Podziel się:

Pływanie zimowe i morsowanie to styl życia

18-09-2021
Do schowka
Adam Dmuchowski o trwającej ponad 20 lat przygodzie z zimnem, zainspirowanej tym, co widział w Rosji, gdzie wchodzenie do wody zimą jest czymś naturalnym i nie budzi takich emocji, jak w Polsce.

 

Rozpoczynając swoją przygodę z zimnem, poszukiwałem osoby, która mnie w to wprowadzi. To bardzo ważne, aby nie rozpoczynać samemu, tylko wraz z doświadczonym pływakiem lub morsem. 20 lat temu nie było to łatwe, bo morsów i pływaków zimowych wtedy praktycznie nie było. Pierwsze wejście i od razu pływanie.


Przez długie lata morsowałem i pływałem sam – czego robić nie wolno, support musi być! – ale nie miałem wyboru, albo w dwu-, trzyosobowej grupie.


Najważniejsza różnica w morsowaniu i pływaniu zimowym polega na tym tym, że płynąc jesteśmy całkowicie zanurzeni w wodzie, łącznie z głową. Pływamy kraulem. Co ważne, przed morsowaniem jest rozgrzewka, a przed pływaniem – nie. Pływanie silnie angażuje nasze serce, jest bardzo obciążające dla organizmu. Wychłodzenie występuje kilkunastokrotnie szybciej niż w przypadku morsowania. Wprowadzamy się w stan kontrolowanej hipotermii, a na dystansie 500 m temperatura ciała spada nawet do 34-35oC. Z medycznego punktu widzenia to bardzo niebezpieczny sport.

 

Pomerania Winter Swimming – moja pasja


W roku 2017 utworzyłem klub Pomerania Winter Swimming. Wszystko zaczęło się od spotkania Julii Łaszkiewicz – osoby, która namówiła mnie do przepłynięcia Zatoki Gdańskiej (13 km). Wiało wtedy potężnie, pierwsze 4 km walczyliśmy o oddech, a nie żeby płynąć. Z 15 osób ostatecznie zdecydowało się na wejście do wody 9, z czego 8 ukończyło trasę. Pokonanie tego dystansu otworzyło mnie na nowe wyzwania.


Pomerania Winter Swimming skupia fascynatów zimowego pływania oraz morsowania. Celem jest uczestnictwo w różnorakich przedsięwzięciach tworzonych w ramach grupy, np. treningach pływackich. Wspólnie wyjeżdżamy na zawody w Polsce i za granicą. Członkowie, około 20 osób, uczestniczą w Mistrzostwach Polski, Mistrzostwach Pucharu Świata, Mistrzostwach Europy, a także Mistrzostwach Świata w pływaniu zimowym. Zdobywamy wiele medali, w tym także złote, na różnych dystansach. Głównym celem grupy jest propagowanie zimowego pływania, a nasze sukcesy sportowe są czymś drugoplanowym.

 

Pierwsze zawody – wielka trema


Pierwsze zawody – nie zapomina się ich nigdy – to rok 2016. Ja, z Borów Tucholskich, „chłopiec z Kociewia” jak zabawnie wtedy nazywałem siebie, postanowiłem pojechać na Mistrzostwa Polski w pływaniu zimowym morsów. Pamiętam, że najbardziej skupiałem się na tym, aby nie utracić sił, żeby nie musiano mnie wyciągać z wody – wszak były kamery TVP oraz TVN i dopiero byłby wstyd gdyby to pokazały. Czas był koszmarny. To było moje pierwsze 450 m...


Tam spotkałem mojego przyjaciela i trenera Piotra Biankowskiego. Jego powiedzenia typu: Adam, pamiętaj nie bierzemy jeńców, czy: są igrzyska, muszą być ofiary wraz z profesjonalnymi poradami sprawiły, że zacząłem od siebie więcej wymagać. I tak w następnym w roku wypływałem złoty medal na tych samych Mistrzostwach Polski, potem zaliczyłem świetny start w Pucharze Świata w Jelgawie na trzech dystansach, jeden po drugim: 25, 100 i 450 m. Później przyszły Mistrzostwa Europy i złoty medal na 100 m oraz srebrny na 200 m. Bardzo zadowolony jestem ze złota w sztafecie 4x100 m w Bydgoszczy. W ostatnim sezonie na zawodach Pucharu Europy Gdynia Cup wypływałem kilka złotych i srebrnych medali, co szczególnie mnie ucieszyło, gdyż była bardzo silna konkurencja. Długo będę pamiętał 500 m na Mistrzostwach Pucharu Świata w Katowicach gdyż woda miała 0,1oC, praktycznie płynęliśmy w lodzie.

 

Pływanie podlodowe – pomiędzy śmiercią a ekstazą


Pływałem też pod lodem. To interesujące przeżycie, pod wodą panuje całkowita ciemność, nie ma się absolutnie poczucia, czy płyniemy w dobrym kierunku. Choć trwa to chwilę (dystans ma 15 m), to wydaje się jakby to była wieczność. Tak sobie wyobrażam Piekło – całkowita ciemność, cisza i brak poczucia otoczenia – jak by się było w Nicości. Po takim przepłynięciu nic już nie jest takie samo. To traumatyczne przeżycie, które porównałbym do rebirthingu.

 

Zimno a medycyna


Współczesna medycyna bada wpływ hipotermii na ludzki organizm. Brałem udział w eksperymencie medycznym polegającym na 12-godzinnym morsowaniu (10-minutowe wejście do wody o temperaturze 0,6oC, następnie przerwa 50 minut, po czym ponownie 10 minut w wodzie, przerwa i tak łącznie 12 razy). W sumie były to 2 godz. w wodzie o temperaturze bliskiej zera. Badano nasze parametry fizyczne oraz jak w warunkach hipotermii pracuje mózg. Byli specjaliści z uczelni medycznych, a także z wojskowości. Mam nadzieję, że przyczyniłem się do lepszego poznania mechanizmów fizjologicznych związanych z hipotermią.

 

Pływanie zimowe i morsowanie to przygody dla każdego


Morsować może każdy. Przeciwskazaniem są choroby serca oraz sercowo- naczyniowe. Znam przypadki morsujących osób po przeżytych zawałach lub ze stentami, ale w tym przypadku absolutnie po konsultacji z lekarzem. Ciśnienie powinno być ustabilizowane. Zaraz po wejściu do wody wzrasta skokowo ciśnienie krwi do znacznych wartości i następuje przyspieszenie akcji serca oraz oddechu. Z czasem, kiedy mamy kilkuletni staż, te reakcje znacząco się zmniejszają. Po chwili wszystko stabilizuje się. Co ważne, wchodzimy bez neoprenów na dłoniach czy nogach. To bardzo istotne. To właśnie na dłoniach i stopach znajdują się receptory przekazujące informacje do odpowiednich ośrodków w mózgu. Płynąc większość z nas zanurza głowę (wyjątek żabka – w pływaniu zimowym nie zanurzamy linii nosa). Ma wtedy miejsce tzw. „efekt nurkowania”. Następuje wyrzut hormonów z nadnerczy oraz obkurczenie naczyń. Organizm broni się przed utratą ciepła. Powstają niejako dwa obwody – wewnętrzny zaopatrujący w krew najważniejsze organy, a także zewnętrzne krążenie obwodowe. Krążenie w dłoniach zanika zupełnie, a tylko na części sekundy naczynia co jakiś otwierają się i natychmiast zamykają. Żeby było ciekawiej najwięcej tracimy ciepła przez głowę i korpus, a nie przez stopy czy dłonie.


Dla zdrowia wystarczy nawet 3-5-minutowy pobyt w wodzie. Nie trzeba dłużej, bo dłużej nie oznacza lepiej. Jednak w miarę zdobywania doświadczenia pobyty przedłużamy nawet do kilkunastu minut, jeśli odczuwamy taka potrzebę. Nie bijemy rekordów. Pamiętajmy, że zimno zabija, możemy je tylko oswoić.


Pływanie zimowe czy morsowanie to mecz, który ma dwie połowy i tu zaskoczę: ta druga jest ważniejsza. W wodzie organizm sobie radzi, jest w miarę stabilny, byle tylko nie przesadzić z czasem pobytu. Wszystko zaczyna się po wyjściu z wody, kiedy zaczyna wracać krążenie i temperatura ciała powraca powoli do normy. Odczucia mogą nie być zbyt komfortowe. W zasadzie tym, co informuje, że trzeba opuścić wodę jest termogeneza drżenna. Kiedy organizm próbuje wytworzyć ciepło w wyniku drżenia mięśni powinniśmy opuścić wodę. Po wyjściu bardzo ważne jest, aby w wyniku truchtu przywrócić krążenie w kończynach i po ubraniu się dojść do temperatury początkowej. Dystanse które pływa się w wodzie to od 25 m do „lodowej mili”, czyli 1.609,3 m. Z reguły dłuższe dystanse, od 500 do 1000 m, zajmują czas pomiędzy 10 a 25 minut.

 

Zdrowotne aspekty zimna


Korzyści dla zdrowia są wielorakie. Wejście do zimnej wody pomaga przy najróżniejszych urazach i kontuzjach. Sam tego doświadczyłem po upadku na bark podczas runmagedonu. Tylko dzięki temu, że zaraz regenerowałem bark w zimnej wodzie, szkody okazały się niewielkie. Wielu moich znajomych uważa, że zimna woda wpływa regeneracyjnie na mięśnie, szczególnie po bieganiu czy długiej jeździe rowerem.


Zimna woda wygładza i ujędrnia skórę, pomaga na redukcję cellulitu. Po wyjściu jesteśmy czerwoni jak rak.


Jednym z ważniejszych aspektów jest wpływ na nasza psychikę. W wyniku pobytu w zimnej wodzie wydzielają się endorfiny, a także serotonina, dopamina i inne neuroprzekaźniki. To doskonała metoda na gorszy nastrój. Morsowanie działa na nas uspokajająco oraz w sposób istotny poprawia nasze samopoczucie. Znam wiele osób, które poradziły sobie w ten sposób z nerwicami, a nawet depresją.


Mówi się, że każdy z nas jest w stanie wygrać z koronawirusem, pod warunkiem, że ma odpowiednią odporność. Zwiększenie odporności organizmu ma miejsce już po 2-4 wejściach do wody, ale w zasadzie każde wejście powoduje wzrost stężenia płytek krwi, hemoglobiny i leukocytów. Hamowane są także procesy zapalne. Inaczej mówiąc: jesteśmy bardziej odporni na różnego rodzaju infekcje, także na COVID-19, ponieważ pobudzony układ odpornościowy niszczy wirusy zanim dostaną się do istotnych narządów, w tym przypadku płuc.


Generalnie morsy czy pływacy zimowi nie chorują, ponieważ większość z nas pod wpływem morsowania zmienia swój tryb życia na zdrowy. Dbamy o dietę i ruch, nie palimy papierosów, a alkohol spożywamy okazjonalnie i w małych ilościach. Korzystamy też z sauny. Morsowanie czy pływanie to styl życia, a nie tylko wchodzenie do zimnej wody. Bierzemy udział w zawodach biegowych, a także typu swimrun. Niektórzy członkowie Pomerania Winter Swimming biorą udział w runmagedonie, triathlonie, a nawet maratonach.

 

Pływanie zimowe to łamanie barier, przezwyciężanie samego siebie


W sferze emocji morsowanie i pływanie zimowe wpływają na podniesienie samooceny, pomaga uwierzyć w siebie. Zawsze powtarzam, ze wszystko jest w głowie. To w naszym umyśle odnosimy sukcesy i ponosimy porażki. Morsowanie i pływanie zimowe pozwala przekraczać kolejne bariery, zwiększamy kolejne dystanse, czy przedłużamy czasy pobytu. Uczymy się relaksacji. Jeśli płynąc w wodzie choć przez chwilę zwątpimy, że dopłyniemy, to tak się stanie. Uczymy się wsłuchiwać w organizm, w informacje, które z niego płyną i odpowiednio reagować.


Po prostu zaczynamy wierzyć we własne siły. Zawsze powtarzam, że płynąc w zimnej wodzie mamy tylko jednego przeciwnika, jesteśmy nim my sami. Dostrzegamy, jakie są w nas psychiczne blokady, które sami tworzymy. Uczymy się likwidować i przekraczać granice, które wynikają z naszego sposobu myślenia, z tego, co wpisał w nas świat, a często i my sami. Inaczej mówiąc: otwieramy się na nowe możliwości i cele. Z czasem przekraczamy „nieprzekraczalne”.


Po prostu uczmy się być szczęśliwymi ludźmi, którzy marzenia zamieniają na cele!

 

TEKST: Adam Dmuchowski

 

Artykuł został opublikowany we wrześniowym wydaniu „BIZNES.meble.pl”.

 

 

Chcesz otrzymywać każde wydanie? KUP PRENUMERATĘ
Tagi: pasja
Podziel się:

Zobacz także

Dodaj komentarz
Dodaj komentarz
Autor:*
Masz konto?
E-mail:
Tytuł:*
Treść:*

Przepisz tekst wpisany w cudzysłowie:
-
Wszystkie nowości w Twojej poczcie. Chcesz wiedzieć wszystko o aktualnych nowościach, promocjach - zapisz się do bezpłatnego newslettera.
Współpraca targowa:
Dołącz do nas!
Polub nas, a otrzymasz codzienną dawkę inspirujących aranżacji,
ciekawych artykułów i korzystnych promocji wprost na swoją tablicę!