-branzy-meblarskiej-biznes-meble-pl

Zanim poszedłem na biegun zdobyłem go w głowie.

 

Marek Kamiński o wyprawie na biegun z Jasiem Melą

 

 

Kiedy wiele lat temu po raz pierwszy zetknęłam się z książkami Marka Kamińskiego i zanim stały się one dla mnie inspiracją do działania, przeczytałam to zdanie wielkiego podróżnika, które wypowiedział po morderczej wyprawie z niepełnosprawnym chłopcem Jaśkiem Melą. Zrozumiałam wtedy, że nie sam biegun był w tym wyczynie najistotniejszy, lecz przekraczanie barier, barier we własnej głowie oraz podróżowanie w głąb siebie. W przypadku wyprawy z Jaśkiem Melą doszło poczucie odpowiedzialności za drugiego człowieka, nie tylko w sensie fizycznym, ale też metafizycznym: odpowiedzialności za jego dalszy rozwój i wybory życiowe.

 

Kiedy redaktor naczelny „BIZNES.meble.pl” zadzwonił do mnie z propozycją, bym napisała w chilloucie o moich pasjach zastanawiałam się, kto będzie chciał czytać o kolejnych egzotycznych podróżach, fascynacji tańcem, sztuką czy sportem. To przecież nic szczególnego – prawie każdy ma teraz na swoim koncie jakieś „ekstremalne” czy ciekawe wyczyny. Przeanalizowałam w głowie, co w moich pasjach jest dla mnie najistotniejsze: wrażenia, wyzwania, a może jednak coś innego. I okazało się, że najwięcej pozytywnych emocji zawsze towarzyszyło mi wtedy, gdy poprzez moje zainteresowania realizowałam potrzebę dzielenia się z innymi: umiejętnościami, emocjami, talentami. Wtedy, kiedy napisana przeze mnie ikona dawała wsparcie duchowe osobie sparaliżowanej, gdy poprzez taniec czy sport realizowałam równocześnie cel charytatywny, a podczas pobytu w jakiejś peruwiańskiej wiosce na końcu świata mogłam wręczyć dziecku w wiosce garść cukierków i kolorowe kredki. I choć dziś nie pamiętam nazwy tej wioski, to doskonale utkwiły mi we wspomnieniach radosne oczy tego chłopca.

 

Trochę raju w Gaju

 

Takie myślenie doprowadziło mnie zapewne do idei zainaugurowania w naszej firmie programu wolontariatu pracowniczego, w ramach którego każdy może czynić coś dla drugiego człowieka.

 

Program powstał z myślą o miejscach, w których mieszkają pracownicy Schattdecor, z myślą o ich sąsiadach, lokalnych środowiskach oraz o samych pracownikach, którzy chcą zmienić swoje otoczenie, a może nawet przez to i siebie… Realizowane inicjatywy najczęściej dotyczą takich działań, jak remonty, zbiórki odzieży, pomoc dla potrzebujących. Pracownicy poświęcają swój czas wolny od pracy oraz wykorzystują swoje umiejętności, świadcząc różnego rodzaju prace na rzecz wybranych przez siebie ludzi czy instytucji. Przez 5 lat udało nam się zrealizować ponad 40 akcji wolontariackich. Postanowiłam kilka z nich opisać. Może kogoś zainspirują.

 

W ramach akcji „Trochę raju w Gaju” z inicjatywy jednego z naszych mistrzów zmianowych wolontariusze wsparli schronisko dla zwierząt w Gaju, budując własnoręcznie domki ze styropianu dla kotów wolno żyjących. Zbliżała się zima, a wszyscy wiemy, jaki to ciężki okres dla bezdomnych zwierząt. Kilku panów z produkcji po pracy zakasało rękawy i stworzyło prawdziwą linię produkcyjną: na jednym stanowisku cięto styropian pod wymiar, na drugim wycinano otwory wejściowe, na trzecim oklejano całość folią, a na ostatnim przedstawicielka młodego pokolenia, w osobie mojej rodzonej córki, wykonywała kulki z naszego papieru dekoracyjnego i zawieszała takie zabawki na linkach we wnętrzu. Domki te, wraz z zakupionymi materiałami, takimi jak żwirek, przekazano do schroniska podczas bezpośredniej wizyty. Wolontariusze wybrali się też z podopiecznymi schroniska – przemiłym psiakami, oczywiście przyjaźnie nastawionymi do kotów :), na spacer. Była to cudowna integracja połączona z edukacją naszych dzieci. A koty są nam podobno wdzięczne po dziś dzień.

 

Supermeni w akcji

 

Jedną z ostatnich, spektakularnych akcji wolontariackich było działanie na rzecz Domu Dziecka nr 3 w Poznaniu. Pokazuje ono, w jak niesamowity sposób można aktywować dział sprzedaży, mając w jej szeregach bardzo zaangażowaną koordynatorkę, motywującą całe grono uzdolnionych manualnie mężczyzn. Wspomniany Dom Dziecka miał piękny, ale niezagospodarowany ogród. Z desek dębowych, służących wcześniej jako wzorzec do powstania dekoru Dąb Warmia i Mazury, wykonano ławki ogrodowe. Deski zostały obrobione, przycięte, zabejcowane, a następnie zamontowane na gotowych stelażach. A wszystko to było wykonane własnoręcznie przez naszych lokalnych supermanów. Dodatkowo przeprowadzono zbiórkę roślin i nasion do ogrodu oraz udekorowano pokoje dziecięce kolorowymi plakatami oraz kwiatami doniczkowymi. Dla najmłodszych zrobiliśmy piaskownicę i zapełniliśmy ją piaskiem. Prace przygotowawcze zajęły kilka weekendów, ale jaka była nasza radość gdy mogliśmy wspólnie z wychowankami domu świętować przy pizzy!

Mogłabym też opisać zbiórki, jakie się u nas odbyły na rzecz bezdomnych. Zbieraliśmy ubrania, obuwie, koce, pościele, a także leki współpracując z lokalnymi fundacjami. Ktoś mógłby spytać, czy takie zbiórki to nie jest pozbywanie się zbędnych rzeczy? Czasami może i tak, ale mogą też wyzwalać mnóstwo pozytywnych emocji. W ramach Szlachetnej Paczki czy współpracy z Caritas, w obu polskich zakładach Schattdecor nie tylko zbieraliśmy środki finansowe na różnorodne akcje, jak np. organizacja Wigilii dla ubogich, ale też prowadziliśmy sprzedaż… wypieków naszych koleżanek z pracy. Piernikowe cuda, jakie powstały na ten cel, były prawdziwymi dziełami sztuki i nikt nie żałował grosza na ich zakup.

 

Siła pomagania

 

Na koniec powrócę do wyczynów w stylu Marka Kamińskiego. Czy pasję do przekraczania granic w sporcie można połączyć z czynieniem dobra? Okazuje się że tak, a udowodniła to dwójka naszych ultramaratończyków i miłośników jazdy na rowerze. Pewnego dnia postanowili oni pomóc synowi jednego z naszych kolegów, notabene też Markowi (powiązanie z redaktorem naczelnym tegoż czasopisma jest czysto przypadkowe :)). I tu dygresja: jak pokaże poniższa opowieść, kolejny Marek w historii (po św. Marku Ewangeliście) okazuje się być Lwem.

 

Nasz jedenastoletni Marek będąc w wieku przedszkolnym przeszedł poważną operację na mózgu, potem wielomiesięczne leczenie powiązane z chemioterapią, by przez kolejne lata walczyć o sprawność i godną egzystencję w długotrwałym procesie rehabilitacyjnym. Każdy krok wykonywany samodzielnie był cudem i prezentem dla wspierających go bezustannie rodziców i bliskich. W to wsparcie włączyła się dwójka sportowców – pracowników naszej firmy, organizując cykliczne zbiórki środków na cel rehabilitacji chłopca powiązane z wyczynami sportowymi.

 

Zaczęło się od akcji pt. „Doba biegania – siła pomagania” w 2020 r. w Szczyrku. W ramach ultramaratonu przez dobę nasza dwójka biegaczy zmagała się z bieganiem górskim w warunkach zimowych. Wbiegali i zbiegali w śniegu na górę Skrzyczne. Jedno okrążenie oznaczało 13,5 km biegu i określone środki finansowe wpłacane przez firmę na rehabilitację dziecka.

 

Tak to wspominają dziś: Ultramaraton był dla nas nie lada wyzwaniem, ogromne emocje towarzyszyły nam podczas tego biegu. Bieg ten nie należał do najłatwiejszych – a z każdym okrążeniem było coraz ciężej. Mróz, śnieg i brak snu nie ułatwiały nam pokonania dystansu. Wiedzieliśmy jednak po co i dla kogo to robimy, Marek był tutaj naszą ogromną motywacją, dzięki czemu udało nam się przebiec ten dystans.

 

W kolejnej odsłonie ci sami fani sportu wsiedli na rowery szosowe, by przejechać dla chłopca trasę ze Świnoujścia do Ustrzyk Dolnych! Przejechali całą Polskę na trasie Bałtyk-Bieszczady (1.008 km) biorąc udział w rajdzie BBT, praktycznie bez odpoczynku. Przez 65,5 godzin zmagali się z brakiem snu, zmęczeniem i deszczem. Niewyobrażalny wysiłek dla całego organizmu, zwidy przed oczyma, czasami zwątpienie, czy podołają – to wszystko znów dla Mareczka.

 

Nigdy nie należy się poddawać

 

Nasi dzielni sportowcy przekonali się, że warto pomagać i zapragnęli jeszcze więcej. Trzeci akt tej akcji był najbardziej spektakularny, ponieważ wolontariusze zaprosili chłopca do wspólnego udziału w Duathlonie na torze Poznań w maju 2021 r., dając mu możliwość poczucia adrenaliny i pozytywnej rywalizacji. Na portalu „Pomagam.pl” po raz kolejny odbyła się zbiórka funduszy na rehabilitację.

 

Najważniejsze jednak było to, by Marek sam czynnie wziął udział w imprezie sportowej i zdobył swój pierwszy medal. Dotychczas to oni biegali i walczyli z kilometrami na dwóch kołach – teraz Marek miał ruszyć do akcji i połączyć dwa w jednym. Oceniając realnie sytuację można by pomyśleć, że było to porywanie się z motyką na słońce. Chłopiec nie jest w stanie przebiec sam więcej niż 100-200 metrów, nie może też ścigać się na szosowym rowerze. Ale od czego mamy fantazję. W połączeniu z dobrą wolą organizatorów Trigar Duathlon z Poznania i kilku ludzi dobrej woli, udało się przebyć odcinek rowerowy o długości 16 km na siedzisku roweru-rikszy oraz odcinek biegowy 7 km na trójkołowym rowerze elektrycznym.

Ostatnie kilka metrów do mety Marek pokonał na własnych nogach – miałam zaszczyt trzymać go w tym momencie za rękę i nie jestem w stanie nawet opisać, jaką energię, jaką siłę i jakie emocje wtedy czułam, wbiegając na metę. Marek zdobył swój biegun, a wszyscy którzy w tym uczestniczyli, towarzyszyli mu w przygotowaniach, przeżyli, co oznacza prawdziwe wejście na szczyt – na szczyt zwany szumnie człowieczeństwem.

 

A tak podsumowali akcję Rodzice Marka: Widok naszego dziecka pokonującego kolejne kilometry biegu, przekraczającego linię mety w towarzystwie innych biegaczy, ale na własnych nogach, wywołały w nas poczucie dumy i łzy radości. To przecież kolejny krok w drodze do jego samodzielności, namacalny dowód na to, że nigdy nie należy wątpić i się poddawać, że razem jest łatwiej i można więcej…Zdobyty puchar stoi dziś wyeksponowany w pokoju Marka. Z ekscytacją opowiada, jak go zdobył i z kim biegł!

 

W pojedynkę nigdzie nie zajdziemy

Jeden z naszych wolontariuszy tak podkreśla rolę zespołu w takich akcjach: Jeden rzuca hasło, drugi ogarnia marketing w mediach i zbiórki, trzeci koordynuje, dopina szczegóły i firmy zewnętrzne. A z tego wszystkiego składa się sensowna całość. Najważniejsze, że jest to potrzebne, dobrze przyjmowane przez adresatów i towarzyszą temu pozytywne emocje! W grupie jest siła.

 

Słowem: Im więcej dajesz, tym bardziej rośniesz. Ale musi być ktoś, kto będzie brał – jak pisał Antoine de Saint-Exupéry.

 

Nie trzeba być Markiem Kamińskim, nie trzeba podróżować na drugi koniec świata po doznania; nie trzeba zdobywać medali w ekstremalnych zawodach. Wystarczy znaleźć swoją małą „Ziemię obiecaną” i swojego Mareczka, by przeżyć coś wyjątkowo. A fakt bycia współkoordynatorem, a czasami współuczestnikiem podobnych akcji może okazać się być najwspanialszą z możliwych pasji. Przekonajcie się sami! Dobro wraca i jest piękne.

 

TEKST: Danuta Pawlik

 

Więcej w miesięczniku „BIZNES.meble.pl”  

Chcesz otrzymywać każde wydanie? KUP PRENUMERATĘ